Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Narząd odpornościowy?

Dziecko instynktownie traktuje pierś mamy

jako pierwszy środek do zdrowia, do

regeneracji sił. Gdy zaczyna chorować lub

nie czuje się dobrze, intuicyjnie zaczyna

domagać się częściej mleka.

Uważam, że pierś z jednej strony należy do sfery rozrodczej, z drugiej zaś można by ją zaliczyć jako element odpornościowy, służący jednak nie wyłącznie matce, ale również dziecku. Mało znany jest fakt, że gruczoł mleczny sięga aż pod pachę (tzw. ogon Spence’a). Właśnie pod pachą są liczne węzły chłonne stanowiące ważne ośrodki zarządzania walką z chorobą, trzymaniem zdrowia. Nawet jeśli w medycynie tak się tego nie klasyfikuje, nie zalicza się piersi jako ważnego składnika odpornościowego, to w praktyce ma to sens. W piersi znajduje się szereg naczyń limfatycznych, nie tylko sąsiaduje ona z węzłami chłonnymi (które są centrum zarządzania odpornością), ale jest z nimi blisko związana.

Zachowanie dziecka chorego, jego niezwykłe przywiązanie do piersi w tym czasie daje temu wyraz.

-Stęskniłeś się za mną czy za mleczkiem?- zapytałam się nieoględnie dwulatka z katarem aż do ziemi jakiś czas temu.

-Za mleczkiem- uzyskałam odpowiedź.

Z „Pediatrii”:

„Gdy matka ma kontakt z drobnoustrojem poprzez błony śluzowe, pokarmowe, jej limfocyty T uaktywniają się, rozpoznając „wroga”. Odpowiedzią jest tworzenie specyficznych przeciwciał klasy IGA przez limfocyty B, które osiedlają się wokół pęcherzyków mlecznych i wydzielają przeciwciała wprost do pokarmu. Dwiema drogami do pokarmu przenikają czynniki immunologiczne – z krwi matki oraz wprost z komórek odpornościowych. Ten mechanizm działa cały czas, bez względu na wiek dziecka i długość laktacji.”

„Badania zachorowalności wśród 16-30-miesięcznych dzieci w USA pokazały, że grupa karmionych piersią chorowała mniej na choroby infekcyjne.”

Nawet gdyby nie było tych badań- każda matka karmiąca wystarczającą ilość czasu, może zobaczyć, jak choruje dziecko przy piersi, mogłaby o tym zaświadczyć.

Jak zachowuje się chore dziecko? Zazwyczaj przymocowuje się do piersiowej kroplówki na czas choroby i rekonwalescencji. I nawet jeśli wcześniej już rzadko ssało, to na czas choroby powraca do piersiowego nałogu jako zasadniczego elementu leczenia.

Niekiedy dzieci, którym podczas choroby ssanie uniemożliwia radykalnie oddychanie lub sprawia ból- zmniejszają ilość ssania piersi. Ale gdy im się umożliwi oddychanie, zmniejszy ból- zaczynają również ssanie na okrągło.

Elementy, które zawiera mleko (np. limfocyty, immunoglobliny, laktoferryna, czynniki wzrost nabłonka itp.) sprawiają, że mleko mamy działa na błony śluzowe dziecka (i przewodu pokarmowego i oddechowego) uszczelniająco, odżywczo. Daje ono dziecku znaczącą pomoc w zwalczeniu infekcji. Jeśli dziecko jest bardzo słabe, wygłodzone, ciężko chore może to być oczywiście pomoc niewystarczająca, ale dla wielu dzieci będzie ona nieocenionym wsparciem w rozprawieniu się z chorobą.

Czasami dziecko nagle bez widocznych powodów przymocowuje się kurczowo do piersi i nie chce jej puszczać. Dopiero po kilku godzinach, dniu lub dwóch okazuje się, że to zaczynała się u niego choroba- a maluch w ten sposób prosił, by mama podzieliła się z nim swoją odpornością.



Niezauważone dobro i krzykliwe zło

Od czasu do czasu można przeczytać relację o tym, że zwraca się uwagę matce karmiącej piersią, żeby nie karmiła w tym lub innym publicznym miejscu, np. muzeum, restauracji, itp. Karmiąc dobrych parę/naście lat (na każdego z czterech moich ssaków od 2-5 lat się uzbiera) ani razu nie miałam takiej sytuacji. Ani razu nie spotkałam się z przykrymi komentarzami, co najwyżej z życzliwymi uśmiechami, spokojnymi reakcjami, raczej dyskrecją i spokojem.

Traktując karmienie piersią jako normalny element żywienia młodego człowieka- nigdy z tego powodu specjalnie nie ukrywałam się w zakamarkach, chyba że jakiegoś cichego kąta potrzebowało moje dziecko. Skoro dorosły człowiek może jeść nie uważając tego za zdrożne, co więcej, jest to pewien element społecznej normalności- jedzenie w towarzystwie, rodzinie, wśród znajomych przyjaciół, restauracji, tym bardziej potrzebuje tego małe dziecko, które nie rozróżnia jeszcze sytuacji, miejsca i czasu, a nawet jak zaczyna je rozróżniać, to nie umie jeszcze odraczać swoich potrzeb w czasie. Nie potrafi zaczekać na bardziej sprzyjające okoliczności do jedzenia.

Jestem pewna, że większość karmicielek właśnie spotyka się z normalnością, neutralnością bądź życzliwością.

