|
|
|
12 marzec
Dawno nie czytałam książki, która wywołałaby tyle ambiwalentnych uczuć we mnie i to bardzo sprzecznych: zarówno bardzo pozytywnych jak i bardzo negatywnych.
Chodzi mianowicie o pozycję „Duchowe położnictwo” Iny May Gaskin.
Dużo pozytywów: przywrócenie porodowi jego miejsca wśród wydarzeń rodzinnych, należących do sfery fizjologii, intymności. Zwłaszcza ukazanie jak pieszczoty małżonków: wzajemne otwarcie się na obdarowywanie się pocałunkami, dotykiem itd. sprzyjają otwieraniu się kobiety na swoje dziecko- bardzo cenne.
Jednak dużo widzę też negatywów: zwłaszcza w sferze duchowej. Autorka dzieli się religijnością swoją i swoich rodzących, która operuje jakimś synkretyzmem, operuje imieniem Jezus i Budda, mam wrażenie, zamiennie. To jest bardzo niebezpieczne duchowo. Opisy poszczególnych porodów w większości należą do hipisów, którzy mówią o jakiejś niezidentyfikowanej energii i otwieraniu się na nią, co mi osobiście na pewno nie odpowiada.
Strona merytoryczna jest nieco przestarzała: opisywane sytuacje, medyczne interwencje, których się obecnie unika w czasie porodów domowych lub sytuacje, które nie powinny mieć tam miejsca.
Jedna z rad wydaje mi się nietrafiona: „Podczas fali skurczu miej oczy otwarte i zwracaj uwagę na ludzi wokół ciebie i na to, co się dzieje.”
Może komuś rzeczywiście pomagać utrzymywanie kontaktu wzrokowego z położną, mężem czy inną osobą wspierającą, ale nie wydaje mi się to konieczne. Nie każda matka skorzysta z kontaktu wzrokowego i go potrzebuje. Michel Odent w swych publikacjach zdaje się inaczej sugerować: otwarcie w czasie porodu na działanie starszej części mózgu, zdaje się nie iść w parze z otwarciem na pilne rejestrowanie bodźców zewnętrznych. Mi osobiście w porodach zawsze bardziej pomagały oczy raczej przymknięte, nie pilnowanie tego, co na zewnątrz, a skupienie na wnętrzu, modlitwie, na tym, co czuje dziecko.
Kiedy towarzyszę w czasie porodu jako doula w szpitalu, niekiedy widzę, że to, co dzieje się w szpitalu, to co tam widać- bardzo przeszkadza matce w otwarciu się na dziecko. Zdarza mi się więc zaproponować jej, że może wolałaby przymknąć powieki. Kobiety na dość zaawansowanym etapie porodu same zresztą nierzadko to robią. Przyjmując pozycję na czworaka, schylając głowę skupiają się na tym, co się dzieje w ich wnętrzu, nie zaś zewnętrzu.
Ina Gaskin zwraca naszą uwagę szczególnie na ekstatyczny charakter wydarzenia, jakim jest poród. Wejście w tę ekstazę umożliwia odważne otwarcie się na nie jako na łaskę, otwarcie się z miłością na osoby towarzyszące, położną, otwarcie z radością, a nawet humorem, przyjęcie narastającej fali skurczów jako błogosławieństwa, fali unoszącej nas miłości na spotkanie z wychodzącym na świat dzieckiem.
Piękny znajdziemy tu opis przyjęcia na świat z miłością dziecka ciężko chorego: z bezmózgowiem. Rodzice wypisują swoje umierające dziecko ze szpitala, żeby zapewnić mu godne odchodzenie, swoją obecność i kruchą miłość, z którą chcieli go pielęgnować, kochać. W szpitalu wiedząc, że dziecko i tak umrze nie zatroszczono się nawet, aby je karmić. „Żył jeszcze pięć dni. Nie był już dzieckiem, był jak stary mądry nauczyciel. Czuliśmy się szczególnie uprzywilejowani, że jest w naszym domu tak Święta istota.”
Piękne są również zdjęcia dzieci nowo narodzonych i już uśmiechniętych – wyraźny ślad, że one też brały udział w tej ekstazie, olśnieniu przychodzenia na świat.
11 marzec
Nasza kultura, ale także to, co w niejednej książce na temat małych dzieci można przeczytać mówi nam, że gdy niemowlę płacze, to zazwyczaj wystarczający powód, by przystawić je do piersi. Dalej możemy się z nich dowiedzieć, że dzieci głównie płaczą z tego powodu, że są głodne. Słyszy się nierzadko w rozmowach, że dziecko płakało, a to znaczy, że się nie najada z piersi.
Czy rzeczywiście jest taka prawidłowość czy rzeczywiście głód to główny powód płaczu niemowlęcia? Czy dziecko płaczące dużo, również po karmieniu piersią, to dziecko nienajadające się?
Jest to ogromne uproszczenie, a zarazem niezrozumienie zachowania małego dziecka.
Czy więc należy natychmiast przystawić do piersi płaczące dziecko?
Nie uważam tak. Płacz i ssanie piersi to dwie czynności, które się wzajemnie wykluczają. Otóż gdy dziecko płacze, podnosi wygięty język do góry. Natomiast żeby ssać dobrze potrzebuje najpierw położyć go na dolnej wardze- wtedy jest gotowe do przystawienia.
Także nawet jeśli płacz w danej sytuacji jest objawem głodu, najpierw warto dziecko uspokoić: kołysaniem, utuleniem czy innym sposobem, a dopiero wówczas zacząć przystawianie do piersi. Przystawienie do piersi płaczącego dziecka bywa więc bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe- nawet jeśli dziecko jest głodne, a na pewno o wiele trudniejsze niż wtedy, gdy dziecko okazuje w inny sposób, że chciałoby ssać.
