|
|
|
15 listopad
Cierpliwość jest bardzo cenna.
Warto o nią zabiegać. Nie bez powodu na pierwszym miejscu w hymnie o miłości jest napisane: „Miłość jest cierpliwa”.
Kiedy jesteśmy już tak ogromne, tak pełne dziecka, że zdaje nam się, że ono się z nas już wylewa, jakby lada moment miało się urodzić, nasza cierpliwość jest wówczas nierzadko wystawiona na próbę.
Każdy dzień oczekiwania z perspektywy maleństwa może jednak być dla niego cennym darem. Dlaczego?
- nie wiemy, ile to konkretne dziecko potrzebuje czasu na rozwój; nie bez powodu termin porodu jest bardzo elastyczny: +/- 3 tygodnie; to wyłącznie nasza oraz cudza niecierpliwość nie jest elastyczna; jeśli się ma jedno dziecko, to człowiekowi zdaje się, że wszystkie inne dzieci powinny czy rozwijają się tak samo jak ono; kiedy jednak człowiek jest obdarowany liczniejszym potomstwem, widzi, że dzieci rozwijają się w zadziwiająco różnym tempie w różnych dziedzinach;
- właśnie te ostatnie dni, tygodnie są istotne dla dziecka pod względem odpornościowym: przez łożysko do dziecka przechodzą nasze ciała odpornościowe; każdy kolejny dzień czekania to więcej odporności dla dziecka;
- czas na dojrzewanie szyjki macicy; ten nasz narząd wymaga indywidualnego czasu na dojrzewanie, ażeby się potem otwierać sprawnie; wywoływanie porodu, kiedy jeszcze nie jest dojrzała do tego szyjka bywa tragiczne dla kobiet i ich dzieci; a na pewno przysparza im niepotrzebnego bólu.
Badania dowodzą, że za dobre przygotowanie szyjki macicy do porodu odpowiedzialne są m.in. prostoglandyny. Żeby wydzielały się w odpowiedniej ilości warto choćby na te ostatnie tygodnie stanu błogosławionego zrezygnować z białego cukru, gdyż hamuje on wytwarzanie prostoglandyn. No cóż, sama jestem łasuchem, więc wyobrażam sobie męki mam słodyczolubnych. Jednak warto choć spróbować- nic nie tracimy na tym, wiele możemy zyskać i my, i nasze dziecko.
Bardzo polecana przez położne jest też herbatka z liści malin, zwyczajny napar. Oprócz tego, że przygotowuje ona dobrze do porodu, to jeszcze łagodzi skurcze (rozluźnia mięśnie miednicy), działa przeciwbólowo, skraca fazę rozwierania. Zawiera ona dużo żelaza, wapnia, witamin. Ponadto polecana jest przy bolesnych miesiączkach, niepłodności, w połogu natomiast sprzyja oczyszczaniu jelit, odtruwaniu, odbudowie jamy macicy.
Jeśli dokucza nam niecierpliwość, można wspomóc się jedzeniem owoców i przypraw zawierających enzymy ułatwiające dojrzewanie szyjki macicy. Są to: cynamon oraz pewne owoce egzotyczne (mango, kiwi, ananas).
Gdy zaczyna wisieć nad nami groźba wywoływania porodu (co nie jest zabiegiem obojętnym dla dziecka- niesie ze sobą liczne skutki uboczne), położne polecają herbatkę naskurczową, która podobno działa w ciągu 1-2 dni.
Robimy napar z 1litra wody czyli zalewamy wrzątkiem:
- 1 laskę cynamonu (domyślam się, że trzeba ją zetrzeć);
- 10 goździków;
- mały świeży korzeń imbiru (łatwo się obiera i ściera skrobiąc zwykłą łyżeczką);
- 1 łyżka herbaty Werbena (odmiana pomarańczy).
Pod przykryciem trzymamy około 15 minut, następnie przecedzamy i pijemy małymi łyczkami od czasu do czasu w ciągu 1-2 dni. Żeby zachowało cierpło i smak, wartość, przetrzymujemy w termosie. Dłużej pić nie możemy, bo po tym czasie powinien nastąpić poród. Ciekawe czy rzeczywiście działa?
