Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


Uwolnić poród

„Uwolnić poród”- tytuł filmu, który obiega cały świat.

Dziś będzie można go obejrzeć w Lublinie.

Film streszczają mniej więcej tak:

Z czyich rąk trzeba uwolnić poród? Twórcy tego filmu udowadniają, że akt narodzin został całkowicie zawłaszczony przez współczesne położnictwo, przez medycynę. Strach przed ewentualnymi komplikacjami podczas porodu, skutecznie podsycany przez lekarzy, doprowadził do dehumanizacji jednego z podstawowych procesów fizjologicznych. Pod pozorem bezpieczeństwa, kobiety na całym świecie zmuszane są do rodzenia w szpitalach, w których większość farmaceutycznych i chirurgicznych interwencji podczas porodów wykonywana jest dla korzyści finansowych lub wygody personelu medycznego. Przyznają to sami lekarze.
Para brytyjskich reżyserów, Alex Wakeford i Toni Harman, którzy są partnerami także w życiu prywatnym, po złych doświadczeniach w szpitalu przy narodzinach córki, zainicjowała ogólnoświatową kampanię, One World Birth, na rzecz zmian w systemie opieki okołoporodowej.
Pretekstem do nakręcenia filmu „Uwolnić poród” była głośna sprawa Ágnes Geréb, węgierskiej położnej, która od lat pomaga kobietom rodzić w domu. I chociaż miejscowe prawo tego nie zabrania, Ágnes pod zarzutem narażania życia pacjentów, trafiła do więzienia. Na fali protestów i społecznego oburzenia, jedna z matek zaskarżyła Węgry przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. I wygrała. Film mówi o doniosłym znaczeniu tego procesu.

Tak się złożyło, że młodszą córeczkę urodziłam w domu zanim zdołała przyjechać położna (korki na ulicach i te sprawy). Kiedy moja położna podzieliła się z tym z inną położną, ta zakrzyknęła: „Ależ to zabronione!” Na co moja położna odparła: „Oddychanie też niedługo będzie zabronione?” Przecież to też czynność fizjologiczna.

Oczywiście, że rodzenie dzieci również poza szpitalem nie jest i nie może być zabronione, choć przez jakiś czas PRL zmuszał kobiety, żeby rzeczywiście wszystkie rodziły w szpitalu.

Na szczęście obecnie jest lepsze prawo- co nie znaczy, że świadomość personelu medycznego się zmieniła. Dla nich jest to nadal sytuacja, nad którą to oni powinni mieć władzę, zarządzać porodem, kierować nim. Niestety takie zarządzanie jest opłakane w skutkach: ponad 30 % cesarskich cięć, traumatyczne przeżycia kobiet na porodówkach.

Wyrzekając się nawet nazwy „służba zdrowia” (obecnie jest już tylko „opieka zdrowotna”), rzeczywiście coraz bardziej odchodzą od służenia kobiecie i jej dziecku na rzecz rządzenia kobietą i jej dzieckiem.

Czemu służy np. kroplówka z oksytocyną?

Rzadkie są przypadki, kiedy rzeczywiście służy mamie rodzącej i jej dziecku. Lekarze nie zapoznają z licznymi skutkami ubocznymi wlewania w nią sztucznego hormonu oksytocyny:

  • większy niż naturalnie ból, jego natężenie staje się nie do zniesienia;
  • podwyższone ryzyko pęknięcia macicy;
  • możliwość niedotlenienia, a nawet uduszenia dziecka (kiedy dziecko jest opętlone pępowiną- poród może postępować wolniej, dłużej w tym celu, żeby oszczędzić dziecko);
  • częściej następują inne powikłania, m.in. konieczność rozwiązania porodu cesarskim cięciem, większe pęknięcia krocza (zbyt szybkie, mocne skurcze) itd.;
  • gdy indukcja porodu: urodzenie wcześniaka lub dziecka niegotowego do porodu, do samodzielnego oddychania i inne powikłania związane z dzieckiem.

