|
|
|
23 październik
„Gdybyś miała czas to napisz proszę, czy coś takiego, jak „zbyt mała ilość pokarmu” w ogóle istnieje? Znam z opowieści kilka takich historii, tzn. stwierdził to lekarz albo położna i kończyło się oczywiście na dokarmianiu MM bądź tylko sztucznym karmieniu.”
Padło takie pytanie w komentarzu.
Istnieje.
Ale w naszych realiach zwraca uwagę przede wszystkim „pozorny niedobór pokarmu”. Zdarzyło mi się konsultować matki, które twierdziły, że nie mają pokarmu, bo pod wpływem ich naciśnięcia (na samą brodawkę- czego się nie robi!) mleko nie leciało wartkim strumieniem. A jak wiadomo: 1. Nie odciąga się skutecznie mleka ściskając brodawkę, tylko wymasowując mleko spod otoczki; 2. Kobieta nie robot- nie działa za naciśnięciem guziczka- jak się ją sprawdza, to zazwyczaj odruch wypływu (oksytocynowy) zahamowuje z powodu stresu. Hormon stresu- adrenalina skutecznie blokuje wydzielanie oksytocyny odpowiedzialnej za „wyciskanie”, wytryskanie mleka; 3. Jak kobieta ma zastój, to pomimo że ma piersi przepełnione mlekiem, to jej mleko nie leci.
Zadziwiające, że można mieć tak mały kontakt ze swoim ciałem, że w momencie największego przepełnienia mlekiem piersi (jak głazy bywają twarde), twierdzić, że się go nie ma.
Druga częsta sytuacja jest ta, że z kolei unormowanie laktacji- czyli rozluźnienie piersi- kobiety odczytują jako „zniknięcie mleka”. No i tak się tym martwią, że coraz częściej podają mieszankę, no i rzeczywiście spełnia się ta obawa.Matki też potrafią płaczliwość interpretować jako niedobór pokarmu- a dziecko może doświadczać właśnie nadmiaru z powodu zbyt szybkiego wypływu mleka z piersi. Itd., itp.
Zdaje się jednak, że sympatyczną Pytającą interesował rzeczywisty niedobór pokarmu.
Zazwyczaj zdarza się: odwracalny niedobór pokarmu (czyli matkę można wyleczyć, sposób ssania dziecka rehabilitować, nauczyć dobrego przystawiania, wędzidełko zbyt krótkie podciąć itd.). W wyjątkowych naprawdę sytuacjach niedobór jest nieodwracalny, np. niedorozwój gruczołu mlecznego (baaaardzo rzadko- nie świadczą o tym małe piersi), stan po operacji piersi (np. przecięty nerw piersiowy), po radioterapii.
Niektóre przyczyny rzeczywistego niedoboru pokarmu:
- Hormonalne:
-pozostawienie fragmentu łożyska- organizm się więc dalej zachowuje jakby był w ciąży; a fragment łożyska utrudnia zwijanie macicy; dla zdrowia matki i żeby dziecko mogło się najeść konieczne jest łyżeczkowanie; po tym zabiegu- laktacja może ruszyć wreszcie z kopyta, jeśli się ją pobudza (o ile nie zaburzyło się w tym czasie odruchu ssania dziecka smoczkiem, itd.);
-niedokrwienie przysadki mózgowej (tzw. zespół Sheehana)- krwotoki porodowe nie są dobre dla przysadki mózgowej produkującej i prolaktynę (hormon mleczny produkowany przez przedni płat przysadki) i magazynującej w tylnym płacie oksytocynę;
-branie środków antykoncepcyjnych dwuskładnikowych i leków hamujących laktację (np. bromokryptyna;
-dużo papierosów, alkohol, narkotyki;
-nieleczona niedoczynność tarczycy (czyli słaby apetyt, depresja, zmęczenie), nieleczona cukrzyca (dla cukrzyczek laktacja jest baaardzo wskazana, bo to oznacza więcej zużytych kalorii, ale żeby laktacja ruszyła, trzeba jak najczęściej karmić);
-za mało oksytocyny, np. z powodu: bardzo silnego bólu, ciężkiej choroby;
2. Żywieniowe:
-głodzenie (się) matki (nie można się wycieńczająco odchudzać!);
-odwodnienie matki;
-głębokie wyczerpanie matki, głęboka anemia;
-duże ilości kawy (podaje się, że powyżej 5 filiżanek);