Dedykuję ten wpis kochanej Eli. Moja droga- też mi się zdawało, że urodzę wcześniej każde z moich dzieci. No, cóż. Wiesz, jak było.
14 listopad
Czasem pisząc ten blog zastanawiam się, czy jest w ogóle dla kogo.
Komentarze?
Dostaję niemal sam spam plus od czasu do czasu kilka komentarzy przyjaciółki.
Ostatnio miałam kilkugodzinne zetknięcie z naszą służbą zdrowia: położnymi i ginekologiem podczas porodu jako doula.
Myślę sobie więc, że skoro położne i lekarze bardzo niechętni by kobiety rodziły w pozycjach wertykalnych (pionowych), mimo wszystko zaczynają to robić, to jest to pewne światełko w tunelu. Trzeba za tym iść, swoją pewnością, zdecydowaniem po prostu tego wymagać, uczyć ich tego.
To, że położnej czy lekarzowi nie chce się schylać do stołeczka porodowego, materaca- to jest jego problem. Problem nieżyczliwości? Niekompetencji? Nie wiem i nie chcę oceniać.
Trzeba się jednak trzymać swojej pewności, wiary i nadziei.
Kropla drąży kamień nie siłą, lecz częstym spadaniem- mówi łacińskie przysłowie. Jeśli my rodzące będziemy rezygnować z rodzenia w pozycjach, które są zwyczajnie dla nas i naszych dzieci zdrowsze, to ta kropla nigdy nie wydrąży kamienia.
Mam jednak nadzieję, że maleńka kropla daje nadzieję.
Jestem prawdziwie szczęśliwa będąc z rodzącą mamą, służąc swoimi trywialnymi czynnościami. Podziwiając jej oddaną miłość, trud i poświęcenie w bólach rodzenia. Myślę, że ta miłość matki rodzącej do jej dziecka przejawiająca się właśnie w czasie rodzenia bardzo chce być kochana. Zanurzona w miłości, otoczona nią.
A lekarze i położne rezygnując z niej, ze swojego życiowego powołania do miłości wiele tracą.
Wiele modlitwy za nich potrzeba, aby się zmienili, aby przypomnieli sobie po co się jest położną, po co się jest lekarzem.
9 listopad
Rodzenie się dziecka jest cudem. Służenie temu misterium jest zaszczytem. Dla mnie osobiście wielką radością.
Jest to oddanie się i matce, i dziecku, by wspierać ich w tym trudnym, angażującym, ekstatycznym czasie. Nie oglądałam co prawda filmu „Poród w ekstazie”, choć bardzo bym chciała. Jednak znajome czy zaprzyjaźnione kobiety opowiadały mi, że i dla nich był to czas zanurzenia w modlitwę, pozwolenia na ogarnięcie się siłom rodzenia, siłom Stwórcy. Widziałam z jakim wejściem w głąb, wielkim skupieniem i oddaniem potrafią rodzić kobiety.
Matka podczas zanurzania się w rodzenie jest niezwykle piękna. Jednak nie pięknem z żurnala i mediów, takim płytkim, powierzchownym, naskórkowym. Jest to piękno oddanej, cierpliwej miłości, która otwiera ją jak kwiat, by wydała swój owoc. Piękno poświęcenia się wyłaniającemu się dziecku. Cud otwierania się na spotkanie z dzieckiem.
Ciało kobiety potrzebuje się otworzyć na dar dziecka, ale przede wszystkim serce matki potrzebuje się otworzyć, żeby przyjąć tego młodego człowieka jeszcze raz.
Jak być z matką rodzącą, żeby pomóc jej w pokochaniu tego maleństwa, aby pomóc jej sercu?
Myślę, że nie mam gotowej odpowiedzi. Stwarzanie przestrzeni ciszy, szacunku, wsparcia, intymnego spotkania z dzieckiem na pewno jest wartością. Zachęcam mamy przed porodem, by zadały o muzyczną otoczkę swojego porodu. Muzyka wyciszająca, relaksująca działa nie tylko na rodzącą. Ona działa także na lekarza, położną, którzy towarzyszą temu.
