Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Czy karmienie piersią ma charater seksualny?

Człowiek współczesny jest bardzo pogubiony.

Dlatego potrzeba mu powrotu do głębokiej filozofii, która nie jest tylko naskórkowa, do prawdziwych mędrców, którzy widzą dalej i głębiej. Dla mnie taką osobą jest dr Wanda Półtawska. Fragment z lektury „Eros et iuventus”:

„Paroletnie dziecko otwiera szeroko rączki i pokazuje: „Tyle, tyle kocham mamusię” albo biegnie w ramiona i uściskiem gorącym pokazuje, że kocha. Już małe dziecko ma więc świadomość, że jest coś takiego jak miłość i coś takiego, jak gesty miłosne. Właściwie można powiedzieć, że małe dziecko ma intuicję tego uczucia, którą potem świat mu deformuje. Miłość w oczach dziecka jest układem osobowym, a nie seksualnym, dziecko jeszcze nie rozumie znaczenia seksualności, a już odczuwa miłość.

Chyba trzeba się uwolnić od freudowskiej deformacji i nie szukać w dziecięcej miłości koniecznie seksualizmu, ale przeciwnie – intuicyjne odczucie dziecka rozumieć jako istotę miłości. Istota miłości odnosi się do osób, a nie do płci, chociaż w miłości małżeńskiej kochają się osoby różnej płci i małżeństwo ma zadanie z płciowością związane”.

Niedawno spotkałam się ze świetnymi ludźmi, takimi, o których można by powiedzieć, że konie można by z nimi kraść. W jednej jednak rzeczy się nie zgadzaliśmy. Otóż oni uważali, że nie powinno się karmić przy innych, nawet przy starszych dzieciach, ponieważ jest to czynność seksualna.

Poczułam się skonsternowana takim rozumieniem zupełnie nienaturalnym karmienia piersią. Do tego stopnia, że nie podałam żadnych kontrargumentów. Czy jest to czynność seksualna- karmienie piersią? Jeśli będziemy to rozumieć jako związana z płcią, to tak- bo w istocie karmienie piersią jest związane z byciem kobietą, matką. Jednak czy bycie matką należy do czynności seksualnych, tak jak się to zwykle rozumie? Oczywiście, że nie. Jest to odniesienie osobowe, naznaczone więzią miłości, ale ta należy do więzi rodzicielskiej, a nie płciowej. Nie mówię tu w ty momencie o wynaturzeniach, choć niestety człowiek w swojej grzeszności potrafi niemal każdą rzecz wykoślawić, zniszczyć jej dobro i piękno.

To, że karmienie piersią należy właśnie do wymiaru rodzicielskiego miłości, nie seksualnej widać szczególnie w pewnych kulturach, gdzie jest ono pełniej akceptowane niż w naszym kręgu kulturowym. W prymitywnych plemionach piersi kobiece nie są często nawet obiektem seksualnych westchnień- tak jednoznacznie bywają zakwalifikowane do wymiaru macierzyństwa.

Wydaje mi się, że tak opaczne rozumienie karmienie piersią, które nakazuje chować się z tą czynnością, jak gdyby była ona wstydliwa wynika z nieuświadomionego nawet przeseksualizowania naszego myślenia, na pewno kultury, w której żyjemy.

Potrzeba zaspokojenia głodu, pragnienia, bliskości u małego dziecka, jakie to zaspokaja karmienie piersią powinna wrócić na swoje miejsce jako naturalny element macierzyństwa, którego nie tylko nie tylko nie musowo ukrywać, ale z którego można się otwarcie cieszyć, wybierać jako zwyczajny sposób postępowania, nie naznaczony seksualnością.

Kiedy dziecko zaczyna dojrzewać płciowo karmienie piersią nie powinno mieć miejsca- ono miało wystarczająco czasu, by dorosnąć do rozstania z matczyną piersią. 6-7 latek, jeśli nadal jest karmiony piersią, to najwyższy czas, by pomóc mu rozstać się z tym etapem życia:

-dobrą dietą;

-wsparciem emocjonalnym;

-dbałością o odporność dziecka.

