Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Inny rozwój

Dzieci rozwijają się inaczej, gdy są karmione piersią w porównaniu z tymi karmionymi imitacją mleka kobiecego.

Z pozoru rozwój ten przebiega tak samo: matki karmiące butelką lubią się nierzadko przechwalać (któż zresztą tego nie lubi!), jak dobrze rozwijają się ich dzieci. Mają oczywiście potrzebę dbania i starania o zdrowie i życie swojego dziecka, stąd nie dziwmy się tej ich potrzebie.

Jednak naukowcy zauważyli, niezależnie od indywidualnych poglądów, że dzieci karmione piersią pod wieloma względami mają inne parametry wzrostu, rozwoju:

  • przez pierwsze 3 miesiące dzieci karmione piersią przybierają na wadze statystycznie więcej (minimalny akceptowalny przybór dla dzieci karmionych piersią to 120g/tydzień), a w kolejnych już mniej (minimum to 90g/tydzień); siatki centylowe, na których w większości operują pediatrzy polscy robione były na grupie dzieci w większości karmionych sztucznie; Światowa Organizacja Zdrowia zgromadziła ogromną masę danych dzieci karmionych piersią, na podstawie których ustaliła siatki centylowe dla dzieci karmionych piersią i przedstawia je jako wzór dla innych dzieci; to właśnie dzieci karmione piersią powinny być punktem odniesienia, ich rozwój standardem, do którego się odwołujemy; to, że posługujemy się starymi polskimi siatkami centylowymi (są one w książeczce zdrowia dziecka) jest reliktem minionej epoki;
  • grasica dziecka karmionego piersią jest dwukrotnie większa od grasicy dziecka żywionego innym mlekiem; jak istotne jest tu karmienie piersią, świadczy fakt, że „wielkość grasicy powiązana jest z dzienną ilością karmień”; grasica jest ciekawym narządem, który w późniejszym wieku zanika- ta ciekawostka potwierdza, jak bardzo ważne dla rozwoju dziecka szczególnie w pierwszych latach jest karmienie piersią;  immunolog Lars Hanson przedstawia „brak dostępu do piersi matki jako stan niedoboru immunologicznego”;
  • dorośli karmieni w dzieciństwie piersią statystycznie rzadziej zapadają na wiele chorób, zwłaszcza tych określanych jako choroby cywilizacyjne: cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów, nadciśnienie, otyłość itd.
  • jestem głęboko przekonana, że dzieci karmione piersią inaczej rozwijają się emocjonalnie: dla nich czymś naturalnym jest kontakt fizyczny z rodzicami, przytulanie; czują, że mają do niego prawo, że jest to przyjemne; jak bardzo matki karmiące piersią potrzebują cierpliwości co do częstotliwości tych karmień- czy może tonie przynieść owocu?

Nie warto więc pochopnie rezygnować z karmienia piersią: ma ono  swój rozwój, swoje punkty kulminacyjne i swój czas na ograniczanie się.



Karmienie piersią- na czym to polega?

Większość matek po porodzie stara się karmić swoje dziecko bądź dzieci piersią. Większość z nich natyka się też prędzej czy później na sytuację „braku własnego mleka”- jedna mama nazwie to „sflaczałymi”, suchymi piersiami, wyssanymi do dna, inna rozluźnionymi, wypitymi.

Jak się zachowuje w tej sytuacji mama, która później oceni, że „karmienie jej się nie udało, bo nie miała mleka”:

  • poda herbatkę, mleko modyfikowane w butelce;
  • poda zniechęcona smoczki;
  • zacznie panikować, że nie ma mleka;
  • coraz częściej będzie podawać tą butelkę z mieszanką w głębokim przekonaniu, że skoro piersi są puste, to ona nie może głodzić dziecka;
  • itd., itd.- jest to samonapędzające się koło działające jak samospełniające się proroctwo.

Jak w tej samej sytuacji miękkich, wyssanych piersi zachowa się mama, której karmienie dziecka się uda:

  • poda dziecku pierś drugą, z powrotem pierwszą, potem znowu drugą itd., itd.- tyle razy, ile tylko dziecko zechce;
  • zauważy stopniowo, że pomimo że piersi nie są „napompowane mlekiem” jak na początku, to dziecko za to wygląda na mocno napompowane i okrągłe 🙂
  • pomimo miękkich, rozluźnionych piersi, w których zdawałoby się „nie ma mleka” (wszystko wypite?) podaje dziecku właśnie pierś, a nie butelkę.

Na czym polega różnica? Anatomicznych różnic między jednymi kobietami, a drugimi w tej sytuacji nie ma. Różnica polega na:

  • cierpliwym/niecierpliwym karmieniu piersią; kto o tą cierpliwość walczy- i mimo, że trudno to jednak ją wybiera- ten wykarmi piersią swoje dziecko; karmienie piersią to bowiem nierzadko sztuka cierpliwości i bycia dyspozycyjną wobec własnego dziecka;
  • rozprawieniu się z mitem i ulegnięcia mu; mit ten mianowicie głosi, że gdy kobieta nie ma mleka w piersiach (są wyssane, „puste”), to jedynym rozwiązaniem jest podanie butelki i że po prostu niektóre kobiety tak mają; prawda wygląda tak, że właśnie ssanie takiej miękkiej, „wypitej już” piersi jest właśnie najbardziej stymulujące dla wytwarzania większej ilości mleka; żeby więc dziecko miało więcej mleka, nie potrzeba żadnych szczególnych herbatek, pastylek, a potrzeba przystawiania dziecka do piersi takiej, jaką akurat teraz mamy; w żargonie konsultantów laktacyjnych (i ekonomistów) jest to prawo popytu-podaży; jest więcej ssania (popytu)- będzie prędzej czy później więcej mleka (podaż); jest mniej ssania (ssanie butelki, kamienny sen po modyfikowanej mieszance)- jest mniejsza podaż mleka (wysłanie do przysadki informacji: mleko niepotrzebne, dziecko ssie rzadko, coraz rzadziej).
    • To właśnie ssanie rozluźnionej, miękkiej piersi bardziej stymuluje do wytwarzania większej ilości mleka niż ssanie piersi przepełnionej.
    • zrozumieniu, że początkowa nadprodukcja mleka (przepełnione, nabrzmiałe piersi) nie jest potrzebna cały czas; bardziej praktyczne są piersi, które wytwarzają mleko na bieżąco- w trakcie ssania- gdyż mleko nie zalega wówczas w piersiach między karmieniami i nie stwarza zwiększonego ryzyka zastojów, zapaleń.
      • stworzeniu wsparcia dziecku, jeśli ssie nieefektywnie: dziecko takie może niewystarczająco pobudzać wytwarzanie pokarmu; trzeba wówczas karmić go metodami alternatywnymi (kubeczek, łyżeczka, zestaw łyżeczki, po palcu, sns) aż do czasu, gdy ssanie na skutek rehabilitacji, upływu czasu, poprawy zdrowia się wzmocni. Konieczne jest wówczas skuteczne systematyczne odciąganie.

