|
|
|
16 grudzień
Taki oto wpis otrzymałam w komentarzach. Bardzo za niego dziękuję i spróbuję z nim podyskutować:
„Nie jesteś biologiem, wiec popełniasz błąd. Zdarza się, ze ssacze mamy tracą pokarm np. z powodu silnego stresu, z powodu skrajnego niedożywienia, mogą też odrzucić potomstwo pomimo pokarmu. Natura jednak nie jet tkliwa i jako większą wartość uznaje życie matki a nie dzieci. Np.niedźwiedzica polarna, gdy wie, ze karmienie jest zbyt dużym wydatkiem energetycznym, zagryza młode i je zjada, inne matki porzucają w sytuacji głodu małe by ratować swoje życie. Nie warto odwoływać się we wszystkim do natury, bo można się nieźle przejechać „
Zgadza się: nie jestem biologiem, wyłącznie osobą zainteresowaną biologią. Te przypadki podane przez Ciebie, droga internautko, wydają mi się ciekawe. Są to jednak przypadki skrajne, będące wyjątkami od reguły– nie ulega wątpliwości. Nie odwołuję się do natury jako do ideału, wzoru, jedynie widzę analogie, które są pouczające jako że i zwierzęta i ludzie „bywają” 😉 ssakami. Podałaś skrajnie negatywne przykłady- można jednak podać też skrajnie pozytywne przykłady również ze świata zwierząt- wszak i tam zdarzają się przypadki altruizmu. Chronienia młodych z narażeniem własnego zdrowia i życia.
Tracenie pokarmu z powodu silnego stresu w naturze? Bardzo graniczne sytuacje. U zwierząt zwłaszcza hodowlanych często też wynikają z niewłaściwych ingerencji człowieka, też w przebieg porodu. Czy u człowieka często się zdarza coś takiego? Również rzadko, bo nie chodzi o zwykły stres- taki jest normalną częścią życia. Gdybym z powodu stresu miała nie karmić piersią- to nie karmiłabym żadnego dziecka piersią, zwłaszcza najstarszej córci- bo sam pobyt w szpitalu był dla mnie bardzo stresującą sytuacją, zawsze się zdarza coś, co prędzej czy później kobietę wyprowadzi z równowagi. Jednak jest to wygodna wymówka czy argument za niekarmieniem piersią- i tak to się mit utrwala. Również służba zdrowia bardzo go utrwala wypowiadając tego typu słowa do położnic: „Nie płacz, bo stracisz mleko”. Uogólnia się coś, co jest raczej wyjątkiem. Zwykły stres o niezbyt wielkim nasileniu może jednak nieco ograniczyć wypływ mleka (ad. do poprzedniego wpisu o adrenalinie i oksytocynie w karmieniu), jest to jednak ograniczenie krótkotrwałe czasowo.
Czasami wystarczy poprawić ułożenie ciała mamie karmiącej tak by było wygodniejsze, bez opierania się na łokciu, bez wykrzywiania kręgosłupa, w bardziej relaksującej pozycji, by umożliwić odruch oksytocynowy- wypłynięcie większej ilości mleka (to mleko było, pomimo stresu- sygnałem do zwiększonej jego produkcji jest całkowite urodzenie łożyska). Należy o to dbać, również przez wyposażenie się w odpowiednią ilość wiedzy zdobytej przed porodem. Jednak czy chcemy tego? Czy wolimy powtarzać sobie: „O ja biedna, nie mam mleka”?
Sytuacja z życia wzięta: matka ma zastój. Piersi napięte i przepełnione mlekiem, ogromny obrzęk. I tekst: „Nie mam mleka, nic mi nie wypływa”. Ta mama akurat wolała nie mieć mleka. Moje argumenty, że ma je i to w ilości o wiele za dużej (etap nadprodukcji), tylko trzeba pomóc mu wypłynąć (uruchomić ten odruch oksytocynowy, pomóc mleku wypłynąć, np. przez ciepły prysznic)- nie były słyszalne. Kwestia ludzkiej woli- ta mama nie miała woli, żeby mieć mleko, ona tak interpretowała świat, żeby się zgadzał z własną wizją „nie mam mleka”.
Jest to koło napędowe samosprawdzającej się przepowiedni, co w karmieniu piersią często się zdarza. Teksty „nie mam mleka” pochodzące od samej mamy albo personelu pociągają za sobą szereg działań, które rzeczywiście zaczynają ograniczać wytwarzanie mleka w piersiach: dokarmianie butelką, podawanie smoczka-uspokajacza zamiast piersi, coraz rzadsze przystawianie do piersi, interpretowanie każdego płaczu dziecka jako objawu głodu (choć dzieci płaczą z bardzo wielu powodów), sprawdzanie się (stres, kontrola nerwowego naduszania piersi sprawia, że mleko rzeczywiście nie wypływa) itd. Te wszystkie działania rzeczywiście doprowadzają do stopniowej redukcji wytwarzania mleka, dziecko też oducza się stopniowo skutecznego ssania piersi, co jeszcze bardziej zmniejsza wytwarzanie pokarmu itd., itp.
