Język- ster

zdjecie3
„Mały ogień, a jak wielki las podpala.

Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości.”

Jk 3,5-6

 

Co wybieracie do pracy nad sobą w Adwencie?

 

 



Jak drzewo

Blaski i cienie- idąc do światła

Co to jest?

 

Taki obrazek rodziny.

Rodzice są jak pień.

Dzieci jak gałęzie.

Czytając współczesne „recepty” na wychowanie dzieci mam wrażenie, że niektórzy wierzą w bajki, np. że gałęzie mogą dobrze funkcjonować, gdy podkopuje się pień, udaje, że do niczego nie jest potrzebny w całości. Że można go przerąbać na pół, a gałęziom nie będzie to przeszkadzać.

Lubię dosyć nurt tzw. rodzicielstwa bliskości. Jednak jest to bardzo ograniczony nurt- właściwe zastosowanie ma on w niemowlęctwie. Może trochę jeszcze później. A potem odwraca uwagę od meritum sprawy.

A co jest owym meritum? Istotą wychowania?

Jedność w małżeństwie.

Jak u muszkieterów: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Niektóre dzieci są bardzo sprytne. Już jako małe brzdące uczą się wykorzystywać ten brak jedności dla własnej korzyści czyli nieposłuszeństwa. Co oczywiście wychodzi im na niekorzyść.

Kiedyś byłam głupia jak but (no i coś tam mi zostało z tego) i myślałam, że właściwie nie da się uzyskać jedności w małżeństwie (skoro małżonkowie nie myślą i nie mówią tak samo). Stąd udawanie jej tym bardziej nie ma sensu.

Ale niestety na własnej skórze odczułam, jak negatywne skutki to spowodowało.

Cierpkie i gorzkie owoce.

Nieposłuszeństwo rozdzierające serce.

Dziecko rozdarte od wewnątrz.

 

zdjecie

 

Jak wrócić do jedności?

  • „furtka pokory”- mówiła o tym prof. Wanda Półtawska cytując Karola Wojtyłę; jeśli źle się dzieje w małżeństwie, to nie ma niewinnych- trzeba być pierwszym w proszeniu o wybaczenie, rozmawianiu, otwieraniu serca;
  • „tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci”- czyli sięgnięcie do korzeni małżeństwa; jaką wielką siłę, radość, twórczą moc  ma sakrament małżeństwa-                                   nieodgadnioną! nieogarnioną!

zdjecie1

Dół korzeniowy (zdjęcie powyżej)



Mieć nastolatka i przeżyć

zdjęcie(6)

Mój sąsiad mawia, że faceci wchodzą w stan zawałowy po czterdziestce nie z powodu wieku, tylko dlatego, że ich dzieci zmieniają się w nastolatki. No i niełatwo to przeżyć 😉

Wracam jeszcze raz do książki T. Rożka „Człowiek”. Pozycja popularnonaukowa, pięknie wydana. Można się tam zapoznać również z badaniami na temat wieku przepoczwarzania się- dojrzewania. Otóż w wieku nastu lat w niektórych rejonach mózgu człowiek w tym okresie życia traci nawet 80% połączeń mózgowych. Po prostu jak po ciężkim urazie mózgu! Dla mnie to odkrycie epokowe 🙂

Dlaczego?

  • Bo takiej osobie należą się wyrazy współczucia i wyrozumiałości;
  • Z drugiej zaś strony należy jej się olbrzymi trening mózgowy: rehabilitacja po urazie mózgu to trening umysłowy i wzrastająca trudność zadań; wymagania, wymagania i wymagania- to jest wyraz prawdziwej miłości dla nastolatka; a więc pracy fizycznej i umysłowej nastolatek potrzebuje mieć pod dostatkiem, żeby jednak coś pod czaszką zostało 😉

Nie jest łatwo- bo czasem/często chciałoby się odpuścić i nie wymagać. Ale warto. Ja już czasem widzę wykluwające się z poczwarki piękne motyle.

 



Szczyt samooszukiwania się

Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy to przeczytałam:

„Zakazuje się uśmiechać!”

Dzieci z zespołem Downa,

chociaż często mają wiele problemów zdrowotnych są jak radosne iskierki. Dzieci zdrowe niestety szybko uczą się nie słuchać, kłamać, dokuczać innym. Dzieci z zespołem Downa pozostają tak bardzo radosne, życzliwe, prostoduszne- uczą innych cieszyć się życiem.

Przypomniała mi się bajka o tym, jak władca zakazał kogutom piać…

Surrealistyczne

Ale nasi internauci pokonają tą paranoję wybuchem…

śmiechu!



50 %

zdjecie-12

Cytat:

„U małego dziecka mózg zużywa połowę energii całego ciała, a u dorosłego- około 20 procent, mimo że stanowi zaledwie 2 procent masy ciała.”