Nawet jednak tak długie karmienie piersią, jeśli mamy do czynienia z normalną rodziną, nie powinno i zazwyczaj nie ma charakteru seksualnego: dziecko pozostaje dzieckiem, a jego odczucia są pozaseksualne, a matka pozostaje matką, a nie kochanką, choć odczucia tych dwojga mają prawo być przyjemne tak jak pozytywnym doświadczeniem może być więź z dzieckiem, rodzicem.

Jeśli byłoby inaczej rzeczywiście mogłoby mieć miejsce wypaczenie.

Jednak z góry nie należy się dopatrywać czegoś chorobliwego w karmieniu piersią, tak jak nie ma niczego chorobliwego w byciem ssakiem. Z natury jesteśmy ssakami, więc jako dzieci potrzebujemy mleka. Zadziwiające jest, że wpiera się ludziom, że nawet jako dorośli potrzebują mleka, podczas gdy kwestionuje się tę potrzebę u dzieci. Jest tu jakieś odwrócenie myślenia, wprowadzenie fałszu.

Ani dzieci, ani dorośli nie potrzebują mleka krowiego. Potrzebują go cielęta. Wiedziałam o tym od dawna, jednak przyzwyczajenie robiło swoje: ulubione serki, jogurty itp. kusiły. Dopiero jedno z dzieci ze względu na swoją alergię wymogło na mnie odstawienie całego nabiału. Okazało się, że i jego zdrowie uległo poprawie, ale i moje własne: pozbyłam się paru kilogramów, minęła mi alergia, rozwijająca się astma.

Tak jak macierzyństwo nie ma charakteru seksualnego, erotycznego, w tej samej mierze nie ma go karmienie piersią będąc przede wszystkim KARMIENIEM. I tak jak wszyscy jedzą przy stole, tak karmić piersią również można, a moim zdaniem nawet należy publicznie. Dlaczego należy? jesteśmy zwyczajnie odpowiedzialni za innych. Jeśli będziemy ukrywać ten aspekt macierzyństwa jako „wstydliwy”, nie dziwmy się, że coraz mniej kobiet będzie go wybierać.



Paluszki do buzi czas brać

Często niepokoi matki to, że kilkutygodniowe niemowlę zaczyna brać do buzi paluszki, ba, nawet całą pięść i próbować je ssać. Obawiają się, że przerodzi się to w nawyk ssania palców, że dziecko będzie miało zły zgryz od tego itd.

Czy więc z tym walczyć?

Hm, zanim odpowiem na to pytania, może warto się zastanowić, skąd to się bierze, czemu to służy.

Czy nie cieszy wielu rodziców słodki widok rosnącego w macicy maleństwa, które ssie sobie palce? Które wkłada sobie rączkę do buzi? Czy to źle, że dziecko ma najwięcej zakończeń nerwowych właśnie na wargach, a w następnej kolejności na opuszkach palców? No cóż, tak po prostu jest. Na zdjęciach USG widzimy, że dziecko trenuje tą drogę usta-palce bardzo wcześnie- od 4 miesiąca od poczęcia bodajże. Jednak przychodzi ono na świat i trochę jakby o tym zapomniało, choć trenowało to przez wiele miesięcy.

Nie wiem dokładnie z czego to wynika. Czy z powodu odwróconego widzenia- dziecko po urodzeniu widzi wszystko do góry nogami, czy z powodu dominowaniu odruchowych zachowań, w każdym bądź razie nie jest to bardzo czytelne po urodzeniu, a wraca dopiero po kilku tygodniach z większą jakąś siłą.

Z perspektywy neurologii należałoby się z tego wyłącznie cieszyć: podstawowe połączenie nerwowe jest nieuszkodzone. Od tego właśnie rozpoczyna się mnóstwo poznawczych procesów: od poznawania własnego ciała, ust, palców. Bez tego nie ma ani dobrego trzymania, ani nawet umiejętności wkładania sobie czegokolwiek do buzi, np. w celu poznania, ale też potem w celu zjedzenia.