Pan Bóg się nie pomylił dając kobietom czas do czekania na poród, a w trakcie porodu dając wiele czasu na rodzenie się maleństwa. Ten czas jest potrzebny. Bo czas to miłość. W tym czasie można przekazać dziecku i jego matce tak wiele gestów miłości, cierpliwości, podtrzymania na ciele i duchu.

Tylko my jako matki musimy też być gotowe na to, by je przyjąć. I musimy uczyć naszych bliskich, że zasługujemy na cierpliwość, troskę, pokój.



Wywiad porodowy- tortury standardowe

Kiedy przyjeżdża się do porodu, można się spodziewać, że zapytają Cię o:

  • dokumenty (kartę ciąży, dowód, wyniki badań: morfologia, mocz, cukier, grupa krwi, WR, Hbs, USG, legitymacja ubezpieczeniowa);
  • adres;
  • numer telefonu do Ciebie, Twojego męża;
  • osobę upoważnioną do informowania na temat Twojego i dziecka stanu zdrowia;
  • zawód Twój, Twojego męża, miejsce pracy;
  • data i miejsce urodzenia rodzącej mamy i jej męża;
  • przebyte w czasie ciąży choroby;
  • czy chorowało się na gruźlicę, żółtaczkę, inną zakaźną chorobę (różyczkę itp);
  • czy w ciągu ostatniego pół roku leczyło się zęby;
  • o palenie i picie alkoholu w ciąży;
  • o brane leki w czasie ciąży, zwłaszcza w ostatnim czasie;
  • o choroby sprzed ciąży (np. tarczycy, cukrzyca itp.);
  • o zalecenia lekarskie od specjalistów;
  • dotychczasowe ciąże, poronienia, starsze dzieci (daty urodzenia, wagę urodzeniową), historię położniczą, przebyte zabiegi itp.;
  • uczulenia, zwłaszcza na leki;
  • pewnie jeszcze inne rzeczy (może ktoś mi przypomni- byłabym wdzięczna).

W bardziej cywilizowanych krajach ten wywiad można udzielić przed porodem. U nas jest w zwyczaju torturować kobiety tym wywiadem w trakcie porodu w większości szpitali. Bo takie są standardy.Trzeba powiedzieć wyraźnie są to standardy będące niekorzystne dla rodzących mam.

Jeśli mama ma takie oczekiwania, życzenie, to mogę jako doula za nią udzielić tego wywiadu, jeśli tylko podzieli się ze mną tymi informacjami przed porodem, może to złożyć na męża. Jeśli nie przedsiębierze jakiś środków, bierze na siebie informowanie personelu o tych sprawach zazwyczaj na Izbie Przyjęć.

Jeszcze innym rozwiązaniem byłoby spisać te informacje i w formie pisemnej podarować personelowi, żeby pozwolił nam rodzić, a nie przeprowadzał z nami wywiad w czasie, kiedy my potrzebujemy rodzić, a nie rozmawiać.

Słuszną reakcją mamy rodzącej na taki wywiad byłby okrzyk: „Dajcie mi święty spokój, nie wiem, czy nie zauważyliście, ale ja rodzę i nie mam ochoty w tym momencie na pogaduszki o starszych dzieciach i przebytych chorobach”.

Przepytywanie mamy rodzącej w trakcie porodu jest dla niej bardzo niekorzystne co najmniej z kilku względów:

  • uaktywnia korę nową, której to pobudzenie utrudnia, a wręcz przyhamowuje (może choć nie musi) proces porodowy; za rodzenie się są odpowiedzialne starsze, bardziej prymitywne rejony mózgu;
  • kiedy mamy skurcze porodowe odczuwane mniej lub bardziej boleśnie, nie ma się ochoty na rozmowy; im większy postęp porodu, tym większa odczuwalność- tym bardziej nie powinno się kobiety męczyć przepytywaniem;
  • zadawanie serii pytań może (zwłaszcza na wczesnym etapie porodu) wręcz poród całkowicie zatrzymać- jest to tzw. efekt izby przyjęć, zanikają skurcze po przyjeździe do szpitala; cóż, szyjka macicy jest mięśniem zwieraczem, a my jesteśmy tak zbudowane, że kiedy otwieramy mięśnie zwieracze potrzebujemy intymności, skupienia, a nie wywiadu (analogia do mięśnia zwieracza odbytu); kobieta przepytywana może swój mięsień szyjki macicy zamknąć, zwłaszcza jeśli jest to połączone z bolesnym badaniem.

