|
|
|
Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’
25 listopad
Krótkowzroczność czy przewidywanie?- wybór należy do nas.
Rozmowa cukrzyka z lekarzem. Chory przyznaje się do poziomów cukru nie mniejszych niż 220-240 mg (czyli sporo za dużo- hiperglikemia). A lekarz na to: „To i tak w pana wieku to nie jest tak źle! W tym wieku to jest wręcz nie do obniżenia”.
Moje pytanie brzmi: To jest lekarz? Zamiast zachęcić do solidnej diety niskocukrowej, to ściemnia, że „się nie da”. No i naraża w ten sposób swojego pacjenta na dalszy rozwój choroby zamiast zagrzewać do walki o zdrowie.
Inna historia. Matka z dzieckiem pod sercem chwali się, jak to dużo zjada jedzenia śmieciowego (fast foody, żelki, inne słodycze itp.), a jakie przy tym ma dobre wyniki morfologii. Nie wytrzymałam i wypaliłam: „I dziecko też to zjada!” Nie to, żebym nie rozumiała zachcianek żywieniowych mam w stanie błogosławionym: trudno im się niekiedy, a może nawet często oprzeć. Czy ja tego nie robiłam? Niestety tak. Jednak dziwne mi się wydaje przechwalanie tym, jak jakimś osiągnięciem. I dodawanie, że lekarz też nie ma nic przeciwko temu (to lekarz czy znachor?)
Jakie to krótkowzroczne! Jakby chodziło tylko o wynik tu i teraz! A po co te badania? Dlaczego to jest tak ważne? Bo matka z dzieckiem pod sercem magazynuje w swoim organizmie mikroelementy i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach oraz białka, tłuszcze nie tylko na chwilę bieżącą, na czas ciąży, ale przede wszystkim na okres karmienia piersią dziecka. I co z tego, że matka ma w ciąży dobrą morfologię, jeśli nie da rady potem karmić piersią z powodu własnego osłabienia. A na osłabienie, brak sił, gorsze zdrowie może się składać nie tylko brak żelaza (niska hemoglobina, erytrocyty), ale także braki innych elementów, których laboratorium nie mierzy.
Przepadam za Moniką, która też nosząc dziecko pod sercem czasem mi opowiada o jakiejś zachciance żywieniowej- robi to jednak z takim „żarcikiem” z siebie, na co dzień zaprawiając się w bojach o super zdrową kuchnię, że wesoło robi się na pokładzie. Bez chełpliwości. No to lubię posłuchać 🙂 I skosztować jej „przeboje” kulinarne, które świetnie smakują i dają rosnąć zdrowo dziecku. Mniam! Dzisiaj kosztowałam pasztet z fasoli. Dzięki!
Zaraziła mnie też stroną:
Dla wymagających
Jakie to smutne: najpierw w stanie błogosławionym fast foody, potem mleko modyfikowane! Nie jest to żadna reguła, ale czy nie jest to ten sam styl żywienia?
Zachwyciłam się dziś piosenką:
„Niech płynie!”
Nie oprę się i zacytuję jej fragmenty:
„Niech płynie, płynie, płynie mleko!
Niech rozsadzi mentalne tamy w człowieku!” (…)
„Na jakiej glebie posadzisz to ziarno?
Czy wiesz, że w życiu najlepsze rzeczy są za darmo?” (…)
„To, co płynie w nas, to nie woda, nie czas,
tajemnica wielka, co wypływa z serca!” (…)
„Więc pomyśl, jak kręci się ten świat,
że Stwórca dał nam mleko i dał nam plan,
ta układanka prosta jak ulał,
usta malucha psują do niej jak ulał;” (…)
„lek w proszku zostawcie proszę astronautom”;
„W imię Ojca i Syna i Ducha
niech trafi to, co święte do ust malucha!”
„One darem są dla rodziny,
a nie medialnym mięsem dla szumowiny!”
Piękna, nieprawdaż?
16 październik
Karmienie piersią jest prawdziwym szczęściem dla dziecka i dla mamy.