Można zauważyć, że dziecko zaczyna intensywnie wpychać paluszki do buzi pewien czas przed tym, jak rozpoczyna naukę dotykania przedmiotów, przytrzymywania ich, żeby w końcu całkowicie trzymać je w ręce. Palce z perspektywy dziecka są niezmiernie ciekawe: jest to zabawka ruchoma, wieloczęściowa, będąca dostępna w dowolnym czasie, znikająca i pojawiająca się w zasięgu wzroku, miła w dotyku, pod względem emocjonalnym dwufunkcyjna: i emocjonująca, i uspokajająca w zależności od potrzeby.

Nałogowe ssanie palców nie bierze się z potrzeby poznania własnego ciała. Droga do tego kompulsywnego ssania palców wiedzie którędy indziej:

  • braki w  noszeniu dziecka, przekładaniu go, masowaniu, dotykaniu czyli byciu w kontakcie z ciałem dziecka; co w zależności od rodzaju noszenia, dotykania może być bądź uspokajające bądź pobudzające;
  • braki w ssaniu odżywczym i nieodżywczym, które jest zdolny zaspokoić pobyt przy piersi;
  • zostawianie dziecka samotnego w sytuacji zmęczenia (chyba, że jest starsze i potrzebuje odpocząć od nas), usypiania;
  • samotne spanie maleństwa;
  • gwałtowne lub zbyt szybkie, zakończenie przez rodziców ssania czy to przez przedwczesne odstawienie od piersi czy to przez zabranie smoczków dziecku karmionemu sztucznie.

Nie znam dziecka, które śpiąc z rodzicami, będąc noszone w chuście (a więc wystarczająco często), będąc karmione według potrzeby piersią wystarczająco dlań długo, bez jakiejś ogromnej traumy ssałoby własne paluszki w sposób kompulsywny, nałogowy, trwający jakoś szczególnie długo.

Pora więc docenić niemowlęce zabawy paluszkami. Czy potem sami nie potrzebujemy tego wykorzystywać w dalszym rozwoju dziecka.

Polecam: Dagny Ślepowrońskiej  „Teatrzyk paluszkowy”. Coś dla przedszkolaka na poprawienie nastroju!



Bądźmy ekspertkami dzięki naszej wiedzy, radości, przekonaniu

Znam mamę, która zrezygnowała z karmienia piersią, ponieważ nie odpowiadało to ojcu dziecka. Oczywiście, że najważniejsza jest zgoda między mężem i żoną, jedność między nimi- zburzenie tej wartości nie jest warte świeczki, nawet tak ważnej  jak naturalne karmienie. Jednak to my żony jesteśmy odpowiedzialne, choćby po części, za to jaki obraz karmienia piersią i karmienia w ogóle będzie miał nasz mąż.

Tak się zastanawiam, jaki obraz karmienia piersią przekazuje żona mężowi, kiedy:

  • narzeka, jak jej trudno karmić piersią;
  • żali się, że nocne karmienia ją wykańczają;
  • walczy z własnym dzieckiem i stara się je karmić czymkolwiek innym, gdy ono akurat domaga się piersi;
  • okazuje poczucie własnego uwiązania karmieniem piersią; itd., itp.

Czy dla mężczyzny nie będzie naturalne wówczas podanie prostego i krótkiego rozwiązania:

„No to odstaw, i będzie po sprawie!”

Jednak dzieląc się z naszym mężem tym własnym trudem, zazwyczaj wcale nie oczekujemy gotowych rozwiązań, a raczej przytulenia, umocnienia w tej sytuacji, zrozumienia własnych uczuć, potwierdzenia ich. Zapewnienia, że jako mama wykonuję kawał dobrej roboty, więc mam prawo być zmęczona. Oczywiście zawsze trzeba rozmawiać, a więc i tę kwestię wyjaśnić mężowi. Jednak mając takie oczekiwania wobec męża postępujemy dosyć nierealistycznie- nie jest on bowiem ani naszą przyjaciółką, ani inną mamą karmiącą, której łatwiej wczuć się w naszą sytuację.