Noworodki są osobami, które w większości okazują na spokojnie, że są głodne. Dopiero do późnych oznak głodu należy płacz. Gdy maleństwo jest głodne, najpierw pokazuje odruch szukania: kręci głową, jakby się rozglądało za piersią, mlaska, wkłada paluszki do buzi, jeśli leży na brzuszku, to główka mu się kiwa w różne strony jak u dzięcioła w poszukiwaniu piersi z szeroko otwartymi ustami. Dopiero jeśli nikt nie reaguje na tę mowę ciała, dziecko zaczyna się zachowywać coraz bardziej nerwowo, zbiera mu się na płacz, a w końcu wybucha gromkim płaczem.
Często się zdarza, że dziecko równocześnie pokazuje coś na podobieństwo odruchu szukania i od razu dużo niepokoju, gwałtowne wpychanie sobie rączek do buzi, szybko zaczyna płakać- nie jest to wyrażanie głodu, a potrzeby odbicia połkniętego powietrza, cofanie się mleka do przełyku i gardła (nie zawsze ulewa się na zewnątrz buzi, niekiedy cofa się tylko do gardła, co też jest nieprzyjemne). Dziecko wtedy jakby łapało się za usta, okazuje dużo niepokoju. Nie raz widziałam mamę usiłującą z całych sił po takim zachowaniu niemowlęcia przystawić je do piersi- efekty były bardzo marne. Dochodzi wówczas do takiego siłowania między mamą i dzieckiem: dziecko się odpycha, mama mimo to próbuje mu włożyć pierś do buzi. Jeśli taka sytuacja się bardzo często i długo powtarza, dziecko może w stosunku do piersi nabrać negatywnych skojarzeń. My również byśmy nabrali negatywnych uczuć w stosunku do pożywienia, które ktoś systematycznie starałby się nam wpychać do buzi, gdy zbiera nam się na wymioty. Gdy zbiera się na ulewanie, wymioty czy to dziecku czy dorosłemu, to ostatnią rzeczą jest chęć jedzenia/ssania.
Bywa nam trudno być wrażliwą na komunikaty dziecka, gdy jesteśmy nowo upieczoną mamą, gdy ktoś nad nami stoi i nam wtłacza do głowy, że dziecko na pewno płacze, bo głodne. W naszym społeczeństwie gdy większość kobiet ma zbyt szybki wypływ z piersi jak na możliwości noworodka, dzieci mają bardzo dużą potrzebę odbijania połkniętego powietrza: mogą potrzebować beknąć sobie już po paru łykach, a potem jeszcze parę razy przy każdy karmieniu lub po karmieniu kilkrotnie.
Zdarza mi się spotkać noworodki, które tuż po urodzeniu przez parę dni bardzo dużo płaczą, nie za każdym płaczem chcą być karmione. Zazwyczaj przyczyną nie jest głód. Gdy rozmyślam nad tymi sytuacjami, nasuwa mi się parę wniosków:
- dla niektórych dzieci poród i pierwsze dni po narodzeniu są niezmiernie trudne- odreagowują to płaczem;
- dzieci po narodzinach muszą nauczyć się wiele: oddychania, wydalania, utrzymania stałej temperatury, koordynacji: ssania-połykania i oddychania, trawienie matczynego pokarmu; zimno powietrza, nieregularny oddech, wysiłek towarzyszący ssaniu, trawieniu, zmiana dotycząca tego, co dziecko słyszy, czuje, widzi- to aż nazbyt wiele by wytłumaczyć wiele, wiele płaczu dziecka po narodzinach, dyskomfort, jaki wtedy czuje;
- interwencje medyczne w okresie okołoporodowym.
Cierpliwe i spokojne podejście do takiego młodego człowieka sprawia, że po kilku dniach może się zachowanie dziecka wyciszyć wraz z przystosowaniem do nowych, lądowych warunków po „brzuszkowych” wodnych przyzwyczajeniach.
Nie należy się bać płaczu własnego dziecka- potrzeba uczyć się go wysłuchiwać. Żeby dobrze zareagować na potrzeby dziecka- trzeba najpierw pozwolić mu wyrazić, czego potrzebuje,nadstawić ucho i serce. Natychmiastowe zatykanie dziecku buzię piersią, smoczkiem czy palcem- wcale nie musi być więc dobre dla maluszka. Wzięcie na ręce, przytulenie, dotknięcie, przemawianie do dziecka- daje nam czas na usłyszenie odcieni emocjonalnych, z jakimi dziecko płacze.
Patrząc na zdolność uczenia się dziecka, przystawianie go do piersi w chwili, gdy jest najbardziej rozdrażnione, zdenerwowane, rozżalone- nie jest dobre na przyszłość. Czy karmienie piersią nie powinno być kojarzone z przyjemnością, radością wspólnego bycia, uciszeniem? Dlatego tak ważne jest, aby przed przystawianiem do piersi:
- Upewnić się, czy dziecku na pewno chce się ssać -podniesienie go do góry, położenie go na swoim brzuchu (na kangurka: brzuch do brzucha), zmiana pieluchy itp. może spowodować, że dziecku się odbije, uleje i że się uspokoi bez karmienia; pomasowanie brzuszka lub przygięcie mu nóżek do brzuszka może spowodować, że się wypróżni i uspokoi również bez potrzeby karmienia;
- Usłyszeć, w jaki sposób dziecko płacze (chwilka zastanowienia: co ten płacz może oznaczać?), żeby właściwie zareagować;
- Jeśli dalej wydaje nam się, że może to oznaczać głód (a małe dzieci mogą być bardzo często głodne), to najpierw uspokajamy dziecko przed karmieniem; dziecko, żeby się dobrze przystawić, potrzebuje choć chwileczki uspokojenia.