To zostało dobrze wymyślone:
- dziecko i matka kontynuują tę bliskość jaką miały poprzez pępowinę, łono matki; pierś staje się taką zewnętrzną pępowiną;
- karmienie piersią to nic innego jak dobre przytulenie i utulenie: prawidłowe przystawienie właśnie po tym można poznać; nosek i bródka dotykają piersi, brzuszek do brzucha mamy dotyka; dziecko zaznaje szczęścia, bo czuje dalej mamę jako źródło pokarmu, ciepła;
- można karmić przez sen (dłużej śpi i mama, i dziecko); starsze dziecko- kilku, kilkunasto miesięczne może nauczyć się nawet przystawiania samodzielnego do piersi nie budząc szczególnie mamy;
- karmienie piersią uczy macierzyństwa: a więc cierpliwej miłości, dyspozycyjności, łagodności w stosunku do dziecka; wczucia się w jego potrzeby; uczy zaufania, usuwa lęk przed dzieckiem, istotą nieznaną: trudno się bać kogoś, kto jest tak bliski i ufny, wtulony w nas;
- karmienie piersią to dzielenie się swoim życiem i zdrowiem, odpornością, zaradnością; nawet gdy mama choruje (np. grypa), to jej dziecko jest stosunkowo dobrze zabezpieczone przed zachorowaniem, bo ciała odpornościowe matki w pierwszym rzędzie są przekazywane dziecku (pierś leży tuż przy węzłach chłonnych).
Naszym zadaniem jako żon jest nauczenie swoich mężów pozytywnego stosunku do karmienia piersią, tak żeby mogli stać się za nie odpowiedzialni, żeby nas w nim podtrzymywali. Nie nauczymy ojców naszych dzieci przychylnego stosunku do karmienia naturalnego narzekaniem na dziecko, narzekaniem na to karmienie piersią, żaleniem się na nie. Reakcja przeciętnego mężczyzny na takie nasze zachowanie będzie następująca: „To odstaw! Będzie po kłopocie.”
Na trudy karmienia piersią stanowczo lepiej żalić się przyjaciółce, a męża zapoznawać przede wszystkim z jego walorami. Wtedy jego reakcją będzie ochranianie tego dobra, które dzięki nam pozna: jak dobre jest ono dla dziecka, jak dobre dla nas jako mam, jak dobre dla rodziny (oszczędność, tatuś wyspany, nie budzimy go do karmień itd.).
„Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem brzemienności”– to Boże błogosławieństwo dla Ewy przed opuszczeniem raju. Bóg nie przeklina, Jego słowa są zawsze pełne życia. Karmienie piersią jest częścią tej brzemienności, płodności. Ten trud to jest błogosławieństwo czyli szczęście dla nas. Szczęście, które trzeba umieć wydobyć, rozpoznać. Nikt nie kwestionuje, że szczęściem jest dla alpinisty zdobycie wymarzonego szczytu z powodu trudu, jaki musi w to włożyć. Nikt nie powinien kwestionować wartości karmienia piersią z powodu tego trudu, jaki matka musi wziąć na siebie.
W momencie, kiedy karmienie mlekiem zwala na ojca- przekazuje mu swoją matczyną rolę. Oczywiście ona się w tym nie wyczerpuje, ale jest istotną jej częścią.
Jedna z matek napisała o karmieniu piersią, że to przekleństwo. Tak wiele rzeczy je w nim męczy: nocne częste budzenie, dzienna dyspozycyjność itd. Jednak pokrzepiona, pocieszona słowami innych mam karmiących napisała, że będzie jej się teraz łatwiej karmić: po prostu chciała się wyżalić, wypłakać ten trud, poskarżyć się. Gdy inne matki wyjaśniły jej zachowanie jej dziecka jako normalne, potrzebne (częste nocne budzenia i karmienia służą rozwojowi mózgu dziecka), odetchnęła z ulgą.
Kiedy Pan Bóg mówi, że kładzie przed nami błogosławieństwo i przekleństwo, życie i śmierć, to przekonuje zarazem, żeby wybierać błogosławieństwo i życie. Bierzmy więc życie, żeby się nim dzielić, bo kto je zechce zachować, ten je straci. Prędzej czy później.
15 wrzesień
Punkty dla mam karmiących piersią:
Karmienie piersią jest normalne
W niektórych krajach kobiety karmiąc piersią zaczynają zakładać na siebie coś w rodzaju namiotu, żeby nie było tego widać. Link nawiązuje do tego bardzo dziwnego zjawiska, które następuje w końcu w miejscach, gdzie ludzie nie mają problemu z modą, która rozbiera kobiety na rozmaite sposoby. Z powodu tej mody, ale jeszcze bardziej zmiany mentalności niestety cierpią dzieci oraz ich mamy.