T.Rożek „Człowiek”

Może dlatego dzieci są tak twórcze, że robią zdjęcia lamp „ogrodowych” znajdujących się w domu (j.w.), makaronu w zupie, tęczy na suficie?

zdjęcie(3)



Kołderka z kasztanów i przesuwanie ściany

zdjecie-33

 

Kołderka z wszytymi 3 kilogramami kasztanów

 

Czy znacie takie dzieci:

 

-które zachowują się jak na torturach podczas smarowania kremem, mycia mydłem lub szorowania gąbką?

-które za torturę uważają ubieranie lub rozbieranie?

 

Terapeutka integracji sensorycznej zaleciła dla takiego okazu:

  • dużo bujania/huśtania;
  • dużo masażu, ale za to silnego np. drewnianymi „kręciołkami” z kolcami;
  • przykrywanie ciężką kołderką stanowiącą 20% wagi ciała (na krótko: 20 minut);
  • zabawy typu: przepychanie ściany.

 

Inny okaz dziecka z kolei za ujmę uważa nakładanie skarpetek, zachowując się przy tym jakby mu te nogi odkrajano.

Rada terapeutki?

  • dużo chodzenia na bosaka: po trawie, kamieniach, piachu itp.

 

Co w tych radach jest wspólnego? To jest powrót do pewnej twardości w postępowaniu z dzieckiem, do wymagania od niego znoszenia tego, co zdaje się mu trudne.

Jesteś nadwrażliwy? Znoś to, co wytrzymują twardziele.

Masz nadwrażliwość stóp? To pochodź sobie na bosaka po kamyczkach, po śniegu, zimnej wodzie.

Masz nadmiar energii? To podźwigaj sobie ciężary, pookładaj się z bratem/kolegą, posiłuj z psem, wykonaj kawałek ciężkiej pracy ojca czy matki itd.

Masz nadwrażliwą skórę na dotyk? Nie wycieraj się mięciutkimi ręcznikami, a szorstką jutą, surowym płótnem.

Rozpychasz się i przesuwasz innych? Znoś ucisk starszych, spanie z rodzicami, którzy się rozpychają, zapasy ze starszym bratem, który nie daje pierwszeństwa.

 

A w tych radach zwraca jeszcze uwagę nadrabianie zaległości z niemowlęctwa: bo czas na bujanie młodego człowieka jest wtedy, gdy się go nosi, bo sam nie umie jeszcze chodzić.

Te rady to: oddaj dziecko w silne ręce taty, który oklepie, będzie się siłował aż do zadyszki, pomasuje aż dziecko dostanie wypieków.

To tatusiowie oduczają nadwrażliwości. I to skutecznie. Tylko nie można bronić dziecka przed tatusiem, bo ono go bardzo potrzebuje. Ani zniechęcać tatusia do dzieci narzekaniem na nie.

 

Ładną kołderkę uszyłam?

Ładna czy nie ładna, ale na pewno ciężka 🙂



Dziękowanie – ducha odmładzanie

zdjecie-3

Naukowcy odkryli, że narzekanie niszczy mózg. Podczas notorycznego narzekania niszczy się m.in hipokamp- ta część mózgu, która ulega również degeneracji przy chorobie Alzhaimera.

No i narzekanie niszczy atmosferę w rodzinie.

Pan Bóg już dawno nam o tym mówił i ostrzegał.

„Zawsze dziękujcie!”–  Słowo Boże skutecznie konkretyzuje tę sprawę.

A my żony i matki powinnyśmy szczególnie pracować nad sobą, żeby nie narzekać na dzieci. Zwłaszcza do męża tuż po jego przyjściu z pracy.

Niezłe zadanie, co?

Są czasem starsi ludzie, którzy są młodzi duchem. Oni właśnie nie narzekają, mają tyle powodów do radości. Nawet jak ich nie mają.



Dzieci w kościele na wagę złota

zdjecie-5

Dzieci rozrabiają w kościele- to fakt.

Jednak są tam na wagę złota. Bo jak już się modlą, to szczerze i z wiarą.

A ich aniołowie nieustannie uwielbiają w wielkiej bliskości Boga.

Dlatego papież Franciszek wstawia się tak pięknie za każdym płaczącym dzieckiem, o czym tu pisałam.

Z drugiej- mojej rodzicielskiej strony.

Dzieci tak szybko rosną.

Jako maluchy (wiek poniemowlęcy 12-36 miesięcy) i przedszkolaki, (od biedy jeszcze młodszy szkolny) chętnie słuchają rodziców, chłoną ich słowa jak gąbka. A później pod górkę.

Trzeba zdążyć nauczyć, podzielić się tym co ważne póki nie kontestują. Póki to, co podane z życzliwą miłością przyjmują radośnie. Póki przyjmują uwagi do serca.

Dzieci tak bardzo potrzebują usłyszeć więc w kontekście przychodzenia do Kościoła:

  • Jak bardzo Pan Bóg na nich tu czeka;
  • Jak wiele mogą wymodlić, jak uważnie każdej ich modlitwy wysłuchuje Zbawiciel;
  • Jak wielki cud dzieje się w czasie Eucharystii;
  • Potrzebują to poczuć, jak wielki majestat i cześć należy się Bogu.