      Jak więc działa laktacja? Na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Im więcej dziecko wyssie, im więcej odciągniemy, tym więcej wytwarzać się będzie mleka. Pierś ssana przez dziecko nigdy nie jest pusta: właśnie te kropelki wypływające powoli, które dziecko łyka na koniec karmienia zawierają największe ilości m.in. tłuszczu. Cierpliwość dziecka i mamy jest nagrodzona jeszcze w inny sposób: dalsze ssanie z pozoru „wypitej” piersi może spowodować kolejną falę, wypływ mleka. Trzeba ponadto pamiętać, że bardziej pobudzająco na wytwarzanie mleka działają częste i krótkie karmienia niż rzadkie i długie.
      Dziecko potrzebuje dyspozycyjności swojej mamy i jej wyrozumiałości.



Dieta matki karmiącej piersią

Najprostsza odpowiedź na pytanie, jaka powinna być dieta matki karmiącej, brzmi:

Zdrowa i racjonalna, możliwie naturalna. Może być jak najzwyklejsza, jeśli dziecko i matka są zdrowi, dobrze się czują. Dziecko w pewien sposób jest przyzwyczajone do diety swojej mamy, gdyż „zna” już ją z okresu prenatalnego, kiedy zamieszkiwało jej ciało. Czasem właśnie stosowanie bezzasadne jakiś ograniczeń „na wszelki wypadek” niesie za sobą problemy u mamy i dziecka.

Zwróćmy uwagę, że dawniej nie wiedziano o żadnych szczególnych dietach- a wszystkie matki i dzieci delektowały się karmieniem piersią. Po prostu jedzono to, co było dostępne- i to służyło zdrowiu dziecka. Jedynie w okresie połogu opiekowano się szczególnie położnicą.

Mam wrażenie, że najwięcej mitów jest właśnie w tym zakresie: co do odżywiania się karmiącej mamy. Nawet z ust personelu medycznego możemy usłyszeć, że nie powinno się jeść: kapusty kiszonej, ogórków, pomidorów, mleka, surowych owoców, pestkowych owoców, cytrusów, ryb, czekolady itd, itp. Nie jest to prawdą. Zdrowa matka mająca zdrowe dziecko może jeść te wszystkie produkty oczywiście zachowując w tym wszystkim pewien umiar. Brak umiaru, brak wybierania sprzyjającej zdrowiu żywności (a np. same fast foody) może zaszkodzić nawet mającym się dobrze osobom.

Dopiero gdy dziecko „pokazuje” po sobie (wypryski alergiczne, silne kolki itp.), że być może coś z jadłospisu mamy mu nie pasuje, szukamy winowajcy i ew. eliminujemy go z własnej diety. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że nie każdy płacz dziecka to wina diety mamy- nie wolno tak interpretować. Nawet najzdrowiej odżywiająca się matka karmiąca piersią powinna się spodziewać, że dziecko jest niedojrzałe i od czasu do czasu będzie płakać. Bo jest dzieckiem, a dzieci płaczą.

Dla dziecka mającego alergię mleko matki jest tym bardziej cenne i tym bardziej powinno być karmione piersią. Wówczas jest jednak uzasadnienie dla diety eliminacyjnej: zrezygnowania z tego produktu, ew. produktów, które szkodzą dziecku.

Czy są więc jakieś sensowne rady dotyczące odżywiania się mamy karmiącej piersią swoje dziecko? Co można by jej zalecić, gdy karmi piersią oprócz tego, co już wymieniłam (zdrowe jedzenie, umiarkowanie):

  • karmienie piersią według potrzeb dziecka i według własnych potrzeb (np. gdy ma przepełnione piersi) dostarczy dziecku właściwą ilość i jakość pożywienia; ew.herbatki, ziółka mają efekt placebo: najistotniejsze jest skuteczne (dobre przystawienie, prawidłowe ssanie dziecka) i częste karmienie;
  • na bieżąco należałoby zjadać produkty zawierające np. witaminy rozpuszczalne w wodzie, których organizm nie potrafi magazynować, m.in. C, z grupy B; za mało dostarczonych witamin najczęściej odbije się na zdrowiu mamy, a nie dziecka, ponieważ organizm na pierwszym miejscu „inwestuje” w potomstwo; ciało matki podczas laktacji pracuje na bardzo oszczędnych trybach- uczy się magazynować, wybierać z pożywienia to, co najwartościowsze- często więc wystarczy dla dwojga nawet niewielka ilość dobrego pożywienia;
  • nie należy stosować bardzo restrykcyjnej głodowej diety: dziecko co prawda dostanie wówczas pokarm dobrej jakości, ale może być go mniej, mogą się też wydzielać do mleka zanieczyszczenia uwalniane z tkanki tłuszczowej; odchudzanie się jest możliwe, ale lepiej bardzo stopniowe i powolne (max. 4 kg/m-c); szybsze może odbić się na zdrowiu dziecka ze względu na uwalnianie się toksyn z tkanki tłuszczowej;
  • uważa się, że dodatkowe 500 kcal zaspokaja potrzeby laktacyjne- jednak przy zapasach tłuszczu matki (z okresu ciąży lub wcześniej) może być mniej; jeśli z kolei matka jest bardzo szczupła, ma bardzo szybką przemianę materii, może potrzebować więcej kalorii; więcej kalorycznego jedzenia w diecie nie będzie skutkować większą ilością pokarmu- może jednak przyśpieszyć powrót płodności;
  • połóg (ok. 6 tygodni po porodzie) jest szczególnym czasem: nie tylko dziecko potrzebuje wówczas szczególnej ochrony, ale i matka, która wówczas ma regenerować siły; służy temu możliwie lekkostrawna dieta bogata w wartości odżywcze; noworodek ma także jelita bardziej „porowate”- więc warto wówczas zadbać o mniej alergizującą, lekkostrawną dietę; nie bez powodu w wielu tradycyjnych społeczeństwach matkę w połogu traktuje się szczególnie dając jej np. więcej gotowanego pożywienia (zmniejsza to efekt alergizujący żywności, zwiększa natomiast przyswajalność produktów); nie znaczy to oczywiście, że jeśli matka karmiąca skusi się na smażonego schaboszczaka, to jej dziecko w mleku będzie zajadało tego kotleta; znaczy to jedynie tyle, że będzie to przede wszystkim pewne utrudnienie dla jej organizmu (ciężkostrawne danie, zalegające w przewodzie pokarmowym); lepiej zjeść coś „niezbyt polecanego” i karmić dalej piersią niż odmawiać sobie ciągle i z tego powodu zrezygnować z karmienia piersią; na początek cytrusy, czekolady itp. specjały jedzmy w mniejszych ilościach, jeśli nie potrafimy sobie odmówić;
  • należałoby unikać niezdrowych dodatków do żywności typu: konserwanty, sztuczne barwniki, tłuszcze utwardzane itp., ponieważ szkodzą one zarówno matce jak i dziecku stanowiąc niepotrzebny balast; ponieważ jest to niełatwe- warto zdawać sobie sprawę, że podejrzane, nieprzebadane dodatki do żywności są też dodawane do mieszanek mlecznych i to w o wiele większym stopniu (jest to szeroko zakrojony eksperyment na dzieciach, ponieważ nikt tego nie bada właściwie); zanim organizm matki wytworzy mleko, pokarm przez nią spożywany przechodzi przez szereg zazwyczaj niezawodnych filtrów oczyszczających (choćby wątroba, która przeprowadza co najmniej 500 reakcji chemicznych- co za fenomenalne laboratorium!), stąd dziecko dostaje pokarm matki, który służy jego zdrowiu mimo mankamentów jej diety, w bardzo dużej mierze pozbawiony tych zanieczyszczeń;
  • dziecko dostaje wartościowy pokarm nawet wtedy, gdy dieta matki nie jest prawidłowa, o wiele zdrowszy niż jakakolwiek nawet najdroższa mieszanka mleka modyfikowanego; co więcej mieszanki niemal zawsze stanowią ogromne ryzyko dla zdrowia dziecka, jeśli nie życia; organizm matki umie natomiast zbierać w kościach,  szpiku, wątrobie, i innych narządach wiele wartościowych składników jakby spodziewając się, że pożywienie nie zawsze jest dostarczane równomiernie; jednak przez długi czas niedoborowa dieta może być przyczyną osłabienia sił odpornościowych matki; okresem, kiedy organizm matki intensywnie magazynuje wiele składników jest ciąża- wtedy w jej wątrobie odkładane są zapasy żelaza, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, w kościach gromadzony jest wapń itd.; mleko matki należałoby porównać z krwią (jest to „biała krew”)- ta służy naszemu zdrowiu, nawet gdy nasza dieta nie jest doskonała.