Nagłaśnia się jednak te reakcje, które normalne nie są. Myślę, że nie jest to korzystne dla nas matek. Budzi bowiem niepotrzebne obawy, lęk: „Jak na mnie patrzą? Czy to dobre miejsce i czas na karmienie piersią?” I o ile zdrowy rozsądek i serce dla dziecka w wyborze tego czasu i miejsca ze strony mamy są wskazane, o tyle lękowa postawa w tym względzie jest niekorzystna dla tej delikatnej więzi matka-dziecko.

Nie dajmy się więc zastraszyć tymi relacjami o nienormalności, braku życzliwości. Same będąc życzliwymi dla swoich dzieci, przechodniów, sąsiadów (któż lubi słuchać zrozpaczonego brakiem ssania dziecka!)- krzewmy serdeczność i to, że karmienie piersią jest na miejscu!



„Mama, weź się w garść!”

Karmienie piersią dla weteranki jaką jestem czasami wydaje się czymś tak oczywistym, korzystnym i działającym uspokajająco na mnie i na dziecko, że zaczynam się zachowywać, jakbym nie musiała za to dziękować, jakby to mi się należało, jakby cierpliwość miała być moją drugą naturą i dziwię się, gdy tak nie jest, gdy ona wyparowuje jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Brak wsparcia w karmieniu piersią (konkretnej pomocy czasem) i brak cierpliwości do niego, do siebie, do dziecka- to wydaje mi się dwa najważniejsze powody, dla których za mało matek karmi swoje dzieci naturalnie. 99% kobiet byłoby w stanie to robić, jeśli chodzi o to, w co natura je wyposażyła. Cóż kiedy brakuje wsparcia, wiedzy, cierpliwości. Brakuje rozumienia karmienia piersią jako elementu zdrowia, leczenia, rekonwalescencji. Nie brakuje natomiast na półkach puszek z mlekiem modyfikowanym, smoczków, butelek, nie brakuje osób, które je usłużnie podsunął.

Sąsiadka ze wsi nieopodal opowiedziała mi dziś o sytuacji, gdy matkę po porodzie chcą wypisać ze szpitala, zostawić natomiast jej nowonarodzone dzieciątko ze względu na podejrzenie infekcji. Właściwie nie powinno mnie to dziwić- wiem, że jest to powszechne postępowanie w szpitalach, byłam tego świadkiem. Jednak pomimo że jest to powszechne, zarazem jest niezmiernie szkodliwe pod każdym względem dla dziecka i jego matki. Gdy dziecko jest niemowlęciem, zwłaszcza będącym w całości bądź niemal w całości matkożercą, nie może i nie powinno być traktowane w oderwaniu od swojej mamy, tylko jako naczynia połączone. Monika więc w odsieczy cudownie poradziła, że po prostu nie można się w takiej sytuacji pozwolić wypisać bez dziecka. Należy stanąć na głowie, by do tego nie dopuścić.

Również z psychologicznego punktu widzenia dziecko do pół roku nie odróżnia siebie od swojej rodzicielki. Oddzielenie od mamy jest dla niego tragiczne. My mamy to czujemy całym sercem.

Rozkleiłam się trochę na początku ujawniając, że ledwo ciągnę z moim karmieniem piersią, jak to zwykle bywa w końcówce ciąży. Tym bardziej widzę, że to karmienie to taki dar tymczasowy, który należy przyjmować z wdzięcznością. Z wdzięcznością do Stwórcy, który coś takiego wymyślił.

Dla mnie ekspertami od laktacji są moje starsze dzieci wykarmione piersią. I jak mi się nie chce karmić mojego maciupka dwulatka (nie bez powodów), to oni nade mną pracują: „No mama, weź się w garść i nakarm go!”

Chyba najbardziej po stronie młodszego brata jest Tosia- najdłużej karmiona piersią z rodzeństwa, osóbka, która najczęściej jeździła ze mną na odsiecz laktacyjną do nowo upieczonych mam i ich dzieci. Przysłuchiwała się i przyglądała zawsze z ciekawością. Teraz z mądrością właściwą sześciolatkowi może mnie pouczać 🙂



Jak dobrze nam…

Dobrze się karmi razem czy to piersią, czy butlą czy obiadem. My mamy jesteśmy wbrew pozorom istotami społecznymi. Choć częsta samotność chciałaby udowodnić inaczej.

Akurat z Moniką razem na zmiany karmiłyśmy piersią, obiadem. Karmi się wtedy jakby nigdy nic. Normalka. Taka kolej rzeczy, że dzieci najpierw mleka są nienażarte, a potem lodówkę trzeba na kłódkę zamykać. Tendencja jest jednak taka, że prędzej czy później ludkowie mili (i potworni) będą woleli się przyssać do lodówki, przyjaciółki, przyjaciela. I wtedy będziemy wspominać stare dobre czasy, jak to jednak przyjemnie i (względnie) bezproblemowo było przytulić własne dziecię i dać mu coś z siebie mlecznego.

zdjecie 5

(Tu się piszącej, wstawiającej obrazki zakręciło w głowie)

Nawet  z perspektywy drugiego młodszego potomstwa łatwiej wrzucić na luz. Zostajemy wreszcie swoimi własnymi przyjaciółkami- same w sobie wreszcie też znajdujemy wsparcie, o które wcześniej było trudno z całą własną niepewnością, nieporadnością rodzica jedynego dziecka.

