|
|
|
Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’
28 wrzesień
Postanowiłam sobie odreagować wpisy, które się pojawiły na moim forum dotyczącym karmienia piersią. Pokrótce o genialnych radach lekarzy, którzy dzieciom niechętnym jedzeniu (lub jedzącym w niewielkich ilościach) żywności uzupełniającej (mięso, warzywa, owoce, zboża itp.) zalecają zabranie tego, co chcą jeść czyli odstawienie od piersi.
Rada jest wyjątkowo szkodliwa. Polega generalnie na zabraniu wrażliwemu dziecku tego, co toleruje jego układ pokarmowy, immunologiczny itd. i podanie mu w zamian to, czego nie toleruje, co mu mniej służy.
I tu mamy powinny być mądrzejsze od lekarzy. Czyli posiadać tę choć odrobinę empatii i zrozumienia, których zabrakło lekarzowi. Bo dziecko też człowiek i trzeba je kochać jak siebie samego. A więc, gdybyśmy mieli jakiś ulubiony rodzaj pokarmu, na którym utrzymywalibyśmy się w dobrym zdrowiu, to nie byłoby nam przyjemnie, gdyby ktoś autorytarnie stwierdził, że trzeba nam go zabrać i dać całkowicie co innego, a na dodatek zrealizował to wbrew naszym łzom, prośbom, krzykom.
Mamy się tłumaczą, że muszą odstawić, bo są zbyt zmęczone, zirytowane i ja to rozumiem. Rozumiem ogrom zmęczenia towarzyszący nieraz karmieniu piersią, to całe niewyspanie, utrudzenie, bo mając czwórkę dzieci za chleb powszedni uznaję zmęczenie. Ale chcąc oddać sprawiedliwość własnym dzieciom: względem siebie nie jesteśmy tak bezlitosne jak wobec własnych dzieci. Bo same jak jesteśmy głodne, to mimo zmęczenia, często mimo nadwagi, karmimy siebie samą, ucierając szlaki do lodówki, szafek kuchennych.
No więc karmienie piersią to dla dziecka normalne jedzenie. Ale z powodu własnego zmęczenia czy niewyspania, innych odczuć potrafimy dziecku odmówić własnego mleka. Bo jesteśmy zmęczone, ale sobie jednak nie odmawiamy zwykle.
Kochamy własne dzieci tak jak siebie samą?
27 sierpień
„Jeszcze pani karmi piersią?”- usłyszałam odnośnie mojego 4-miesięcznego maleństwa. Zdziwienie odjęło mi mowę na chwilę, ale wyjąkałam w końcu: „Tak, oczywiście.” Zaskoczenie z powodu tego „jeszcze”.
Właściwie powinnam powiedzieć: „Dopiero zaczynam”, bo przecież dziecko potrzebuje mleka przez parę lat, a nie parę miesięcy. I mając najlepsze dla mojego dziecka mleko czyli moje własne nie mam powodu dawać mu mleka krowiego (reklama skrzętnie ukrywa obecnie, że większość mieszanek modyfikowanych to sproszkowane mleko krowie ze sztucznymi dodatkami).
Zazwyczaj nie przekonuje ludzi zalecenie Światowej Organizacji Zdrowia, która radzi minimum dwa lata karmienia piersią (w tym pół roku wyłącznego karmienia piersią bez dopajania, dokarmiania). Bardziej przekonująca jest nierzadko sąsiadka, mama, ciocia, wujek czy koleżanka, którzy potrafią wybrzydzać np. a propos półtorarocznego dziecka: „Jeszcze karmisz?” A taki delikwent właśnie przechodzi etap ogromnej potrzeby ssania i ani myśli kończyć, chyba że rodzice kończą za niego.
Jeszcze dochodzi do tego zdanie lekarzy, którzy lubią się wypowiadać jako eksperci. Niestety w temacie laktacji najwięcej z nich jest ekspertami od siedmiu boleści, bo na każdy problem z laktacją znają jedno rozwiązanie: podać butlę, będzie spokój.