Zachęcam mamy przygotowujące się do porodu, by przygotowały w formie pisemnej odpowiedź na w/w pytania i wręczyły go na Izbie Przyjęć- nie pozwoliły się dodatkowo męczyć w czasie porodu. Aby nie pozwoliły odwracać swojej uwagi od porodu, rodzącego się dziecka- tylko dlatego, że takie są standardy szpitalne i trafiliśmy na taśmę produkcyjną szpitala.

Drugi taki sam poród nam się nigdy nie zdarzy. Trzeba, żebyśmy były dla siebie dobre i nie obciążały się tym, co nie jest potrzebne ani nam ani dziecku w tym okresie, który i bez tego jest czasem naszej drogi krzyżowej.



Przychodzenie na świat w obecności Matki Bożej

Czasami ktoś się ze mną dzieli swoimi bądź nieswoimi historiami porodowymi.

Taka opowiedziana historia porodowa.

Mama po dwóch cesarskich cięciach. Potem miała w szpitalu poród drogami natury. Kolejne zaś dziecko urodziła sama w domu.

Świeczki, obraz Matki Bożej Karmiącej, woda w wannie- i wystarczyło.  Zresztą wiele kobiet opowiada mi, że właśnie najbardziej w porodzie pomagała im właśnie modlitwa, skupienie. Czy to w domu czy w szpitalu. Otoczenie siebie i dziecka modlitwą, ciszą to podstawa.



Przed porodem- coś na bóle niecierpliwości

Cierpliwość jest bardzo cenna.

Warto o nią zabiegać. Nie bez powodu na pierwszym miejscu w hymnie o miłości jest napisane: „Miłość jest cierpliwa”.

Kiedy jesteśmy już tak ogromne, tak pełne dziecka, że zdaje nam się, że ono się z nas już wylewa, jakby lada moment miało się urodzić, nasza cierpliwość jest wówczas nierzadko wystawiona na próbę.

Każdy dzień oczekiwania z perspektywy maleństwa może jednak być dla niego cennym darem. Dlaczego?

  • nie wiemy, ile to konkretne dziecko potrzebuje czasu na rozwój; nie bez powodu termin porodu jest bardzo elastyczny: +/- 3 tygodnie; to wyłącznie nasza oraz cudza niecierpliwość nie jest elastyczna; jeśli się ma jedno dziecko, to człowiekowi zdaje się, że wszystkie inne dzieci powinny czy rozwijają się tak samo jak ono; kiedy jednak człowiek jest obdarowany liczniejszym potomstwem, widzi, że dzieci rozwijają się w zadziwiająco różnym tempie w różnych dziedzinach;
  • właśnie te ostatnie dni, tygodnie są istotne dla dziecka pod względem odpornościowym: przez łożysko do dziecka przechodzą nasze ciała odpornościowe; każdy kolejny dzień czekania to więcej odporności dla dziecka;
  • czas na dojrzewanie szyjki macicy; ten nasz narząd wymaga indywidualnego czasu na dojrzewanie, ażeby się potem otwierać sprawnie; wywoływanie porodu, kiedy jeszcze nie jest dojrzała do tego szyjka bywa tragiczne dla kobiet i ich dzieci; a na pewno przysparza im niepotrzebnego bólu.