Cóż, jak kto może, to zachęcam i do starań o czwarte, piąte, itd. dziecko w rodzinie. Z perspektywy jedynaka zdaje się rodzicom, że w takim dziecku niemal każda dziedzina życia jest problemem wymagającym uwagi rodzicielskiej, towarzyszenia czy troski. Mając kolejne dzieci okazuje się, że taki człowiek ma mnóstwo pokładów radzenia sobie z własnymi problemami, wyzwaniami.

Umie np. sam się domagać, by dać mu spać, choć starsze rodzeństwo trzeba było do łóżka spychaczem zgarniać. Ma świetne pomysły na nudę, na znalezienie sobie zajęcia, choć jedynak stale domagał się uwagi itd.

To jest wspaniałe doświadczenie mieć wiele dzieci, bardzo inspirujące, doświadczające i rozwijające. Każde dziecko uczy nas czegoś nowego, każde dziecko to nowe odkrycia, nowa radość. Nowa podróż.

Kampania „Pomyśl o dziecku”

Pomyśl o dziecku zanim będzie za późno.

Pomyśl o dziecku, nie bój się- jest przy Tobie Chrystus. I tak zawsze boimy się nie tyle tego, co się naprawdę wydarzy, a własnych wyobrażeń o przyszłości. Rzeczywistość potem okazuje się o wiele ciekawsza, wartościowsza, choć oczywiście nierzadko trudna i wymagająca.



Dobro naturalne

Matka karmiąca piersią z dzieckiem tworzą pewien ekosystem, którego nie należy pochopnie przerywać, ponieważ nie jest to korzystne dla żadnego z nich.

Lekarz, gdy dostanie w swe ręce tych dwoje powinien ich traktować komplementarnie: bardzo wiele chorób można leczyć kontynuując karmienie piersią. Jest np. wiele antybiotyków kompatybilnych z laktacją. Dziecko potrzebuje ssania, matka potrzebuje karmić go piersią. Czasem mama o tym zapomina będąc tak zmęczona czy swoją chorobą, czy monotonią karmienia.

Gdy karmimy dziecko ponad rok nierzadko lekarze nie doceniają tego- panie doktor najczęściej same nie karmiły bądź karmiły krótko, dlaczego więc miałyby doceniać to u innych.

Gdy trafimy na takiego lekarza, można obecnie pójść do niego z dokumentem:

Komunikat w zakresie karmienia piersią Ministerstwa Zdrowia

Lekarze często lekceważyli zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia oświadczając, że to bardziej dla krajów trzeciego świata, choć nie była to prawda. Dokumenty tej organizacji dotyczące karmienia piersią opracowane są przez licznych specjalistów najwyższej klasy i są tam zalecenia dla różnych krajów. Stanem żywienia dzieci w krajach rozwiniętych organizacja ta też się zajmuje.

Mając teraz nasze polskie wskazania (naprawdę one wcześniej też obowiązywały, bo Polska przyjęła tę rezolucję WHO), warto na to zwracać uwagę lekarzowi. Otóż mamy prawo karmić piersią. Mamy prawo domagać się leczenia komplementarnego: w zgodzie z naszym wyborem. Oczywiście lekarz ma też prawo przedstawiać tego wszystkie plusy i minusy, powinien jednak uszanować nasz wybór i dostosować do niego sposób leczenia.

Karmienie piersią jest bowiem pewnym dobrym naturalnym jak lasy, czyste powietrze, zwierzyna. Kiedy go zaniechamy- jego imitacje nigdy nie są dostosowane do potrzeb dziecka. Pozostaną zawsze bardzo odległymi imitacjami.  Żadne z nich nie zawiera czynników odpornościowych, właściwej proporcji hormonów, enzymów, ludzkiego białka, itp. substancji czynnych sprzyjających rozwojowi dziecka.

Zazwyczaj leczenie trwa tydzień, kilka tygodni czy miesięcy- można na ten czas ograniczyć karmienie piersią tak, żeby karmić piersią, kiedy nie ma najwyższego poziomu leku we krwi, jeśli lek nie jest bez skutków ubocznych. Niejeden lek można zażywać i karmić piersią bez żadnych ograniczeń- ponieważ w tak niewielkim stopniu przenika do mleka matki, jest tak nieszkodliwy. Są leki zawierające substancje czynne, które w ogóle nie przenikają do mleka. Trzeba też pamiętać, że to karmienie sztuczne jest ryzykowne i szkodliwe na dłuższą metę i to może przeważać.

Bywają też choroby przewlekłe, dla których można dobrać leki kompatybilne z karmieniem piersią, np. nadciśnienie tętnicze, nadczynność czy niedoczynność tarczycy, anemia.

Zdrowie jest kruchym darem. Ani my, ani nasze dzieci nie mamy idealnego zdrowia. Nawet to karmienie piersią nie jest idealnym panaceum na wszystko. Wybieramy jednak między swoim zdrowiem a zdrowiem swoich dzieci, jeśli rezygnujemy z karmienia piersią przedwcześnie. Uważam, że niejednokrotnie możemy uczyć się właśnie karmienia piersią od matek ubogich i głodujących. One niejednokrotnie karmią piersią, pomimo że same cierpią liczne niedostatki, nie mają możliwości ani środków dobrze się odżywiać, a nawet leczyć. My tak łatwo niekiedy rezygnujemy z tego naturalnego daru, pomimo że możemy dbać o swoją dietę, by służyła dwóm osobom, że możemy sięgnąć po suplementy, że tak wiele chorób możemy leczyć, pomimo że nasz organizm o wiele lepiej radzi sobie z przyswajaniem cennych składników pożywienia niż dziecko, pomimo że nasza wątroba jest bardziej dojrzała, jeśli chodzi o odtruwanie organizmu itd.