Niedawno pewna mama opowiedziała mi, że dokarmianie preparatem mlekozastępczym zaleciła jej ciocia alergolog, bo dziecko ciągle chciało ssać oraz miało kolkę. Nieistotnym szczegółęm był dla pani doktor fakt, że matka na brak mleka nie narzekała, raczej na nadmiar, innych objawów alergii oprócz płaczów kolkowych nie miało. Nawet jednak gdyby miało, to lepszym rozwiązaniem jest zmienić dietę mamie niż eksperymentować na dziecku podając mu sztucznie zmodyfikowaną potrawę.
Nawet się już nie dziwię, że lekarzom tak łatwo przychodzi zalecić dokarmianie sztucznym mlekiem: w końcu jeśli ktoś ich szkoli w tym temacie (nie licząc etapu studiów), to w większości firmy produkujące mieszanki, herbatki, soczki. To one, a nie KUKP (czyt. Komitet Upowszechniania Karmienia Piersią) organizują częste szkolenia, rozdawnictwo gadżetów, broszurek, próbek. A przecież jest to grupa ulegająca wpływom reklamy równie bardzo jak pozostała część populacji. Ponieważ przeważają w niej kobiety, to również na zdanie o karmieniu piersią i jego roli będzie też miało osobiste doświadczenie: czy pani doktor sama karmiła piersią, czy kierując się mitami, niepełną wiedzą stwierdziła, że ma za mało mleka.
Nawet jeśli potrzebne jest dokarmianie, rzadko który lekarz umie doradzić, że z wyboru pierwszym mlekiem, którym można dokarmiać jest mleko matki. Czasami jest taka potrzeba, gdy np. maluszek zbyt mało efektywnie ssie i nadmiernie spadł z wagi.
Stojąc pod gabinetem lekarskim zagadnęła mnie miła starsza pani, zaczęła mnie wypytywać o to i o owo. W końcu zagadnęła również o karmienie i nie potrafiła ukryć zdziwienia, że karmię 4-miesięcznego człowieka wyłącznie piersią, a i starszą trójkę również wykarmiłam wyłącznie samą piersią przez okrągłe pół roku. „Ależ moja synowa, która jest lekarzem dopajała herbatkami! Chyba jako lekarz wiedziała, co robi.” Niestety chyba jednak nie wiedziała, skoro popełniła tak kardynalny błąd, który nierzadko kończy się słabymi przyrostami, czasem gdy ta herbatka jest podawana butelką jeszcze pogorszeniem techniki ssania u dziecka itd.
Przypomniał mi się w związku z tym dowcip. Czym się różni Pan Bóg od lekarza? Ten pierwszy wie, że nie jest lekarzem. I jak tu nie podchodzić z dystansem do lekarskich rad, gdy nawet sami siebie pozwalają nabijać w butelkę? Gdy potrafią się dziwić na równi z pozostałą populacją: „Jeszcze pani karmi?”
11 lipiec
To czego najczęściej brakuje nam mamom karmiącym piersią to pewności siebie, ale też wiary we własne dziecko. Tej pewności, która pozwala w dobrym nastroju karmić, cieszyć się ze swojej laktacji, swojego dziecka, uznawać to karmienie za zwyczajną, ale zarazem bardzo pozytywną część swojego macierzyństwa . Tej wiary, która widzi we własnym dziecku zdolność do dojrzewania, do dorastania, do wybierania tego, co dla niego dobre, która wie, że pewnego dnia dziecko zrezygnuje ze ssania, bo nauczy się radzić sobie pod każdym względem bez niego, bardziej dojrzale.