3. Odłączenie matki od dziecka:
-opóźnienie pierwszego karmienia;
-zbyt mała częstotliwość karmień (karmienie wg zegarka, podawanie smoczka zamiast piersi, przeczekiwanie, ospałe dziecko, dokarmianie;
-zbyt krótkie karmienia: np. pośpiech;
-brak nocnych karmień, np. uczenie dziecka przesypiania nocy, zabieranie dziecka w szpitalu na noc, „żeby matka wypoczęła”;
-brak, zbyt rzadkie, zbyt słabe odciąganie w sytuacji oddzielenia od dziecka;
4. Nieskuteczne opróżnianie może być spowodowane:
-obrzękiem, zastojem, zapaleniem (dziecku może być wówczas trudniej złapać pierś, jeśli brodawka się chowa);
-nieprawidłowym przystawianiem przez matkę;
-zaburzeniami ssania u dziecka, np. mylenie wzorców ssania (nauczenie się smoczka), leki działające na dziecko (np. opiaty przeciwbólowe w czasie porodu), choroby;
-problemami z odciąganiem.
Niestety są takie sytuacje. Ale jeszcze bardziej niestety, że w bardzo wielu można pomóc, ale się przekreśla kobiety, dziecko, że podsuwa się tak szybko butelkę ze smoczkiem jakby to było jedyne alternatywne rozwiązanie. Tak jakby jedyną alternatywą dla chodzenia był wózek inwalidzki. No cóż i w dziedzinie laktacji jest też cały szereg pośrednich rozwiązań nie przekreślających tak łatwo laktacji jak butla z mlekiem- bardziej zbliżonych do zdrowia.
Te oddzielenia matek od dzieci, sytuacje choroby, wcześniactwa to jednak bywają naprawdę bardzo trudne kwestie. A jak się na to nałoży jeszcze całe mnóstwo mitów dotyczących karmienia, to uzyskujemy obraz laktacji w sytuacjach szczególnych. To, że już na położnictwie 50% dzieci jest dokarmianych u nas w Polsce- to świadczy przede wszystkim o złych praktykach szpitalnych, o tym, że wiele z mitów laktacyjnych podzielają lekarze i położne oraz że ten właśnie personel medyczny jako rodzice sami karmią bardzo szybko sztucznie- więc dzielą się tym osobistym doświadczeniem z tymi, którzy wpadną w ich ręce.
W tej dziedzinie niestety matki i ich dzieci mają zbyt często pod górkę w naszych realiach.
17 październik
Jesień pełno liści niesie. Deszcze napełniają też niebo szarością. Te mglistości też na duszę czasem wchodzą i straszą ją.
Nie dajmy się więc:
- Bo zwycięstwo jest w naszym posiadaniu! „Jam zwyciężył świat!”- powiedział Zbawiciel, więc trzymajmy Go za słowo;
- Warto żyć; i potrzebują nas mężowie, dzieci, bliscy i dalecy, starzy znajomi i nowo poznani;
- Często spada nam nastrój z powodu wahań hormonów, które są szczególnie gwałtowne: tuż po porodzie, na zakończenie laktacji (zwłaszcza szybkie zakończenie), przed miesiączką, itd. No i co z tym zrobić? Chyba pozostaje śmiać się z siebie i żyć dalej;
- Czasem trzeba zrobić morfologię z tego banalnego powodu, że mało czerwonych krwinek lub mało hemoglobiny = kiepski humor;
- Innym mamom siada nastrój z powodu kiepskich wyników hormonów tarczycy; czasem można spotkać świetnych dietetyków, którzy świetnie pomagają w różnych problemach zdrowotnych; czasem „głupi” test na nietolerancje pokarmowe potrafi wiele pokazać, co nam leży na wątrobie;
- No i jak braknie nam w jedzonku witamin z grupy B, magnezu, to możemy się kiepsko czuć; magnez podobno można też nabyć przez kąpiele w solach magnezowych;
- Czy się chce czy nie chce, iść na słońce, gdy tylko się pojawi na niebie;
- ponadto gdy się ruszamy, to o podniesienie nastroju dbamy:
Jaś uprawiał gimnastykę i stał się wesołym smykiem,
a Agnieszka chodziarstwo ćwiczyła
i więcej się nie smuciła 😉
No to kto idzie na wycieczkę
po przygód pełną beczkę?