Mamy niekiedy więc wybierają stres niekarmienia- mają wtedy uzasadnienie „nieposiadania mleka”.
Jak dieta wpływa na karmienie mlekiem matki? To temat-rzeka. Blog raczej nie jest miejscem pisania bardzo długich wywodów. Więc dzielę się ogólnikami zazwyczaj.
Najbardziej rzeczywiście wpływa skrajne niedożywienie, skrajnie restrykcyjna dieta matki- wówczas następuje ograniczenie wytwarzania ilości mleka (ale ono jest- problem wówczas to nie wytwarzanie mleka, ale niedożywienie obojga: matki i dziecka). Mleko to jednak zachowuje swoją jakość. Zdarza się w naszym społeczeństwie, że matka która stosuje bardzo restrykcyjną dietę i sama stając się bardzo wychudzona- nie wytwarza dostatecznie dużej ilości pokarmu. Generalnie karmienie piersią nie jest więc dobrym czasem na głodówki. Nawet jeśli stosuje się diety eliminacyjne ze względu na chorobę dziecka, należy zachować odpowiednią ilość kalorii, żeby nie głodować, nie być wycieńczoną.
Nasuwa mi się jeszcze jedna analogia do świata zwierzęcego. Zachowanie małpiatek. One są ciekawym obiektem badania. Otóż kiedy same jako maluchy nie doświadczały opieki swoich matek- później nie umieją się niekiedy dobrze opiekować swoim potomstwem. Tak bywa i u ludzi. Jednak my jesteśmy wolni, choć nasza wolność miewa swoje ograniczenia: wolni dzięki naszej wolnej woli (czy chcemy zdobyć się na trud karmienia piersią?), możliwości edukacji, możliwości przepracowania, przemyślenia własnych doświadczeń.
Myślę, że wiele sytuacji niekarmienia piersią sięga głęboko wstecz- same też jesteśmy pokoleniem, którego matki doświadczały indoktrynacji pt.: „Nie masz mleka. Jesteś chora, to nie karm. Na każdy problem lekarstwem było: to nie karm! Nie przytulaj, bo się rozpuści! Nie karm zbyt często! Itd.” To ma swój oddźwięk w teraźniejszości.”
14 grudzień
Gdy zaczynamy karmić piersią, zdaje nam się czasem, że to karmienie zawsze będzie wyglądać tak jak na początku. Nic bardziej mylnego!
- Okres noworodkowy: czas adaptacji do życia poza łonem mamy; dziecko ssie najczęściej bardzo odruchowo; ma cudowny odruch szukania, który pomaga odróżnić potrzebę głodu od innych potrzeb; w ciągu tych pierwszych czterech tygodni dzieciątko często potrzebuje ssać dużo i często, co jest szkołą cierpliwości dla mamy; w okresie noworodkowym zazwyczaj niezbędne są karmienia nocne (co 3-4 godziny), aby dziecko prawidłowo przybierało na wadze; dziecko czując mamę leżącą, poruszającą się obok, nie zapomina o budzeniu się na karmienie i nie przesypia czasu, kiedy zaczyna być głodne; zostawione samo w łóżeczku- może przesypiać swoje pory głodu, co niekorzystnie odbija się na przybieraniu na wadze; trzeba często się w tym okresie zmagać z nawałem, popękanymi brodawkami, nierzadko zastojem czy nawet zapaleniem piersi;
- karmienie niemowlęcia do pół roku: po okresie noworodkowym, częściej później dzieci zaczynają ssać skuteczniej tzn. w krótszym czasie potrafią wyssać więcej mleka niż poprzednio; takie niemowlątko, które jest już silniejsze, niekiedy ssie rzadziej niż jako noworodek bądź młodsze niemowlę; są tu jednak wyjątki: tzw. kryzysy laktacyjne i okresy choroby; kryzysy laktacyjne są właściwie nietrafioną nazwą okresów szybszego wzrostu, kiedy to dziecko potrzebuje „zapracować sobie” częstszym ssaniem na większą ilość mleka; najlepszym lekarstwem w tym czasie jest cierpliwość mamy i karmienie dziecka według jego potrzeby, nie według własnego „widzimisię”; niektóre niemowlęta (choć raczej mniejszość) po okresie noworodkowym zaczynają przesypiać noc lub dużą jej część ku konsternacji ich mam; jeśli maluch dobrze rośnie, dobrze przyrasta na wadze- to trzeba pozwolić mu się wyspać i tyle;
- okres wzrastającej potrzeby ssania; od pół roku do półtorej roku to czas, kiedy dziecko (nawet to przesypiające do tej pory noc), może zacząć się częściej budzić na nocne karmienia; jest bardziej ruchliwe- potrzebuje więc jedzenia bardziej kalorycznego oraz jego większą ilość; nocne karmienie piersią dostarcza właśnie więcej kalorii, więcej kwasów tłuszczowych do budowy mózgu, co ma dużą wagę ze względu na bardzo szybki poznawczy rozwój dziecka w tym okresie; większość lekarzy, poradników zaleci w tym okresie rozszerzanie diety dziecka; wiele dzieci rzeczywiście zaczyna być na to gotowe: potrafi siedzieć (ważna umiejętność utrudniająca zadławienie), zaczyna się interesować jedzeniem, brać je