Pamiętam pewną położną, która zachowywała się jakby była dyrektorem porodu. Jednak miałam wrażenie, że nastrój i podniosła atmosfera chorałów gregoriańskich i jej się udzielała.
2 listopad
Już parę lat temu odkryto, że w matczynym mleku znajdują się komórki macierzyste. Cóż to takiego? Hm, nie jestem biologiem, ale są to komórki, pokrótce mówiąc, takie jak w embrionach. W embrionach te komórki mają zdolność przekształcenia się w ok. 200 różnych typów komórek, np. nerwowe, mięśniowe, itd.
Kto chce może sobie po angielsku o tym poczytać:
Pluripotencjalne właściwości mleka
Teraz potwierdzono, że i te macierzyste komórki występujące w ludzkim mleku również mogą zmieniać się w wiele rodzajów komórek, m.in. w komórki nerwowe czy komórki wydzielające insulinę. W sumie można się tego było domyślić od początku: nie ma budowy bez funkcji.
Co stąd wynika:
- nie da się już wciskać kitu, że badania na najmłodszych dzieciach (w fazie embrionalnej) są konieczne, żeby pracować na komórkach macierzystych; można to robić w sposób całkowicie etyczny korzystając z ludzkiego mleka;
- jest to pole dla medycyny regeneracyjnej- może coś im się uda sensownego z tego wymyślić dla ratowania życia ludzkiego, dla leczenia; przewidują możliwość leczenia np. cukrzycy I typu; w końcu nie od dziś wiadomo, że karmienie sztuczne niesie ze sobą o wiele większe ryzyko właśnie tego typu chorób cywilizacyjnych;
- dla dzieci oczywiście ma to znaczenie, choć być może jeszcze nie wiadomo, jak organizm dziecka z tego korzysta, prawdopodobnie pomaga to zachować odporność, zdrowie dziecku.
Oczywiście bacznie śledzą takie odkrycia koncerny mieszankowe, żeby instrumentalnie wykorzystać te i inne informacje w postaci reklamy: „Nasze mleko też jak mleko matki posiada …” Oczywiście, że posiada wiele cennych składników mleko krowie, które jest bazą do produkcji większości mieszanek (nawet ukochanego przez wielu Nutramigenu) dla niemowląt: są to oczywiście składniki cenne dla cielaka, np. do budowy drugiego, trzeciego czy czwartego żołądka albo rogów, itd. Chociaż po sproszkowaniu tegoż i tak wiele z tych składników zamiera, np. żywe komórki. Jednak firmy te są tak bardzo nastawione na zysk, że każdą informację są gotowe wykorzystać, przeinaczyć sprytnie, jeśli tylko daje to szanse na nowe pokaźniejsze zyski.
No cóż, ludzi się daje oszukać- już przemysł reklamowy się o to postara. Natury się jednak oszukać nie da.
1 listopad
Jeśli pożycza Ci książkę przyjaciółka mówiąc, że napisała ją jej przyjaciółka, to na pewno będzie to deser dla duszy, dla serca.
Z początku podeszłam do tej książki bez pośpiechu, bez emocji. Leżała, czekała, dojrzewała.
Autorka zaczyna od opowieści o swojej pracy we Francji, gdzie opiekowała się staruszką. Opisuje również nocne wstawanie i podawanie metalowej kaczki do załatwiania się. No cóż, oddajmy jej głos. Przed Wami Katarzyna Cedro ze swoją smakowitą książką: „Bagietki i jagodzianki”:
„I tak co noc, czasem nie raz w nocy. I wtedy miałam tę myśl, że jak się ma małe dzieci, to się nie śpi w nocy. Powiedziałam sobie: co to, to nie. To wstawanie do dzieci to nie będzie dla mnie. Nie spać w nocy? niewyobrażalne. Cóż, za mną 70 miesięcy karmienia piersią, budzenia się każdej nocy po trzy, cztery razy. Bo kiedy się służy, wstępuje moc w ręce i umysł człowieka. I wtedy odwiedza Cię Miłość i wszystko przetrzymasz.”