Oczywiście jeśli komuś się prawdziwa depresja zdarza,
niech się, proszę, na lekarza nie obraża.
16 październik
Prawidłowe karmienie piersią to tulenie dziecka do siebie. Przytulanie go do serca dosłownie i w przenośni.
Zdarzyło mi się jednak w praktyce konsultanta laktacyjnego widzieć też dziecko karmione piersią- odsunięte od jej ciała. Skutki opłakane- poranione brodawki matki, dziecko nienajedzone (z powodu zbyt płytkiego przystawienia do piersi).
Przytulenie do serca jest wpisane głęboko w karmienie piersią. Niestety gdy zabraknie tego głębokiego nastawienia serca na dziecko, staje się ono karykaturą samego siebie.
Mam tu na myśli te matki, które zaczynają karmić dziecko piersią ze złością, gniewem, jakimś wewnętrznym rozdrażnieniem. Czy więc z powodu tych uczuć powinnyśmy przestać karmić naturalnie swoje dzieci?
Nie, powinnyśmy natomiast zacząć wychowywać swoje serce. By było przy dziecku. By było sercem matki kochającej, nie zaś dziewczynki, która się łatwo niecierpliwi, zraża, buntuje czy dąsa.
Kiedy sama miałam z tym ogromne problemy, zauważyłam, że naturalnym korzeniem tej sytuacji jest fakt, że należę do pokolenia, które nie było karmione mlekiem matki lub w dalece ograniczony sposób. Brak doświadczenia tej ogromnej dawki fizycznej obecności, czułości matczynej, jej dyspozycyjności to jakaś wyrwa w psychice dziecka. Brak też nam było i jest widoku wielu innych karmiących mam. Brakuje wspólnego karmienia i wspólnych rozmów.
Czasem się wydaje, że już się jedno czy dwójkę wykarmiło, czy podchowało w miarę cierpliwie, to kolejne będzie łatwiej, spokojniej.
Nic bardziej błędnego.
Za każdym razem trzeba pracować nad sobą. Cierpliwość, wytrwałość nie jest dana raz na zawsze.
I nawet po zakończeniu karmienia piersią- co prędzej cy później musi przyjść, dziecko upewnia się, czy znajdzie miejsce w sercu i przy sercu mamy.
1 październik
„Zauważyłem, że wszyscy, którzy popierają aborcję, zdążyli się już urodzić.”
Ronald Reagan
To samo dziecko od początku do końca
Niektórzy wybrzydzają, np. tak: „Ale co to za dziecko jak na pewnym etapie ma ogon, łuki skrzelowe?”
No cóż, ale ten co pyta, najczęściej korzysta z wygodnego siedzenia, dzięki swej kości ogonowej. I chociaż uważa, że z powodu łuków, szczelin i kieszonek skrzelowych można człowieka bezkarnie zabijać, to sam korzysta nałogowo z własnych oczu, uszu, tchawicy, migdałków itd., które właśnie z owych „skrzel” się rozwinęły. No to jednak lepiej mieć te „skrzela” w dzieciństwie jak należy?
Człowiek na każdym z etapów życia wygląda inaczej. Ale na każdym potrzebuje miłości i uznania dla swojego człowieczeństwa.
