|
|
|
2 lipiec
W jaki sposób mówimy o swoich dzieciach? One przeglądają się w naszych słowach jak w lustrze.
Stąd kapitalna rada wychowawcza (której szukałam od dłuższego czasu):
„Dopomóż mi do tego, Panie, aby oczy moje były miłosierne, abym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała tego, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, abym umiała dobrze czynić bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace. Dopomóż mi, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie.” To święta Faustyna Kowalska.
Właściwie tę moc słowa rodzicielskiego potwierdza psychologia zwracając uwagę na tzw. efekt lustra społecznego. Jak mówimy o swoich dzieciach, takimi się stają.
Trudne to zadanie. Bez pomocy Ducha Świętego ani rusz.
Na szczęście:
„W Duch Przenajświętszym nie ma możliwości klęski.”- przeczytane o „Marii z Żar”.
Z Nim zaczynajmy wszystko i kończmy. I karmienie piersią, zupką, sprzątanie, wyjazdy.
16 czerwiec
Mogę podziwiać, jak kobiety radzą sobie równocześnie i z byciem żoną, mamą, z ogarnięciem domu i jeszcze z pracą zawodową.
Czasami jest taka konieczność życiowa. Ale jakim kosztem? Zazwyczaj swoim kosztem. Często kosztem dzieci, ponieważ dzieciom nic tak nie dokucza jak samotność.
Mogę podziwiać, gdy w połogu szybko matki wracają do wszystkich codziennych aktywności.
Podziwiać- tak, ale naśladować- nie! „Wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść.”
Myślę sobie o czasie połogu- to taki okres karencji. Szczególnej ochrony mamy i dziecka. Ale my współczesne matki mamy jakąś chorą potrzebę udowodnienia (sobie? innym?), że sobie już w połogu ze wszystkim radzimy, ogarniamy obowiązki, czujemy się wyśmienicie. Dlaczego uważam tą „potrzebę” za chorą? Ponieważ ani w krótkiej, ani w długiej perspektywie to nam nie służy.
Kiedy czas, który powinien być wykorzystany na odpoczynek, regenerację sił, poznawanie swojego dziecka, karmienie go piersią, uczenie się bycia mamą wykorzystujemy na wracanie do starych obowiązków, nie dajemy sobie szansy dojrzewania jako matki. Ponadto niszczymy swoje zdrowie fizyczne i psychiczne- prędzej czy później niszczy to nas. Niszczy to nas, bo uczymy też otoczenie, że matce, choćby w szczególnym okresie nie warto pomagać. A więc przy następnym dziecku, choćbyśmy się czuły fatalnie- być może też nam nie pomogą, bo już ich nauczyliśmy, że nie trzeba, że jesteśmy Zosie-samosie radzące sobie.
Ojca uczymy, że jest niepotrzebny, że nie musi być silny, bo my jesteśmy wystarczająco silne: jeszcze w połogu zapracujemy na siebie i dziecko. Babcie, ciocie, siostry, przyjaciółki uczymy, że bez nich dajemy radę- a więc mogą się zająć swoimi sprawami.
Kiedy nie dajemy sobie pomóc, nie prosimy o pomoc, nie dajemy innym wykonać dobrych uczynków. Nie uczymy siebie budować zdrowia dziecka oraz swojego zdrowia przez potrzebny odpoczynek, częste karmienie piersią. Nawet jeśli czujemy się dobrze, to jest to czas, kiedy w niezwykle intensywny sposób potrzebuje nas nasze dziecko.
Mądrość Starego Testamentu chroniła kobiety i ich nowo narodzone dzieci. Był 40-dniowy okres oczyszczenia. To był też czas szczególnego zaopiekowania się matką po porodzie: czas, kiedy mogła „nauczyć się” swojego dziecka, odpocząć po porodzie. Sama przyjmując czułą troskę, opiekę ładowała akumulatorki, by móc skutecznie na długie miesiące i lata obdarzać nią swoje dziecko. Tylko 40 dni a jaki ważny czas! Owszem, tamta mentalność stygmatyzowała kobiety jako nieczyste, ale zarazem stanowiła dobre prawo chroniące je w tym czasie przed wyczerpaniem.
Sama kiedyś uważałam, że o ile dobrze się matka czuje, to może iść w połogu i do kościoła, i do sklepu, i wszędzie. Bez skutków ubocznych.Bardzo się myliłam!
Czasem te skutki uboczne wychodzą mimochodem szybko: przez złe samopoczucie, zły nastrój, uczucie rozbicia, ciągłego niewyspania! Czasem później: nie umiemy prosić o pomoc, przyjąć jej, nie mamy siły karmić piersią tyle, ile tego potrzebuje dziecko. Zamiast radości macierzyństwa przeżywamy notoryczny smutek.