w dwa paluszki do ręki; większość dzieci w tym czasie ma okresy, kiedy traci zainteresowanie ssaniem, tak bardzo interesuje je poznawanie otaczającego świata, a także ma okresy wzmożonego ssania- te fazy przeplatają się i niekiedy często zmieniają w zależności od zdrowia dziecka, jego samopoczucia, okresów równowagi i nierównowagi psychicznej; w tym okresie dla zdrowego dziecka nie jest ważna duża ilość zjadanego dodatkowego pożywienia, gdyż i tak dziecko tylko w niewielkim stopniu je przyswaja- dopiero uczy się je tolerować, gryźć, trawić; ale jest to tak bardzo niedoskonałe, że najlepiej, gdy dużą część diety nadal stanowi mleko mamy; nawet w krajach rozwiniętych dzieci najbardziej niedożywione są właśnie w drugim roku życia- gdyż zabiera im się dużą część mleka (uważając, że już go nie potrzebują), oferując żywność dodatkową, z której jeszcze nie potrafią czerpać wiele korzyści ze względu na niedojrzałe gryzienie, trawienie, przyswajanie; widać to wyraźnie w zawartości pieluszki dziecka- wygląda ona jak przegląd menu dziecka- to jedzenie jest w niewielkim stopniu strawione; ważna jest natomiast dobra jakość tego pożywienia; około półtorej roku (oczywiście wiele dzieci wcześniej, inne później- każdy nieco inaczej dojrzewa) dzieci przeżywają kulminację albo duże nasilenie ssania, co łączy się też zazwyczaj z najwyższym natężeniem potrzeby przynależności, przywiązania; oczywiście zupełnie inaczej będzie to wyglądać, gdy matka w tym czasie odstawia dziecko od piersi, co ma miejsce ze względu na zawyżone oczekiwania w stosunku do dziecka (do roczniaka: „Jaki Ty duży jesteś!”)- co często ma miejsce w naszym społeczeństwie; dzieci alergiczne czy bardzo chore mogą oczywiście rozwijać się wolniej pod względem zmian karmienia piersią- one mają prawo i potrzebę dłuższego od innych karmienia piersią; w tym okresie dziecko powinno mieć proponowane dodatkowe jedzenie po karmieniu piersią albo między karmieniami- nie zaś zamiast karmienia piersią (o ile mama jest dyspozycyjna- nie pracuje);
- od półtorej roku bądź innego punktu kulminacyjnego (czasem dwa lata, czasem dwa i pół, innym razem po roku) do trzech lat potrzeba ssania stopniowo ulega ograniczeniom (najczęściej mało zauważalnym dla mamy), ale jest ona nadal bardzo ważna dla dziecka; dziecko zdobywa wiele potrzebnych umiejętności, które w przyszłości pozwolą mu obyć się spokojnie bez ssania: okazywanie przywiązania na różne sposoby, różne sposoby uspokajania się, coraz lepiej toleruje i przyswaja dodatkową żywność, przywiązuje się do innych osób z otoczenia; wszystko to zajmuje każdemu dziecku indywidualną ilość czasu; jednak z punktu widzenia dziecka karmienie piersią jest nadal ważną częścią jego życia.
- zakończenie bywa bardzo indywidualne: dzieci rozwijają się w różnym tempie; niektóre już jako dwulatki nie potrzebują ssać (raczej jest to mniejszość- zakończenie w tym wieku wynika bardziej z postawy mamy); większość dzieci jednak dorasta do zakończenia ssania w wieku przedszkolnym- na jego początku, w środku bądź pod koniec, ze względu na różny stan zdrowia, różny rozwój emocjonalny, mniejsze lub większe wsparcie, którego udziela mu jego rodzina, różny poziom umiejętności; zakończenie czyli ssanie raz, dwa, trzy razy na dobę lub nawet na tydzień może trwać bardzo zróżnicowaną ilość czasu: od paru tygodni, ale częściej dzieci wolą rozciągać ten czas na miesiące, a nawet lata- ułatwia to dziecku nabycie sprawności zarówno układu odpornościowego- lepsze radzenie sobie z chorobami, większą stabilność emocjonalną (co nie znaczy- dojrzałość emocjonalną, bo ta jeszcze nie jest pełna nawet w wieku kilkunastu lat). Nawet jeśli dziecko nie jest gotowe na zakończenie ssania- a ta decyzja wychodzi wyłącznie od mamy- gdy jest ona pewna siebie, zdecydowana- odstawienie w tym okresie jest o wiele łatwiejsze, spokojniejsze, łagodniejsze niż wcześniej; ze względu na dużą zdolność poznawczą w tym okresie- dziecku łatwiej wytłumaczyć, pokazać uzasadnienie swojej decyzji;
Czasem mamy podejmują w dobrej wierze rzeczy, które nie ułatwiają zakończenia karmienia. Jest to np. robienie owocu zakazanego ze ssania, podawanie innego jedzenia, gdy dziecko prosi pierś jako zasada postępowania (ukazuje to swoistą ambiwalencję matki w stosunku do karmienia piersią), eksperymentowanie na dziecku zamiast cierpliwego towarzyszeniu jego rozwojowi.