Kiedy dajemy mężowi wyłącznie takie komentarze jak powyższe, zapala mu się lampka: Karmienie jest dla mojej żony za ciężkie. Jest ona przemęczona nim- powinna więc od niego odpocząć. Karmienie piersią w ogóle przestaje być praktyczne dla dzieci oraz matek. Moja żona potrzebuje mojej pomocy w zerwaniu z tym. Zarówno więc moja żona, jak i dziecko lepiej by na tym wyszli, gdyby już zrezygnowali z karmienia piersią.

Warto więc szukać takich osób, miejsc, gdzie będziemy zaakceptowane i przyjęte z naszym „wygadywaniem się” na karmienie piersią, gdzie nauczymy się opowiadać o naszych trudach, też trudnych emocjach dotyczących karmienia piersią, ale gdzie również otrzymamy wiele pozytywnych emocji w tym temacie, które będziemy mogły przekazać mężowi.

Jaki obraz karmienia piersią przekazujemy mężowi, gdy mówimy o nim jako o:

  • czymś, co jest dla nas piękne, wzruszające, wartościowe;
  • czymś, co sobie cenimy;
  • czymś, co widzimy, że jest ważne dla naszego dziecka;
  • czymś, z czego potrafimy się cieszyć, co świadomie chcemy kontynuować;
  • czymś, dla czego warto znosić pewne nawet trudy;
  • czymś, co służy zarówno matce jak i dziecku;
  • czymś, w czym jesteśmy zwyczajnie bardzo dobre, jesteśmy ekspertkami.

Taki przekaz, którym się będziemy dzielić z naszymi mężami poniekąd powinien ich zaszczepić przed naszym narzekaniem, dzieleniem się tymi trudami  właśnie z nimi. No, chyba, że dla męża ważniejsze jest zdanie mamusi- ale wtedy to raczej kwestia do terapii niedojrzałego synka się nadaje. Dla dojrzałego mężczyzny istotniejsze powinno być zdanie żony, nie mamy.

Dlatego tak gorąco zapraszam na spotkania grupy wsparcia dla mam karmiących pragnąc je uczynić miejscem, gdzie będzie czas na podzielenie się tymi trudami, ale też stawaniem się ekspertkami w tej właśnie dziedzinie. Prowadzę takie spotkania w Lublinie, ale w gruncie rzeczy w każdej miejscowości zwykła mama karmiąca, która chce się dzielić swoją radością, trudami karmienia- może „skrzyknąć” inne mamy, które chciałyby się spotykać w tym temacie.

Moim zdaniem, warto jednak też pogłębiać własną wiedzę na ten temat. Za każdym razem jest to dla mnie zaskakujące, że i mamy karmiące piersią powielają mnóstwo mitów na ten temat. Nie dziwię się więc, że i całe społeczeństwo powtarza ich ogromną ilość, skoro same zainteresowane nie są na tyle zainteresowane, żeby mówić sensownie na temat tego, co robią często i z uczuciem.

Myślę, że to o czym piszę ma zastosowanie również do innych osób, nie tylko do męża.

Zwłaszcza jeśli karmimy naturalnie dłużej niż przeciętnie warto poczuć się dobrze z tym, czerpać z tego nie przygnębienie i zniechęcenie, a radość i pewność siebie. W końcu wykonuje się kawał dobrej roboty.

Żenujące są działania producenta mlek modyfikowanych, który zaczął już produkować mieszankę na czwarty rok życia dziecka. Oczywiście „wzorując się” na mleku matki. Oczywiście to wzorowanie się jest kuriozalne, śmieszne- tak jak śmieszne byłoby przerabianie krowy na człowieka.

Dlaczego my mamy karmiące dłużej niż statystyczna niejednokrotnie czujemy się zawstydzone zamiast być dumne? To, że powstają takie mieszanki dla tak podrośniętych dzieci świadczy o tym, że mleko matki doceniają nawet jego najzagorzalsi wrogowie właśnie ze względów merytorycznych.