Będąc w szkole podstawowej niepokoiła mnie teoria ewolucji i przedstawianie embrionogenezy jako przejście człowieka przez etap ryb-płazów-gadów itd. Niepokoiło mnie przedstawienie rozwoju człowieka jako podobnego do rozwoju zwierząt.
Do momentu gdy nie upewniłam się, że właśnie dlatego że przechodzi przez te etapy może być ich ukoronowaniem, zwieńczeniem.
Jeśli w pewnym czasie embriologia była tak mało rozwinięta, że widziała głównie podobieństwa między różnymi gatunkami, nie widząc szczegółowych różnic i ich sensów, to znaczy, że jeszcze bardzo niewiele wiedziała. Tak jak ja widząc grupę Murzyniątek, mogłabym powiedzieć, że są bardzo podobne (nie przyglądając się uważnie). Jednak matka jednego z nich nigdy nie powie, że te różnice są nieistotne. Ona wie więcej.
Kiedyś pracując na położnictwie usłyszałam od jednego z odwiedzających, że według niego wszystkie noworodki i niemowlęta wyglądają tak samo. (Sic!!!) Byłam wtedy na etapie zamiłowania do szkicowania portretów niemowlęcych – wydało mi się to tak niedorzeczne, że miałam wrażenie jakby ten człowiek z choinki się urwał. Mówiąc tak wykazał się on kompletnym brakiem wrażliwości, uważności spojrzenia.
Podobnie na tym etapie zarodkowym- w tych skrzelach ukryte są zawiązki rysów konkretnego człowieka. Czy patrzymy na tyle uważnie, żeby to odkryć? Przeszkodą może być sprzęt, ale największą przeszkodą jest jednak brak miłości i przyznania prawdy- na kogo patrzymy.
29 wrzesień
Podziwiam!
Jak pięknie wiele matek łapie promienie słoneczne:
- wkłada je do słoików z bzem, malinami, jabłkami- zimą rozświetlają chore brzuszki, gardła domowników;
- garściami zrywa je ze słońca- uśmiechem obdziela dzieci, rodzinę, przyjaciół, sąsiadów;
- załadowuje je do siatek, toreb, żeby zanieść dalej, podzielić z innymi, żeby promiennie było w ciemnych zakątkach świata;
- matki-nauczycielki wsadzają do młodocianych głów wiązanki słonecznych myśli i trosk- żeby rozświetlić ten czas burz młodzieńczych.
Mam to szczęście, że nawet sklepowa dzieli się ze mną, jak to leczy dzieci sokiem z bzu czarnego: kwiatów syropem i jesiennym owocowym. Jarmuż natomiast jest pyszny, jeśli zmiksować go z bananami, gruszkami, sokiem cytryny i wodą.
Cały świat pełen Bożych leków- trudno się na nie obrażać 🙂
A jesienne promienie tak bardzo kolorowe i wesołe…
„Radość serca jest życiem człowieka”- mówi Biblia- no to wybierajmy radość, żeby żyć. Pomimo wszystko.
13 wrzesień
„Jak może być za dużo dzieci?
To tak, jakby powiedzieć, że jest za dużo kwiatów”
Matka Teresa
Jednak niektórzy ludzie są tak poranieni, tak wewnętrznie skrzywieni, że boją się nawet małego dziecka.
11 sierpień
Pomysł na spotkanie, wzajemne wsparcie, propagowanie karmienia piersią jako czegoś, co nie jest wstydliwe podczas spotkań towarzyskich- bo jest najwłaściwsze i na miejscu:
Dużo karmiących mam w restauracji
Ten pomysł kiełkował już od bardzo dawna. Dzisiaj jednak znalazłam w necie artykuł o matkach, które żeby propagować laktację spotkały się w muzeum w strojach ludowych. Owszem wyglądało to pięknie. Zdjęcie opublikowano na wstępie urocze.
Jednak refleksję przy tym miałam przykrą. Właściwie w interesie firm „mieszankowych” jest, żeby uczynić z karmienia piersią coś przestarzałego, co się nadaje już tylko do muzeum. Czy to aby na pewno dobrze się przysłuży karmieniu piersią? Czy nie robi z karmienia mlekiem matki „skansenu” i takiej „szopki”, którą już tylko w muzeum można zobaczyć? Takie miałam skojarzenia.