Rezygnując przedwcześnie z karmienia piersią ryzykujemy, że nasze dzieci:

  • będą odwapnione, bo mleko matki jest najlepiej przyswajalnym źródłem wapnia nie obciążającym równocześnie nerek; mogą mieć inne niedobory substancji odżywczych, ponieważ: nie gryzą dojrzale, nie trawią dojrzale, nie wchłaniają dojrzale;
  • będą narażone na zwiększoną zachorowalność, nie będą sobie radzić z chorobami;
  • będą narażone na zaburzenia wzrastania itd., itp.

Czasem nasze decyzje wymagają i przemyślenia, i przemodlenia. Mogą być niekiedy trudne i niewygodne. Jednak ile to radości być w zgodzie ze sobą, i ze swoim dzieckiem! Gdy zdecydujemy się już na wybór- nie oglądajmy się wstecz. Życie przyniesie nowe wyzwania, nowe radości.



Bardzo dobre, bo odkupione przez tak wielkiego Odkupiciela

O karmieniu piersią słyszy się, że jest doskonałe, najlepsze dla dziecka, wspaniałe dla matki, piękne itd. Jednak można też usłyszeć, że jest niezdrowe (np. w sytuacji choroby dziecka – galaktozemii), uciążliwe dla matki, zbyt trudne dla niektórych dzieci i matek.

I te, i te stwierdzenia są na takim stopniu ogólności, że w zasadzie są prawdziwe.

Ale nie od początku tak było. Na początku Pan Bóg stworzył wszystko dobrym. Człowieka natomiast został stworzony jako bardzo dobrego. udało Mu się więc stworzyć bardzo dobrze:

  • poczęcie człowieka;
  • jego rozwój w łonie matki;
  • i poród;
  • i karmienie piersią;
  • i dojrzewanie;
  • itd.

Udało się więc Panu Bogu, było od początku do końca bardzo dobre. Bez wyjątków. Choć były to sprawy delikatne, kruche, piękne, to bardzo dobre.

Grzech i zło jednak je skruszył, zniszczył, choć niezupełnie. I choć w zamyśle Pana Boga nadal pozostają bardzo dobre, to po drodze tak łatwo kruszą się, ulegają uszkodzeniu na tak różnych etapach.

Uszkodzeniu ulegają przez różne zło: chorobę, śmierć, różnorodne braki miłości, niecierpliwość, nienawiść, zazdrość itd.

Jednak Zmartwychwstanie wszystko zmienia. Odnawia całego człowieka: z jego duszą i ciałem, z jego poczęciem, porodem, karmieniem, dojrzewaniem itd.

Wystarczy przyjść do Zbawiciela i oddać mu w sakramencie Pokuty swoją niecierpliwość, a dostać w zamian cierpliwość. Przy Zmartwychwstałym można odkryć, że ten poród został stworzony jako bardzo dobry. Karmienie piersią na każdym swym etapie jest bardzo dobre: gdy się zaczyna, gdy trwa. I jego zakończenie też się Panu Bogu udało: dziecko wspierane ku dojrzałości pięknie z niego wyrasta przechodząc na następny etap.

********************

Inspirowane wykładem ks. Piotra Kieniewicza z 21.03.13 na KUL, konferencji poświęconej prof. Fijałkowskiemu.



Wolność w przeżywniu rodzicielstwa

Czasem się spotykam z takim stwierdzeniem: „Odstawiłam od piersi- wreszcie czuję się wolna”.

Gdzie jest nasza wolność? Czy w niezależności od dziecka? W tym, że nie musimy mu służyć sobą, swoją obecnością? Jaki to rodzaj wolności?

To może najbardziej wolni są ci rodzice, którzy najszybciej się pozbędą dzieci z domu i nie decydują się w żaden sposób im pomagać? A jeszcze bardziej wolne osoby samotne- nie mające dzieci?

Jakie to puste i płytkie pojmowanie wolności: otrząsanie się z drugiego człowieka-dziecka jak z uciążliwego balastu.

Można być wolnym i czuć się wolnym karmiąc piersią- bo dziecko nie jest balastem, kimś, kogo należy się pozbyć możliwie szybko, ale darem miłości. Karmienie piersią jest takim naturalnym darem- przydatnym na pewnym etapie rodzicielstwa. Otrząsanie się z tego daru karmienia piersią z niecierpliwością i bezrefleksyjnie bywa nierozsądne.

Niekiedy mamy karmiące dzieci powyżej roku skarżą się, że nie mogą nigdzie wyjść bez dziecka- bo ono płacze bez piersi. Myślę, że tu problem nie leży w karmieniu piersią, ale w czymś innym, ponieważ takie dziecko zazwyczaj jada już inne jedzenie, potrafi się z innymi dorosłymi bawić, wytworzyć więź.

Częściej problem leży:

  • w nieumiejętności zaufania osobom, z którymi zostaje dziecko;
  • w braku pokornego spojrzenia, że z nami matkami dziecko również płacze i to nierzadko- jest w końcu dzieckiem;
  • w tym, że za mało dbamy, by nasze dziecko miało też dobrą, bezpieczną relację z innymi osobami; to też wymaga naszego zaufania im;
  • w nas samych- niekoniecznie i nie zawsze w dziecku.