Myślę, że pojawienie się kolejnego potomka pod sercem karmiącej mamy często skutecznie motywuje mamę do zakończenia karmienia, a niejednemu dziecku ułatwia zakończenie przez dostarczenie mu większej niż normalnie porcji ciał odpornościowych we wcześniaczym mleku (mleko przystosowuje się do młodszego dziecka- tego w brzuchu).
9 grudzień
„Uwolnić poród”- tytuł filmu, który obiega cały świat.
Dziś będzie można go obejrzeć w Lublinie.
Film streszczają mniej więcej tak:
Z czyich rąk trzeba uwolnić poród? Twórcy tego filmu udowadniają, że akt narodzin został całkowicie zawłaszczony przez współczesne położnictwo, przez medycynę. Strach przed ewentualnymi komplikacjami podczas porodu, skutecznie podsycany przez lekarzy, doprowadził do dehumanizacji jednego z podstawowych procesów fizjologicznych. Pod pozorem bezpieczeństwa, kobiety na całym świecie zmuszane są do rodzenia w szpitalach, w których większość farmaceutycznych i chirurgicznych interwencji podczas porodów wykonywana jest dla korzyści finansowych lub wygody personelu medycznego. Przyznają to sami lekarze.
Para brytyjskich reżyserów, Alex Wakeford i Toni Harman, którzy są partnerami także w życiu prywatnym, po złych doświadczeniach w szpitalu przy narodzinach córki, zainicjowała ogólnoświatową kampanię, One World Birth, na rzecz zmian w systemie opieki okołoporodowej.
Pretekstem do nakręcenia filmu „Uwolnić poród” była głośna sprawa Ágnes Geréb, węgierskiej położnej, która od lat pomaga kobietom rodzić w domu. I chociaż miejscowe prawo tego nie zabrania, Ágnes pod zarzutem narażania życia pacjentów, trafiła do więzienia. Na fali protestów i społecznego oburzenia, jedna z matek zaskarżyła Węgry przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. I wygrała. Film mówi o doniosłym znaczeniu tego procesu.
Tak się złożyło, że młodszą córeczkę urodziłam w domu zanim zdołała przyjechać położna (korki na ulicach i te sprawy). Kiedy moja położna podzieliła się z tym z inną położną, ta zakrzyknęła: „Ależ to zabronione!” Na co moja położna odparła: „Oddychanie też niedługo będzie zabronione?” Przecież to też czynność fizjologiczna.
Oczywiście, że rodzenie dzieci również poza szpitalem nie jest i nie może być zabronione, choć przez jakiś czas PRL zmuszał kobiety, żeby rzeczywiście wszystkie rodziły w szpitalu.
Na szczęście obecnie jest lepsze prawo- co nie znaczy, że świadomość personelu medycznego się zmieniła. Dla nich jest to nadal sytuacja, nad którą to oni powinni mieć władzę, zarządzać porodem, kierować nim. Niestety takie zarządzanie jest opłakane w skutkach: ponad 30 % cesarskich cięć, traumatyczne przeżycia kobiet na porodówkach.
Wyrzekając się nawet nazwy „służba zdrowia” (obecnie jest już tylko „opieka zdrowotna”), rzeczywiście coraz bardziej odchodzą od służenia kobiecie i jej dziecku na rzecz rządzenia kobietą i jej dzieckiem.
Czemu służy np. kroplówka z oksytocyną?
Rzadkie są przypadki, kiedy rzeczywiście służy mamie rodzącej i jej dziecku. Lekarze nie zapoznają z licznymi skutkami ubocznymi wlewania w nią sztucznego hormonu oksytocyny:
- większy niż naturalnie ból, jego natężenie staje się nie do zniesienia;
- podwyższone ryzyko pęknięcia macicy;
- możliwość niedotlenienia, a nawet uduszenia dziecka (kiedy dziecko jest opętlone pępowiną- poród może postępować wolniej, dłużej w tym celu, żeby oszczędzić dziecko);
- częściej następują inne powikłania, m.in. konieczność rozwiązania porodu cesarskim cięciem, większe pęknięcia krocza (zbyt szybkie, mocne skurcze) itd.;
- gdy indukcja porodu: urodzenie wcześniaka lub dziecka niegotowego do porodu, do samodzielnego oddychania i inne powikłania związane z dzieckiem.
Pan Bóg się nie pomylił dając kobietom czas do czekania na poród, a w trakcie porodu dając wiele czasu na rodzenie się maleństwa. Ten czas jest potrzebny. Bo czas to miłość. W tym czasie można przekazać dziecku i jego matce tak wiele gestów miłości, cierpliwości, podtrzymania na ciele i duchu.
Tylko my jako matki musimy też być gotowe na to, by je przyjąć. I musimy uczyć naszych bliskich, że zasługujemy na cierpliwość, troskę, pokój.