Badania dowodzą, że za dobre przygotowanie szyjki macicy do porodu odpowiedzialne są m.in. prostoglandyny. Żeby wydzielały się w odpowiedniej ilości warto choćby na te ostatnie tygodnie stanu błogosławionego zrezygnować z białego cukru, gdyż hamuje on wytwarzanie prostoglandyn. No cóż, sama jestem łasuchem, więc wyobrażam sobie męki mam słodyczolubnych. Jednak warto choć spróbować- nic nie tracimy na tym, wiele możemy zyskać i my, i nasze dziecko.

Bardzo polecana przez położne jest też herbatka z liści malin, zwyczajny napar. Oprócz tego, że przygotowuje ona dobrze do porodu, to jeszcze łagodzi skurcze (rozluźnia mięśnie miednicy),  działa przeciwbólowo, skraca fazę rozwierania. Zawiera ona dużo żelaza,  wapnia, witamin. Ponadto polecana jest przy bolesnych miesiączkach, niepłodności, w połogu natomiast sprzyja oczyszczaniu jelit, odtruwaniu, odbudowie jamy macicy.

Jeśli dokucza nam niecierpliwość, można wspomóc się jedzeniem owoców i przypraw zawierających enzymy ułatwiające dojrzewanie szyjki macicy. Są to: cynamon oraz pewne owoce egzotyczne (mango, kiwi, ananas).

Gdy zaczyna wisieć nad nami groźba wywoływania porodu (co nie jest zabiegiem obojętnym dla dziecka- niesie ze sobą liczne skutki uboczne), położne polecają herbatkę naskurczową, która podobno działa w ciągu 1-2 dni.

Robimy napar z 1litra wody czyli zalewamy wrzątkiem:

  • 1 laskę cynamonu (domyślam się, że trzeba ją zetrzeć);
  • 10 goździków;
  • mały świeży korzeń imbiru (łatwo się obiera i ściera skrobiąc zwykłą łyżeczką);
  • 1 łyżka herbaty Werbena (odmiana pomarańczy).

Pod przykryciem trzymamy około 15 minut, następnie przecedzamy i pijemy małymi łyczkami od czasu do czasu w ciągu 1-2 dni. Żeby zachowało cierpło i smak, wartość, przetrzymujemy w termosie. Dłużej pić nie możemy, bo po tym czasie powinien nastąpić poród. Ciekawe czy rzeczywiście działa?

Dedykuję ten wpis kochanej Eli. Moja droga- też mi się zdawało, że urodzę wcześniej każde z moich dzieci. No, cóż. Wiesz, jak było.



Miłość chce być kochana

Czasem pisząc ten blog zastanawiam się, czy jest w ogóle dla kogo.

Komentarze?

Dostaję niemal sam spam plus od czasu do czasu kilka komentarzy przyjaciółki.

Ostatnio miałam kilkugodzinne zetknięcie z naszą służbą zdrowia: położnymi i ginekologiem podczas porodu jako doula.

Myślę sobie więc, że skoro położne i lekarze bardzo niechętni by kobiety rodziły w pozycjach wertykalnych (pionowych), mimo wszystko zaczynają to robić, to jest to pewne światełko w tunelu. Trzeba za tym iść, swoją pewnością, zdecydowaniem po prostu tego wymagać, uczyć ich tego.

To, że położnej czy lekarzowi nie chce się schylać do stołeczka porodowego, materaca- to jest jego problem. Problem nieżyczliwości? Niekompetencji? Nie wiem i nie chcę oceniać.

Trzeba się jednak trzymać swojej pewności, wiary i nadziei.

Kropla drąży kamień nie siłą, lecz częstym spadaniem- mówi łacińskie przysłowie. Jeśli my rodzące będziemy rezygnować z rodzenia w pozycjach, które są zwyczajnie dla nas i naszych dzieci zdrowsze, to ta kropla nigdy nie wydrąży kamienia.

Mam jednak nadzieję, że maleńka kropla daje nadzieję.