Podsumowując temat diety matki karmiącej. Karmienie piersią nie jest dla herosek, jest dla matek odżywiających się rozmaicie w różnych kulturach, o różnym statusie materialnym. Przede wszystkim dla własnego dobra należy zadbać, żeby to odżywianie było pełnowartościowe, gdyż organizm na pierwszym miejscu stawia potrzeby dziecka, a więc ono i tak dostanie wartościowy pokarm.

„Dyskusja nad tym, czy mleko kobiece jest doskonałym pokarmem dla niemowląt, jest jak zastanawianie się, czy nerki radzą sobie najlepiej z usuwaniem nieczystości z organizmu i sugerowanie, że powinno się je zastąpić maszynami do dializy”.- G.Palmer



Rozszerzanie diety

Karmienie piersią i rozszerzanie diety
Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia głoszą, ażeby karmić wyłącznie piersią do ukończenia pół roku, a więc bez dopajania i dokarmiania oprócz niezbędnych leków. Następnie powinno się karmić piersią wprowadzając równocześnie żywność uzupełniającą co najmniej do ukończenia dwóch lat lub dalej, jeśli tego dziecko potrzebuje. Alergolodzy znający się na karmieniu piersią (a nie wszyscy się znają) zalecają dla dzieci z alergią pokarmową nawet odraczanie wprowadzania żywności uzupełniającej do 10, a nawet 12 miesiąca po narodzinach.
Czy dziecko dojrzało do rozszerzania diety, świadczą następujące wskaźniki:

  • umie siedzieć (przecież jedzenie na leżąco pokarmów stałych grozi zachłyśnięciem -to nie ssanie mleka);
  • jest zainteresowane jedzeniem;
  • samo umie wkładać sobie jedzenie do buzi biorąc je w paluszki;
  • zjada z chęcią podawane mu jedzenie.

Dokładny opis tych wskaźników oraz dodatkowe argumenty znajdziemy w książce „Bobas lubi wybór” G.Replay, T.Murkett.

Z mojego doświadczenia wynika, że dzieci dorastają indywidualnie do rozszerzania diety. Tak jak nie wymaga się od zdrowego dziecka, żeby do wzrostu 97 cm dorastało w wieku np. 2 lat, tak ma sens pozwolenie dziecku na dojrzewanie w kwestii akceptacji dodatkowej żywności. Niektóre dzieci są rzeczywiście na nią gotowe około półrocza, ale są i takie, które dużo później zaczynają akceptować coś z trudniejszegoniż mleko menu. Naszą rolą nie jest więc zmuszać dzieci do jedzenia w tym lub innym wieku, ale im je proponować, dawać, oferować wartościowe posiłki bez przymuszania- jeśli będą gotowe, to z chęcią i zainteresowaniem zajmą się jedzeniem choćby niewielkich ilości pożywienia. Jeśli zaś będzie ono pełnowartościowe i urozmaicone- dziecko wybierze sobie to, czego akurat potrzebuje.

Jak wprowadzać to dodatkowe jedzonko:

  • powoli; czyli na początku proponujemy pół łyżeczki i taka ilość jest dla dziecka wystarczająca; stopniowo zwiększając ilość proponowanego jedzenia: np. kolejnego dnia całą łyżeczkę; obserwujemy przy tym dziecko, czy nie wystąpiły reakcje alergiczne, objawy nietolerancji (np. biegunka); powoli zmieniamy też konsystencję od tej w małych miękkich kawałkach do większych, twardszych;
  • zaczynając od pokarmów gotowanych, pieczonych– co ułatwia ich przyswajalność, zmniejsza właściwości alergizujące;
  • proponując w drugim półroczu wyłącznie produkty pochodzenia, krajowego, regionalnego; na cytrusy, czekolady, orzechy ziemne itp. dziecko może i powinno spokojne poczekać bez żadnej szkody;
  • w drugim półroczu nadal podstawą diety powinno być mleko mamy, a więc dodatkowe jedzenie proponujemy dziecku po karmieniu z piersi lub między karmieniami (a nie zamiast)- pozwala to uniknąć też niezrozumienia i ambiwalencji między matką a dzieckiem- kiedy maluch potrzebuje zaspokoić głód, to woła o pierś, podanie mu więc innego jedzenia- tylko dodatkowo go denerwuje; a my przestajemy rozumieć nasze dziecko i jego wołanie; dziecko, które potrzebuje dodatkowego jedzenia będzie chciało skosztować coś po karmieniu z piersi lub pomiędzy karmieniami z piersią;
  • cierpliwie– dziecko zwykle po okresie wzmożonego zainteresowania (zabawa na całego-niekoniecznie jedzenie w dużej ilości) będzie miało okresy odrzucania tej żywności; taka sinusoida zależna od zdrowia, humoru, poczucia bezpieczeństwa dziecka bardzo powoli i stopniowo przechylać się będzie w stronę dodatkowej żywności;
  • pamiętając, że dodatkowa żywność jest początkowo bardzo słabo trawiona albo i wcale (widać to wyraźnie w kupce dziecka), że dziecko dopiero uczy się gryźć, trawić, przyswajać, korzystać z żywności uzupełniającej; i przez pierwsze miesiące, a nawet lata w zależności od stanu zdrowia będzie sobie z tym radzić lepiej lub gorzej; w praktyce będzie to wyglądać tak, że dziecko chore (a może przechodzić bezobjawowo jakąś chorobę) będzie wracać do piersi jako wyłącznego lub podstawowego źródła pożywienia;
  • bez porównywania z innymi dziećmi, zwłaszcza należy unikać porównań z dziećmi karmionymi butelką; dzieci karmione przez smoczek niestety, ale mają rozepchane żołądki ze względu na niefizjologiczny wypływ mleka z butelki; jest to wypływ jednostajny: a dziecko jest przystosowane do wypływu, który początkowo byłby szybki, a następnie zwalnia aż do sączenia się, wypływania po kropli; dzieci karmione piersią zazwyczaj mają niewielkie żołądki (wielkości własnej piąstki), przyzwyczajone i dostosowane do posiłków częstych i niewielkich; dlatego wystarczają im zazwyczaj niewielkie ilości pokarmu.