Mam w domu dwa chodzące przykłady jak zmniejsza się znaczenie karmienia piersią w życiu dziecka, jak dziecko wyrasta z niego. Już po raz drugi tego doświadczam i jest to bardzo pozytywne doświadczenie. Ssanie samo się ogranicza, bo dziecko dojrzewa i stopniowo mniej potrzebuje mleka, ale też mniej potrzebuje bliskości fizycznej okazywanej w taki akurat sposób.
No i karmienie piersią przegrywa w konkurencji ze:
- spaniem z bratem na piętrowym łóżku;
- spaniem z siostrą w przyczepie kempingowej;
- z absorbującą zabawą;
- z bieganiem po dworze i wymyślaniem tysiąca zabaw z kolegami i koleżankami;
- z letnimi atrakcjami;
- z całuskami, przytulaskami do mamy, do bliskich i zapewnieniami o miłości;
- ze zdolnością samodzielnego zasypiania, zasypiania z tatą bądź babcią albo dziadkiem;
- z radością, jaką odczuwa dziecko rozwijając się, z radością, jaką mają z tego powodu rodzice.
Obserwuję, że moje starsze dzieci mają bardzo pozytywny stosunek do karmienia piersią, pomimo zakończenia tego procederu dawno dawno temu. I właściwie dlaczego miałoby być inaczej?
Czy nie będzie dobrze, gdy dziewczynki wyrosną na kobiety zdolne do karmienia piersią, zadowolone z niego matki pozbawione kompleksów, doceniające ten aspekt macierzyństwa? Czy chłopaki nie mają wyrosnąć na mężów wspierających swoje żony w wykarmieniu własnych dzieci, rozumiejących znaczenie i wartość tego etapu życia dziecka?
Może i dlatego warto by zakończenie karmienia piersią, jeśli to tylko możliwe, odbywało się w zgodzie z własnym dzieckiem bez deprecjonowania karmienia piersią, bez zawstydzania czy wprowadzania w błąd dziecka.
Zastanawiam się, na ile negatywny obraz mleka matki oraz karmienia piersią pozostawiają w psychice dziecka tego typu metody np.: smarowanie czymś obrzydliwym piersi („gorzki paluszek”, musztarda itp.).
Na ile pozostaje w jego umyśle obraz ssania jako czegoś niewłaściwego, gdy jest zawstydzane, poniżane, zniechęcane z jego powodu: „taki duży, a jeszcze ssie, wstyd”, „dzidziuś jesteś, że jeszcze ssiesz”.?
Dzisiaj znalazłam następujący tekst o karmieniu piersią w Mongolii:
to się nazywa karmienie bez kompleksów!
Tutaj tłumaczenie:
część I
część II
I choć nie jestem miłośniczką zatykania dziecka piersią za każdym razem: i wtedy, gdy chce mu się jeść, i wtedy, gdy chce mu się odbić, i gdy się żali z jakiegoś powodu, to docenienie naturalnego karmienia w Mongolii godne jest pozazdroszczenia.
Ten fragment końcowy wydał mi się szczególnie interesujący:
„W Ameryce Północnej tak bardzo cenimy sobie niezależność, że jest ona we wszystkim, co robimy. Cały czas mówi się o tym, co twoje dziecko już je, jak ograniczyć mu ssanie piersi. Nawet jeśli to nie ty zadajesz te pytania, trudno jest uciec od ich wpływu. Sprzedaje się tak wiele przedmiotów zaprojektowanych po to, by pomóć dziecku zająć się sobą i żeby potrzebowało Cię mniej, że przekaz jest dość jasny. Ale w Mongolii karmienia piersią nie postrzega się w kategoriach zależności, a odstawienia jako jej końca. Oni wiedzą, że dzieci i tak dorosną – w rzeczywistości przeciętny mongolski pięciolatek jest znacznie bardziej samodzielny niż jego zachodni rówieśnik, karmiony piersią czy też nie. Nie ma żadnego pośpiechu w odstawianiu dzieci od piersi.”