Jest to nasze pierwsze wychowanie:
- Czy słyszę i wysłuchuję, co dziecko do mnie mówi swoim ruchem, językiem, odruchami czy tylko płaczem?
- Czy przytulenie, bliski kontakt towarzyszący karmieniu piersią są dla dziecka dobre i przyjemne? Czy dajemy mu w tym poczucie bezpieczeństwa, nie zmuszamy do karmienia, nie szarpiemy się wzajemnie?
28 luty
Mam takie wrażenie, że obecnie rzadko można usłyszeć na rozpoczęcie Wielkiego Postu podczas obrzędu posypywania głów popiołem: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Grzeczniejszą, mniej kontrowersyjną formułką jest „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Dlaczego nie przypominają nam o tym, że jesteśmy prochem, słabością, że rozsypujemy się, bo taki nasz los?
Dla chrześcijanina ta prawda z pozoru mroczna i smutna jest w gruncie rzeczy optymistyczna: skoro Pan Jezus za taki proch oddał życie- to jak wielka jest Jego miłość! Skoro jestem prochem w Bożych rękach, to cóż może mi jeszcze zagrozić, już nic gorszego mnie spotkać nie może!
Pamiętam sytuację w moim życiu, gdy dusiłam się i w głowie zaczynało mi kołatać: „uduszę się czy się nie uduszę?” i „ratuj, Panie Jezu”. To był krótki epizod, ale dodał mi odwagi w życiu: „Skoro Pan Bóg podtrzymuje mnie przy życiu, to znaczy, że ma dla mnie jakiś plan, że wystarczy, że będę się go trzymać, a nie muszę się niczego bać”.
W ręku Bożym warto być nawet prochem, dać się skruszyć, rozsypać- bo On mnie wskrzesi w Dniu Ostatecznym.
I skoro taki proch robi różne rzeczy: wykonuje różne prace, spotyka się z ludźmi, karmi piersią, prowadzi aktywne życie- to do tych wszystkich rzeczy nie ma się co zbytnio przywiązywać- to jest małe i w gruncie rzeczy nieznaczące, rozsypie się prędzej czy później. Liczyć się będzie tylko Miłość, którą Pan Jezus wspiera nasze wysiłki, podtrzymuje każdą sekundę naszego życia „przy życiu”, liczyć się będzie odpowiedź na tą miłość, nasze nawet drobne wysiłki, by nią żyć.
W ramach naszej edukacji domowej uczę dzieci starej i pięknej pieśni „Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony”. Zwróciłam ostatnio moim dzieciakom uwagę na mocną ostatnią zwrotkę również o krzyżu Zbawiciela: „Z ciebie moc płynie i męstwo, w tobie jest nasze zwycięstwo”. Proch wczepiony siłą woli w ten krzyż, sięga po Zwycięstwo Zmartwychwstania.
14 luty
Dzień zakochanych- 14 lutego?
Bardzo dobrze. Ale jeśli jeszcze z mężem (żoną) z tej i innych okazji nie byłaś na randce, to najwyższy czas przedsięwziąć takie środki, żeby pójść i chodzić możliwie często.
Jeśli chcemy, żeby nasza firma się rozwijała- inwestujemy w nią.
Kiedy chcemy, żeby dzieci rozwijały nam się dobrze- dbamy o nie, staramy się o ich charakter, zdrowie, wykształcenie itd..
Kiedy chcemy, żeby nasz ogród piękniał, plewimy go, obsadzamy go, siejemy itd.- i zajmuje to nam wiele czasu, wiele trudu w to wkładamy.
Z małżeństwem jest podobnie: potrzebuje specjalnego czasu, dbałości, starania, inwestowania itd.
Czasem małżonkowie, a zarazem rodzice zasłaniają się dzieckiem, pracą, karmieniem piersią, że nie mogą zorganizować sobie randki, czasu tylko we dwoje. Jest to okłamywanie samego siebie. Jeśli nam na czymś rzeczywiście zależy- to znajdziemy na to czas, środki. Randkę przecież można urządzić niekiedy i we własnym domu. Czasem ktoś się zasłania karmieniem piersią. Ale ono w niczym nie przeszkadza, jeśli znajdą się chęci, starania, wybranie czasu i miejsca, zaplanowanie, staranie.
Miłość jest uroczym kwiatem- ale zaniedbana kurczy się i usycha, natomiast zadbana rozrasta się, pięknieje, rozwija się niezwykle.
Dedykuję to oczywiście mojemu najmilszemu mężowi.
14 luty
Czas wielkiego Postu to czas, kiedy szczególnie powinniśmy otworzyć się na plan Boga Ojca dla naszego życia- plan pełen miłości, a nie zguby. Czas słuchania, zaufania Bogu, zaczynania od początku.
Duża rodzina to błogosławieństwo
8 luty
Istnieje mylne przekonanie w społeczeństwie, że powrót do pracy zawodowej lub jej początek równa się końcowi karmienia piersią. Ten mit starannie podtrzymują i podsycają koncerny produkujące żywność dla niemowląt, bo bardzo dużo na nim zarabiają. Oczywiście w pewnych sytuacjach może się to okazać niełatwe dla matki. Jednak często da się pogodzić karmienie piersią z pracą zawodową, nawet jeśli ten powrót musi być dość szybki. Najtrudniejsze jest to rozstanie jednak ze względów emocjonalnych i jest to trudne dla matki karmiącej w każdy sposób. Karmienie piersią ten ból wielogodzinnych rozstań potrafi osłodzić i załagodzić.