8 grudzień
9 grudnia 2012 odbędzie się w siedzibie Telewizji (ul. Rabbego2) o godzinie 18:30 projekcja filmu „Uwolnić poród” (Wlk. Brytania 2012, 60′, reż. Toni Harman, Alex Wakeford)
Po filmie przewidziana dyskusja z kimś z Fundacji Rodzić po Ludzku. Ciekawe, ciekawe…
6 grudzień
Czemu właściwie nie wystawić własnych jasełek w domu?
Żeby pobawić się z własnymi dziećmi, pośmiać. Czy tylko szkoła, kościół ma wyłączność na „takie rzeczy”? Nie ma jak rodzina wielodzietna- dla każdego znajdzie się jakaś rola.
Ponieważ dziś świętego Mikołaja dzień, gdyby ktoś nie dostał prezentu, to ja się dzielę prezentem własnoręcznie wczoraj zrobionym (trochę nieudolnie, ale cóż, na własne potrzeby zabawy i uświetnienia wieczerzy wigilijnej wystarczy). Na kolanie nabazgrane, przed śniadaniem:
JASEŁKA
Narrator:
Do stajenki przychodzimy
wszelkiego dobra wam życzymy,
by w dzień Bożego Narodzenia
spełniały się serca życzenia.
Anioł:
Oto dziś ogłaszamy radość wielką:
narodził się Święty Mesjasz Król,
ukoi On każdy ludzki ból,
potrzebę zaspokoi wszelką.
Kolęda (wszyscy):
Gdy się Chrystus rodzi…
Józef:
Maryja czule trzyma Dzieciątko,
chwali snem Boga to niemowlątko.
Czego rodzić się musi w stajence
dziecko, co poczęło się w świętej Panience?
Maryja:
Zachowaj w sercu rzeczy te Boże,
Bóg nam we wszystkich sprawach pomoże.
Zrzuć więc na Niego swoje zmartwienia,
przyłącz do mego serca wielbienia.
Anioł:
Teraz zabeczy owieczka na chwałę małego Jezuska.
Owieczka (półtoraroczna):
Beeee.
Piosenka z pokazywaniem:
Miłość Twa od najwyższych gór wyższa jest…
Józef:
Spójrz, ktoś do nas szybko idzie drogą,
dobrzy ludzie pewnie nam pomogą.
Kolęda:
Przybieżeli do Betlejem…
Pasterz I:
Święci Aniołowie nas zbudzili,
niezwykłe sprawy swe oznajmili:
Bóg Wszechmocny, dobry i wielki
zesłał nam Syna tu do stajenki.
Pasterz II:
Każde kolano zgiąć się więc musi
przed tym Jezusem, któremu słano
w żłobie i biedzie tę tu kołyskę,
choć On miłością napełnił wszystkie
serca spragnione- czy Mu otworzą
domy i dusze swe upokorzą?
Żeby z Jezusem z krzyża królować
i zmartwychwstania też zakosztować.
Maryja:
Włączam Was w miłości tajemnicę,
Bóg spełnia niezwykłą obietnicę
i znów przychodzi w Chleba łamaniu,
cichy i prosty jest w swym kochaniu.
Anioł śpiewa zwrotkę kolędy:
Gdy śliczna Panna…
Maryja refren:
Li li li li laj…
Anioł:
Jak miłosierne jest Dziecię Jezus
i jak wyciąga do nas rączęta,
garną do Niego się też oślęta.
Niech każdy człowiek o tym pamięta.
(Do 1,5 rocznego Osiołka):
Jak dla Pana Jezusa zaryczysz osiołku?
Osiołek:
I-aaa, i-aaa.
Kolęda:
Z narodzenia Pana…
I tu nastąpią gromkie brawa, owacje i gratulacje 🙂
Może ktoś jeszcze skorzysta z pomysłu, tekstu- proszę bardzo, chętnie się podzielę 🙂
30 listopad
Kiedy przyjeżdża się do porodu, można się spodziewać, że zapytają Cię o:
- dokumenty (kartę ciąży, dowód, wyniki badań: morfologia, mocz, cukier, grupa krwi, WR, Hbs, USG, legitymacja ubezpieczeniowa);
- adres;
- numer telefonu do Ciebie, Twojego męża;
- osobę upoważnioną do informowania na temat Twojego i dziecka stanu zdrowia;
- zawód Twój, Twojego męża, miejsce pracy;
- data i miejsce urodzenia rodzącej mamy i jej męża;
- przebyte w czasie ciąży choroby;
- czy chorowało się na gruźlicę, żółtaczkę, inną zakaźną chorobę (różyczkę itp);
- czy w ciągu ostatniego pół roku leczyło się zęby;
- o palenie i picie alkoholu w ciąży;
- o brane leki w czasie ciąży, zwłaszcza w ostatnim czasie;
- o choroby sprzed ciąży (np. tarczycy, cukrzyca itp.);
- o zalecenia lekarskie od specjalistów;
- dotychczasowe ciąże, poronienia, starsze dzieci (daty urodzenia, wagę urodzeniową), historię położniczą, przebyte zabiegi itp.;
- uczulenia, zwłaszcza na leki;
- pewnie jeszcze inne rzeczy (może ktoś mi przypomni- byłabym wdzięczna).