Dlaczego więc tak często spotykamy się z zaleceniem rozszerzania diety od 4 miesiąca:

  • dawniejsze zalecenia rzeczywiście były takie, by wyłącznie karmić piersią do ukończenia 4 miesiąca; starsze jeszcze instrukcje np. WHO zalecały dopajanie, dokarmianie jeszcze mniejszych niemowląt; jednak zauważono „efekt dawki”- dłużej karmione wyłącznie piersią niemowlęta były zdrowsze (i było tych korzyści tak wiele, że nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że należało przedłużyć to zalecenie), dlatego przedłużono ten czas do 6 miesiąca- efekt dawki jest wówczas największy; efekt dawki, który zaobserwowano w stosunku do karmienia polega na tym, że im więcej mleka matki znajdowało się w diecie dziecka, tym rzadziej dziecko chorowało (na biegunki, zapalenia uszu, zapalenia płuc itd.); w drugim półroczu zaczynają się dziecku wyczerpywać rezerwy żelaza i cynku, a więc dodatkowa żywność mogłaby by wówczas odegrać tu swoją rolę w pewnym stopniu; jeśli lekarz lub położna pozostanie na etapie lat 80, 90 XX wieku, to będzie jednak zalecać wcześniejsze rozszerzanie diety; cóż, nie wszyscy się dokształcają; lekarze i położne to przede wszystkim ludzie- będą zalecać tak, jak sami karmili swoje dzieci; wśród nich bardzo wielu karmi sztucznie- karmienie piersią im się bardzo często nie udało- dlaczego więc ich rady miałyby być sensowne w tym temacie.
  • zalecenie rozszerzania diety dla dzieci 4 miesięcznych jest korzystne dla większości dzieci karmionych sztucznie, ponieważ jest to pokarm tak ubogi (proszek, syntetyczne witaminy i minerały mało przyswajalne), że dziecko zwyczajnie, żeby się dobrze rozwijać potrzebuje czegoś więcej niż tylko mleka modyfikowanego.
  • jeśli matka karmiąca piersią wraca do pracy i ma problemy z odciągnięciem odpowiedniej ilości swojego mleka, to może być korzystniejsze podanie dziecku podczas jej nieobecności dodatkowej żywności, niż mleka modyfikowanego, które jest w rzeczywistości dość szkodliwe (ma wiele skutków ubocznych, jak zaparcia, alergie, zapadalność na choroby infekcyjne, sprzyjanie otyłości, cukrzycy, itd.);
  • koncernom produkującym zarówno sztuczne mieszanki mleczne jak i dodatkową żywność dla niemowląt (to najczęściej te same firmy) jest na rękę, żeby matki jak najwcześniej wprowadzały dodatkową żywność, więc wprowadzają w błąd swoimi etykietami, broszurkami dla rodziców i dla lekarzy; zalecenie o tym, ile należy wyłącznie karmić piersią na ich produktach albo jest najmniejszym druczkiem albo w ogóle; poza tym jest najczęściej przeinaczone właśnie do tego dawniejszego zalecenia i dla dzieci karmionych sztucznie: do 4 miesiąca; co im się oczywiście niezmiernie opłaca; polecam książkę G. Palmer „Polityka karmienia piersią”- warto ją dokładnie przeczytać, żeby docenić własne karmienie, ale też żeby zrozumieć, dlaczego tak wiele jest promocji sztucznego żywienia na niekorzyść naturalnego.


Leki, antykoncepcja, karmienie piersią

Patrzymy ze strachem na branie leków przez kilka dni, tygodni- obawiamy się tego okropnie podczas karmienia piersią podczas, gdy bardzo wiele leków nie przenika do mleka bądź przenika w niewielkim stopniu bądź zwyczajnie nie jest tak szkodliwa jak przerzucenie na biały proszek, paszę zwaną mlekiem modyfikowanym. Zwłaszcza, że krowy też bywają leczone wieloma lekami, a nikt z tego powodu nie przestaje ich doić, ponieważ dostałyby wówczas zapalenia wymienia (no i byłoby to nieopłacalne).

Tymczasem bezrefleksyjnie bierzemy przez miesiące karmienia piersią silnie działający hormon zwany mini-pigułką podczas, gdy wpływa on na działanie całego organizmu matki, przeorganizowując go, niszcząc jedną z jego istotnych funkcji składających się na jego zdrowie, a mianowicie płodność.

Zdumiewające jest, że jest to dopuszczalne. Jestem pewna, że nie jest zbadane działanie wielu miesięcy brania tego hormonu na przyszłe zdrowie prokreacyjne tych dzieci, których matki go zażywają. Skoro hormon ten celowo niszczy płodność matek- skąd możemy mieć pewność, że po wielu latach płodność ich dzieci nie będzie również zniszczona? Takich badań zwyczajnie nie ma, ponieważ badania longituidalne czyli trwające przez wiele lat, a nawet pokoleń są zbyt kosztowne, a firmy farmaceutyczne zbyt żądne zysku, by być cierpliwymi i działać racjonalnie.



Sytucje nadzwyczajne braku mleka

Taki oto wpis otrzymałam w komentarzach. Bardzo za niego dziękuję i spróbuję z nim podyskutować:

„Nie jesteś biologiem, wiec popełniasz błąd. Zdarza się, ze ssacze mamy tracą pokarm np. z powodu silnego stresu, z powodu skrajnego niedożywienia, mogą też odrzucić potomstwo pomimo pokarmu. Natura jednak nie jet tkliwa i jako większą wartość uznaje życie matki a nie dzieci. Np.niedźwiedzica polarna, gdy wie, ze karmienie jest zbyt dużym wydatkiem energetycznym, zagryza młode i je zjada, inne matki porzucają w sytuacji głodu małe by ratować swoje życie. Nie warto odwoływać się we wszystkim do natury, bo można się nieźle przejechać ;-)

Zgadza się: nie jestem biologiem, wyłącznie osobą zainteresowaną biologią. Te przypadki podane przez Ciebie, droga internautko, wydają mi się ciekawe. Są to jednak przypadki skrajne, będące wyjątkami od reguły– nie ulega wątpliwości. Nie odwołuję się do natury jako do ideału, wzoru, jedynie widzę analogie, które są pouczające jako że i zwierzęta i ludzie „bywają” 😉 ssakami. Podałaś skrajnie negatywne przykłady- można jednak podać też skrajnie pozytywne przykłady również ze świata zwierząt- wszak i tam zdarzają się przypadki altruizmu. Chronienia młodych z narażeniem własnego zdrowia i życia.