Tak pisze kobieta pięćdziesięcioletnia, matka kilku synów z perspektywy czasu o swoim doświadczeniu. Czyż nie pięknie?
Tą książkę czyta się, jakby się odwiedzało przyjaciół i w ich domu czuło się równie dobrze jak w swoim:
„Lecę do spiżarni. Ileż pyszności! Ile oranżady w butelkach specjalnie zamykanych. Dwie, może trzy skrzynki. Pasztety, kiełbasy, a ile jeszcze pochowanych pyszności! Baranki wielkanocne, kurczaczki, to wszystko szykowała zupełnie sama moja babcia. Czy jedzenie jest tak ważne w życiu człowieka? Bardzo ważne, ale przecież tu nie chodzi o obżarstwo. Za każdym upieczonym mazurkiem, odpowiednio doprawioną zwykłą pomidorową czy rosołem stoi czyjaś miłość. To była zawsze miłość mojej babci do nas.”
Widzę w tym analogię do innych myśli lub jak kto woli bliskość duchową:
„Świętość nie polega na czynieniu rzeczy nadzwyczajnych. Polega na przyjmowaniu z uśmiechem tego, co zsyła nam Jezus. Polega na przyjmowaniu woli Bożej i podążaniu za nią.”
„Nie powinniśmy żyć w obłokach, w sposób powierzchowny. Powinniśmy się oddać zrozumieniu naszych braci i sióstr. Żeby lepiej zrozumieć tych, z którymi żyjemy, konieczne jest żebyśmy najpierw zrozumieli samych siebie”.
Jak bardzo odnosi się to do naszego życiowego powołania: bycia żoną, matką.
„Jest niezwykle znaczące, że zanim Jezus objaśniał słowa Boga, zanim objaśnił tłumom błogosławieństwa, współczuł ludziom, nakarmił ich.
Dopiero kiedy ich nakarmił ich, zaczął ich nauczać.”
Matka Teresa z Kalkuty „Myśli wyszukane”
Czytając ten maleńki zbiorek cytatów mam wrażenie, jakby matka Teresa zebrała go dla mnie, podzieliła się ze mną na naszą rodzinną drogę. Jej myśli towarzyszyły nam dziś na cmentarze. Niby jest po drugiej stronie życia, ale te jej przemyślenia tak bliskie życia, tak aktualne i pomocne, jakby je właśnie dla nas wypowiedziała.
Święci są żywi i chętnie pomogą w wychowaniu siebie samych, dzieci, zmienianiu świata. Wystarczy nawiązać z nimi nić porozumienia. Mają w niebie całodobowy telefon zaufania. Jaki numer? Modlitwa=rozmowa.
31 październik
Po pobycie u Kasi zaczęłam oglądać filmy, chociaż generalnie tego nie robię, bo zabiera to zbyt dużo cennego czasu.
Jednak wzbudziły moje zainteresowanie poprzez:
- to, że ich bohaterka jest cudowną bajarką- Tworzy niepowtarzalny klimat wokół swojej opowieści;
- zachętę do tworzenia wartościowej diety;
- naukę rozpoznawania, docenienia ziół, przypraw, elementów diety poprzez zachwyt nad nimi, barwne opowieści;
- dzielenie się swoimi opowieściami o radzeniu sobie ze zwykłymi dolegliwościami, bolączkami.
Może ktoś poogląda ze mną:
Stefania Korżawska?
30 październik
Człowiek współczesny jest bardzo pogubiony.
Dlatego potrzeba mu powrotu do głębokiej filozofii, która nie jest tylko naskórkowa, do prawdziwych mędrców, którzy widzą dalej i głębiej. Dla mnie taką osobą jest dr Wanda Półtawska. Fragment z lektury „Eros et iuventus”:
„Paroletnie dziecko otwiera szeroko rączki i pokazuje: „Tyle, tyle kocham mamusię” albo biegnie w ramiona i uściskiem gorącym pokazuje, że kocha. Już małe dziecko ma więc świadomość, że jest coś takiego jak miłość i coś takiego, jak gesty miłosne. Właściwie można powiedzieć, że małe dziecko ma intuicję tego uczucia, którą potem świat mu deformuje. Miłość w oczach dziecka jest układem osobowym, a nie seksualnym, dziecko jeszcze nie rozumie znaczenia seksualności, a już odczuwa miłość.