Gdzie leży nasza wolność? W tym, że umiemy wybrać dobro, choć ono niekiedy kosztuje wiele trudu. Dobro nie zniewala, ono uwalnia, uzdalnia do dawania, przyjmowania, czerpania radości z daru.

Taką prawdziwą  wolność daje Chrystus- wolność dziecka Bożego.

Mentalność- „nie muszę robić tego i tego, i wtedy jestem wolny”, „nie karmię piersią- więc jestem wolna, nie pomagam swojemu dziecku, więc jestem wolna”- to mentalność niewolnika. W tym wypadku rodzica-niewolnika, który jest tak zniewolony, że aż mu się nic nie chce, jak nie musi. Taki rodzic-niewolnik tylko czeka na oswobodzenie, kiedy wreszcie „nie będzie musiał” czegoś robić.

Matka w wolności wychowująca swoje dziecko- chce być matką, ciesząc się przemijającymi chwilami tej roli. Daje sobie ten czas i spokój, żeby obserwować jak dziecko dojrzewa, co mu jest potrzebne w tym  rozwoju, a z czego już wyrosło.

Szukam więc wyzwolenia w Ranach Chrystusa- i je znajduję. Poszukajcie i Wy 🙂



Płacz a karmienie piersią

Nasza kultura, ale także to, co w niejednej książce na temat małych dzieci można przeczytać mówi nam, że gdy niemowlę płacze, to zazwyczaj wystarczający powód, by przystawić je do piersi. Dalej możemy się z nich dowiedzieć, że dzieci głównie płaczą z tego powodu, że są głodne. Słyszy się nierzadko w rozmowach, że dziecko płakało, a to znaczy, że się nie najada z piersi.

Czy rzeczywiście jest taka prawidłowość czy rzeczywiście głód to główny powód płaczu niemowlęcia? Czy dziecko płaczące dużo, również po karmieniu piersią, to dziecko nienajadające się?

Jest to ogromne uproszczenie, a zarazem niezrozumienie zachowania małego dziecka.

Czy więc należy natychmiast przystawić do piersi płaczące dziecko?

Nie uważam tak. Płacz i ssanie piersi to dwie czynności, które się wzajemnie wykluczają. Otóż gdy dziecko płacze, podnosi wygięty język do góry. Natomiast żeby ssać dobrze potrzebuje najpierw położyć go na dolnej wardze- wtedy jest gotowe do przystawienia.

Także nawet jeśli płacz w danej sytuacji jest objawem głodu, najpierw warto dziecko uspokoić: kołysaniem, utuleniem czy innym sposobem, a dopiero wówczas zacząć przystawianie do piersi. Przystawienie do piersi płaczącego dziecka bywa więc bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe- nawet jeśli dziecko jest głodne, a na pewno o wiele trudniejsze niż wtedy, gdy dziecko okazuje w inny sposób, że chciałoby ssać.

Noworodki są osobami, które w większości okazują na spokojnie, że są głodne. Dopiero do późnych oznak głodu należy płacz. Gdy maleństwo jest głodne, najpierw pokazuje odruch szukania: kręci głową, jakby się rozglądało za piersią, mlaska, wkłada paluszki do buzi, jeśli leży na brzuszku, to główka mu się kiwa w różne strony jak u dzięcioła w poszukiwaniu piersi z szeroko otwartymi ustami. Dopiero jeśli nikt nie reaguje na tę mowę ciała, dziecko zaczyna się zachowywać coraz bardziej nerwowo, zbiera mu się na płacz, a w końcu wybucha gromkim płaczem.

Często się zdarza, że dziecko równocześnie pokazuje coś na podobieństwo odruchu szukania i od razu dużo niepokoju, gwałtowne wpychanie sobie rączek do buzi, szybko zaczyna płakać- nie jest to wyrażanie głodu, a potrzeby odbicia połkniętego powietrza, cofanie się mleka do przełyku i gardła (nie zawsze ulewa się na zewnątrz buzi, niekiedy cofa się tylko do gardła, co też jest nieprzyjemne). Dziecko wtedy jakby łapało się za usta, okazuje dużo niepokoju. Nie raz widziałam mamę usiłującą z całych sił po takim zachowaniu niemowlęcia przystawić je do piersi- efekty były bardzo marne. Dochodzi wówczas do takiego siłowania między mamą i dzieckiem: dziecko się odpycha, mama mimo to próbuje mu włożyć pierś do buzi. Jeśli taka sytuacja się bardzo często i długo powtarza, dziecko może w stosunku do piersi nabrać negatywnych skojarzeń. My również byśmy nabrali negatywnych uczuć w stosunku do pożywienia, które ktoś systematycznie starałby się nam wpychać do buzi, gdy zbiera nam się na wymioty. Gdy zbiera się na ulewanie, wymioty czy to dziecku czy dorosłemu, to ostatnią rzeczą jest chęć jedzenia/ssania.

Bywa nam trudno być wrażliwą na komunikaty dziecka, gdy jesteśmy nowo upieczoną mamą, gdy ktoś nad nami stoi i nam wtłacza do głowy, że dziecko na pewno płacze, bo głodne. W naszym społeczeństwie gdy większość kobiet ma zbyt szybki wypływ z piersi jak na możliwości noworodka, dzieci mają bardzo dużą potrzebę odbijania połkniętego powietrza: mogą potrzebować beknąć sobie już po paru łykach, a potem jeszcze parę razy przy każdy karmieniu lub po karmieniu kilkrotnie.