Tracenie pokarmu z powodu silnego stresu w naturze? Bardzo graniczne sytuacje. U zwierząt zwłaszcza hodowlanych często też wynikają z niewłaściwych ingerencji człowieka, też w przebieg porodu. Czy u człowieka często się zdarza coś takiego? Również rzadko, bo nie chodzi o zwykły stres- taki jest normalną częścią życia. Gdybym z powodu stresu miała nie karmić piersią- to nie karmiłabym żadnego dziecka piersią, zwłaszcza najstarszej córci- bo sam pobyt w szpitalu był dla mnie bardzo stresującą sytuacją, zawsze się zdarza coś, co prędzej czy później kobietę wyprowadzi z równowagi. Jednak jest to wygodna wymówka czy argument za niekarmieniem piersią- i tak to się mit utrwala. Również służba zdrowia bardzo go utrwala wypowiadając tego typu słowa do położnic: „Nie płacz, bo stracisz mleko”. Uogólnia się coś, co jest raczej wyjątkiem. Zwykły stres o niezbyt wielkim nasileniu może jednak nieco ograniczyć wypływ mleka (ad. do poprzedniego wpisu o adrenalinie i oksytocynie w karmieniu), jest to jednak ograniczenie krótkotrwałe czasowo.

Czasami wystarczy poprawić ułożenie ciała mamie karmiącej tak by było wygodniejsze, bez opierania się na łokciu, bez wykrzywiania kręgosłupa, w bardziej relaksującej pozycji, by umożliwić odruch oksytocynowy- wypłynięcie większej ilości mleka (to mleko było, pomimo stresu- sygnałem do zwiększonej jego produkcji jest całkowite urodzenie łożyska). Należy o to dbać, również przez wyposażenie się w odpowiednią ilość wiedzy zdobytej przed porodem. Jednak czy chcemy tego? Czy wolimy powtarzać sobie: „O ja biedna, nie mam mleka”?

Sytuacja z życia wzięta: matka ma zastój. Piersi napięte i przepełnione mlekiem, ogromny obrzęk. I tekst: „Nie mam mleka, nic mi nie wypływa”. Ta mama akurat wolała nie mieć mleka. Moje argumenty, że ma je i to w ilości o wiele za dużej (etap nadprodukcji), tylko trzeba pomóc mu wypłynąć (uruchomić ten odruch oksytocynowy, pomóc mleku wypłynąć, np. przez ciepły prysznic)- nie były słyszalne. Kwestia ludzkiej woli- ta mama nie miała woli, żeby mieć mleko, ona tak interpretowała świat, żeby się zgadzał z własną wizją „nie mam mleka”.

Jest to koło napędowe samosprawdzającej się przepowiedni, co w karmieniu piersią często się zdarza. Teksty „nie mam mleka” pochodzące od samej mamy albo personelu pociągają za sobą szereg działań, które rzeczywiście zaczynają ograniczać wytwarzanie mleka w piersiach: dokarmianie butelką, podawanie smoczka-uspokajacza zamiast piersi, coraz rzadsze przystawianie do piersi, interpretowanie każdego płaczu dziecka jako objawu głodu (choć dzieci płaczą z bardzo wielu powodów), sprawdzanie się (stres, kontrola nerwowego naduszania piersi sprawia, że mleko rzeczywiście nie wypływa) itd. Te wszystkie działania rzeczywiście doprowadzają do stopniowej redukcji wytwarzania mleka, dziecko też oducza się stopniowo skutecznego ssania piersi, co jeszcze bardziej zmniejsza wytwarzanie pokarmu itd., itp.

Mamy niekiedy więc wybierają stres niekarmienia- mają wtedy uzasadnienie „nieposiadania mleka”.

Jak dieta wpływa na karmienie mlekiem matki? To temat-rzeka. Blog raczej nie jest miejscem pisania bardzo długich wywodów. Więc dzielę się ogólnikami zazwyczaj.

Najbardziej rzeczywiście wpływa skrajne niedożywienie, skrajnie restrykcyjna dieta matki- wówczas następuje ograniczenie wytwarzania ilości mleka (ale ono jest- problem wówczas to nie wytwarzanie mleka, ale niedożywienie obojga: matki i dziecka). Mleko to jednak zachowuje swoją jakość. Zdarza się w naszym społeczeństwie, że matka która stosuje bardzo restrykcyjną dietę i sama stając się bardzo wychudzona- nie wytwarza dostatecznie dużej ilości pokarmu. Generalnie karmienie piersią nie jest więc dobrym czasem na głodówki. Nawet jeśli stosuje się diety eliminacyjne ze względu na chorobę dziecka, należy zachować odpowiednią ilość kalorii, żeby nie głodować, nie być wycieńczoną.

Nasuwa mi się jeszcze jedna analogia do świata zwierzęcego. Zachowanie małpiatek. One są ciekawym obiektem badania. Otóż kiedy same jako maluchy nie doświadczały opieki swoich matek- później nie umieją się niekiedy dobrze opiekować swoim potomstwem. Tak bywa i u ludzi. Jednak my jesteśmy wolni, choć nasza wolność miewa swoje ograniczenia: wolni dzięki naszej wolnej woli (czy chcemy zdobyć się na trud karmienia piersią?), możliwości edukacji, możliwości przepracowania, przemyślenia własnych doświadczeń.

Myślę, że wiele sytuacji niekarmienia piersią sięga głęboko wstecz- same też jesteśmy pokoleniem, którego matki doświadczały indoktrynacji pt.: „Nie masz mleka. Jesteś chora, to nie karm. Na każdy problem lekarstwem było: to nie karm! Nie przytulaj, bo się rozpuści! Nie karm zbyt często! Itd.” To ma swój oddźwięk w teraźniejszości.”



Etapy karmienia piersią

Gdy zaczynamy karmić piersią, zdaje nam się czasem, że to karmienie zawsze będzie wyglądać tak jak na początku. Nic bardziej mylnego!