Stąd pomysł na spotkanie w miejscu bardziej zwyczajnym. Takim właśnie, które współcześnie kojarzy się z jedzeniem. Bo ssanie piersi to jedzenie za młodu mleka matki.
10 sierpień
Sytuacja nr 1:
Dziecko płacze (albo tylko „dziobie” dekolt), bo chce ssać. Mama karmi więc piersią: w swoim domu przy gościach, na weselu przy stole, w kościele, na plaży, w górach, w sklepie, w parku itd. Dziecko szybko się więc uspokaja. Gdy jest małe, nierzadko zasypia. Matka jest zadowolona, dziecko również. Karmienie jak to karmienie ani do intymnych czynności nie należy- żywienie to społeczna sytuacja. Ani do nadzwyczajnych- karmienie piersią to zwyczajny normalny sposób karmienia małego dziecka.
Sytuacja nr 2:
Dziecko płacze, bo chce ssać. Mama jednak się krępuje karmić: przy gościach, przy stole, w kościele, itd. Szuka więc ustronnego miejsca na nakarmienie. Gdy je znajduje, chce przystawić dziecko do piersi- to jednak rozgląda się, poznaje nowe miejsce. Nie chce jeść, bo jest zaambarasowane nową sytuacją. Mama wraca więc, skąd przybyła. Dziecko nakręca się jeszcze bardziej- znowu nowe wrażenia. W końcu znów nie wytrzymuje- znów przypomina sobie, że chce ssać. Mama więc znów wychodzi w ustronne miejsce. Tam dziecko znów się rozgląda- bo z jego krótką pamięcią, to dla niego znów nowe miejsce. Itd., itd. Krzyczy coraz głośniej, bo zamiast mleka otrzymuje coraz więcej bodźców.
Taka sytuacja zazwyczaj ma miejsce u nieco starszego dziecka- raczej nie u noworodka. Pokazuje ona niedorzeczność proponowania matkom, by karmiły piersią w „miejscach specjalnie do tego przeznaczonych”. Przetestowałam zarówno sytuację 1 jak i 2, i generalnie nauczyło mnie to, że nie warto się kopać z koniem. Im szybciej może ssać dziecko, tym bardziej jest zrównoważone emocjonalnie. Karmienie piersią jest wpasowane w potrzeby małego dziecka, które nie umie jeszcze zdobyć się na cierpliwość czekania. Potrzebuje za to wiele dojrzewania, czasu, ćwiczenia, przykładu, by się tego nauczyć.
W ogóle tworzenie takich miejsc „specjalnych do karmienia piersią” jest fatalną rzeczą- czyni z karmienia coś nienormalnego, z czym trzeba się ukrywać. Karmienie piersią nie potrzebuje „specjalnego miejsca”- potrzebuje za to specjalnej życzliwości, akceptacji, wsparcia.
Wiecie co najbardziej szkodzi karmieniu piersią oprócz tysięcy niedorzecznych mitów na ten temat? Seksualizacja otoczenia plus reklama i rozpowszechnienie sztucznego żywienia dzieci.
Epatowanie seksem w mediach, modzie, na ulicy, w reklamach czyni z piersi jedynie obiekt seksualny. I to wyuzdany, nieczysty.