Znam mamy karmiące piersią, które skutecznie poradziły sobie z utrzymaniem laktacji podczas powrotu do zawodu nawet przy małym niemowlęciu.
Mamy korzystne prawo, które podczas pracy pozwala na zrobienie jednej półgodzinnej (czas pracy do 6 godzin) lub dwóch półgodzinnych przerw (powyżej 6 godzin pracy) na odciąganie mleka.
Gdy matki nie potrzebują odciągać, wykorzystują możliwość skrócenia czasu pracy o godzinę. Prawo też nie zezwala pracodawcy m.in. na zatrudnianie w nocy matki dziecka do lat 4 oraz wysyłanie jej na delegacje poza miejsce pracy.
Jak zapewnić dziecku odpowiedni dostęp do własnego mleka podczas powrotu do pracy:
- wcześniejsze zrobienie zapasów swojego mleka (w zamrażarce -18 st. C może być przechowywane przez 3 miesiące) na pierwszych kilka dni, kiedy stres powrotu do miejsca pracy może utrudnić efektywne odciąganie; w temperaturze pokojowej mleko może być przechowywane dobę, w chłodziarce- parę dni; zrobienie zapasów może być zwłaszcza potrzebne, gdyby nie było możliwości odciągania mleka w pracy; lepiej mrozić więcej małych porcji niż nieliczne duże- dzieci karmione piersią zazwyczaj nie mają rozciągniętych bardzo żołądków;
- podczas nieobecności matki podawać mleko którąś z metod alternatywnych, nie zaś butelką ze smoczkiem- mamy wówczas pewność, że po powrocie z pracy dziecko będzie ssało z równą skutecznością, nie nauczy się niewłaściwego ssania typowego dla smoczka; może to być łyżeczka, kubeczek, zestaw łyżeczki, kubek niekapek itp.; trzeba pamiętać, że w ten sposób można karmić dziecko, które nie jest bardzo głodne, w pozycji maksymalnie pionowej (innej niż do karmienia piersią); nie podajemy też smoczka uspokajacza;
- po powrocie z pracy- dalej karmimy dziecko piersią, według jego potrzeb.
Kiedy mamy do czynienia z co najmniej 5-6-miesięcznym niemowlęciem możemy podczas nieobecności mamy podawać mu żywność uzupełniającą, nie ma potrzeby podawania mu mleka modyfikowanego, które jest żywnością wysoko przetworzoną, niepolecaną ze względu na wiele skutków ubocznych jej stosowania. Dziecko po ukończonym półroczu może więc jeść zupki, deserki, pić wodę, herbatki ziołowe, jeśli dobrze je toleruje.
Gdy dobro dziecka nakazuje karmić je jeszcze wyłącznie mlekiem mamy, a więc do ukończenia przez nie 6 miesięcy, na czas swojej nieobecności w pracy trzeba zostawić dziecku swoje odciągnięte mleko. Można odciągać je w pracy (podczas przerw, które nam przysługują ze względu na karmienie piersią), ale gdy nie ma takiej możliwości, można odciągać je w domu.
Jak odciągać skutecznie mleko z piersi:
- przed odciąganie masujemy brodawki: poprzez kulanie w palcach, „nakręcanie zegarka”, masujemy całe piersi; jest to bardzo ważne, żeby odciąganie było skuteczne;
- relaksujemy się podczas odciągania: myśli o dziecku, sprawianie sobie odrobiny przyjemności (picie, czytanie, oglądanie zdjęcia dziecka, muzyka itd.);
- nie kontrolujemy ilości odciągniętego mleka patrząc się natarczywie: „leci czy nie leci?”- to działa przeciwko wypływowi; nie patrzymy na ilość odciąganego mleka, ważniejszy jest wystarczający czas: po 15 minut z każdej piersi (może być w systemie częstych zmian piersi: 7/7/5/5/3/3 minut);
- w odciąganiu ręcznym ważne jest wymasowywanie mleka spod otoczki (ręce w chwycie C); główny błąd ociągania ręcznego to niepotrzebne ciśnięcie brodawki, co jest nieprzyjemne i nie daje dobrych rezultatów; dosyć dobre są również elektryczne odciągacze, gdyż pozwalają się nie skupiać na procesie odciągania;
- jeśli odciągamy mleko dla dziecka na następny dzień podczas pobytu w domu, można wykorzystać naturalną oksytocynę umożliwiającą wypływ mleka, np. odciągając z drugiej piersi podczas karmienia dziecka z pierwszej albo od razu po skończonym przystawianiu dziecka.
Pierwsze dni w pracy.
Zwłaszcza jeśli nie mamy w pracy możliwości odciągania, warto szczególnie zadbać o siebie:
- już w dni poprzedzające początek pracy warto urządzić coraz dłuższe wyjścia, żeby piersi stopniowo przyzwyczajały się do dłuższych przerw „odpoczynku”; nie ma sensu wymagać od dziecka, by chciało czegoś innego niż mleko, gdy ma mamę pod ręką; wcześniejsze stopniowo przedłużające się wyjścia (można poświęcić np. na fryzjera, spotkania itd.) pozwolą uchronić się od zastoju i zapalenia piersi;
- picie naparu szałwi;
- ew. odciągnięcie niewielkiej ilości mleka do odczucia ulgi.