I to wszystko w atmosferze wielkiego spokoju i akceptacji.

No i z całą pewnością trzeba się wyrobić przed wiekiem buntu i kontestacji.

Przed Mszą trzeba i warto modlić się z dzieckiem i za dziecko.

Ja bardzo słaba jestem w dopilnowywaniu moich dzieci na Mszy, więc „zatrudniam” ich Aniołów Stróżów i przypominam im o ich obowiązkach względem moich dzieci.

Efekt jest, nie powiem. Oni się na tym znają, bo mają bliskie układy z Górą.

A jak i to nie pomoże, to wszystkich Świętych jeszcze trzeba zatrudnić. W kupie siła.

A jak to nie pomoże, to znaczy, że sama bardzo przeszkadzam naszym dzieciom w uważnym (jak na ich wiek) uczestnictwie we Mszy Świętej.

No i trzeba się nawrócić.

I jeszcze odnowić znajomość z własnym Aniołem Stróżem.

I własną znajomość ze świętymi, choćby kruchą.

O tym, że czasem trzeba zostawić dziecko w domu, dać sobie czas na skupienie: druga strona medalu.

zdjecie-31



Czekanie na wagę złota

Jest taki czas, kiedy o naszej miłości świadczy tylko cierpliwość:

Jest sens czekać

a nawet utrudzić się tym czekaniem.

Dla niektórych dzieci ich termin to np. 43 tydzień (liczony wg miesiączki czyli regułą Naegellego). Jeśli indukcję czyli wywołanie porodu przeprowadzi się, kiedy dziecko skończyło 37 tydzień, to takie dziecko jest wcześniakiem, który powinien siedzieć jeszcze w brzuchu 6 tygodni dłużej. Widziałam wielokrotnie na położnictwie wcześniaki zabrane do inkubatorów urodzone „w terminie”, z dużymi problemami oddechowymi, nie mające siły ssać.

To czekanie na poród to góra kilka tygodni. A co potem z czekaniem, żeby wykarmić dziecko odpowiednio? Też się odstawia mleczne wcześniaki od piersi. No bo jeśli nie miało się cierpliwości czekać kilku tygodni, dni na poród, skąd weźmie się cierpliwość, żeby wykarmić dziecko?

Acha.

Po komentarzu Moniki dorzucę jeszcze kilka słów. Uważam, że lekarze z zasady mają dobrą wolę i bardzo dużo wiedzy. Stąd proponowanie przez nich indukcji- wywoływania porodu zanim się samoistnie zacznie zwykle wynika z tej dobrej woli, ale też z wielu przewidywań powikłań, o których się uczyli. No, musieli się uczyć, oczywiście dobrze, że się uczyli. Szkoda, że właśnie nie poświęcają całej swej uwagi tymże sytuacjom choroby, zaburzeń,  bo wtrącanie się do fizjologii akurat niestety często ją niszczy. Zbyt krucha i delikatna jest ta kobieca fizjologia porodu, by można było wokół niej chodzić inaczej niż na paluszkach.

Jednak to rodzice mają intuicję rodzicielską. No i od nich zależy, czy w wiedzę się zaopatrzą.

Jak lekarz wierzący i modlący się, to jeszcze może mieć natchnienie Ducha Świętego, co do swojej pracy,  z pewnością. Takich lekarzy ze świecą szukać.

Nasz znajomy oazowicz- lekarz rodzinny postawił moim dzieciom przez telefon prawidłową (niełatwą!) diagnozę, której nie potrafiła wypracować badająca ich kilka dni wcześniej lekarka. Chociaż w obrazie choroby nic się nie zmieniło.



O tych, co płaczą, śmieją się i ciągle ruszają w kościele

Portal „Catholic Culture” przytacza słowa papieża Franciszka o dzieciach.

Myślę, że jest on jak balsam dla rodziców, którzy przejmują się, że ich dzieci nie umieją się zachować na Mszy Świętej, bo są jeszcze małe.

Ojciec Franciszek powiedział, że łzy dziecka to „najlepsze kazanie”. „Dzieci płaczą, są głośne, nie przestają się ruszać. Jednak naprawdę mnie denerwuje, gdy widzę, że dziecko płacze w kościele, a ktoś mówi, że musi wyjść. W łzach dziecka jest głos Boga: nigdy nie można wyrzucać ich z kościoła”.

Ufff!- można stać po stronie dziecka, jaka ulga. Ale ja jednak czasem wychodzę z płaczącym dzieckiem, żeby móc go pocieszyć. Na głośne zachowanie dorosłego nie ma jednak przyzwolenia.

Ojciec Święty głosił także słowo o radości, której powinni doświadczać wszyscy wierzący w Chrystusa. „To boli, gdy widzi się chrześcijanina z goryczą na twarzy”, któremu brakuje pokoju.  „Święci mają na twarzy radość”.  Dzieciom tak blisko do świętości, że jest się czego od nich uczyć.