Jestem prawdziwie szczęśliwa będąc z rodzącą mamą, służąc swoimi trywialnymi czynnościami. Podziwiając jej oddaną miłość, trud i poświęcenie w bólach rodzenia. Myślę, że ta miłość matki rodzącej do jej dziecka przejawiająca się właśnie w czasie rodzenia bardzo chce być kochana. Zanurzona w miłości, otoczona nią.

A lekarze i położne rezygnując z niej, ze swojego życiowego powołania do miłości wiele tracą.

Wiele modlitwy za nich potrzeba, aby się zmienili, aby przypomnieli sobie po co się jest położną, po co się jest lekarzem.



Rodzenie się dziecka jest cudem. Służenie temu misterium jest zaszczytem. Dla mnie osobiście wielką radością.

Jest to oddanie się i matce, i dziecku, by wspierać ich w tym trudnym, angażującym, ekstatycznym czasie. Nie oglądałam co prawda filmu „Poród w ekstazie”, choć bardzo bym chciała. Jednak znajome czy zaprzyjaźnione kobiety opowiadały mi, że i dla nich był to czas zanurzenia w modlitwę, pozwolenia na ogarnięcie się siłom rodzenia, siłom Stwórcy. Widziałam z jakim wejściem w głąb, wielkim skupieniem i oddaniem potrafią rodzić kobiety.

Matka podczas zanurzania się w rodzenie jest niezwykle piękna. Jednak nie pięknem z żurnala i mediów, takim płytkim, powierzchownym, naskórkowym. Jest to piękno oddanej, cierpliwej miłości, która otwiera ją jak kwiat, by wydała swój owoc. Piękno poświęcenia się wyłaniającemu się dziecku. Cud otwierania się na spotkanie z dzieckiem.

Ciało kobiety potrzebuje się otworzyć na dar dziecka, ale przede wszystkim serce matki potrzebuje się otworzyć, żeby przyjąć tego młodego człowieka jeszcze raz.

Jak być z matką rodzącą, żeby pomóc jej w pokochaniu tego maleństwa, aby pomóc jej sercu?

Myślę, że nie mam gotowej odpowiedzi. Stwarzanie przestrzeni ciszy, szacunku, wsparcia, intymnego spotkania z dzieckiem na pewno jest wartością. Zachęcam mamy przed porodem, by zadały o muzyczną otoczkę swojego porodu. Muzyka wyciszająca, relaksująca działa nie tylko na rodzącą. Ona działa także na lekarza, położną, którzy towarzyszą temu.

Pamiętam pewną położną, która zachowywała się jakby była dyrektorem porodu. Jednak miałam wrażenie, że nastrój i podniosła atmosfera chorałów gregoriańskich i jej się udzielała.



Przygotowanie do porodu

Przygotowanie do porodu. Co właściwie jest w tym czasie najważniejsze do:

  • przemodlenia;
  • przemyślenia;
  • zrobienia.

Co jest najważniejsze do przemodlenia:

oddanie dziecka i siebie Panu Bogu– w głębi duszy ono w końcu ma większe podobieństwo do Boga Stwórcy niż do rodziców z ciała; powierzenie go w każdym czasie, również na czas porodu; głębokie zaufanie Bogu, że cokolwiek się stanie, jesteśmy dziećmi Opatrzności Bożej, nic nie jest w stanie nas oddzielić od miłości Bożej; jeśli ufamy Bogu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by już przed porodem dziękować Mu za ten czas rodzenia, uwielbiać w tym wspaniałym planie, jaki la nas przygotował; modlenie się o konkrety: np.modlę się o konkretną położną, z którą chciałabym rodzić, o opiekę w tym czasie nad dziećmi (jeśli są już starsze dzieci); o to, żeby Anioł Stróż tego maleństwa przygotował jego poród, czuwał nad nim również w tym czasie; o odwagę do rodzenia dla mamy i dziecka; o pokój serca na czas rodzenia: również dla personelu, o oddanie swoich lęków Zbawicielowi; coś się pewnie jeszcze znajdzie do omodlenia.