Zdarza mi się spotkać noworodki, które tuż po urodzeniu przez parę dni bardzo dużo płaczą, nie za każdym płaczem chcą być karmione. Zazwyczaj przyczyną nie jest głód. Gdy rozmyślam nad tymi sytuacjami, nasuwa mi się parę wniosków:

  • dla niektórych dzieci poród i pierwsze dni po narodzeniu są niezmiernie trudne- odreagowują to płaczem;
  • dzieci po narodzinach muszą nauczyć się wiele: oddychania, wydalania, utrzymania stałej temperatury, koordynacji: ssania-połykania i oddychania, trawienie matczynego pokarmu; zimno powietrza, nieregularny oddech, wysiłek towarzyszący ssaniu, trawieniu, zmiana dotycząca tego, co dziecko słyszy, czuje, widzi- to aż nazbyt wiele by wytłumaczyć wiele, wiele płaczu dziecka po narodzinach, dyskomfort, jaki wtedy czuje;
  • interwencje medyczne w okresie okołoporodowym.

Cierpliwe i spokojne podejście do takiego młodego człowieka sprawia, że po kilku dniach może się zachowanie dziecka wyciszyć wraz z przystosowaniem do nowych, lądowych warunków po „brzuszkowych” wodnych przyzwyczajeniach.

Nie należy się bać płaczu własnego dziecka- potrzeba uczyć się go wysłuchiwać. Żeby dobrze zareagować na potrzeby dziecka- trzeba najpierw pozwolić mu wyrazić, czego potrzebuje,nadstawić ucho i serce. Natychmiastowe zatykanie dziecku buzię piersią, smoczkiem czy palcem- wcale nie musi być więc dobre dla maluszka. Wzięcie na ręce, przytulenie, dotknięcie, przemawianie do dziecka- daje nam czas na usłyszenie odcieni emocjonalnych, z jakimi dziecko płacze.

Patrząc na zdolność uczenia się dziecka, przystawianie go do piersi w chwili, gdy jest najbardziej rozdrażnione, zdenerwowane, rozżalone- nie jest dobre na przyszłość. Czy karmienie piersią nie powinno być kojarzone z przyjemnością, radością wspólnego bycia, uciszeniem? Dlatego tak ważne jest, aby przed przystawianiem do piersi:

  1. Upewnić się, czy dziecku na pewno chce się ssać -podniesienie go do góry, położenie go na swoim brzuchu (na kangurka: brzuch do brzucha), zmiana pieluchy itp. może spowodować, że dziecku się odbije, uleje i że się uspokoi bez karmienia; pomasowanie brzuszka lub przygięcie mu nóżek do brzuszka może spowodować, że się wypróżni i uspokoi również bez potrzeby karmienia;
  2. Usłyszeć, w jaki sposób dziecko płacze (chwilka zastanowienia: co ten płacz może oznaczać?), żeby właściwie zareagować;
  3. Jeśli dalej wydaje nam się, że może to oznaczać głód (a małe dzieci mogą być bardzo często głodne), to najpierw uspokajamy dziecko przed karmieniem; dziecko, żeby się dobrze przystawić, potrzebuje choć chwileczki uspokojenia.

Jest to nasze pierwsze wychowanie:

  • Czy słyszę i wysłuchuję, co dziecko do mnie mówi swoim ruchem, językiem, odruchami czy tylko płaczem?
  • Czy przytulenie, bliski kontakt towarzyszący karmieniu piersią są dla dziecka dobre i przyjemne? Czy dajemy mu w tym poczucie bezpieczeństwa, nie zmuszamy do karmienia, nie szarpiemy się wzajemnie?


Karmienie piersią + praca zawodowa=wykonalne

Istnieje mylne przekonanie w społeczeństwie, że powrót do pracy zawodowej lub jej początek równa się końcowi karmienia piersią. Ten mit starannie podtrzymują i podsycają koncerny produkujące żywność dla niemowląt, bo bardzo dużo na nim zarabiają.  Oczywiście w pewnych sytuacjach może się to okazać niełatwe dla matki. Jednak często da się pogodzić karmienie piersią z pracą zawodową, nawet jeśli ten powrót musi być dość szybki. Najtrudniejsze jest to rozstanie jednak ze względów emocjonalnych i jest to trudne dla matki karmiącej w każdy sposób. Karmienie piersią ten ból wielogodzinnych rozstań potrafi osłodzić i załagodzić.

Znam mamy karmiące piersią, które skutecznie poradziły sobie z utrzymaniem laktacji podczas powrotu do zawodu nawet przy małym niemowlęciu.

Mamy korzystne prawo, które podczas pracy pozwala na zrobienie jednej półgodzinnej (czas pracy do 6 godzin) lub dwóch półgodzinnych przerw (powyżej 6 godzin pracy) na odciąganie mleka.

Gdy matki nie potrzebują odciągać, wykorzystują możliwość skrócenia czasu pracy o godzinę. Prawo też nie zezwala pracodawcy m.in. na zatrudnianie w nocy matki dziecka do lat 4 oraz wysyłanie jej na delegacje poza miejsce pracy.