W bardziej cywilizowanych krajach ten wywiad można udzielić przed porodem. U nas jest w zwyczaju torturować kobiety tym wywiadem w trakcie porodu w większości szpitali. Bo takie są standardy.Trzeba powiedzieć wyraźnie są to standardy będące niekorzystne dla rodzących mam.
Jeśli mama ma takie oczekiwania, życzenie, to mogę jako doula za nią udzielić tego wywiadu, jeśli tylko podzieli się ze mną tymi informacjami przed porodem, może to złożyć na męża. Jeśli nie przedsiębierze jakiś środków, bierze na siebie informowanie personelu o tych sprawach zazwyczaj na Izbie Przyjęć.
Jeszcze innym rozwiązaniem byłoby spisać te informacje i w formie pisemnej podarować personelowi, żeby pozwolił nam rodzić, a nie przeprowadzał z nami wywiad w czasie, kiedy my potrzebujemy rodzić, a nie rozmawiać.
Słuszną reakcją mamy rodzącej na taki wywiad byłby okrzyk: „Dajcie mi święty spokój, nie wiem, czy nie zauważyliście, ale ja rodzę i nie mam ochoty w tym momencie na pogaduszki o starszych dzieciach i przebytych chorobach”.
Przepytywanie mamy rodzącej w trakcie porodu jest dla niej bardzo niekorzystne co najmniej z kilku względów:
- uaktywnia korę nową, której to pobudzenie utrudnia, a wręcz przyhamowuje (może choć nie musi) proces porodowy; za rodzenie się są odpowiedzialne starsze, bardziej prymitywne rejony mózgu;
- kiedy mamy skurcze porodowe odczuwane mniej lub bardziej boleśnie, nie ma się ochoty na rozmowy; im większy postęp porodu, tym większa odczuwalność- tym bardziej nie powinno się kobiety męczyć przepytywaniem;
- zadawanie serii pytań może (zwłaszcza na wczesnym etapie porodu) wręcz poród całkowicie zatrzymać- jest to tzw. efekt izby przyjęć, zanikają skurcze po przyjeździe do szpitala; cóż, szyjka macicy jest mięśniem zwieraczem, a my jesteśmy tak zbudowane, że kiedy otwieramy mięśnie zwieracze potrzebujemy intymności, skupienia, a nie wywiadu (analogia do mięśnia zwieracza odbytu); kobieta przepytywana może swój mięsień szyjki macicy zamknąć, zwłaszcza jeśli jest to połączone z bolesnym badaniem.
Zachęcam mamy przygotowujące się do porodu, by przygotowały w formie pisemnej odpowiedź na w/w pytania i wręczyły go na Izbie Przyjęć- nie pozwoliły się dodatkowo męczyć w czasie porodu. Aby nie pozwoliły odwracać swojej uwagi od porodu, rodzącego się dziecka- tylko dlatego, że takie są standardy szpitalne i trafiliśmy na taśmę produkcyjną szpitala.
Drugi taki sam poród nam się nigdy nie zdarzy. Trzeba, żebyśmy były dla siebie dobre i nie obciążały się tym, co nie jest potrzebne ani nam ani dziecku w tym okresie, który i bez tego jest czasem naszej drogi krzyżowej.
29 listopad
Dużo piszę o tym karmieniu piersią głównie dlatego, bo lubię, również aby służyć Wam pomocą. Nie po to jednak, żeby jakoś się koncentrować na nim, wręcz przeciwnie. Im więcej piszę, tym w życiu osobistym mniej na nim się koncentruję. Zbyt wiele ciekawych rzeczy przynosi życie, żeby skupiać się na tych tak oczywistych i trywialnych jak karmienie piersią.
Od czasu do czasu słucham, co inni mówią na ten temat.
„Karmić własna piersią swoje maleństwo, „nasze dziecko”, to zarazem realizować plan Boga, który tak kobietę stworzył.”– pisze Wanda Półtawska w „Eros et iuventus”. Dopisałabym jeszcze: który tak dziecko stworzył- z ogromną potrzebą ssania, tulenia, bycia blisko mamy, bardzo powolnego oddalania się od niej. Przy niecierpliwości współczesnych kobiet: zbyt dla nich powolnego, my zbyt łatwo wypychamy własne dzieci, odpychamy od siebie w czasie, kiedy one jeszcze potrzebują się karmić naszą bliskością, przytuleniem.
„Karmienie piersią jest obecnością matki przy dziecku. Jest układem ludzkiej miłości, jest jej wyrazem, dowodem. Atmosfera miłości jest jedyną dla prawidłowego wzrostu osoby ludzkiej. Okresu karmienia nie da się zastąpić. Dziecko karmione piersią matki ma lepszy start w życie niż dziecko tego pozbawione.” Tak sobie myślę- obyśmy tych profitów wynikających z dobrego początku nie utracili zbyt szybko.
„Odkryć prawdę o karmieniu piersią znaczy zanurzyć się w treściach, które zmuszają do refleksji”– to spojrzenie doktor Wandy Półtawskiej na Matkę Bożą Karmiącą i jej wzrok na Dzieciątko Jezus. Uczenie się od Niej.