Co jest najważniejsze do przemyślenia:

-jeśli nie zadbamy o własną wiedzę, to będzie się zależnym wyłącznie od wiedzy innych; jeśli nie przemyślimy dotychczasowych doświadczeń, nie przepracujemy, nie zrozumiemy, to w jakiś sposób mogą one do nas wracać; brak przemyślenia, przemodlenia porodów własnej mamy, poprzednich własnych porodów może (choć nie musi) powrócić do nas; obecne prawo daje możliwość napisania własnego planu porodowego: np. decyduję się rodzić z bliską mi osobą, wybieram poród bez nacięcia krocza, bez sztucznych środków przeciwbólowych czy jeszcze inaczej itd.; choć osobiście wydaje mi się, że należy tu zachować pewną dozę elastyczności- nigdy nie wiemy w jakim kierunku potoczy się dany poród, każdy jest niespodzianką- „żaden poród się nie powtarza, za każdym razem jest inaczej”- mówią doświadczone położne;

Co jest do zrobienia jeszcze przed porodem na czas przygotowania:

„uwicie gniazda”– daje poczucie bezpieczeństwa: rzeczy, miejsce dla dziecka; choć z mojej perspektywy o wiele ważniejsze jest przygotowanie tego miejsca w sercu; niemowlęciu jest zupełnie wszystko jedno czy będzie spało w markowych ubrankach, pieluszkach czy używanych; nie jest natomiast wszystko jedno, czy mama jest dla niego spokojna, cierpliwa;

spakowanie swojej torby, jeśli się wybiera poród w szpitalu;

cierpliwość czekania– to daje dalekosiężne owoce, szukanie jej procentuje, choć może nie od razu, nie tak jak sobie to wyobrażamy.

dobra dieta: cukier hamuje wydzielanie prostaglandyn w jelitach, prostaglandyny są odpowiedzialne m.in. za przygotowanie szyjki macicy do porodu; to zła wiadomość dla tych, co przepadają za słodyczami-  dla sprawniejszego porodu lepiej na ostatnie tygodnie zrezygnować ze słodyczy; taki wybór byłby też zdrowszy dla rodzącego się dziecka: po porodzie łatwiej by mu było osiągać stabilny poziom cukru we krwi.



Umieranie na rzecz rodzącego się człowieka

Położna Irena Chołuj o końcu pierwszej fazy porodu w swojej książce „Urodzić razem i naturalnie”:

„Twoje emocje mogą być bardzo intensywne i skrajne: może nawet pojawić się uczucie rozpaczy, rezygnacji, bezsilności, a za kilka chwil doświadczyć możesz przypływu energii, mocy, odwagi. Może też się pojawić myśl o śmierci. Przyczyną jest nasilający się lęk, zniechęcenie (…) Nie bój się tych myśli. Jest to rzeczywiste odczucie umierania na rzecz rodzącego się człowieka, na rzecz Waszego dziecka. To Twój krzyż prowadzący do Zmartwychwstania!”

Czasem wydaje się, że co do porodu, to wszystko już stracone. Poród szybko się kończy. Jednak my matki rodzimy nasze dzieci ciągle: wypuszczając je spod swoich skrzydeł wciąż bardziej i bardziej. Rodzimy je dla innych, dla kolejnych etapów życia.

Dla tych, którzy przygotowują się do porodu powyższa lektura jest obowiązkowa. Dla tych, które już urodziły, ale potrzebują przemyśleć jeszcze swoje porody, zrozumieć je lepiej est to również lektura warta uwagi.



Porody siłami natury czy siłami służby zdrowia?

Mama piękna jak czara pełna po brzegi, aż kipiąca życiem. Takie skojarzenie miałam, gdy zobaczyłam znajomą, której stan błogosławiony dobiegał końca. Bardzo kobieca, bardzo piękna w tej łączności z dzieckiem.

Tylko jak uderzenie te słowa: „Nie popieram porodów naturalnych!” Cesarka na życzenie- domyśliłam się, skoro brak przeciwwskazań do porodu fizjologicznego.