Wydaje mi się, że zaakceptowanie nowej sytuacji wymaga czasu, cierpliwości, praktyki. Bardzo ważna jest tu też wrażliwa opiekunka zostająca z dzieckiem, która nie będzie czekać z nakarmieniem dziecka aż ono będzie bardzo głodne- powinna ona umieć wyczuć moment,kiedy dziecko jest tylko trochę głodne, zainteresowane światem, współpracujące. Wściekle głodne zadowoli się wyłącznie ssaniem, więc nie można dopuszczać do takiego stanu. Trzeba jej przekazać informacje dotyczące upodobań dziecka, przyzwyczajeń, itp. Niekiedy dość trudną rzeczą w łączeniu karmienia piersią i pracy jest znalezienie czasu na odpoczynek. Warto jednak zauważyć, że właśnie karmienie piersią jest takim czasem, kiedy powinnyśmy być dobre i dla dziecka, i dla siebie- jest to czas sprzyjający wypoczynkowi. Trzeba jednak sobie na niego pozwolić.
6 luty
Dla ciała kobiety, która karmiła piersią bądź choćby była w ciąży laktacja (czyli wytwarzanie mleka w piersiach) jest stanem normalnym, naturalnym.
Po zakończeniu karmienia piersią gruczoł mleczny może wytwarzać jeszcze mleko nawet do dwóch lat i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ma to znaczenie zwłaszcza w sytuacjach nadzwyczajnych: opieka nad cudzym dzieckiem, przygarnięcie dziecka, klęska żywiołowa i brak żywności. W tych różnych sytuacjach, gdy cierpliwie, skutecznie i często przystawiać będziemy dziecko do piersi, zaczną one wytwarzać po jakimś czasie mleko w stopniowo coraz większych ilościach.
To, że laktacja w obecnych czasach trwa krótko, w sposób pośpieszny, przedwczesny kończymy karmienie piersią odbija się niekorzystnie i na zdrowiu dzieci, ale również, o czym się często zapomina, na zdrowiu kobiet. W dawnych czasach, gdy kobiety na przemian zachodziły w ciążę i karmiły piersią przez bardzo wiele lat- nie były znane nowotwory piersi i jajników. Każdy kolejny miesiąc karmienia piersią zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na te choroby.
Naturalny czas zakończenia karmienia piersią wcale nie wypada natychmiast po okresie niemowlęctwa, dzieci potrzebują matczynego mleka (czyli jedynego odpowiadającego ich potrzebom) o wiele dłużej. Solidne badania antropologiczne wykazały, że ludzkie dzieci potrzebują karmienia piersią co najmniej 2 i pół roku, góra 7 lat („Breastfeeding Abstracts” autorstwa Katherine Dettwyler z Department of Anthropology Texas i University College Station Texas zatytułowany „A time to Wean”). Również Światowa Organizacja Zdrowia oraz różne towarzystwa pielęgniarskie i pediatryczne zalecają co najmniej dwa lata karmienia piersią ze względów zdrowotnych podając to jako czas minimalny.
To, że dla organizmu kobiety laktacja jest stanem zwyczajnym pokazują zjawiska indukcji laktacji i relaktacji.
Co to znaczy indukcja laktacji? Jest to wzbudzenie laktacji od podstaw czyli u kobiety, która nawet nie była w ciąży. Kiedy bowiem mamy do czynienia z ciążą- dojrzewa gruczoł mlekowy, proces wytwarzania mleka w piersiach rusza już w pełni około 16 tygodnia ciąży. Jest to tzw. mleko wcześniacze i dopóki dziecko nie ssie skutecznie lub skutecznie nie odciągamy- może ono w ogóle nie wypływać z piersi, ale laktacja jest. W czasie ciąży nie potrzeba sprawdzać, czy się ma mleko w piersiach- trzeba to wiedzieć. Wszystkie kobiety podczas ciąży rozpoczynają proces laktacji, a tylko nielicznym już wtedy mleko wypływa z piersi. Poprzez skuteczne odciąganie bądź takież ssanie piersi- nawet jeśli gruczoł mleczny nie jest dojrzały poprzez proces ciąży, może on zacząć dojrzewać i wytwarzać mleko. Nie zawsze udaje się w ten sposób w pełni wykarmić dziecko poprzez indukcję laktacji- ale sukcesem jest nawet częściowe karmienie piersią np. adoptowanego dziecka.
Możemy poznać, że piersi dojrzewają podczas ciąży, gdyż jednymi z pierwszych objawów jest drażliwość brodawek, później zwiększona i bardziej zaznaczona siatka naczyń krwionośnych, często powiększenie piersi.
Relaktacja jest prostszym, krótszym procesem, gdyż piersi już miały czas na dojrzenie czy to w okresie ciąży czy w czasie karmienia piersią. Jest to więc wzbudzenie laktacji znowu, zwiększenie jej. Relaktacja jest najłatwiejsza w pierwszych 2-6 tygodniach po porodzie, gdy poziom prolaktyny jest bardzo wysoki. jednak jeśli nie ma ssania bądź odciągania mleka- gwałtownie on spada z dnia na dzień.
Czasem relaktacja przebiega w dramatycznych okolicznościach. Matka pochopnie rezygnująca z karmienia piersią niekiedy przekonuje się, że wszystkie mleka modyfikowane i preparaty mlekozastępcze są dla jej dziecka niedostosowane, wywierają tragiczny wpływ na jego zdrowie i życie. Jedynym ratunkiem bywa w takich sytuacjach właśnie relaktacja. Podstawowym warunkiem umożliwiającym powrót dziecka do piersi jest wówczas rezygnacja z niefizjologicznych sposobów ssania (smoczki od butelek, uspokajacze). Przejściowo dokarmia się takie dziecko w sposób alternatywny (SNS, kubeczek, łyżeczka, zestaw łyżeczki, dreny, „po palcu”), gdyż priorytetem jest wzrost dziecka, jego odżywianie. Niekiedy nie obędzie się również bez rehabilitacji funkcji ssania, żeby dziecko od nowa nauczyć prawidłowego ssania piersi (pracuje wówczas ok. 14 mięśni zwłaszcza języka podczas gdy przy ssaniu smoczków pracuje jedynie 4 mięśnie).