I jeszcze jeden link będący protestem przeciwko byle jakim (nieergonomicznym) nosidłom. Dobre nosidła lub chusty poznamy po tym, że sięgają dziecku aż do dołów podkolanowych. W nosidle firmy „krzak” dziecko będzie wisiało na kroczu, co przyjemne dla niego nie jest. Dla rozbudzenia wyobraźni:
„Nosidła” do d… dosłownie
1 sierpień
Będąc mamą ciągle czegoś nowego się uczę.
Ostatnio perypetie z podejrzeniem mózgu najmłodszej pociechy też mnie nauczyły aż za dużo.
Otóż dobrze jest, gdy dziecko ma siniaki, guzy na głowie, nawet, gdy przetnie mu się skóra, gdy się przewróci i można ją opatrzeć.
O wiele gorzej może być, gdy dziecko uderzy się mocno główką i nie ma guza, sińca prawie wcale: wstrząs zamiast pozostać na powierzchni dociera wgłąb. Brrrr, nie polecam tego doświadczenia. Nie życzę nikomu.
O tym, że mogło dojść do wstrząsu mózgu może świadczyć utrata przytomności, wymioty, zatrzymanie oddechu itd.
Nie będę dokładnie opisywać, jak to było w naszym przypadku, ale młodzieniec miał część tych objawów. Na szczęście szybko samoistnie znów zaczął oddychać. Zanim karetka przyjechała został już przystawiony do piersi w celu uspokojenia.
„Czemu pani karmi? Przecież może wymiotować!”- jedne z pierwszych słów ratowników z karetki pogotowia.
„Może, ale nie musi.”- odpowiedziałam i nic sobie nie robiłam z ich uwagi.
Na izbie przyjęć cd. od innego medycznego personelu:
„Nie można karmić! Dziecko może zwymiotować po wstrząsie mózgu!”
„Tak, tak! Może, ale nie musi.”- odparłam i robiłam swoje. Po co dziecku przeszkadzać? I tak miało wystarczająco dużo stresu.
Potem jeszcze karmiłam trzeci raz w gabinecie lekarskim. I czwartyraz czekając na USG przezciemiączkowe.
A potem Jędrusia czekało 4 godziny postu przed uśpieniem w celu zrobienia tomografii komputerowej. Nie docenił kroplówki z solą fizjologiczną i glukozą. Potem jeszcze 2 godziny postu po uśpieniu: „Bo może wymiotować!- Nie może jeść ani pić!”
Jak to dobrze, że go przystawiłam do piersi po urazie! Jak bardzo byłby głodny, gdybym tego nie zrobiła, gdy czekało go tyle czasu postu (6 godzin!) bezpiersiowego. Na szczęście nie wymiotował. Intuicja czy szczęście?
Po mojej relacji może ktoś doceni możliwość przystawiania do piersi? To, że dziecko ma guzy i siniaki?
1 sierpień
Właśnie chciałam się podzielić z Wami szczęściem, że znów mogę karmić piersią.
Znów?
Znów. Jakoś to doświadczenie szpitalne było potrzebne o tyle, że uświadomiło mi na nowo, że to karmienie jest darem tymczasowym.
Pobyt w szpitalu z powodu wstrząsu mózgu u dziecka. No i dużo potrzebnych badań: USG, RTG, tomografia.
4 godziny w połowie przepłakane przed uśpieniem mojego 9-miesięcznego Jędrusia (potrzebnym do wykonania badania tomografii) i 2 po części przepłakane po uśpieniu. Dziecko nacierpiało się okrutnie. Mam dalej wątpliwości, czy potrzebnie.
Uff, jaka to ulga, gdy można przytulić dziecko do piersi i pokazać mu, że je się rozumie, że chce się je pocieszyć tak, jak tego pragnie. Może właśnie łatwiej zrozumieć, że to jest cenny i potrzebny dar od Stwórcy, gdy go zabraknie, gdy jest odjęty, choć na chwilę.
Bo my na co dzień już potrafimy być takie znużone tym darem, jakby nam się on należał, jakby był czymś oczywistym.