I nasuwa mi się pytanie: czy damy sobie tyle wolności, by okazać cierpliwość i dziecku, i sobie w tej wspólnej mlecznej drodze? Polecam, bo warto to przeżyć.
Bardzo rozsądny wyważony głos Moniki Staszewskiej znanej i kochanej przez młode mamy konsultantki laktacyjnej i położnej:
Jak długo warto karmić piersią?
3 lipiec
U początku życia człowiek jest dzieckiem. Najpierw niewidocznym ukrytym głęboko we wnętrzu swojej mamy. Potem jest noworodkiem. Wyrasta z noworodka i staje się niemowlęciem. Od urodzenia zdrowe dziecko posiada zdolność nawiązania łączności emocjonalnej ze swoimi rodzicami, ma żywą, rozwijającą się w zawrotnym tempie mimikę. Zdolność naśladowania ekspresji twarzy rodzica. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książeczki „Twoje zadziwiające maleństwo”, gdzie zilustrowane jest to serią zdjęć.
Żadnego rodzica chyba nie trzeba o tym przekonywać- patrzenie na własne dziecko jest fascynujące, ponieważ od urodzenia jego reakcje są tak zróżnicowane, interesujące, podtrzymujące kontakt.
Uwielbiam obserwować maleńkie dzieci w ich wyrażaniu siebie, w ich porozumiewaniu się z rodzicami. Czasami też zdarza mi się widzieć, że w tej komunikacji już w tak wczesnym okresie zgrzyta: dziecko przekazuje jedno, a rodzic tak zafiksowany jest swoim widzeniem świata, że nie przyjmuje za dobrą monetę odczuć dziecka.
Czasami mamy tak są skupione są na karmieniu piersią bądź na innym aspekcie opieki, że mają ogromną trudność z odczytaniem sygnału wysyłanego przez dziecko: „Nie chcę jeść!” lub „Przestań! Nie potrzebuję tego!” Już noworodek potrafi odpychać się od piersi, krzywić, gdy się go przystawia do niej, wypychać ją językiem, w inny sposób okazywać swoje niezadowolenie, że jest się niezrozumianym. Czasami w tą grę między dzieckiem a mamą jestem wmieszana z tej racji, że się mnie zaprasza do pomocy jako konsultantkę. Żebym uczyła karmić piersią.
Niekiedy widzę wyraźnie, że dziecku chce się odbić: wykrzywia się, niepokoi, pręży jakby samo chciało się podnieść, odwrócić, a jestem poproszona o pomoc w przystawieniu do piersi. I niełatwą mam wówczas rolę, żeby przekazać, że nie zawsze, gdy dziecko płacze, chce ssać. Przystawianie dziecka do piersi, gdy chce mu się odbić albo coś mu dokucza bywa siłowaniem się z nim. Nie warto tego robić.
Próbuję więc odczekać, zaproponować podniesienie, opukanie delikatne plecków, ew. położenie na brzuszku do odbicia, przyjrzenie się dziecku.
Gdy dziecko z bólem w głosie płacze, mogę zaproponować chwyt antykolkowy, ponoszenie maleństwa, ułożenie w pozycji fasolki.
Karmienie wówczas nie wychodzi, bo ma nie wyjść. Kiedy dziecku chce się ulać, ono się broni przed nakarmieniem, bo mu niedobrze. Też bym się broniła przed zjedzeniem kolejnych kęsów, gdyby jedzenie podchodziło mi pod gardło. Moją rolą więc będzie próba przedstawienia młodej mamie różnorodności potrzeb dziecka, że nie na każde kwilenie musowo przystawiać do piersi, sposoby radzenia sobie z różnymi płaczami, uwrażliwienie na odczytywanie tych płaczów. Często przeszkadza mamom w dobrym odbiorze rodzaju płaczu dziecka jej stres, jej obawa przed tym płaczem, a nawet przed niepokojami dziecka, przed byciem spostrzeganą jako zła matka. Więc jak najszybciej zestresowana mama stara się „zatkać” piersią kochane usteczka, żeby nie kwiliły tak dotkliwie, nie jęczały, nie krzyczały. Pierś staje się więc swego rodzaju tłumikiem. A płacz zamiast się uspokoić, staje się jeszcze większy po oderwaniu się dziecka od piersi.