Chyba trzeba się uwolnić od freudowskiej deformacji i nie szukać w dziecięcej miłości koniecznie seksualizmu, ale przeciwnie – intuicyjne odczucie dziecka rozumieć jako istotę miłości. Istota miłości odnosi się do osób, a nie do płci, chociaż w miłości małżeńskiej kochają się osoby różnej płci i małżeństwo ma zadanie z płciowością związane”.
Niedawno spotkałam się ze świetnymi ludźmi, takimi, o których można by powiedzieć, że konie można by z nimi kraść. W jednej jednak rzeczy się nie zgadzaliśmy. Otóż oni uważali, że nie powinno się karmić przy innych, nawet przy starszych dzieciach, ponieważ jest to czynność seksualna.
Poczułam się skonsternowana takim rozumieniem zupełnie nienaturalnym karmienia piersią. Do tego stopnia, że nie podałam żadnych kontrargumentów. Czy jest to czynność seksualna- karmienie piersią? Jeśli będziemy to rozumieć jako związana z płcią, to tak- bo w istocie karmienie piersią jest związane z byciem kobietą, matką. Jednak czy bycie matką należy do czynności seksualnych, tak jak się to zwykle rozumie? Oczywiście, że nie. Jest to odniesienie osobowe, naznaczone więzią miłości, ale ta należy do więzi rodzicielskiej, a nie płciowej. Nie mówię tu w ty momencie o wynaturzeniach, choć niestety człowiek w swojej grzeszności potrafi niemal każdą rzecz wykoślawić, zniszczyć jej dobro i piękno.
To, że karmienie piersią należy właśnie do wymiaru rodzicielskiego miłości, nie seksualnej widać szczególnie w pewnych kulturach, gdzie jest ono pełniej akceptowane niż w naszym kręgu kulturowym. W prymitywnych plemionach piersi kobiece nie są często nawet obiektem seksualnych westchnień- tak jednoznacznie bywają zakwalifikowane do wymiaru macierzyństwa.
Wydaje mi się, że tak opaczne rozumienie karmienie piersią, które nakazuje chować się z tą czynnością, jak gdyby była ona wstydliwa wynika z nieuświadomionego nawet przeseksualizowania naszego myślenia, na pewno kultury, w której żyjemy.
Potrzeba zaspokojenia głodu, pragnienia, bliskości u małego dziecka, jakie to zaspokaja karmienie piersią powinna wrócić na swoje miejsce jako naturalny element macierzyństwa, którego nie tylko nie tylko nie musowo ukrywać, ale z którego można się otwarcie cieszyć, wybierać jako zwyczajny sposób postępowania, nie naznaczony seksualnością.
Kiedy dziecko zaczyna dojrzewać płciowo karmienie piersią nie powinno mieć miejsca- ono miało wystarczająco czasu, by dorosnąć do rozstania z matczyną piersią. 6-7 latek, jeśli nadal jest karmiony piersią, to najwyższy czas, by pomóc mu rozstać się z tym etapem życia:
-dobrą dietą;
-wsparciem emocjonalnym;
-dbałością o odporność dziecka.
Nawet jednak tak długie karmienie piersią, jeśli mamy do czynienia z normalną rodziną, nie powinno i zazwyczaj nie ma charakteru seksualnego: dziecko pozostaje dzieckiem, a jego odczucia są pozaseksualne, a matka pozostaje matką, a nie kochanką, choć odczucia tych dwojga mają prawo być przyjemne tak jak pozytywnym doświadczeniem może być więź z dzieckiem, rodzicem.
Jeśli byłoby inaczej rzeczywiście mogłoby mieć miejsce wypaczenie.