Wiele kobiet ma też dar zdrowia- też niezauważany, niedoceniony: po prostu sobie karmi piersią i wszystko gra. Tylko narzeka jak to ciężko.
Kilka zapaleń piersi, które przebyłam wiosną (jedno na pewno zawinione) uświadomiły mi, że to dar cenny, ale kruchy. A choroba też jest darem- mam nadzieję, że lepiej będę mogła teraz zrozumieć kobiety zmagające się z tym problemem, że będę mogła lepiej im pomagać. Taka moja mała nadzieja.
26 kwiecień
Co to takiego karmienie piersią?
To sztuka cierpliwości. Owszem można wymieniać inne czynniki, dzięki którym ono udaje się bądź nie. Jeśli jednak braknie cierpliwości: do siebie, do dziecka, do tego daru Bożego, jakim jest karmienie piersią, to klapa.
Pomagałam wielu mamom i widzę tą prawidłowość, że gdy braknie cierpliwości z tego daru nic nie zostaje. Inne przyczyny powodzenia/niepowodzenia też oczywiście występują, ale gdy zabraknie dyspozycyjności matki, jej wystarczającej otwartości na potrzeby dziecka, to przechodzi się na sztuczne żywienie prędzej lub później. Jeśli zabraknie też jej cierpliwości do własnego ciała, sposobu jego funkcjonowania. Ale nie mówię tu o cierpiętnictwie, a o cierpliwości: co różni się radością. Cierpliwość jest otwarta na radość, cierpiętnictwo jest otwarte na smutek i zrzędzenie.
Stwórcy karmienie piersią się udało. Choroby, trudności, nieporozumienia między mamą a dzieckiem występujące tu niekiedy nie zaprzeczają temu, ale pokazują jak grzech, zło niszczy. Zakończenie karmienia też może być piękne i dobre, gdy wracamy do Bożego pomysłu na nasze życie.
Dostałam niedawno piękny list od pewnej mamy, która opisuje, że zakończyła karmienie swojego dziecka w zgodzie z nim, że ten etap życia pozostanie pięknym wspomnieniem dla niej. Takie proste: miłość jest cierpliwa… Takie trudne: dać małemu człowiekowi czas na dojrzewanie…
Bardzo lubię Wyżynę Krakowsko-Częstochowską z jej przecudnymi białymi wapieniami. Z dzielnymi roślinkami, które w najmniejszych zagłębieniach takich kamieni potrafią wyrastać. My też czasem przesadzamy nasze dzieci w takie niesprzyjające miejsca, sposoby funkcjonowania.
Nie uciekniemy od cierpliwości: jeśli nie mamy jej do bycia z dzieckiem, to trzeba ją będzie mieć do pracy zawodowej. Jeśli nie mamy jej do karmienia piersią, trzeba jej będzie się uczyć do wygotowywania i podawania smoczków, butelek itp. Bo dziecko się nie poddaje: prosi swoim płaczem niezależnie od postępków rodziców o miłość cierpliwą.
2 kwiecień
Wiele rzeczy z rodzicielstwa bliskości lubię: i karmienie piersią, i noszenie w chustach, i wspólne spanie w łóżku dopóki dziecko tego potrzebuje, dopóki nie jest w stanie wyrosnąć.
Ale nie podpisuję się obiema rękami pod tym nurtem. Ma on swoje ograniczenia, minusy, a na pewno przegięcia.
W moim odczuciu takim przegięciem jest książeczka „Kołysanka o piersiach mamy”. Nie polecam!
Dlaczego? W końcu w karmieniu piersią nie ma nic złego. Zasadniczo nie ma nic złego w karmieniu piersią, ale w zafiksowywaniu dziecka na tym temacie już może trochę jest.
Bo po co takie karmienie jest? Żeby dziecko skupiło się na tym temacie czy skorzystawszy z tego daru szczęśliwie z niego wyrosło?
Dla dziecka postać mamy jest i tak ważna, nie potrzebuje zaznajamiać się z jej anatomicznymi szczegółami jeszcze werbalnie. Co najmniej to przesada.
Książeczka może mniej służąca rozwojowi dziecka, a bardziej samozadowoleniu mamy.