Nie bójmy się więc karmić tyle czasu, ile dyktuje nasze serce, ile domaga się tego nasze dziecko. Prędzej czy później dzieci i tak wyrastają z matczynego mleka, nawet gdyby były bardzo przyzwyczajone, „uzależnione” od tego. Nie warto robić z własnego mleka owocu zakazanego- to utrudnia dojrzewanie do rozstania z piersią, na pewno nie pomaga.
1 luty
Dzieci rozwijają się inaczej, gdy są karmione piersią w porównaniu z tymi karmionymi imitacją mleka kobiecego.
Z pozoru rozwój ten przebiega tak samo: matki karmiące butelką lubią się nierzadko przechwalać (któż zresztą tego nie lubi!), jak dobrze rozwijają się ich dzieci. Mają oczywiście potrzebę dbania i starania o zdrowie i życie swojego dziecka, stąd nie dziwmy się tej ich potrzebie.
Jednak naukowcy zauważyli, niezależnie od indywidualnych poglądów, że dzieci karmione piersią pod wieloma względami mają inne parametry wzrostu, rozwoju:
- przez pierwsze 3 miesiące dzieci karmione piersią przybierają na wadze statystycznie więcej (minimalny akceptowalny przybór dla dzieci karmionych piersią to 120g/tydzień), a w kolejnych już mniej (minimum to 90g/tydzień); siatki centylowe, na których w większości operują pediatrzy polscy robione były na grupie dzieci w większości karmionych sztucznie; Światowa Organizacja Zdrowia zgromadziła ogromną masę danych dzieci karmionych piersią, na podstawie których ustaliła siatki centylowe dla dzieci karmionych piersią i przedstawia je jako wzór dla innych dzieci; to właśnie dzieci karmione piersią powinny być punktem odniesienia, ich rozwój standardem, do którego się odwołujemy; to, że posługujemy się starymi polskimi siatkami centylowymi (są one w książeczce zdrowia dziecka) jest reliktem minionej epoki;
- grasica dziecka karmionego piersią jest dwukrotnie większa od grasicy dziecka żywionego innym mlekiem; jak istotne jest tu karmienie piersią, świadczy fakt, że „wielkość grasicy powiązana jest z dzienną ilością karmień”; grasica jest ciekawym narządem, który w późniejszym wieku zanika- ta ciekawostka potwierdza, jak bardzo ważne dla rozwoju dziecka szczególnie w pierwszych latach jest karmienie piersią; immunolog Lars Hanson przedstawia „brak dostępu do piersi matki jako stan niedoboru immunologicznego”;
- dorośli karmieni w dzieciństwie piersią statystycznie rzadziej zapadają na wiele chorób, zwłaszcza tych określanych jako choroby cywilizacyjne: cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów, nadciśnienie, otyłość itd.
- jestem głęboko przekonana, że dzieci karmione piersią inaczej rozwijają się emocjonalnie: dla nich czymś naturalnym jest kontakt fizyczny z rodzicami, przytulanie; czują, że mają do niego prawo, że jest to przyjemne; jak bardzo matki karmiące piersią potrzebują cierpliwości co do częstotliwości tych karmień- czy może tonie przynieść owocu?
Nie warto więc pochopnie rezygnować z karmienia piersią: ma ono swój rozwój, swoje punkty kulminacyjne i swój czas na ograniczanie się.
21 styczeń
Większość matek po porodzie stara się karmić swoje dziecko bądź dzieci piersią. Większość z nich natyka się też prędzej czy później na sytuację „braku własnego mleka”- jedna mama nazwie to „sflaczałymi”, suchymi piersiami, wyssanymi do dna, inna rozluźnionymi, wypitymi.
Jak się zachowuje w tej sytuacji mama, która później oceni, że „karmienie jej się nie udało, bo nie miała mleka”:
- poda herbatkę, mleko modyfikowane w butelce;
- poda zniechęcona smoczki;
- zacznie panikować, że nie ma mleka;
- coraz częściej będzie podawać tą butelkę z mieszanką w głębokim przekonaniu, że skoro piersi są puste, to ona nie może głodzić dziecka;
- itd., itd.- jest to samonapędzające się koło działające jak samospełniające się proroctwo.
Jak w tej samej sytuacji miękkich, wyssanych piersi zachowa się mama, której karmienie dziecka się uda:
- poda dziecku pierś drugą, z powrotem pierwszą, potem znowu drugą itd., itd.- tyle razy, ile tylko dziecko zechce;
- zauważy stopniowo, że pomimo że piersi nie są „napompowane mlekiem” jak na początku, to dziecko za to wygląda na mocno napompowane i okrągłe 🙂
- pomimo miękkich, rozluźnionych piersi, w których zdawałoby się „nie ma mleka” (wszystko wypite?) podaje dziecku właśnie pierś, a nie butelkę.