  • Okres noworodkowy: czas adaptacji do życia poza łonem mamy; dziecko ssie najczęściej bardzo odruchowo; ma cudowny odruch szukania, który pomaga odróżnić potrzebę głodu od innych potrzeb; w ciągu tych pierwszych czterech tygodni dzieciątko często potrzebuje ssać dużo i często, co jest szkołą cierpliwości dla mamy; w okresie noworodkowym zazwyczaj niezbędne są karmienia nocne (co 3-4 godziny), aby dziecko prawidłowo przybierało na wadze; dziecko czując mamę leżącą, poruszającą się obok, nie zapomina o budzeniu się na karmienie i nie przesypia czasu, kiedy zaczyna być głodne; zostawione samo w łóżeczku- może przesypiać swoje pory głodu, co niekorzystnie odbija się na przybieraniu na wadze;  trzeba często się w tym okresie zmagać z nawałem, popękanymi brodawkami, nierzadko zastojem czy nawet zapaleniem piersi;
  • karmienie niemowlęcia do pół roku: po okresie noworodkowym, częściej później dzieci zaczynają ssać skuteczniej tzn. w krótszym czasie potrafią wyssać więcej mleka niż poprzednio; takie niemowlątko, które jest już silniejsze, niekiedy ssie rzadziej niż jako noworodek bądź młodsze niemowlę; są tu jednak wyjątki: tzw. kryzysy laktacyjne i okresy choroby; kryzysy laktacyjne są właściwie nietrafioną nazwą okresów szybszego wzrostu, kiedy to dziecko potrzebuje „zapracować sobie” częstszym ssaniem na większą ilość mleka; najlepszym lekarstwem w tym czasie jest cierpliwość mamy i karmienie dziecka według jego potrzeby, nie według własnego „widzimisię”; niektóre niemowlęta (choć raczej mniejszość) po okresie noworodkowym zaczynają przesypiać noc lub dużą jej część ku konsternacji ich mam; jeśli maluch dobrze rośnie, dobrze przyrasta na wadze- to trzeba pozwolić mu się wyspać i tyle;
  • okres wzrastającej potrzeby ssania; od pół roku do półtorej roku to czas, kiedy dziecko (nawet to przesypiające do tej pory noc), może zacząć się częściej budzić na nocne karmienia; jest bardziej ruchliwe- potrzebuje więc jedzenia bardziej kalorycznego oraz jego większą ilość; nocne karmienie piersią dostarcza właśnie więcej kalorii, więcej kwasów tłuszczowych do budowy mózgu, co ma dużą wagę ze względu na bardzo szybki poznawczy rozwój dziecka w tym okresie; większość lekarzy, poradników zaleci w tym okresie rozszerzanie diety dziecka; wiele dzieci rzeczywiście zaczyna być na to gotowe: potrafi siedzieć (ważna umiejętność utrudniająca zadławienie), zaczyna się interesować jedzeniem, brać je w dwa paluszki do ręki; większość dzieci w tym czasie ma okresy, kiedy traci zainteresowanie ssaniem, tak bardzo interesuje je poznawanie otaczającego świata, a także ma okresy wzmożonego ssania- te fazy przeplatają się i niekiedy często zmieniają w zależności od zdrowia dziecka, jego samopoczucia, okresów równowagi i nierównowagi psychicznej; w tym okresie dla zdrowego dziecka nie jest ważna duża ilość zjadanego dodatkowego pożywienia, gdyż i tak dziecko tylko w niewielkim stopniu je przyswaja- dopiero uczy się je tolerować, gryźć, trawić; ale jest to tak bardzo niedoskonałe, że najlepiej, gdy dużą część diety nadal stanowi mleko mamy; nawet w krajach rozwiniętych dzieci najbardziej niedożywione są właśnie w drugim roku życia- gdyż zabiera im się dużą część mleka (uważając, że już go nie potrzebują), oferując żywność dodatkową, z której jeszcze nie potrafią czerpać wiele korzyści ze względu na niedojrzałe gryzienie, trawienie, przyswajanie; widać to wyraźnie w zawartości pieluszki dziecka- wygląda ona jak przegląd menu dziecka- to jedzenie jest w niewielkim stopniu strawione; ważna jest natomiast dobra jakość tego pożywienia; około półtorej roku (oczywiście wiele dzieci wcześniej, inne później- każdy nieco inaczej dojrzewa) dzieci przeżywają kulminację albo duże nasilenie ssania, co łączy się też zazwyczaj z najwyższym natężeniem potrzeby przynależności, przywiązania; oczywiście zupełnie inaczej będzie to wyglądać, gdy matka w tym czasie odstawia dziecko od piersi, co ma miejsce ze względu na zawyżone oczekiwania w stosunku do dziecka (do roczniaka: „Jaki Ty duży jesteś!”)- co często ma miejsce w naszym społeczeństwie; dzieci alergiczne czy bardzo chore mogą oczywiście rozwijać się wolniej pod względem zmian karmienia piersią- one mają prawo i potrzebę dłuższego od innych karmienia piersią; w tym okresie dziecko powinno mieć proponowane dodatkowe jedzenie po karmieniu piersią albo między karmieniami- nie zaś zamiast karmienia piersią (o ile mama jest dyspozycyjna- nie pracuje);
  • od półtorej roku bądź innego punktu kulminacyjnego (czasem dwa lata, czasem dwa i pół, innym razem po roku) do trzech lat potrzeba ssania stopniowo ulega ograniczeniom (najczęściej mało zauważalnym dla mamy), ale jest ona nadal bardzo ważna dla dziecka; dziecko zdobywa wiele potrzebnych umiejętności, które w przyszłości pozwolą mu obyć się spokojnie bez ssania: okazywanie przywiązania na różne sposoby, różne sposoby uspokajania się, coraz lepiej toleruje i przyswaja dodatkową żywność, przywiązuje się do innych osób z otoczenia; wszystko to zajmuje każdemu dziecku indywidualną ilość czasu; jednak z punktu widzenia dziecka karmienie piersią jest nadal ważną częścią jego życia.
  • zakończenie bywa bardzo indywidualne: dzieci rozwijają się w różnym tempie; niektóre już jako dwulatki nie potrzebują ssać (raczej jest to mniejszość- zakończenie w tym wieku wynika bardziej z postawy mamy); większość dzieci jednak dorasta do zakończenia ssania w wieku przedszkolnym- na jego początku, w środku bądź pod koniec, ze względu na różny stan zdrowia, różny rozwój emocjonalny, mniejsze lub większe wsparcie, którego udziela mu jego rodzina, różny poziom umiejętności; zakończenie czyli ssanie raz, dwa, trzy razy na dobę lub nawet na tydzień może trwać bardzo zróżnicowaną ilość czasu: od paru tygodni, ale częściej dzieci wolą rozciągać ten czas na miesiące, a nawet lata- ułatwia to dziecku nabycie sprawności zarówno układu odpornościowego- lepsze radzenie sobie z chorobami, większą stabilność emocjonalną (co nie znaczy- dojrzałość emocjonalną, bo ta jeszcze nie jest pełna nawet w wieku kilkunastu lat). Nawet jeśli dziecko nie jest gotowe na zakończenie ssania- a ta decyzja wychodzi wyłącznie od mamy- gdy jest ona pewna siebie, zdecydowana- odstawienie w tym okresie jest o wiele łatwiejsze, spokojniejsze, łagodniejsze niż wcześniej; ze względu na dużą zdolność poznawczą w tym okresie- dziecku łatwiej wytłumaczyć, pokazać uzasadnienie swojej decyzji;

Czasem mamy podejmują w dobrej wierze rzeczy, które nie ułatwiają zakończenia karmienia. Jest to np. robienie owocu zakazanego ze ssania, podawanie innego jedzenia, gdy dziecko prosi pierś jako zasada postępowania (ukazuje to swoistą ambiwalencję matki w stosunku do karmienia piersią), eksperymentowanie na dziecku zamiast cierpliwego towarzyszeniu jego rozwojowi.