I jeszcze o matce: „Dziecko nie jest jej, ale Boga. Karmienie nie jest celem, tylko środkiem do utrzymania życia dziecka. Dziecko nie jest dla niej, ale ona dla dziecka.”
Takie oczywiste prawdy piszę dr Półtawska, ale dla mnie cenne. Widzę, jak szybko przekonujemy się, że karmienie jest dla dziecka:
- jest nie takie, jak się spodziewaliśmy;
- stwarza różne dyskomforty zwłaszcza na początku (fizjologiczna bolesność nieprzyzwyczajonych do ssania brodawek, nieprzyjemne odczucia wynikające z wypływu pokarmu, nawału pokarmu, wiele różnych perypetii przydarzających się na początku, w trakcie karmienia itp.);
- dziecko ssie częściej/rzadziej, dłużej/krócej niż tego oczekiwaliśmy;
- dziecko rozwija się wolniej niż tego się spodziewaliśmy, jego rozwój wymaga przede wszystkim naszej cierpliwości, mądrej cierpliwości; uczenie się siebie wymaga ponoszenia kosztów tego.
Cenię sobie dr Półtawską, z jednym jednak nie mogę się zgodzić. Powiela ona jeden z bardzo rozpowszechnionych mitów w temacie laktacji:
„Wiadomo, że niepokój matki może wręcz zniszczyć jej pokarm. Kobieta napięta i rozdrażniona przestaje wytwarzać pokarm.”
Nie jest to prawda- inaczej ssaki dawno by już wyginęły z powodu braku mleka. Również w życiu zwierząt nie brakuje napięć: czające się drapieżniki, zagrażająca woda (powodzie), pożary, płoszenie się z wielu powodów. Nie jestem biologiem, ale takich zagrożeń można by wiele wymieniać. Jednak zwierzęta nie tracą pokarmu z tego powodu- chyba, że młode zdycha albo jest tak chore, że nie ma siły ssać, wówczas jego ilość rzeczywiście się zmniejsza stopniowo aż do zaniknięcia.
W tym micie jest jednak cząstka prawdy- pewnie dlatego jest tak bardzo rozpowszechniony. Kiedy jesteśmy mocno zdenerwowane, zaniepokojone, roztrzęsione- pokarm nie zanika, ale za to adrenalina (hormon stresu, ucieczki) blokuje wytwarzanie oksytocyny (hormonu odpowiedzialnego za wypływ mleka). Oksytocyna jest natomiast odpowiedzialna za wypływ pokarmu. Kiedy jesteśmy więc bardzo zdenerwowane- pokarm pomimo swej obecności, może nie wypływać bądź wypływać mniej. Adrenalina- hormon stresu nie ma jednak zazwyczaj znaczącego wpływu na wytwarzanie prolaktyny – głównego hormonu odpowiedzialnego za wytwarzanie mleka, poza zupełnie ekstremalnymi sytuacjami. Jest to logiczne: kiedy przeżywamy stres, poczucie zagrożenia- musimy najpierw zapewnić sobie i dziecku bezpieczeństwo, poszukać schronienia, bezpiecznego miejsca, uspokoić się, a nie go karmić.
Ciekawe, że w sytuacji wojny, kiedy nagle okazywało się, że mleko krowie, zastępcze nie jest dostępne-nagle wszystkie kobiety „miały pokarm” dla swojego dziecka. I to pomimo przeżywania ogromnych stresów.
Oczywiście wiele kobiet daje sobie wmówić, same też sobie wmawiają „cudowny brak pokarmu” albo jego zanik. Oczywiście ilość jego wytwarzania nie zależy tylko od nich. Przy dziecku słabym, chorym, nie ssącym skutecznie mocno może się okazać, że rzeczywiście tego pokarmu jest za mało- bo ono zwyczajnie nie ma siły go wystarczająco silnie i długo ssać. Wówczas świadoma mama będzie alternatywnymi sposobami (kubeczkiem, łyżeczką, zestawem łyżeczki, sns-em, pipetą itd.) dokarmiać aż do momentu odzyskania przez dziecko siły.
Stres jest jednak tak popularnym elementem życia, że ssaki umieją radzić sobie zazwyczaj z jego obecnością i karmieniem młodych. Kobiety świadome czym jest karmienie- zazwyczaj również. Nierzadko tłumaczenie o zaniku pokarmu jest wygodną wymówką dla świadomej lub nieświadomej niechęci do dalszego karmienia piersią. Bo ono jest wymagające. Dziecko również jest wymagające i to coraz bardziej. Potrzeby dobrze rozwijającego się człowieka zwiększają się, a nie zmniejszają.
Jak wytrwać przy dziecku? Chwycić się tej Miłości, która jest jedyną cierpliwą, łaskawą, która nie zazdrości i nie szuka poklasku i nie szuka swego.
28 listopad
Mam wrażenie, że wiele z kobiet uważa, że niecierpliwość mieszka w piersiach.
Jakich więc rad udzielają sobie i innym, gdy mają kłopoty z własną niecierpliwością wobec dziecka? Odstawić od piersi, to cierpliwość nie będzie potrzebna. Zmienić dziecko- siebie nie zmieniać.