Na czym polega różnica? Anatomicznych różnic między jednymi kobietami, a drugimi w tej sytuacji nie ma. Różnica polega na:
- cierpliwym/niecierpliwym karmieniu piersią; kto o tą cierpliwość walczy- i mimo, że trudno to jednak ją wybiera- ten wykarmi piersią swoje dziecko; karmienie piersią to bowiem nierzadko sztuka cierpliwości i bycia dyspozycyjną wobec własnego dziecka;
- rozprawieniu się z mitem i ulegnięcia mu; mit ten mianowicie głosi, że gdy kobieta nie ma mleka w piersiach (są wyssane, „puste”), to jedynym rozwiązaniem jest podanie butelki i że po prostu niektóre kobiety tak mają; prawda wygląda tak, że właśnie ssanie takiej miękkiej, „wypitej już” piersi jest właśnie najbardziej stymulujące dla wytwarzania większej ilości mleka; żeby więc dziecko miało więcej mleka, nie potrzeba żadnych szczególnych herbatek, pastylek, a potrzeba przystawiania dziecka do piersi takiej, jaką akurat teraz mamy; w żargonie konsultantów laktacyjnych (i ekonomistów) jest to prawo popytu-podaży; jest więcej ssania (popytu)- będzie prędzej czy później więcej mleka (podaż); jest mniej ssania (ssanie butelki, kamienny sen po modyfikowanej mieszance)- jest mniejsza podaż mleka (wysłanie do przysadki informacji: mleko niepotrzebne, dziecko ssie rzadko, coraz rzadziej).
- To właśnie ssanie rozluźnionej, miękkiej piersi bardziej stymuluje do wytwarzania większej ilości mleka niż ssanie piersi przepełnionej.
- zrozumieniu, że początkowa nadprodukcja mleka (przepełnione, nabrzmiałe piersi) nie jest potrzebna cały czas; bardziej praktyczne są piersi, które wytwarzają mleko na bieżąco- w trakcie ssania- gdyż mleko nie zalega wówczas w piersiach między karmieniami i nie stwarza zwiększonego ryzyka zastojów, zapaleń.
- stworzeniu wsparcia dziecku, jeśli ssie nieefektywnie: dziecko takie może niewystarczająco pobudzać wytwarzanie pokarmu; trzeba wówczas karmić go metodami alternatywnymi (kubeczek, łyżeczka, zestaw łyżeczki, po palcu, sns) aż do czasu, gdy ssanie na skutek rehabilitacji, upływu czasu, poprawy zdrowia się wzmocni. Konieczne jest wówczas skuteczne systematyczne odciąganie.
Jak więc działa laktacja? Na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Im więcej dziecko wyssie, im więcej odciągniemy, tym więcej wytwarzać się będzie mleka. Pierś ssana przez dziecko nigdy nie jest pusta: właśnie te kropelki wypływające powoli, które dziecko łyka na koniec karmienia zawierają największe ilości m.in. tłuszczu. Cierpliwość dziecka i mamy jest nagrodzona jeszcze w inny sposób: dalsze ssanie z pozoru „wypitej” piersi może spowodować kolejną falę, wypływ mleka. Trzeba ponadto pamiętać, że bardziej pobudzająco na wytwarzanie mleka działają częste i krótkie karmienia niż rzadkie i długie.
Dziecko potrzebuje dyspozycyjności swojej mamy i jej wyrozumiałości.
18 styczeń
Najprostsza odpowiedź na pytanie, jaka powinna być dieta matki karmiącej, brzmi:
Zdrowa i racjonalna, możliwie naturalna. Może być jak najzwyklejsza, jeśli dziecko i matka są zdrowi, dobrze się czują. Dziecko w pewien sposób jest przyzwyczajone do diety swojej mamy, gdyż „zna” już ją z okresu prenatalnego, kiedy zamieszkiwało jej ciało. Czasem właśnie stosowanie bezzasadne jakiś ograniczeń „na wszelki wypadek” niesie za sobą problemy u mamy i dziecka.
Zwróćmy uwagę, że dawniej nie wiedziano o żadnych szczególnych dietach- a wszystkie matki i dzieci delektowały się karmieniem piersią. Po prostu jedzono to, co było dostępne- i to służyło zdrowiu dziecka. Jedynie w okresie połogu opiekowano się szczególnie położnicą.
Mam wrażenie, że najwięcej mitów jest właśnie w tym zakresie: co do odżywiania się karmiącej mamy. Nawet z ust personelu medycznego możemy usłyszeć, że nie powinno się jeść: kapusty kiszonej, ogórków, pomidorów, mleka, surowych owoców, pestkowych owoców, cytrusów, ryb, czekolady itd, itp. Nie jest to prawdą. Zdrowa matka mająca zdrowe dziecko może jeść te wszystkie produkty oczywiście zachowując w tym wszystkim pewien umiar. Brak umiaru, brak wybierania sprzyjającej zdrowiu żywności (a np. same fast foody) może zaszkodzić nawet mającym się dobrze osobom.
Dopiero gdy dziecko „pokazuje” po sobie (wypryski alergiczne, silne kolki itp.), że być może coś z jadłospisu mamy mu nie pasuje, szukamy winowajcy i ew. eliminujemy go z własnej diety. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że nie każdy płacz dziecka to wina diety mamy- nie wolno tak interpretować. Nawet najzdrowiej odżywiająca się matka karmiąca piersią powinna się spodziewać, że dziecko jest niedojrzałe i od czasu do czasu będzie płakać. Bo jest dzieckiem, a dzieci płaczą.
Dla dziecka mającego alergię mleko matki jest tym bardziej cenne i tym bardziej powinno być karmione piersią. Wówczas jest jednak uzasadnienie dla diety eliminacyjnej: zrezygnowania z tego produktu, ew. produktów, które szkodzą dziecku.