Coś do podzielenia

Dostałam taki ładny link:

Litania do Matki Boskiej Karmiącej

 



Warto kopać się z koniem?

Poprzednia grupa wsparcia, którą miałam przyjemność prowadzić dzieliła się swoimi przemyśleniami, anegdotkami ze swojego życia oraz z życia swoich dzieci.  Coś z tego okresu na pewno zostało we mnie.

Agnieszka, którą często nazywałam Kasią przez pomyłkę (bo było kilka Kaś) kiedyś właśnie opowiedziała mi z uśmiechem, że daje ssać swojej córci (bodajże w nocy), bo „nie będzie się z koniem kopać”.

Co za prostota argumentacji 😉 Dziecko śpiące, zmęczone, rozdrażnione rzeczywiście jest bardzo mało racjonalne.

Bardzo mnie rozśmieszyło to powiedzonko użyte w tym kontekście. Uważam, że jest szalenie trafne.

Często zakańczanie karmienia piersią dokonuje się właśnie w konwencji „kopania się z koniem”. Tłumaczymy dziecku, które zwłaszcza wieczorem, w nocy ma zmniejszoną zdolność rozumienia, a przez to mniejszą świadomość. Strzępimy sobie język, a maluch nic z tego nie rozumie- co innego w dzień. kiedy jest zmęczony- działa i myśli w sposób mniej dojrzały o kilka miesięcy bądź więcej.

Jak się porozumieć z dzieckiem w takim razie nocną porą? Mamy jeszcze język ciała, język gestów, czynów, obecność, wrażliwość na „czytanie własnego dziecka”.



Karmienie duszy i ciała dziecka

„Matka karmiąca piersią powinna jak najczęściej przyjmować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a wtedy jej dziecko również jest karmione: i jego ciało i dusza”- takie pouczenie usłyszałam od zaprzyjaźnionej mamy, która stwierdziła, że powinnam się tym podzielić z innymi kobietami.

Jednak niełatwe bywa zabieranie ze sobą małego dziecka do kościoła. Rozterki, czy brać ze sobą malutkie dziecko, które płacze, które ma prawo się niecierpliwić. Rozterki, czy karmić piersią na Mszy Świętej, czy podawać mu wówczas co innego zamiast piersi, czy gdzieś wychodzić na karmienie poza kościół czy szukać w kościele ustronnego miejsca. Czy zostawiać z babcią, która kilku miesięcznemu dziecku gotowa jest dać pod nieobecność lizaczka albo chętnie nakarmi, ale tylko na swoich własnych warunkach?

Mama z dzieckiem pod sercem również dzieli się z tym swoim maleństwem Panem Jezusem- jakie to niezwykłe! Właściwie to można klęczeć przed swoim dzieckiem, przed swoim mężem, który przyjął Pana Jezusa- bo to żywe tabernakulum.

Jak bardzo trzeba być uważnym w tej miłości, skoro takie cuda się dzieją.

Nie ma większego wsparcia niż to: to sam Bóg bierze nasze ciało w objęcia, przytula nas, przytula nasze dzieci do swojego Serca. Naszą duszę prześwietla swoją łaską.



Dzień karmienia piersią

Co prawda minął już dzień karmienia piersią, ale temat wciąż żywy.

Karmienie piersią jest to temat, w którym czasem łatwiej usłyszeć popularne mity niż trochę prawdy. Skąd się to bierze? Skąd tyle mitów?