Wybieram śpiewanie dzieciom kołysanek o Bogu, o świecie, o zwierzętach. O sobie samej niekoniecznie- dziecko i tak ma swojej mamy po uszy, po dziurki w nosie albo jeszcze wyżej. Prędzej czy później to się okaże, więc nie przesadzajmy.
20 luty
Dostałam ten obrazek od pewnego przystojnego motocyklisty z okrzykiem: „Czad!”
„Dzieci nie przeszkadzają w życiu, spełnianiu marzeń i realizacji własnych pasji”-tak głosi podpis do tego linka:
Motocykliści
Czy nie jest to jakaś utopia? A co wtedy jak jednak trochę albo i bardzo przeszkadzają? Czy można poświęcić ich dobro swojej pasji czy pozwolić, by jednak w życiu to one same też stały się naszą pasją?
Nie wydaje mi się, by dzieci, których mamy przede wszystkim realizują SIEBIE, rozwijają wyłącznie SWOJE pasje, są niezależne od swoich dzieci były szczególnie szczęśliwe. Z drugiej strony rozwój własnych zainteresowań w ciągu życia jest czymś naturalnym i potrzebnym. Jeśli się rozwijamy, to mamy co z siebie dawać, czym się dzielić.
Jednak w rodzicielstwie jest jednak i coś z obumierania. „Jeżeli ziarno nie obumrze…” Nasze zmęczenie, trud, rezygnacja z własnego „ja” tak bardzo cenne dla Chrystusa, że bierze je w swoje ręce i mówi naszym zeschłym kościom: „Zmartwychwstajcie!”
14 styczeń
Kiedy karmimy piersią, dzielimy się z naszym dzieckiem naszym życiem. Albo niestety śmiercią, gdy karmi my bez miłości, z niechęcią, niecierpliwością, złością. Potrzebujemy je przezwyciężać na co dzień, aby nie miały szansy rosnąć.
Nie wiem jak się wkłada serce w karmienie butelką, więc o tym nie piszę- zostawiam to tym mamom, które wykarmiły swoje dzieci z butelki, za to rękami pełnymi miłości. Raz co prawda popełniłam artykuł o karmieniu butelką, ale myślę, że nie jestem w tym dobra.
W obecnych czasach karmienie piersią nie jest takie proste ze względów społecznych. Dawniej wszystkie (lub niemal wszystkie) kobiety karmiły swoim mlekiem do 2-3 lat bądź dłużej. Wspólnie cieszyły się nim, rozmawiały przy tym, pracowały wspólnie. Teraz pierwsze 3 miesiące są uznane przez większość, a potem zaczynają się nierzadko przytyki: jeśli nie po 3, to po 6 miesiącach, jeśli nie po 6, to po 12, itd.
A dzielenie się życiem kosztuje- koszty duchowe, fizyczne. Co prawda matki zbytnio się na to nie oglądają, ale jednak je czują- stąd potrzebują wsparcia, radości, nie wątpliwości.
Gdy pozwalamy, by te wątpliwości w nas rosły i rosły, karmimy co prawda niekiedy dalej, ale zaczyna brakować w tym karmieniu serca. Najpierw troszeczkę odmawiamy go swoim dzieciom, potem coraz bardziej i bardziej. Rośnie to pęknięcie i rana w sercu. Tak jakbyśmy nie miały prawa do końca karmić, pielęgnować, zajmować się naszymi dziećmi z miłością na każdym etapie życia, w każdej dziedzinie.
A takie prawo mamy. Nawet jeśli karmimy tylko raz dziennie, to mamy prawo robić to z miłością, życzliwie, serdecznie, cierpliwie, nie dla pochwały, a dla tego konkretnego dziecka. Potem już nie będzie to karmienia mlekiem, ale inne sprawy- i w każdej mamy prawo odnosić się z miłością do swojego dziecka.
„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą”
ks. J.Twardowski
I żeby nie było wątpliwości, nie zawsze może to być miłość prosta, łatwa i przyjemna, czasem jest to miłość trudna, bo z krzyżem. Ale zawsze jest możliwa, skoro pierwszym dobrym uczynkiem jest uśmiech. Możemy uśmiechnąć się już dziś 🙂
9 styczeń
Karmienie piersią jest częścią naszego dzielenia się życiem z dzieckiem czyli integralną częścią płodności.