Szkoda tylko dziecka, bo ono zazwyczaj popiera porody naturalne. Dzięki porodowi naturalnemu:

-oczyszcza się lepiej z wód płodowych jego układ oddechowy (wody te są z dziecka niejako wyciskane);

-jego skóra zasiedlana jest fizjologiczną florą bakteryjną zapewniającą zdrowie;

-hormony porodowe (oksytocyna, adrenalina, endorfiny) przygotowują skuteczniej dziecko do oddychania, utrzymania stałej temperatury, życia na zewnątrz mamy; dzieci urodzone drogami natury mają skuteczniejsze odruchy, rzadsze problemy z oddychaniem;

-no i wbrew pozorom mniej jest zejść z tego świata i matek, i dzieci, gdy matka udzieli swoich dróg rodnych do przyjścia na świat swojemu maleństwu.

Z drugiej strony nie dziwię się już temu buntowniczemu okrzykowi przeciwko porodom naturalnym: ta mama prawdopodobnie nie doświadczyła ani jednego takiego porodu pomimo urodzenia trójki dzieci sn jak wpisują lekarze czyli siłami natury. Fundacja Rodzić po Ludzku obliczyła, że w Polsce porodów naturalnych odbywających się w szpitalach jest zaledwie 3%. Co więc zrobiła służba zdrowia z porodów drogami natury? Chorobę wymagającą licznych interwencji medycznych.

A więc aż 97% kobiet ma udowodnione, że nie umie urodzić. Już na wejściu wkłuwa im się wenflony, kładzie je się, podpina pod urządzenia. No bo przecież personel medyczny wie lepiej jak rodzić od samych kobiet.

Znam sytuację, kiedy rodząca nie zgodziła się na wkłucie wenflonu, i wręcz uciekała przed położną, która nic sobie z tego nie robiła- już podczas parcia dopadła tą matkę i jej się wkłuła. Dla mnie ta sytuacja to symbol przestrzegania praw pacjenta w Polsce.

 



Rodzenie to też odpoczywanie

Skurcz – przerwa – skurcz – przerwa…

Takim tokiem płynie poród: trybem pracy i odpoczynku między skurczami czyli czasem pracy. Żeby ta praca była skuteczna, odpoczynek musi być wystarczający, głęboki, odprężający.

Znamy tę zależność z doświadczenia codziennego życia: jeśli nie odpoczniemy właściwie, praca jest bardziej wyczerpująca, mniej zadowalająca, bardziej nużąca. Dlaczego nie miałoby być tak również podczas porodu? Zwłaszcza że Pan Bóg (dla niektórych: natura) tak właśnie zaplanował poród jako naprzemienny ciąg pracy i wypoczynku.

Czasami dlatego tak trudno rodzi się w szpitalu: nie każdy umie w danych warunkach odprężyć się. Czasami i we własnym domu rodząc trudno odpocząć, gdy tak jest się przejętym myślami o porodzie, tak podekscytowanym nowym spotkaniem z dzieckiem, że ani się myśli odpoczywać. Wszystko się robi, żeby tylko urodzić oprócz pozwalania sobie na wytchnienie. Konsekwencje niekiedy bywają takie, że brakuje sił na finiszu.

Podawana w kroplówce sztuczna oksytocyna podawana ciągle sprawia, że odpoczynek staje się niemożliwy: skurcze często się zlewają w jeden nieprzerwany skurcz. Gubi się to, co daje naturalny poród: czas na wytchnienie, złapanie rytmu, poddanie się unoszącym nas  coraz większym falom.

Poród to dobry czas na modlitwę: właśnie modlitwę w rytmie pracy i odpoczynku. Czasami jest to modlitwa lamentacji, gniewu, czasem uwielbienia, ale Pan Bóg przyjmuje i nasze jęki, i krzyki, i każdą inną pokorną modlitwę.

Pan Bóg daje dziecko, Pan Bóg daje też poród. Dopuszcza też, że ten poród jest taki lub inny.