  • z zanikania karmienia piersią- ponieważ coraz mniej kobiet karmi piersią, coraz mniej osób też rozumie to karmienie; same kobiety go nie rozumieją, a co za tym idzie ich mężowie, dzieci;
  • z porównywania karmienia piersią do karmienia butelką, do ssania smoczka; coraz mniej wzorcem jest ssanie piersi- a coraz częściej ssanie smoczka z tej prostej przyczyny, że smoczek jest popularniejszy: widujemy go stale w ustach dzieci, w różnych sytuacjach, miejscach; rodzice nie mają skrupułów w stosowaniu różnych smoczków w różnych miejscach, natomiast kobiety mają coraz większe skrupuły co do śmiałego karmienia piersią; podczas gdy to właśnie ssanie piersi powinno być wzorcem;
  • z hołdowania przez bardzo wielu lekarzy sztucznym mieszankom, preparatom mlekozastępczym, obiadkom dla niemowląt- ich własne życiowe doświadczenia robią swoje; swoje robi też szkolenie personelu medycznego przez koncerny produkujące żywność dla niemowląt- im się po prostu to opłaca, bo potem lekarze, położne są bezpłatnymi przedstawicielami handlowymi rozdającymi naklejki, próbki; to jest dopiero skuteczna promocja! Kobiety zamiast swojej intuicji, wiedzy, często wybierają „wiedzę” ekspertów czując się bezradne w swym macierzyństwie, mając mało wsparcia;
  • z „oderwania” od własnego ciała: kobiety nie rozumieją sygnałów wysyłanych im przez ich własne ciało, stąd tym bardziej zagadkowe jest ciało dziecka; gdy jest to trudne do zniesienia, kobiety potrafią się odcinać od własnych doznań, nie ufać im, przestać je rozumieć; np. potrafi je zaskoczyć zapalenie piersi podczas gdy powinny już zwrócić baczną uwagę i zapobiec mu podczas zastoju, który musiał pojawić się przed zapaleniem;
  • traktowanie karmienia piersią jak specyficznej choroby- stąd zabójcze jadłospisy dla mam karmiących; podczas gdy dla zdrowej matki karmiącej zdrowe dziecko najlepsza jest zwyczajna zdrowa racjonalna dieta bez udziwnień; karmienie piersią jest objawem zdrowia– stąd nie potrzeba szczególnych diet, gdy mama i dziecko czują się dobrze;
  • uniezależnianie się kobiet od bycia kobietą za wszelką cenę: ma być po równo czyli „mąż też musi karmić dziecko mlekiem, co się będzie lenił!”, itd, itp.

Może wyszło to jakoś tak ponuro, ale są też promyki nadziei. Dla mnie osobiście taką iskierką nadziei jest nowa książka. Książka niezwykłej kobiety o wyjątkowej intuicji, kobiety, która czuje karmienie całym sercem:

Monika Staszewska „Bez lęku”

Na razie jeszcze w promocji, z wysyłką gratis- polecam!

 



Od czego zaczyna się laktacja?

Przykład zoologiczny z mojego ogródka.

Mamy suczkę i kotkę. Suczka nigdy nie miała szczeniąt. Kotka natomiast w jednym z sezonów miała dwa mioty kociąt. Gdy była w ciąży po raz drugi – w brzuchu miała 7 kociąt- karmiła jeszcze swoim mlekiem ostatnie nieoddane kocię Pipisia, ale robiła to niechętnie. I cóż się dziwić.

Pewnego dnia przyłapaliśmy naszą suczkę na tym, że rozkłada się na boku i daje się przytulać Pipisiowi. Kocię wtulone było w sunię, spały czasem przytulone do siebie. Nie minęło 1 czy dwa dni, gdy zauważyliśmy, że oprócz tego przytulania pojawiło się ssanie. Kociątko przyssało się do naszej ulubionej Gapy.

Opowiedziałam o tym sąsiadce, że suczka karmi swoim mlekiem kocię. Ta z niedowierzaniem wzruszyła ramionami: „Ale na pewno nie ma mleka!” Nie kłóciłam się z nią, ale swoje wiedziałam: indukcja laktacji u stadnych ssaków nie jest niczym nadzwyczajnym, jest raczej prawem natury: o młode ze swojego stada trzeba dbać nie oglądając się, czy się je urodziło. Laktacji się nie da dobrze sprawdzić przez odciąganie, ale żeby udowodnić sąsiadce: pokazałam jej, że sunia ma rzeczywiście mleko w sutkach naciskając odpowiednio (większość ludzi nie umie tego robić!) na sutek.

A od czego zaczęła się ta laktacja naturalnie? Od przyglądania się kociątku, od stwarzania okazji do przytulania ciało-do-ciała. Od matczynego instynktu naszej suni, która piszczy do piszczących kaczuszek, zabawek.