Jak zapewnić dziecku odpowiedni dostęp do własnego mleka podczas powrotu do pracy:

  • wcześniejsze zrobienie zapasów swojego mleka (w zamrażarce -18 st. C może być przechowywane przez 3 miesiące) na pierwszych kilka dni, kiedy stres powrotu do miejsca pracy może utrudnić efektywne odciąganie; w temperaturze pokojowej mleko może być przechowywane dobę, w chłodziarce- parę dni; zrobienie zapasów może być zwłaszcza potrzebne, gdyby nie było możliwości odciągania mleka w pracy; lepiej mrozić więcej małych porcji niż nieliczne duże- dzieci karmione piersią zazwyczaj nie mają rozciągniętych bardzo żołądków;
  • podczas nieobecności matki podawać mleko którąś z metod alternatywnych, nie zaś butelką ze smoczkiem- mamy wówczas pewność, że po powrocie z pracy dziecko będzie ssało z równą skutecznością, nie nauczy się niewłaściwego ssania typowego dla smoczka; może to być łyżeczka, kubeczek, zestaw łyżeczki, kubek niekapek itp.; trzeba pamiętać, że w ten sposób można karmić dziecko, które nie jest bardzo głodne, w pozycji maksymalnie pionowej (innej niż do karmienia piersią); nie podajemy też smoczka uspokajacza;
  • po powrocie z pracy- dalej karmimy dziecko piersią, według jego potrzeb.

Kiedy mamy do czynienia z co najmniej 5-6-miesięcznym niemowlęciem możemy podczas nieobecności mamy podawać mu żywność uzupełniającą, nie ma potrzeby podawania mu mleka modyfikowanego, które jest żywnością wysoko przetworzoną, niepolecaną ze względu na wiele skutków ubocznych jej stosowania. Dziecko po ukończonym półroczu może więc jeść zupki, deserki, pić wodę, herbatki ziołowe, jeśli dobrze je toleruje.

Gdy dobro dziecka nakazuje karmić je jeszcze wyłącznie mlekiem mamy, a więc do ukończenia przez nie 6 miesięcy, na czas swojej nieobecności w pracy trzeba zostawić dziecku swoje odciągnięte mleko. Można odciągać je w pracy (podczas przerw, które nam przysługują ze względu na karmienie piersią), ale gdy nie ma takiej możliwości, można odciągać je w domu.

Jak odciągać skutecznie mleko z piersi:

  • przed odciąganie masujemy brodawki: poprzez kulanie w palcach, „nakręcanie zegarka”, masujemy całe piersi; jest to bardzo ważne, żeby odciąganie było skuteczne;
  • relaksujemy się podczas odciągania: myśli o dziecku, sprawianie sobie odrobiny przyjemności (picie, czytanie, oglądanie zdjęcia dziecka, muzyka itd.);
  • nie kontrolujemy ilości odciągniętego mleka patrząc się natarczywie: „leci czy nie leci?”- to działa przeciwko wypływowi; nie patrzymy na ilość odciąganego mleka, ważniejszy jest wystarczający czas: po 15 minut z każdej piersi (może być w systemie częstych zmian piersi: 7/7/5/5/3/3 minut);
  • w odciąganiu ręcznym ważne jest wymasowywanie mleka spod otoczki (ręce w chwycie C); główny błąd ociągania ręcznego to niepotrzebne ciśnięcie brodawki, co jest nieprzyjemne i nie daje dobrych rezultatów; dosyć dobre są również elektryczne odciągacze, gdyż pozwalają się nie skupiać na procesie odciągania;
  • jeśli odciągamy mleko dla dziecka na następny dzień podczas pobytu w domu, można wykorzystać naturalną oksytocynę umożliwiającą wypływ mleka, np. odciągając z drugiej piersi podczas karmienia dziecka z pierwszej albo od razu po skończonym przystawianiu dziecka.

Pierwsze dni w pracy.

Zwłaszcza jeśli nie mamy w pracy możliwości odciągania, warto szczególnie zadbać o siebie:

  • już w dni poprzedzające początek pracy warto urządzić coraz dłuższe wyjścia, żeby piersi stopniowo przyzwyczajały się do dłuższych przerw „odpoczynku”; nie ma sensu wymagać od dziecka, by chciało czegoś innego niż mleko, gdy ma mamę pod ręką; wcześniejsze stopniowo przedłużające się wyjścia (można poświęcić np. na fryzjera, spotkania itd.) pozwolą uchronić się od zastoju i zapalenia piersi;
  • picie naparu szałwi;
  • ew. odciągnięcie niewielkiej ilości mleka do odczucia ulgi.

Wydaje mi się, że zaakceptowanie nowej sytuacji wymaga czasu, cierpliwości, praktyki. Bardzo ważna jest tu też wrażliwa opiekunka zostająca z dzieckiem, która nie będzie czekać z nakarmieniem dziecka aż ono będzie bardzo głodne- powinna ona umieć wyczuć moment,kiedy dziecko jest tylko trochę głodne, zainteresowane światem, współpracujące. Wściekle głodne zadowoli się wyłącznie ssaniem, więc nie można dopuszczać do takiego stanu. Trzeba jej przekazać informacje dotyczące upodobań dziecka, przyzwyczajeń, itp. Niekiedy dość trudną rzeczą w łączeniu karmienia piersią i pracy jest znalezienie czasu na odpoczynek. Warto jednak zauważyć, że właśnie karmienie piersią jest takim czasem, kiedy powinnyśmy być dobre i dla dziecka, i dla siebie- jest to czas sprzyjający wypoczynkowi. Trzeba jednak sobie na niego pozwolić.



Laktacja- stan normalności

Dla ciała kobiety, która karmiła piersią bądź choćby była w ciąży laktacja (czyli wytwarzanie mleka w piersiach) jest stanem normalnym, naturalnym.