Słabość, kruchość ciała w połogu nie jest wrogiem, z którym za wszelką cenę trzeba walczyć- to możliwość
10 czerwiec
Po przeczytaniu artykułu „Nie bójmy się mieć dzieci”, w którym padło sformułowanie, że w dużej mierze nie mamy dzieci z powodu chęci wygody, zaczęłam się zastanawiać.
Jak to jest w rzeczywistości? Myślę, że bogactwo motywów jest o wiele większe niż wymieniona wygoda. Spotkałam ostatnio pewną mamę, która twierdziła, że ma idealne dzieci. No i rzeczywiście wydawały się sympatycznymi, dobrze wychowanymi dzieciakami. Tyle że rodzi się pytanie: jeśli ktoś ma taką rękę do dzieci, to dlaczego nie decyduje się na więcej dzieci? Może by się okazało, że jednak ani dzieci nie są idealne, ani sami jako rodzice nie jesteśmy tacy idealni? Takie moje gdybanie.
Wielodzietność obnaża nasze wady. Niedawno oglądałam fotoreportaż „Duża rodzina niebo przypomina”. I od razu zrodziła się myśl: chyba raczej czyściec. Nie da się na dłuższą metę udawać kogoś innego. Poznajemy siebie jako grzeszników, ale też mamy szansę kształtować świętych.
5 czerwiec
Pamiętam taki dom, bardzo piękny dom, zadbany w najdrobniejszym calu, urządzony pod każdym względem nienagannie. Posprzątany na błysk- jak to się mówi. I w nim nastolatka i jej dwoje rodziców. Moje myśli po pobycie w tym domu były takie: „Cudny dom, ale bez życia. Brakuje mu życia.”
Po jakimś czasie dowiaduję się, że w tym domu pojawi się dziecko zgodnie z powiedzonkiem: „Nowy domek, nowy potomek.” I okazuje się, że matka tego dziecka odrzuca go aż do tego stopnia, że myśli o aborcji. Miałam wrażenie, że właśnie w tym domu bardziej był kochany porządek, nienaganny wygląd, wygoda pięknego mieszkania niż żywy człowiek. Tylko wrażenie ulotne, na szczęście dziecko zostało przyjęte. Wniosło życie do tego domu.
W tym kontekście myślę sobie o własnym stosunku do porządków, do moich dzieci, gdy o porządek chodzi.
Przeczytałam jakiś czas temu, że kobiety żydowskie przed sprzątaniem na szabat zawsze się modliły. I tak sobie myślę- jak taka modlitwa przemienia czas sprzątania, czas porządkowania: człowiek dalej pozostaje ważniejszy od rzeczy.
A jak u Was ze sprzątaniem?
U mnie w rodzinie to grząski grunt. Nikt nie lubi sprzątać. A kurz jest po to, aby leżeć.
29 maj
Dzieci zatopione przed filmem „Największy z cudów”.
Polecam!
To coś, czego nie można przeoczyć. Dziecko wtajemniczone w dar Eucharystii. Czy udzieli mu się zachwyt aniołów nad tą tajemnicą?
29 maj
Tak się złożyło, że byłam na warsztatach chustowych, chciałam zapytać się o jedną rzecz, nauczyć się jej. Czas zajęło jednak głównie to, co zaplanowały panie instruktorki. Jednak miałam możliwość zadania pytania i podyskutowania.
Zapytałam się o taką kontrowersyjną sprawę: „Czy pozwalać dziecku spać na plecach z główką odchyloną do tyłu?” Konkretnie chodziło mi o niemowlę starsze, co najmniej trzymające samodzielnie głowę.
To, co usłyszałam to, że jest to niefizjologiczne, niekorzystne dla dzieci. Nie ma, co prawda na ten temat żadnych badań, ale panie instruktorki tak wnioskują przez porównanie z dorosłymi: „Bo gdyby dorosły tak spał, to by mu ścierpła szyja.”
Zastanawiam się jednak, czy nie jest to błąd myślowy: czy powinniśmy dziecko porównywać z dorosłym? Czy dorosły spędza wiele godzin robiąc samolociki, pełzając, a potem raczkując? A wtedy szyja też jest wygięta do tyłu. Panie instruktorki stwierdziły, że przykład dzieci afrykańskich nie jest tu dobry, bo to inna kultura. Nie przekonały mnie tym stwierdzeniem: owszem kultura inna, ale natura taka sama. A po takim spaniu dzieci wcale nie mają krzywych kręgosłupów, to raczej problem nasz zachodni.
Tak samo przez analogię z dorosłymi niektórzy twierdzą, jak to dzieci nie powinny ssać, jeść w nocy. Natura dziecka burzy się przeciwko temu zaleceniu: gros dzieci do 2-3 lat chce ssać, ew. pić, jeść też w nocy.
I analogia z dorosłym jest zupełnie nietrafiona, ponieważ:
- dorosły nie potrzebuje rosnąć;
- dorosły nie ma tak krótkich cyklów snu jak dziecko;
- dorosły nie potrzebuje mleka mamy, a to wydziela się w największej ilości, gdy dziecko ssie też w nocy (ilość prolaktyny-mlecznego hormonu w dużej mierze jest uzależniona od nocnego ssania).