Mama adopcyjna też może karmić piersią. Indukcja laktacji czyli wywołanie laktacji nie jest niczym nadzwyczajnym. To nam się tak wydaje, bo mamy tak marne intuicje na temat karmienia piersią, więcej w naszym społeczeństwie mitów na ten temat niż praktycznej wiedzy. Więcej się robi w naszych szpitalach na niekorzyść karmienia piersią niż na korzyść, nawet w tych noszących miano Przyjaznych dziecku. Szpitale tak się urządza, że bardziej sprzyjają wygodzie personelu niż pożytkowi matki i dziecka.

Mam to szczęście towarzyszyć rodzicom adopcyjnym w próbie indukcji laktacji. Ta mama adopcyjna ma większą miłość dla swojego dziecka niż niejedna rodzona matka, która pozbawia dziecko własnego  pokarmu od początku, bo „po co się będzie męczyć”, bo „wstawanie w nocy jest zbyt ciężkie”, itd. To cytaty- więc nie należy mi przypisywać, że kogokolwiek oceniam. Zachowanie podlega ocenie, serce widzi Bóg.



Nieumiejętnych pouczać?

Proszę o modlitwę za dwuletnie dzieciątko. Rodzice chcą prosić o cud Pana Boga. Niemal całkowicie zniszczona trzustka. Lekarze nie dają szans na przeżycie. 1%? Tak ciężki przypadek cukrzycy.

Może ktoś  się dołączy do tej modlitwy? Jezus ma moc uzdrowić i to dziecko, jest Bogiem, który kocha szalenie.

Dla mnie to zarazem refleksja o tym, że rzeczywiście Pan Bóg kocha każde dziecko o wiele bardziej niż jego matka i ojciec razem wzięci. Również moje dzieci. Np. dla każdego niemal dziecka Pan Bóg zaplanował, że będzie karmione piersią co najmniej rok, dwa, trzy- okazuje się, że znacznie to zmniejsza ryzyko cukrzycy młodzieńczej. To maleństwo nie było karmione niemal wcale. Jezus ma moc dać jednak temu maleństwu zdrowie od nowa, bo jemu zależy na nim. Skoro stworzone jest na Jego obraz i podobieństwo- to potrafi się upomnieć o nie i w takiej dramatycznej sytuacji.

Nie piszę tego, by oskarżać tych rodziców- nie mam takiego zamiaru- wręcz przeciwnie. Myślę, że ta sytuacja jest wręcz metaforą sytuacji każdego rodzica. Nasza rodzicielska miłość, jej braki, niedostatki zostawia ślad w życiu naszych dzieci. I Pan Bóg przychodzi jej z pomocą, gdy Go o to prosimy.

I jeszcze dla mnie refleksja. Może jeszcze dla kogoś. Czy mam prawo zostawiać dla siebie wiedzę o karmieniu piersią? Czy przez to, że nie podzielę się tą wiedzą, pomocą, znowu jakieś dziecko nie rozchoruje się ciężko? Czy przez to, że zachowam tę wiedzę dla siebie, nie zapobiegnę rakowi piersi czy jajnika u jego matki?

Jednym z uczynków miłosierdzia względem duszy jest nieumiejętnych pouczać. Jeśli zaniedbam dzielenie się swoją wiedzą, pomocą, to mam udział w szerzeniu się plagi kobiet, które „nie mogły wykarmić swoich dzieci”. Trudne jest dzielenie się tą wiedzą, bo wiele jest kobiet niepokornych, które wiedzą lepiej niż ktokolwiek inny, które nie potrzebują rad. Musimy jednak ryzykować swoją opinią- żywy człowiek jest większą wartością- niż nasza opinia osoby niewtrącającej się w cudze sprawy, niepouczającej nadmiernie.

Odkrywam całą mądrość Kościoła. Uczynki miłosierne względem duszy są takim Jego skarbem:

  • Grzeszących upominać
  • Nieumiejętnych pouczać
  • Wątpiącym dobrze radzić
  • Strapionych pocieszać
  • Urazy chętnie darować
  • Krzywdy cierpliwie znosić
  • Modlić się za żywych i umarłych

🙂



Brak wsparcia

Sytuacja z życia wzięta.