Po zakończeniu karmienia piersią gruczoł mleczny może  wytwarzać jeszcze mleko nawet do dwóch lat i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ma to znaczenie zwłaszcza w sytuacjach nadzwyczajnych: opieka nad cudzym dzieckiem, przygarnięcie dziecka, klęska żywiołowa i brak żywności. W tych różnych sytuacjach, gdy cierpliwie, skutecznie i często przystawiać będziemy dziecko do piersi, zaczną one wytwarzać po jakimś czasie mleko w stopniowo coraz większych ilościach.

To, że laktacja w obecnych czasach trwa krótko, w sposób pośpieszny, przedwczesny kończymy karmienie piersią odbija się niekorzystnie i na zdrowiu dzieci, ale również, o czym się często zapomina, na zdrowiu kobiet. W dawnych czasach, gdy kobiety na przemian zachodziły w ciążę i karmiły piersią przez bardzo wiele lat- nie były znane nowotwory piersi i jajników. Każdy kolejny miesiąc karmienia piersią zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na te choroby.

Naturalny czas zakończenia karmienia piersią wcale nie wypada natychmiast po okresie niemowlęctwa, dzieci potrzebują matczynego mleka (czyli jedynego odpowiadającego ich potrzebom) o wiele dłużej. Solidne badania antropologiczne wykazały, że ludzkie dzieci potrzebują karmienia piersią co najmniej 2 i pół roku, góra 7 lat („Breastfeeding Abstracts” autorstwa Katherine Dettwyler z Department of Anthropology Texas i University College Station Texas zatytułowany „A time to Wean”). Również Światowa Organizacja Zdrowia oraz różne towarzystwa pielęgniarskie i pediatryczne zalecają co najmniej dwa lata karmienia piersią ze względów zdrowotnych podając to jako czas minimalny.

To, że dla organizmu kobiety laktacja jest stanem zwyczajnym pokazują zjawiska indukcji laktacji i relaktacji.

Co to znaczy indukcja laktacji? Jest to wzbudzenie laktacji od podstaw czyli u kobiety, która nawet nie była w ciąży. Kiedy bowiem mamy do czynienia z ciążą- dojrzewa gruczoł mlekowy, proces wytwarzania mleka w piersiach rusza już w pełni około 16 tygodnia ciąży. Jest to tzw. mleko wcześniacze i dopóki dziecko nie ssie skutecznie lub skutecznie nie odciągamy- może ono w ogóle nie wypływać z piersi, ale laktacja jest. W czasie ciąży nie potrzeba sprawdzać, czy się ma mleko w piersiach- trzeba to wiedzieć. Wszystkie kobiety podczas ciąży rozpoczynają proces laktacji, a tylko nielicznym już wtedy mleko wypływa z piersi. Poprzez skuteczne odciąganie bądź takież ssanie piersi- nawet jeśli gruczoł mleczny nie jest dojrzały poprzez proces ciąży, może on zacząć dojrzewać i wytwarzać mleko. Nie zawsze udaje się w ten sposób w pełni wykarmić dziecko poprzez indukcję laktacji- ale sukcesem jest nawet częściowe karmienie piersią np. adoptowanego dziecka.

Możemy poznać, że piersi dojrzewają podczas ciąży, gdyż jednymi z pierwszych objawów jest drażliwość brodawek, później zwiększona i bardziej zaznaczona siatka naczyń krwionośnych, często powiększenie piersi.

Relaktacja jest prostszym, krótszym procesem, gdyż piersi już miały czas na dojrzenie czy to w okresie ciąży czy w czasie karmienia piersią. Jest to więc wzbudzenie laktacji znowu, zwiększenie jej. Relaktacja jest najłatwiejsza w pierwszych 2-6 tygodniach po porodzie, gdy poziom prolaktyny jest bardzo wysoki. jednak jeśli nie ma ssania bądź odciągania mleka- gwałtownie on spada z dnia na dzień.

Czasem relaktacja przebiega w dramatycznych okolicznościach. Matka pochopnie rezygnująca z karmienia piersią niekiedy przekonuje się, że wszystkie mleka modyfikowane i preparaty mlekozastępcze są dla jej dziecka niedostosowane, wywierają tragiczny wpływ na jego zdrowie i życie. Jedynym ratunkiem bywa w takich sytuacjach właśnie relaktacja. Podstawowym warunkiem umożliwiającym powrót dziecka do piersi jest wówczas rezygnacja z niefizjologicznych sposobów ssania (smoczki od butelek, uspokajacze). Przejściowo dokarmia się takie dziecko w sposób alternatywny (SNS, kubeczek, łyżeczka, zestaw łyżeczki, dreny, „po palcu”), gdyż priorytetem jest wzrost dziecka, jego odżywianie. Niekiedy nie obędzie się również bez rehabilitacji funkcji ssania, żeby dziecko od nowa nauczyć prawidłowego ssania piersi (pracuje wówczas ok. 14 mięśni zwłaszcza języka podczas gdy przy ssaniu smoczków pracuje jedynie 4 mięśnie).

Nie bójmy się więc karmić tyle czasu, ile dyktuje nasze serce, ile domaga się tego nasze dziecko. Prędzej czy później dzieci i tak wyrastają z matczynego mleka, nawet gdyby były bardzo przyzwyczajone, „uzależnione” od tego. Nie warto robić z własnego mleka owocu zakazanego- to utrudnia dojrzewanie do rozstania z piersią, na pewno nie pomaga.