Jednak z góry nie należy się dopatrywać czegoś chorobliwego w karmieniu piersią, tak jak nie ma niczego chorobliwego w byciem ssakiem. Z natury jesteśmy ssakami, więc jako dzieci potrzebujemy mleka. Zadziwiające jest, że wpiera się ludziom, że nawet jako dorośli potrzebują mleka, podczas gdy kwestionuje się tę potrzebę u dzieci. Jest tu jakieś odwrócenie myślenia, wprowadzenie fałszu.
Ani dzieci, ani dorośli nie potrzebują mleka krowiego. Potrzebują go cielęta. Wiedziałam o tym od dawna, jednak przyzwyczajenie robiło swoje: ulubione serki, jogurty itp. kusiły. Dopiero jedno z dzieci ze względu na swoją alergię wymogło na mnie odstawienie całego nabiału. Okazało się, że i jego zdrowie uległo poprawie, ale i moje własne: pozbyłam się paru kilogramów, minęła mi alergia, rozwijająca się astma.
Tak jak macierzyństwo nie ma charakteru seksualnego, erotycznego, w tej samej mierze nie ma go karmienie piersią będąc przede wszystkim KARMIENIEM. I tak jak wszyscy jedzą przy stole, tak karmić piersią również można, a moim zdaniem nawet należy publicznie. Dlaczego należy? jesteśmy zwyczajnie odpowiedzialni za innych. Jeśli będziemy ukrywać ten aspekt macierzyństwa jako „wstydliwy”, nie dziwmy się, że coraz mniej kobiet będzie go wybierać.
24 październik
Często niepokoi matki to, że kilkutygodniowe niemowlę zaczyna brać do buzi paluszki, ba, nawet całą pięść i próbować je ssać. Obawiają się, że przerodzi się to w nawyk ssania palców, że dziecko będzie miało zły zgryz od tego itd.
Czy więc z tym walczyć?
Hm, zanim odpowiem na to pytania, może warto się zastanowić, skąd to się bierze, czemu to służy.
Czy nie cieszy wielu rodziców słodki widok rosnącego w macicy maleństwa, które ssie sobie palce? Które wkłada sobie rączkę do buzi? Czy to źle, że dziecko ma najwięcej zakończeń nerwowych właśnie na wargach, a w następnej kolejności na opuszkach palców? No cóż, tak po prostu jest. Na zdjęciach USG widzimy, że dziecko trenuje tą drogę usta-palce bardzo wcześnie- od 4 miesiąca od poczęcia bodajże. Jednak przychodzi ono na świat i trochę jakby o tym zapomniało, choć trenowało to przez wiele miesięcy.
Nie wiem dokładnie z czego to wynika. Czy z powodu odwróconego widzenia- dziecko po urodzeniu widzi wszystko do góry nogami, czy z powodu dominowaniu odruchowych zachowań, w każdym bądź razie nie jest to bardzo czytelne po urodzeniu, a wraca dopiero po kilku tygodniach z większą jakąś siłą.
Z perspektywy neurologii należałoby się z tego wyłącznie cieszyć: podstawowe połączenie nerwowe jest nieuszkodzone. Od tego właśnie rozpoczyna się mnóstwo poznawczych procesów: od poznawania własnego ciała, ust, palców. Bez tego nie ma ani dobrego trzymania, ani nawet umiejętności wkładania sobie czegokolwiek do buzi, np. w celu poznania, ale też potem w celu zjedzenia.
Można zauważyć, że dziecko zaczyna intensywnie wpychać paluszki do buzi pewien czas przed tym, jak rozpoczyna naukę dotykania przedmiotów, przytrzymywania ich, żeby w końcu całkowicie trzymać je w ręce. Palce z perspektywy dziecka są niezmiernie ciekawe: jest to zabawka ruchoma, wieloczęściowa, będąca dostępna w dowolnym czasie, znikająca i pojawiająca się w zasięgu wzroku, miła w dotyku, pod względem emocjonalnym dwufunkcyjna: i emocjonująca, i uspokajająca w zależności od potrzeby.