Owszem większość dzieci potrzebuje być karmiona piersią często i zwłaszcza w okresie nadprodukcji (zwłaszcza nawału) mama może zaproponować possanie również według własnych potrzeb. Jednak żadne z dzieci nie potrzebuje stale wypijać kolejnej porcji mleka w momentach, kiedy to mleko podchodzi mu pod gardło np. na skutek połkniętego powietrza. W sytuacji, kiedy boli je coś, też niekoniecznie musi chcieć się pocieszać jedzeniem, czasami przyjemniejsze będzie utulenie, noszenie, masowanie.
Rodzice nierzadko potrzebują przepracować własne uczucia rodzące się, gdy dziecko płacze. Dlaczego się boją płaczu własnego dziecka? Co im ten płacz przypomina? Czy czują się mu winni i dlaczego? Co chcą udowodnić swoim zachowaniem?
Płacz dziecka nie jest przeciwko rodzicom- nie warto wchodzić w spiralę walki z własnym potomstwem.
Płaczu malucha bać się nie trzeba, ale nie trzeba też dziecka do niego doprowadzać. Najczęściej noworodki pod względem karmienia są kulturalnymi osobami. Głodne, zanim zaczną płakać najpierw szukają (odruch szukania), kręcą głową na boki, mlaskają, wkładają piąstki do buzi. Wówczas najłatwiej je przystawić do piersi- gdy są jeszcze spokojne. Gdy ulewa im się, odbija- zachowują się nieco podobnie, ale z większym niepokojem. Kiedy mleko podchodzi pod gardło, nic dziwnego, że zaczynają intensywnie je przełykać, mlaskać, ale jest to nieprzyjemne, więc często pojawia się oprócz tego krzyk, niepokój, prężenie ciała. Tego prężenia i niepokoju nie ma, gdy dziecko jest głodne.
Współczuję serdecznie współczesnym mamom, bo nie dość, że wsparcie w karmieniu piersią bywa mizerne, to jeszcze rady udzielane ad hoc nieadekwatne. Matka zamiast skupić się na potrzebach swojego malucha, wysłuchuje wątpliwości innych co do jej własnego karmienia. I jak tu nie popaść w jeszcze większe wątpliwości!
Dzieci, których mamy mają za szybki wypływ z piersi płaczą często podczas karmienia lub po karmieniu: a dotyczy to większości kobiet z naszej populacji. Jak łatwo dać sobie wówczas wmówić, że to z powodu, że dziecko się nie najada, że ma się zły pokarm, że zjadło się coś niewłaściwego. Zwłaszcza gdy brakuje nam akceptacji i cierpliwości dla tego typu zachowań dziecka. A są one normalne. Owszem można starać się pomagać dziecku, łagodzić tego typu sensacje: podnosić nawet kilkakrotnie po jedzeniu (lub w trakcie jedzenia) do odbicia, karmić pod górkę (dziecko wyżej od piersi- duże podparcie pod plecy), karmić często i krótko zamiast długo i w odległych odstępach czasowych, odciągać przed karmieniem odrobinę pokarmu, żeby piersi nie były zbytnio przepełnione. Jednak stosowanie nawet licznych sposobów pomagania sobie i dziecku nie sprawi, że dziecko w ogóle nie będzie płakać. Dziecko zwyczajnie ma prawo płakać, bo jest niedojrzałe, nie umie w inny sposób wyrażać swoich uczuć. Tak jak my mamy prawo przeżywać trudne uczucia, bo ten świat jest niedoskonały, grzeszny.