Otóż prawda nie jest tak prosta. Kiedy się odstawi od piersi, problemy zostaną te same- straci się tylko pokarm dla dziecka, który zarazem dawał dziecku wiele wyciszenia, wiele zdrowotnych walorów.
Czy rzeczywiście niecierpliwość mieszka w piersiach i jak się odstawi, to będzie to rozwiązanie problemów z dzieckiem? Oczywiście, że nie. Niecierpliwość mieszka w sercu człowieka– taki banał, ale momentami jakbyśmy o tym zapominały i próbowały zwalać niecierpliwość na zewnętrzne okoliczności.
Gdy ktoś nie ma cierpliwości do dziecka karmiąc go piersią, to prawdopodobnie nie będzie też jej miał po odstawieniu od piersi. Bo cierpliwość nie jest nam dana raz na zawsze- trzeba nad nią pracować, trzeba pracować nad sobą.
Byłam niedawno u mamy dwutygodniowego człowieka- nie miała cierpliwości go karmić piersią. „Za często co 30 minut, ja już nie mam cierpliwości. Wolałabym zrobić butelkę”.
Cierpliwość jest też naszym wyborem, jest ćwiczeniem się. „Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”.
Niedawno przeczytana przeze mnie książka „Karmieni miłością. Podstawy kształcenia talentu.” Autorstwa pana Suzuki. Niezła dawka lekcji cierpliwości. Co możemy własną cierpliwością osiągnąć, mądrym ćwiczeniem się w niej? Bardzo dużo. Niezła dawka optymizmu, zadanej cierpliwości i wytrwałości.
Lektura ta jest generalnie o kształceniu muzycznym, jednak ma ona ogólny wydźwięk. Kształcenie dobrego charakteru i cierpliwości dziecka głównie przez kształtowanie własnej cierpliwości i systematyczności, nauki poprzez zabawę i radość dają wspaniałe rezultaty.
Zwykle żeby dostać się do szkoły muzycznej, dziecko się przesłuchuje, bada jego słuch muzyczny. Suzuki nie robił tego- przyjmował do swojej szkoły wszystkie dzieci w bardzo młodym wieku. Jego rezultaty były zadziwiające, o wiele lepsze niż w klasycznych szkołach. Zresztą przeczytajcie i przekonajcie się.
Słyszałam młodego skrzypka uczonego tą metodą Suzuki- nie wygrał pierwszego miejsca (ech, te stosunki i stosuneczki), ale owacje zebrał największe, grał rzeczywiście najlepiej. Uczenie z pasją i miłością daje najlepsze rezultaty. Każdy człowiek zasługuje na to, by być uczonym z pasją i miłością ze względu na godność dziecka Bożego. Jeśli nawet ktoś nie wierzy, to powinien docenić samą ludzką godność.
Oczywiście łatwiej o tym pisać niż to robić 🙂
No cóż, ja się cierpliwie ćwiczę w pisaniu 🙂
22 listopad
Czasami ktoś się ze mną dzieli swoimi bądź nieswoimi historiami porodowymi.
Taka opowiedziana historia porodowa.
Mama po dwóch cesarskich cięciach. Potem miała w szpitalu poród drogami natury. Kolejne zaś dziecko urodziła sama w domu.
Świeczki, obraz Matki Bożej Karmiącej, woda w wannie- i wystarczyło. Zresztą wiele kobiet opowiada mi, że właśnie najbardziej w porodzie pomagała im właśnie modlitwa, skupienie. Czy to w domu czy w szpitalu. Otoczenie siebie i dziecka modlitwą, ciszą to podstawa.
21 listopad
Kiedy dziecko się poczyna albo rodzi- słyszymy różne komentarze.
Mimo woli albo całkiem celowo bliskim i dalekim osobom wymykają się też oceny naszego macierzyństwa, rodzicielstwa. I o ile tatusiowie częściej są lepsi w pewnych siebie odpowiedziach, o tyle mamy nierzadko gryzą się tym, co usłyszą.
Nam kobietom zwyczajnie trudno być od nich niezależnymi, bo zależy nam na ludziach, przywiązujemy wagę do ich zdania.
„Jak ty sobie poradzisz, moje biedactwo!”- czasem takie życzliwe komentarze potrafią podciąć skrzydła. Zwłaszcza gdy bliska osoba tak załamuje nad nami ręce.
Jeśli się wierzy Bogu, który jet Emmanuelem – Bogiem z nami, jest jednak czego się trzymać. Po ludzku to może i byśmy sobie nie poradzili. Ale mamy dzieci, dlatego że obdarzył nas nimi Pan Bóg. To On miał tyle zaufania, miłości do nas, że powierzył nam to konkretne dziecko, te konkretne dzieci. Mógł wybrać im innych rodziców, mógł nam wybrać inne dzieci bądź bezdzietność. A jednak…
Przewidział nasze rodzinne życie, jego rozwój wraz z dziećmi. Nasze wzloty i upadki.
I tego można się trzymać zwłaszcza gdy ciężko.
|