Myślę, że pojawienie się kolejnego potomka pod sercem karmiącej mamy często skutecznie motywuje mamę do zakończenia karmienia, a niejednemu dziecku ułatwia zakończenie przez dostarczenie mu większej niż normalnie porcji ciał odpornościowych we wcześniaczym mleku (mleko przystosowuje się do młodszego dziecka- tego w brzuchu).

 



Dla dziecka

Dużo piszę o tym karmieniu piersią głównie dlatego, bo lubię, również aby służyć Wam pomocą. Nie po to jednak, żeby jakoś się koncentrować na nim, wręcz przeciwnie. Im więcej piszę, tym w życiu osobistym mniej na nim się koncentruję. Zbyt wiele ciekawych rzeczy przynosi życie, żeby skupiać się na tych tak oczywistych i trywialnych jak karmienie piersią.

Od czasu do czasu słucham, co inni mówią na ten temat.

„Karmić własna piersią swoje maleństwo, „nasze dziecko”, to zarazem realizować plan Boga, który tak kobietę stworzył.”– pisze Wanda Półtawska w „Eros et iuventus”. Dopisałabym jeszcze: który tak dziecko stworzył- z ogromną potrzebą ssania, tulenia, bycia blisko mamy, bardzo powolnego oddalania się od niej. Przy niecierpliwości współczesnych kobiet: zbyt dla nich powolnego, my zbyt łatwo wypychamy własne dzieci, odpychamy od siebie w czasie, kiedy one jeszcze potrzebują się karmić naszą bliskością, przytuleniem.

„Karmienie piersią jest obecnością matki przy dziecku. Jest układem ludzkiej miłości, jest jej wyrazem, dowodem. Atmosfera miłości jest jedyną dla prawidłowego wzrostu osoby ludzkiej. Okresu karmienia nie da się zastąpić. Dziecko karmione piersią matki ma lepszy start w życie niż dziecko tego pozbawione.” Tak sobie myślę- obyśmy tych profitów wynikających z dobrego początku nie utracili zbyt szybko.

„Odkryć prawdę o karmieniu piersią znaczy zanurzyć się w treściach, które zmuszają do refleksji”– to spojrzenie doktor Wandy Półtawskiej na Matkę Bożą Karmiącą i jej wzrok na Dzieciątko Jezus. Uczenie się od Niej.

I jeszcze o matce: „Dziecko nie jest jej, ale Boga. Karmienie nie jest celem, tylko środkiem do utrzymania życia dziecka. Dziecko nie jest dla niej, ale ona dla dziecka.”

Takie oczywiste prawdy piszę dr Półtawska, ale dla mnie cenne. Widzę, jak szybko przekonujemy się, że karmienie jest dla dziecka:

  • jest nie takie, jak się spodziewaliśmy;
  • stwarza różne dyskomforty zwłaszcza na początku (fizjologiczna bolesność nieprzyzwyczajonych do ssania brodawek, nieprzyjemne odczucia wynikające z wypływu pokarmu, nawału pokarmu, wiele różnych perypetii przydarzających się na początku, w trakcie karmienia itp.);
  • dziecko ssie częściej/rzadziej, dłużej/krócej niż tego oczekiwaliśmy;
  • dziecko rozwija się wolniej niż tego się spodziewaliśmy, jego rozwój wymaga przede wszystkim naszej cierpliwości, mądrej cierpliwości; uczenie się siebie wymaga ponoszenia kosztów tego.

Cenię sobie dr Półtawską, z jednym jednak nie mogę się zgodzić. Powiela ona jeden z bardzo rozpowszechnionych mitów w temacie laktacji:

„Wiadomo, że niepokój matki może wręcz zniszczyć jej pokarm. Kobieta napięta i rozdrażniona przestaje wytwarzać pokarm.”

Nie jest to prawda- inaczej ssaki dawno by już wyginęły z powodu braku mleka. Również w życiu zwierząt nie brakuje napięć: czające się drapieżniki, zagrażająca woda (powodzie), pożary, płoszenie się z wielu powodów. Nie jestem biologiem, ale takich zagrożeń można by wiele wymieniać. Jednak zwierzęta nie tracą pokarmu z tego powodu- chyba, że młode zdycha albo jest tak chore, że nie ma siły ssać, wówczas jego ilość rzeczywiście się zmniejsza stopniowo aż do zaniknięcia.

W tym micie jest jednak cząstka prawdy- pewnie dlatego jest tak bardzo rozpowszechniony. Kiedy jesteśmy mocno zdenerwowane, zaniepokojone, roztrzęsione- pokarm nie zanika, ale za to adrenalina (hormon stresu, ucieczki) blokuje wytwarzanie oksytocyny (hormonu odpowiedzialnego za wypływ mleka). Oksytocyna jest natomiast odpowiedzialna za wypływ pokarmu. Kiedy jesteśmy więc bardzo zdenerwowane- pokarm pomimo swej obecności, może nie wypływać bądź wypływać mniej. Adrenalina- hormon stresu nie ma jednak zazwyczaj znaczącego wpływu na wytwarzanie prolaktyny – głównego hormonu odpowiedzialnego za wytwarzanie mleka, poza zupełnie ekstremalnymi sytuacjami. Jest to logiczne: kiedy przeżywamy stres, poczucie zagrożenia- musimy najpierw zapewnić sobie i dziecku bezpieczeństwo, poszukać schronienia, bezpiecznego miejsca, uspokoić się, a nie go karmić.

Ciekawe, że w sytuacji wojny, kiedy nagle okazywało się, że mleko krowie, zastępcze nie jest dostępne-nagle wszystkie kobiety „miały pokarm” dla swojego dziecka. I to pomimo przeżywania ogromnych stresów.

Oczywiście wiele kobiet daje sobie wmówić, same też sobie wmawiają „cudowny brak pokarmu” albo jego zanik. Oczywiście ilość jego wytwarzania nie zależy tylko od nich. Przy dziecku słabym, chorym, nie ssącym skutecznie mocno może się okazać, że rzeczywiście tego pokarmu jest za mało- bo ono zwyczajnie nie ma siły go wystarczająco silnie i długo ssać. Wówczas świadoma mama będzie alternatywnymi sposobami (kubeczkiem, łyżeczką, zestawem łyżeczki, sns-em, pipetą itd.) dokarmiać aż do momentu odzyskania przez dziecko siły.