Wraca mama z dzidziusiem nowo narodzonym ze szpitala. Dokładnie 5-dniowym. Przez 5 dni pobytu w szpitalu nie znalazł się nikt, kto by pomógł mamie w karmieniu piersią poza zdawkowym: „dobrze pani przystawia”. Moje pytanie w takim razie: to po co jest ta opieka zdrowotna, skoro nie udziela ani pomocy, ani tym bardziej opieki?

„Pomoc” polegała jedynie na kilkakrotnym podaniu sztucznej modyfikowanej paszy dla niemowląt, zresztą za każdym razem innej. To się dopiero nazywa eksperymentowanie na dzieciach!

I co się okazuje po przyjściu ze szpitala? Mama laktację ma na dobrym poziomie, ale maleństwo przesypia za długo (czemu oczywiście sprzyja dokarmianie sztucznym), ssie nieefektywnie, a więc słabo się najada.

Położna środowiskowa nie zobaczywszy nawet karmienia, orzekła, że należy karmić co 2 godziny. Przy 35-stopniowym upale! Dorosły w takiej sytuacji co chwila sięga po wodę, napoje, a od dziecka kilkudniowego się wymaga, żeby co 2 godziny tylko piło! Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby takiego bąbelka co chwila brać do piersi, trzymać go jak najbliżej siebie, żeby dziecko czując mamę miało chęć i siłę upominać się o „swoje”. Tak właśnie robią kobiety w „prymitywnych” plemionach, w upalnym klimacie, gdzie karmienie piersią (o dziwo!!) zawsze się udaje: co chwila przystawiają dziecko do piersi, trzymają je, gdy jest bardzo małe blisko swojego ciała przytulone, śpią razem z dzieckiem.

Co otrzymują nasze dzieci  po przyjściu na świat? Osobne łóżeczka, zalecenie, żeby karmić nie za długo, nie za często.

Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby podpowiedzieć matce, żeby sprawdzać stan nawodnienia dziecka, a nie zostawić ją bez żadnej wiedzy, zrozumienia:

  • w 1-2 dobie dziecko może siusiać bardzo mało, a nawet wcale (0-1-2);
  • w 3-4 dobie powinno już zacząć moczyć przynajmniej 2-3-4 pieuszki;
  • 5-6 doba powinna już zaowocować moczeniem co najmniej 6-8 pieluch- świadczy to o dobrym nawodnieniu dziecka;
  • z przybieraniem na wadze dziecko ma czas do końca pierwszego tygodnia (przybieranie na wadze- to wzrost wagi liczący się od wagi spadkowej, nie zaś urodzeniowej!)- tak jak siara zmienia się w mleko przejściowe od 2 dni do 7 dni; niekiedy wymaga to więc czasu i cierpliwości; istotne jest, aby dziecko nie traciło więcej niż 10% wagi urodzeniowej i nie było odwodnione; nawet zresztą gdyby traciło więcej niż 10% pokarmem z wyboru do dokarmiania dziecka jest właśnie mleko matki! Wiele jednak można zrobić, by karmienie było skuteczne bez dokarmiania. Jednak lekarze i położne rzadko o tym wiedzą, bo zbyt często jeżdżą na konferencje organizowane przez firmy produkujące mieszanki mleczne, a niemal wcale nie podnoszą swej wiedzy co do karmienia piersią; czerpią też wiedzę przede wszystkim z własnego doświadczenia- a to jest zbyt często negatywne.

Matki stosując dla swych dzieci od początku pieluszki jednorazowe tracą kontakt z ciałem swojego dziecka bardzo wcześnie, a przez to tracą wiedzę na temat funkcjonowania jego ciała bardzo wcześnie. Co więcej nie są w stanie ocenić, czy dziecko jest odpowiednio nawodnione.

Nie mają lekko nasze dzieci przychodzące na świat w lecie!