Uczenie się komunikacji z własnym maleństwem to niekiedy długa droga, czasem niełatwa, ale jakże fascynująca.
Dla początkujących w karmieniu piersią proponuję więc wsparcie Matki Bożej Karmiącej 🙂 To bardzo konkretne, cierpliwe wsparcie. No i nie do pogardzenia będzie ludzkie wsparcie: warto o nie prosić i samej go udzielać.
31 maj
Opowieść pewnej napotkanej mamy. Gdy jej synek miał dwa lata, stwierdziła, że „musi odstawić od piersi”. Zrobiła to metodą „wyjazdową” czyli na kilka dni dziecko zostało z tatusiem czy babcią, żeby się odzwyczaiło, nie miało możliwości ssać. Po powrocie mały Krzysio odezwał się do mamy z wyrzutem: „Opuściłaś mnie! Zostawiłaś!”
Ile w tym stwierdzeniu emocji! Ile wyrzutu! Czy ta mama wiedząc, że taka gorzka będzie reakcja jej dziecka zdecydowałaby się na tą nagłą rezygnację, na postawienie swojego dziecka w sytuacji bez wyjścia? Gdy mamy do czynienia z faktem dokonanym: dziecko rzeczywiście już się odzwyczaiło, czuje się zrezygnowane, to matka patrzy już przed siebie, nie będzie wracać po to, co już wydaje się stracone, zakończone. I jest tu pewna racja: dalszy ciąg karmienia, kolejne odstawienie mogłoby otworzyć tą ranę, która już się zaczyna zabliźniać.
Bardzo mnie cieszy każde spotkanie z kobietkami, które uczęszczały niegdyś na spotkania grupy wsparcia dla karmiących piersią. Okazuje się, że wiele z nich karmiło powyżej 2 lat, 3 lata albo i 4. Czy to zadziałało nasze wsparcie, które sobie udzielałyśmy, że tyle czasu wytrwałyśmy, żeby dać możliwość dorosnąć do zakończenia naszym dzieciom? Być może w pewnym stopniu, ale, myślę, że przede wszystkim zadziałała intuicja matczyna towarzyszenia dziecku w jego rozwoju, zadziałała pewność siebie, że mam prawo karmić piersią, również według potrzeb rozwojowych mojego dziecka, mam prawo go nie łamać.
Gdy jest Ci więc ciężko z karmieniem, nie wahaj się szukać wsparcia, prosić o nie, domagać się go. Żeby być odważną i dzielną w swoich wyborach, żeby nie dać się porwać przez nurt „tak robią wszyscy”, żeby być pewną, że rozumienie potrzeb swojego dziecka, wrażliwość na nie jest wartością, której nie możemy pozwolić sobie zabrać.
Drugie imię każdego dziecka to wrażliwość. Pierwsze to radość. Dajmy się zarazić tą radością i tym zaufaniem do życia.
26 maj
Z aktualności. Listonosz przedwczoraj wręczył mi cudne życzenia z okazji Dnia Matki. Bardzo się ucieszyłam, zwłaszcza że były ozdobione pięknymi trupimi czaszkami 🙂 Oprócz tego dostałam jeszcze bukiet różnokolorowych bibułkowych różyczek w słoiku zakamuflowanym barwnym papierem (cudo!) oraz propozycję zabrania swoich dzieci na lody z okazji tego pożytecznego święta.
Z innej beczki. Niedawno dostałam polskie tłumaczenie książki Gabrielle Palmer (zresztą dosyć kiepskie, bo dużo błędów), zatytułowanej „Polityka karmienia piersią”. Ale samej książki nie można nie przeczytać, zwłaszcza jeśli się jest mamą karmiącą, zwłaszcza jeśli trudno znaleźć w sobie, w otoczeniu wsparcie tegoż naturalnego karmienia. Ale też koniecznie, jeśli karmi się modyfikowanym mlekiem, żeby poznać tajniki jego produkcji. Chyba że ktoś woli żyć w nieświadomości.