Natomiast karmienie piersią nie jest i nigdy nie było czynnością intymną jak współżycie, gra wstępna, pocałunki damsko-męskie itd. Karmienie piersią nie jest czynnością intymną, bo relacja matka-dziecko nie jest (nie powinna być nigdy!) kazirodztwem. Naturalne karmienie nie jest intymne, bo relacja matka- dziecko nie jest wyłączna: matka nie umniejszając swej miłości może kochać, karmić piersią też inne dziecko (nawet nie swoje!). Nawet jeśli jedna lub druga matka wstydzi się karmić przy tej lub innej osobie lub w jakimś środowisku, to nie świadczy to o tym, że robi coś intymnego, lecz że zapewne nie miała wystarczającego społecznego wzorca naturalnego karmienia. My po prostu bardzo wiele tracimy na tym, że tak mało widzimy innych kobiet karmiących piersią i ich ssących dzieci- tak wiele mogłybyśmy się od siebie nauczyć. Już jako małe dziewczynki otrzymałybyśmy pewne szlify 🙂
Karmienie piersią nie jest też czynnością intymną, bo dziedzina żywienia nie jest czymś, z czym trzeba się ukrywać. Dla dorosłego normalną rzeczą jest zjedzenie w towarzystwie gotowanych ziemniaków, dla małego dziecka ssanie piersi swojej mamy. Jeśli ktoś ma z tym problem to znaczy zazwyczaj, że ma pewne braki w edukacji społecznej: już jako dziecko powinien się tyle napatrzyć na ssące dzieci, karmiące naturalnie matki, że nie powinno to go w ogóle dziwić. Tyle razy powinien widzieć sytuację karmienia, że powinien doskonale rozumieć i umieć wesprzeć w karmieniu naturalnym matkę, jak i rozumieć potrzebę ssania małego dziecka.
Niestety całe pokolenie wyuczone jedynie karmienia sztucznego upośledziło nas w dziedzinie laktacji, a zwłaszcza myślenia o niej.
Znacie to?
Głośny proces o karmienie w restauracji
Jeśli już można by się bulwersować o jakieś karmienie małego dziecka, to byłoby to karmienie sztuczne: przez butelkę i smoczek. Jak nie wstyd wystawiać na pokaz taką protezę piersi! No, nie wstyd, zwyczajnie. Bo to jedzenie dla dziecka. Ale tym bardziej nie wstyd karmić dziecko zdrowo i naturalnie.
Sfera żywienia nie jest ani intymna, ani „seksualna”. No, ale głodnemu zawsze chleb na myśli: problem nie leży w karmieniu piersią. Problemem jest wzrok i serce patrzącego: niewychowane co najmniej, pożądliwe u niektórych.
Czytając ten stek niedorzeczności
uzurpujący sobie obiektywność,
można się zastanawiać, jakie świadectwo daje o sobie autorka.
Piękny tytuł blogu „Z Maryją przez życie” w tym artykule nie oddaje sensu życia z Maryją. Matka Boża nie odcina się bowiem od naszego karmienia piersią. Bo jej karmienie też było w pełni ludzkie. Ale też w pełni cierpliwe, łaskawe, bez zazdrości i szukania poklasku, bez nieskromności. Cała piękna i dobra w karmieniu, wychowaniu Jezusa.
Stąd umiejąca wspierać takich słabeuszy jak ja 🙂
1 sierpień
Jest Matka Boża Częstochowska,
jest Ostrobramska z Wilna,
jest Królowa Tatr z Wiktorówek (o ile coś nie pokręciłam),
jest Ludźmierska Matka Boża Uśmiechnięta.

A tę oto wsadzoną pomiędzy płytki glazury moje dzieci okrzyknęły Matkę Bożą Łazienkową.
Gdzie by nie była, zawsze gotowa pomagać.
30 lipiec
Ta matka nie zadręcza się, że ma za duże dziecko na karmienie swoim mlekiem i noszenie go.
Nie zastanawia się, czy to nie jest już przypadkiem przesada i nie zakrawa na jakąś patologię.
Nie zastanawia się, czy przypadkiem nie powinna już odstawić, bo siostra/babka stryjeczna/przyjaciółka odstawiły 3 miesiące wcześniej.
Nie wątpi, czy jej mleko przypadkiem nie stało się już bezwartościowe.
Obejrzyjcie i same oceńcie:
Matka i duże dziecko
Ta matka chyba zaspokaja jakieś swoje potrzeby kosztem dziecka 😉 Na pewno coś z nią nie tak albo dziecko wychowuje na mamisynka! 😉
|