Stres jest jednak tak popularnym elementem życia, że ssaki umieją radzić sobie zazwyczaj z jego obecnością i karmieniem młodych. Kobiety świadome czym jest karmienie- zazwyczaj również. Nierzadko tłumaczenie o zaniku pokarmu jest wygodną wymówką dla świadomej lub nieświadomej niechęci do dalszego karmienia piersią. Bo ono jest wymagające. Dziecko również jest wymagające i to coraz bardziej. Potrzeby dobrze rozwijającego się człowieka zwiększają się, a nie zmniejszają.

Jak wytrwać przy dziecku? Chwycić się tej Miłości, która jest jedyną cierpliwą, łaskawą, która nie zazdrości i nie szuka poklasku i nie szuka swego.



Gdzie się mieści niecierpliwość?

Mam wrażenie, że wiele z kobiet uważa, że niecierpliwość mieszka w piersiach.

Jakich więc rad udzielają sobie i innym, gdy mają kłopoty z własną niecierpliwością wobec dziecka? Odstawić od piersi, to cierpliwość nie będzie potrzebna. Zmienić dziecko- siebie nie zmieniać.

Otóż prawda nie jest tak prosta. Kiedy się odstawi od piersi, problemy zostaną te same- straci się tylko pokarm dla dziecka, który zarazem dawał dziecku wiele wyciszenia, wiele zdrowotnych walorów.

Czy rzeczywiście niecierpliwość mieszka w piersiach i jak się odstawi, to będzie to rozwiązanie problemów z dzieckiem? Oczywiście, że nie. Niecierpliwość mieszka w sercu człowieka– taki banał, ale momentami jakbyśmy o tym zapominały i próbowały zwalać niecierpliwość na zewnętrzne okoliczności.

Gdy ktoś nie ma cierpliwości do dziecka karmiąc go piersią, to prawdopodobnie nie będzie też jej miał po odstawieniu od piersi. Bo cierpliwość nie jest nam dana raz na zawsze- trzeba nad nią pracować, trzeba pracować nad sobą.

Byłam niedawno u mamy dwutygodniowego człowieka- nie miała cierpliwości go karmić piersią. „Za często co 30 minut, ja już nie mam cierpliwości. Wolałabym zrobić butelkę”.

Cierpliwość jest też naszym wyborem, jest ćwiczeniem się. „Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”.

Niedawno przeczytana przeze mnie książka „Karmieni miłością. Podstawy kształcenia talentu.” Autorstwa pana Suzuki. Niezła dawka lekcji cierpliwości. Co możemy własną cierpliwością osiągnąć, mądrym ćwiczeniem się w niej? Bardzo dużo. Niezła dawka optymizmu, zadanej cierpliwości i wytrwałości.

Lektura ta jest generalnie o kształceniu muzycznym, jednak ma ona ogólny wydźwięk. Kształcenie dobrego charakteru i cierpliwości dziecka głównie przez kształtowanie własnej cierpliwości i systematyczności, nauki poprzez zabawę i radość dają wspaniałe rezultaty.

Zwykle żeby dostać się do szkoły muzycznej, dziecko się przesłuchuje, bada jego słuch muzyczny. Suzuki nie robił tego- przyjmował do swojej szkoły wszystkie dzieci w bardzo młodym wieku. Jego rezultaty były zadziwiające, o wiele lepsze niż w klasycznych szkołach. Zresztą przeczytajcie i przekonajcie się.

Słyszałam młodego skrzypka uczonego tą metodą Suzuki- nie wygrał pierwszego miejsca (ech, te stosunki i stosuneczki), ale owacje zebrał największe, grał rzeczywiście najlepiej. Uczenie z pasją i miłością daje najlepsze rezultaty. Każdy człowiek zasługuje na to, by być uczonym z pasją i miłością ze względu na godność dziecka Bożego. Jeśli nawet ktoś nie wierzy, to powinien docenić samą ludzką godność.

Oczywiście łatwiej o tym pisać niż to robić 🙂

No cóż, ja się cierpliwie ćwiczę w pisaniu 🙂



Mleko o właściwościach pluripotencjalnych

Już parę lat temu odkryto, że w matczynym mleku znajdują się komórki macierzyste. Cóż to takiego? Hm, nie jestem biologiem, ale są to komórki, pokrótce mówiąc, takie jak w embrionach. W embrionach te komórki mają zdolność przekształcenia się w ok. 200 różnych typów komórek, np. nerwowe, mięśniowe, itd.

Kto chce może sobie po angielsku o tym poczytać:

Pluripotencjalne właściwości mleka

Teraz potwierdzono, że i te macierzyste komórki występujące w ludzkim mleku również mogą zmieniać się w wiele rodzajów komórek, m.in. w komórki nerwowe czy komórki wydzielające insulinę. W sumie można się tego było domyślić od początku: nie ma budowy bez funkcji.

Co stąd wynika:

  • nie da się już wciskać kitu, że badania na najmłodszych dzieciach (w fazie embrionalnej) są konieczne, żeby pracować na komórkach macierzystych; można to robić w sposób całkowicie etyczny korzystając z ludzkiego mleka;
  • jest to pole dla medycyny regeneracyjnej- może coś im się uda sensownego z tego wymyślić dla ratowania życia ludzkiego, dla leczenia; przewidują możliwość leczenia np. cukrzycy I typu; w końcu nie od dziś wiadomo, że karmienie sztuczne niesie ze sobą o wiele większe ryzyko właśnie tego typu chorób cywilizacyjnych;
  • dla dzieci oczywiście ma to znaczenie, choć być może jeszcze nie wiadomo, jak organizm dziecka z tego korzysta, prawdopodobnie pomaga to zachować odporność, zdrowie dziecku.

Oczywiście bacznie śledzą takie odkrycia koncerny mieszankowe, żeby instrumentalnie wykorzystać te i inne informacje w postaci reklamy: „Nasze mleko też jak mleko matki posiada …” Oczywiście, że posiada wiele cennych składników mleko krowie, które jest bazą do produkcji większości mieszanek (nawet ukochanego przez wielu Nutramigenu) dla niemowląt: są to oczywiście składniki cenne dla cielaka, np. do budowy drugiego, trzeciego czy czwartego żołądka albo rogów, itd. Chociaż po sproszkowaniu tegoż i tak wiele z tych składników zamiera, np. żywe komórki. Jednak firmy te są tak bardzo nastawione na zysk, że każdą informację są gotowe wykorzystać, przeinaczyć sprytnie, jeśli tylko daje to szanse na nowe pokaźniejsze zyski.

No cóż, ludzi się daje oszukać- już przemysł reklamowy się o to postara. Natury się jednak oszukać nie da.