Nałogowe ssanie palców nie bierze się z potrzeby poznania własnego ciała. Droga do tego kompulsywnego ssania palców wiedzie którędy indziej:
- braki w noszeniu dziecka, przekładaniu go, masowaniu, dotykaniu czyli byciu w kontakcie z ciałem dziecka; co w zależności od rodzaju noszenia, dotykania może być bądź uspokajające bądź pobudzające;
- braki w ssaniu odżywczym i nieodżywczym, które jest zdolny zaspokoić pobyt przy piersi;
- zostawianie dziecka samotnego w sytuacji zmęczenia (chyba, że jest starsze i potrzebuje odpocząć od nas), usypiania;
- samotne spanie maleństwa;
- gwałtowne lub zbyt szybkie, zakończenie przez rodziców ssania czy to przez przedwczesne odstawienie od piersi czy to przez zabranie smoczków dziecku karmionemu sztucznie.
Nie znam dziecka, które śpiąc z rodzicami, będąc noszone w chuście (a więc wystarczająco często), będąc karmione według potrzeby piersią wystarczająco dlań długo, bez jakiejś ogromnej traumy ssałoby własne paluszki w sposób kompulsywny, nałogowy, trwający jakoś szczególnie długo.
Pora więc docenić niemowlęce zabawy paluszkami. Czy potem sami nie potrzebujemy tego wykorzystywać w dalszym rozwoju dziecka.
Polecam: Dagny Ślepowrońskiej „Teatrzyk paluszkowy”. Coś dla przedszkolaka na poprawienie nastroju!
12 październik
Przygotowanie do porodu. Co właściwie jest w tym czasie najważniejsze do:
- przemodlenia;
- przemyślenia;
- zrobienia.
Co jest najważniejsze do przemodlenia:
–oddanie dziecka i siebie Panu Bogu– w głębi duszy ono w końcu ma większe podobieństwo do Boga Stwórcy niż do rodziców z ciała; powierzenie go w każdym czasie, również na czas porodu; głębokie zaufanie Bogu, że cokolwiek się stanie, jesteśmy dziećmi Opatrzności Bożej, nic nie jest w stanie nas oddzielić od miłości Bożej; jeśli ufamy Bogu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by już przed porodem dziękować Mu za ten czas rodzenia, uwielbiać w tym wspaniałym planie, jaki la nas przygotował; modlenie się o konkrety: np.modlę się o konkretną położną, z którą chciałabym rodzić, o opiekę w tym czasie nad dziećmi (jeśli są już starsze dzieci); o to, żeby Anioł Stróż tego maleństwa przygotował jego poród, czuwał nad nim również w tym czasie; o odwagę do rodzenia dla mamy i dziecka; o pokój serca na czas rodzenia: również dla personelu, o oddanie swoich lęków Zbawicielowi; coś się pewnie jeszcze znajdzie do omodlenia.
Co jest najważniejsze do przemyślenia:
-jeśli nie zadbamy o własną wiedzę, to będzie się zależnym wyłącznie od wiedzy innych; jeśli nie przemyślimy dotychczasowych doświadczeń, nie przepracujemy, nie zrozumiemy, to w jakiś sposób mogą one do nas wracać; brak przemyślenia, przemodlenia porodów własnej mamy, poprzednich własnych porodów może (choć nie musi) powrócić do nas; obecne prawo daje możliwość napisania własnego planu porodowego: np. decyduję się rodzić z bliską mi osobą, wybieram poród bez nacięcia krocza, bez sztucznych środków przeciwbólowych czy jeszcze inaczej itd.; choć osobiście wydaje mi się, że należy tu zachować pewną dozę elastyczności- nigdy nie wiemy w jakim kierunku potoczy się dany poród, każdy jest niespodzianką- „żaden poród się nie powtarza, za każdym razem jest inaczej”- mówią doświadczone położne;
Co jest do zrobienia jeszcze przed porodem na czas przygotowania:
–„uwicie gniazda”– daje poczucie bezpieczeństwa: rzeczy, miejsce dla dziecka; choć z mojej perspektywy o wiele ważniejsze jest przygotowanie tego miejsca w sercu; niemowlęciu jest zupełnie wszystko jedno czy będzie spało w markowych ubrankach, pieluszkach czy używanych; nie jest natomiast wszystko jedno, czy mama jest dla niego spokojna, cierpliwa;
–spakowanie swojej torby, jeśli się wybiera poród w szpitalu;
–cierpliwość czekania– to daje dalekosiężne owoce, szukanie jej procentuje, choć może nie od razu, nie tak jak sobie to wyobrażamy.