Czy są więc jakieś sensowne rady dotyczące odżywiania się mamy karmiącej piersią swoje dziecko? Co można by jej zalecić, gdy karmi piersią oprócz tego, co już wymieniłam (zdrowe jedzenie, umiarkowanie):
- karmienie piersią według potrzeb dziecka i według własnych potrzeb (np. gdy ma przepełnione piersi) dostarczy dziecku właściwą ilość i jakość pożywienia; ew.herbatki, ziółka mają efekt placebo: najistotniejsze jest skuteczne (dobre przystawienie, prawidłowe ssanie dziecka) i częste karmienie;
- na bieżąco należałoby zjadać produkty zawierające np. witaminy rozpuszczalne w wodzie, których organizm nie potrafi magazynować, m.in. C, z grupy B; za mało dostarczonych witamin najczęściej odbije się na zdrowiu mamy, a nie dziecka, ponieważ organizm na pierwszym miejscu „inwestuje” w potomstwo; ciało matki podczas laktacji pracuje na bardzo oszczędnych trybach- uczy się magazynować, wybierać z pożywienia to, co najwartościowsze- często więc wystarczy dla dwojga nawet niewielka ilość dobrego pożywienia;
- nie należy stosować bardzo restrykcyjnej głodowej diety: dziecko co prawda dostanie wówczas pokarm dobrej jakości, ale może być go mniej, mogą się też wydzielać do mleka zanieczyszczenia uwalniane z tkanki tłuszczowej; odchudzanie się jest możliwe, ale lepiej bardzo stopniowe i powolne (max. 4 kg/m-c); szybsze może odbić się na zdrowiu dziecka ze względu na uwalnianie się toksyn z tkanki tłuszczowej;
- uważa się, że dodatkowe 500 kcal zaspokaja potrzeby laktacyjne- jednak przy zapasach tłuszczu matki (z okresu ciąży lub wcześniej) może być mniej; jeśli z kolei matka jest bardzo szczupła, ma bardzo szybką przemianę materii, może potrzebować więcej kalorii; więcej kalorycznego jedzenia w diecie nie będzie skutkować większą ilością pokarmu- może jednak przyśpieszyć powrót płodności;
- połóg (ok. 6 tygodni po porodzie) jest szczególnym czasem: nie tylko dziecko potrzebuje wówczas szczególnej ochrony, ale i matka, która wówczas ma regenerować siły; służy temu możliwie lekkostrawna dieta bogata w wartości odżywcze; noworodek ma także jelita bardziej „porowate”- więc warto wówczas zadbać o mniej alergizującą, lekkostrawną dietę; nie bez powodu w wielu tradycyjnych społeczeństwach matkę w połogu traktuje się szczególnie dając jej np. więcej gotowanego pożywienia (zmniejsza to efekt alergizujący żywności, zwiększa natomiast przyswajalność produktów); nie znaczy to oczywiście, że jeśli matka karmiąca skusi się na smażonego schaboszczaka, to jej dziecko w mleku będzie zajadało tego kotleta; znaczy to jedynie tyle, że będzie to przede wszystkim pewne utrudnienie dla jej organizmu (ciężkostrawne danie, zalegające w przewodzie pokarmowym); lepiej zjeść coś „niezbyt polecanego” i karmić dalej piersią niż odmawiać sobie ciągle i z tego powodu zrezygnować z karmienia piersią; na początek cytrusy, czekolady itp. specjały jedzmy w mniejszych ilościach, jeśli nie potrafimy sobie odmówić;
- należałoby unikać niezdrowych dodatków do żywności typu: konserwanty, sztuczne barwniki, tłuszcze utwardzane itp., ponieważ szkodzą one zarówno matce jak i dziecku stanowiąc niepotrzebny balast; ponieważ jest to niełatwe- warto zdawać sobie sprawę, że podejrzane, nieprzebadane dodatki do żywności są też dodawane do mieszanek mlecznych i to w o wiele większym stopniu (jest to szeroko zakrojony eksperyment na dzieciach, ponieważ nikt tego nie bada właściwie); zanim organizm matki wytworzy mleko, pokarm przez nią spożywany przechodzi przez szereg zazwyczaj niezawodnych filtrów oczyszczających (choćby wątroba, która przeprowadza co najmniej 500 reakcji chemicznych- co za fenomenalne laboratorium!), stąd dziecko dostaje pokarm matki, który służy jego zdrowiu mimo mankamentów jej diety, w bardzo dużej mierze pozbawiony tych zanieczyszczeń;
- dziecko dostaje wartościowy pokarm nawet wtedy, gdy dieta matki nie jest prawidłowa, o wiele zdrowszy niż jakakolwiek nawet najdroższa mieszanka mleka modyfikowanego; co więcej mieszanki niemal zawsze stanowią ogromne ryzyko dla zdrowia dziecka, jeśli nie życia; organizm matki umie natomiast zbierać w kościach, szpiku, wątrobie, i innych narządach wiele wartościowych składników jakby spodziewając się, że pożywienie nie zawsze jest dostarczane równomiernie; jednak przez długi czas niedoborowa dieta może być przyczyną osłabienia sił odpornościowych matki; okresem, kiedy organizm matki intensywnie magazynuje wiele składników jest ciąża- wtedy w jej wątrobie odkładane są zapasy żelaza, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, w kościach gromadzony jest wapń itd.; mleko matki należałoby porównać z krwią (jest to „biała krew”)- ta służy naszemu zdrowiu, nawet gdy nasza dieta nie jest doskonała.
Podsumowując temat diety matki karmiącej. Karmienie piersią nie jest dla herosek, jest dla matek odżywiających się rozmaicie w różnych kulturach, o różnym statusie materialnym. Przede wszystkim dla własnego dobra należy zadbać, żeby to odżywianie było pełnowartościowe, gdyż organizm na pierwszym miejscu stawia potrzeby dziecka, a więc ono i tak dostanie wartościowy pokarm.
„Dyskusja nad tym, czy mleko kobiece jest doskonałym pokarmem dla niemowląt, jest jak zastanawianie się, czy nerki radzą sobie najlepiej z usuwaniem nieczystości z organizmu i sugerowanie, że powinno się je zastąpić maszynami do dializy”.- G.Palmer
|