Łatwiej się wychowuje dziecko, gdy nie walczy się z przejawami jego bycia dzieckiem.
27 maj
Obchodzić Dzień Matki czy być na co dzień matką?
Co to znaczy matka?
Czasem rolę matki przejmuje (psychologicznie) ojciec lub babcia, gdy tak dużo czasu opiekują się i karmią dziecko, tak wiele czasu z nim spędzają, że do nich dziecko się bardziej przywiąże swym pierwszym maleńkim- wielkim przywiązaniem. Ale nie jest to normalne.
Nie da się oddzielić roli matki od rodzenia, opieki i karmienia. Z początku rola zakorzeniona w naszym ciele, ale z tym ciałem zawsze jest związana dusza. Dlatego najpierw zdaje się karmimy ciałem, żeby później karmić duszą. Ale karmiąc ciałem, zawsze dajemy też swoją duszę dziecku: patrzymy w oczy, śpiewamy czule, wzdychamy za swoje dziecko.
Mamy narzekają, że czują się uwiązane, zniewolone tym przywiązaniem, uwiązaniem do dziecka. Trzeba wiedzieć, co to jest wolność: to nie jest to, co czujemy. To jest zdolność czynienia dobra: tego jest przy byciu mamą okazji mnóstwo.
Uśmiech do dziecka, wzięcie go w ramiona- zwłaszcza małe dziecko tego oczekuje bardzo często. Nikt nie może powiedzieć, że jest tego pozbawiony w byciu rodzicem.
Bycie mamą to też pozwolenie na przecięcie pępowiny i pozwolenie na kroki dziecka ku tacie: po 1,5, 3 latach życia ogromnego znaczenia nabiera dla dziecka relacja z tatą. To ból, gdy dziecko na tej drodze przewróci się. Ale ból niezbędny i ożywczy.
25 maj
Sadzamy dziecko dumnie w wózku, na kolanach- „Już siedzi!”
Ciągniemy dziecko pod paszki, żeby stało. Potem ciągniemy za rączki, żeby chodziło. A to chodzenie ani w wieku 10 ani 12 miesięcy nie jest jeszcze takie ważne. A to siedzenie w wieku 6-7 czy 8 miesięcy nie jest takie ważne: o wiele ważniejsze, czy się przewraca z brzuszka na plecy, z plecków na brzuszek, czy na brzuszku zaczyna pełzać (najpierw w kółko, potem w tył, dopiero na końcu do przodu).
W ten sposób maluch ćwiczy równowagę, panowanie nad nią, kierunki ciała. Te same partie mózgu są wykorzystywane potem podczas czytania i pisania (ołówek też trzeba trzymać w pewnej równowadze w rączce- a nikt za niego nie ciągnie).
Teraz dzieci z problemami pisania i czytania uczy się pełzać i raczkować, jeśli wcześniej tego nie robiły (np. terapia integracji sensorycznej).
Te, które mają problemy emocjonalne, z zachowaniem- masuje się, pozwala odczuć na skórze różnego rodzaju bodźce (mocne, słabe naciski). Czy niemowlęctwo i okres poniemowlęcy to nie jest przede wszystkim okres, kiedy dzieci przede wszystkim powinny móc dotykać, czuć, być pieszczone, dotykane? A my oczekujemy od nich, że będą grzecznie się wysypiać i wylegiwać bez jęknięcia w wózkach i łóżeczkach.
Wszystko ma swój czas.
21 maj
Powyższy tytuł to oczywiście parafraza ciągu dalszego „bądź zimny albo gorący”.
Nawet jeśli nie jesteś chrześcijanką, to warto opowiedzieć się po stronie życia.
Wesprzyjmy matkę 20-miesięcznego dziecka z drugim dzieckiem niemal gotowym do narodzin!
Jeśli pozostaniesz obojętny, przyczynisz się do tego zła. Dobro i zło ma to do siebie, że się rozlewa.
8 maj
Połknęłam ostatnio zachwycającą lekturkę „Elementarz teologii ciała według Jana Pawła II” autorstwa Pawła Kopyckiego.
Nawet jak komuś trudno się przebić przez język teologiczno-filozoficzny polskiego papieża, to jest to piękne tłumaczenie z języka naukowego na polski 🙂
Jak przeczytam po raz drugi, to mogę pożyczyć.
„Człowiek rozwija swe rodzicielstwo z biegiem czasu, wychowując z miłością swe potomstwo.”
A my byśmy chcieli być od razu doskonałymi rodzicami. Prędzej czy później opadają maski z naszych twarzy. Bez trudu rozwoju nie ma wychowania z miłością.”
Dla małżonków i rodziców lektura obowiązkowa, chyba że ktoś woli sięgnąć do oryginału.
|