Ostatnio podsuwałam link o rodzinie z osiemnaściorgiem dzieci. Hm, nie to, żebym akurat do posiadania takiej, a nie innej gromadki zachęcała. To, co dobre dla tamtej rodziny- nie musi być dobre dla mojej lub twojej rodziny. W ogóle nie przepadam za porównywaniem.
Dziecko jest darem, prezentem od Pana Boga, a więc uważnie w Jego głos się trzeba wsłuchiwać, co na ten temat mówi.
Dla mnie np. bardzo ciekawe jest, co mówi jako Stworzyciel. Jak nas stworzył? Jak stworzył nasze dzieci.
Stworzył nas zdolnymi do rozmnażania, a częścią tego właśnie procesu rozmnażania się jest laktacja (karmienie piersią). I co ciekawe, laktacja jest dalszym ciągiem naturalnego rozwoju płodności (po poczęciu, ciąży, porodzie), a zarazem jest procesem ograniczającym naturalnie płodność.
Karmienie piersią z jednej strony sprzyja zdrowiu mamy (mniejsza podatność na nowotwory piersi, jajnika z każdym miesiącem karmienia, mniejsza utrata krwi, regeneracja sił- w czasie karmienia piersią organizm uczy się działać bardzo oszcędnie). Sprzyja także zdrowiu dziecka, dając mu bezpieczny czas na zdobywanie samodzielności pod względem odpornościowym, pokarmowym, emocjonalnym itd.
Z drugiej strony skuteczne karmienie piersią sprawia, że płodność jakby zwalnia: skupia się na urodzonym dziecku, a nie rozwija się ku kolejnym. Jednak żeby tak było, karmienie musi być ekologiczne czyli zgodne z naturą.
Jakie są warunki ekologicznego karmienia:
- karmienie piersią według potrzeby dziecka (dostęp do piersi, kiedy ma odruch szukania, kiedy jest spragnione lub głodne);
- wyłączne karmienie piersią co najmniej 6 miesięcy bez dokarmiania i dopajania;
- nie podawanie smoczków, smoczka-uspokajacza;
- przerwa nocna nie dłuższa niż 6 godzin;
- pozwalanie dziecku na usypianie przy piersi, gdy tego chce, pozwalanie na ssanie nieodżywcze (nie ma ono co prawdy wpływu na stan odżywienia, ale na ilość hormonów- owszem).
Gdy takie warunki są spełnione, płodność w większości sytuacji nie wraca, gdyż jest skupiona na dziecku, które jest małe, potrzebuje wiele uwagi, pokarmu do rozwoju.
Jednak zdarza się, że pomimo ekologicznego karmienia piersią mama zajdzie szybko w następną ciążę (są to jednak nieliczne przypadki). Jakie mogą być tego przyczyny?
- przejadanie się mamy (wysokokaloryczne jedzenie);
- bardzo dobre odżywienie mamy- organizm „czuje” taki dobrostan, że może sobie pozwolić na inwestowanie sił w kolejne dziecko;
- dziecko przesypia dłużej bez ssania niż potrzebuje; np. z tego powodu, że nie czuje obok siebie mamy (śpi samo), jest uczone samodzielnego spania; ew. wytrzymuje bez ssania dłużej niż potrzebuje (zabawianie, żeby nie płakało, bujanie, żeby usypiało bez mamy jako reguła itp.);
- dziecko nieskutecznie ssące (słabe przybieranie na wadze, nieefektywne pobudzanie piersi);
- indywidualne predyspozycje;
- inne.
Kiedyś wyczytałam informację, że do niepłodności laktacyjnej(LAM) kobieta musi karmić co najmniej 90 minut na dobę. Ale kto by to mierzył? Czy mamy karmić z zegarkiem w ręku? Tak jak nie liczymy buziaków i uścisków naszym dzieciom, tak dobrze się karmi piersią wtedy, kiedy nie wylicza się ilości karmień, nie czeka z napięciem: „Kiedy ono wreszcie skończy to ssanie?”
Nie chodzi o to, żeby nigdy nie usypiać przez kołysanie, ale o to, że ma sens pozwalanie choć od czasu do czasu na ssanie nieodżywcze. Działa ono uspokajająco na dziecko, opóźnia powrót płodności skierowanej ku następnemu dziecku.
Myślę o cd.
|