–dobra dieta: cukier hamuje wydzielanie prostaglandyn w jelitach, prostaglandyny są odpowiedzialne m.in. za przygotowanie szyjki macicy do porodu; to zła wiadomość dla tych, co przepadają za słodyczami- dla sprawniejszego porodu lepiej na ostatnie tygodnie zrezygnować ze słodyczy; taki wybór byłby też zdrowszy dla rodzącego się dziecka: po porodzie łatwiej by mu było osiągać stabilny poziom cukru we krwi.
9 październik
Zadziwiająca książka.
Książka dla tych, którzy nie umieją się modlić, nie umieją kochać, a mimo to szukają i kochają.
„Przez trzy czwarte swego życia będziesz się czuł tak, jakbyś nie umiał się modlić. Oczywiście, że nie umiesz! Czy wydaje ci się, że jesteś aniołem, który może mówić Bogu przez całą wieczność „Chwała, chwała, chwała”? Nie jest możliwe, żebyś modlił się tak, jak myślisz, że powinieneś.
Modlitwa to stałe przebywanie w obecności Boga. Jesteś tam prowadzony. Doświadczenie pustyni zaprowadzi cię tam szybciej. Nagle będziesz wiedział, że On zawsze jest obecny. Nie możesz się modlić? On jest obecny i wcale Mu to nie przeszkadza. Modli się za ciebie (Rz 8, 26). (…)
To Miłość nas wzywa, Bóg, nasz Oblubieniec. Wzywa nas do tego, czego każdy z nas najgłębiej pragnie: do życia, które będzie rodzić owoce.”
Cytaty te pochodzą z „Dusza mojej duszy” Catherine de Hueck Dohert.
Najchętniej zacytowałabym całą książkę, żeby się nią z Wami podzielić. Są takie książki, które zapadają w serce, a ta zapada również głęboko w duszę.
I coś dla matek konkretnego:
„Jak mamy żyć w tym dzisiejszym świecie? (…) Obowiązek chwili jest tym, co powinieneś czynić w danym czasie tam, gdzie Bóg cię postawił. Jeśli masz dziecko, twoim obowiązkiem chwili może być zmiana brudnej pieluchy. Więc to robisz. Ale nie tylko zmieniasz pieluchę- zmieniasz ją, jak najlepiej potrafisz, z wielką miłością zarówno do Boga, jak i do dziecka. W tym dziecku widzisz Chrystusa. (…) >Jedyna ważna rzecz< jest tym, co każda chwila przynosi. To, co zdarza się w każdej chwili naznaczone jest wolą Boga. (…)
Jestem wdzięczna, zwłaszcza w najtrudniejszych momentach, za obowiązek chwili. Jednym z największych darów Bożych dla ludzi jest to, że wyznaczył nam szereg obowiązków do wykonania w ciągu dnia. Obowiązek chwili jest jak solidny kij zabrany na długą wędrówkę. Jest mocny i w ciemności na szlaku jest jak trzecie oko.”
I jeszcze jedno:
„Drobne rzeczy stają się wielkimi,kiedy dotyka ich Bóg; kiedy jesteś światłem, kiedy jesteś pełen entuzjazmu, radosny, zadowolony, szczery, pokorny, bezpośredni. Drobnych rzeczy nie można oddzielić od miłości. Czy możesz poddać się uczuciu monotonii, kiedy jesteś zakochany? (…)
Herezja głosząca, że wszelkiego rodzaju praca służebna jest poniżająca, jawi się jako brak pokory. Dominuje przekonanie, że jeżeli ktoś ukończył studia uniwersyteckie, nie powinien wykonywać prac służebnych. Ta herezja zakorzeniła się tak głęboko w młodzieży, mężczyznach i kobietach, że po prostu nie wiem, jak się jej pozbyć. Ale utrzymuje się ona wśród nas i zrywa więzy miłości, chwilami wywołując zamęt i chaos.„
|