Karmienie piersią- mój konik- więc często na niego wsiadam. Jednak ten i ów nierzadko mi zarzuci, że macierzyństwo nie ogranicza się do niego. Owszem ale jest to jakąś ilustracją symbolem czym w ogóle jest macierzyństwo. Karmienie piersią się szybko kończy. Cóż to znaczy te 2-3-4 czy 5 nawet lat karmienia jednego dziecka?! Niewiele. Równocześnie trzeba karmić z ciałem i duszę dziecka: przekazywaniem tego, co istotne, co nieprzemijające. Dusza dziecka spragniona jest przede wszystkim miłości, ale nie da się jej nakarmić, gdy zaniedbuje się to małe, kruche ciałko. Karmiąc ciało karmimy równocześnie duszę, bo są jednym. Karmiąc własną miłością, wzmacniamy też ciało.
Spotkałam się ostatnio z zarzutem, co do karmienia piersią po roku, dwóch, trzech, że może tylko uwsteczniać dziecko, że do niczego nie jest już potrzebne. Jednak jest tak wyjątkowo rzadko, bo rzadko która matka karmi wyłącznie z własnych pobudek, rzadko która zmusza własne dziecko do ssania, ogranicza je do niego. Jest zupełnie inaczej: dziecko np. 3-letnie ssie, ale równocześnie rozwija się fantastycznie we wszystkich dziedzinach. Z pozoru uwstecznia to dziecko, np. które wraca do karmienia, bo urodziło mu się młodsze rodzeństwo, ale są to tylko pozory. My mamy nie powinnyśmy im ulegać, a patrzeć głębiej na swoje dzieci, w ich serca. Takie nawet regresy, powroty do piersi są jak zapadanie się na skoczni: jest to potrzebne, by zapaść się z dużą siłą w dół, aby tym wyżej i dalej skoczyć. Trzeba zrobić kroczek w tył, żeby mieć siłę do trzech radosnych skoków do przodu.
Kiedyś powiedziałam przed porodem zaprzyjaźnionej mamie dziewięciorga dzieci, że boję się tego regresu u dziecka, które przestaje być najmłodszym. „Czego się boisz? To jest potrzebne, dzieci korzystają na tym, bo mogą zachowywać się jak dzieci, rekompensować sobie to, czego potrzebują. To mija szybko”.
W Dniu Matki i w każdym innym dniu warto ucieszyć się ze swoich dzieci, bo ten czas nam podarowany się nigdy nie powtórzy.
10 maj
Taki ciekawy artykuł znalazłam:
potrzebujemy publicznego karmienia!
Nie zgadzasz się z tym? A rodziców karmiących butelką traktujesz tak samo? To w końcu „postać zastępcza”, „imitacja” karmienia piersią. Czy matki i ojcowie karmiący z butelki lub podający smoczek też powinni się chować po kątach, bo urażą czyjeś uczucia?A przecież może razić to uczucia matek karmiących piersią, bo może być im szkoda dzieci mających tylko kiepską imitację mleka matki. Osobiście uważam, że ani na punkcie karmienia piersią, ani karmienia butelką nie trzeba być zakompleksionym- można robić to otwarcie, bo jedzenie (zwłaszcza małego dziecka) nie powinno być jakimś tabu.
Światowa Organizacja Zdrowia poleca, by karmienie piersią, było wzorcem, do którego powinniśmy się odnosić. I waga dziecka karmionego piersią kształtuje się często inaczej, i wiele jego zachowań. Ale jak coś może być wzorcem, jeśli będziemy to chować, wstydzić się tego?
Wzorcem w naszej kulturze stała się butelka, stał się smoczek-uspokajacz. Obrazem, który od najwcześniejszych lat wtłaczany jest dzieciom. Większość lalek ma atrybuty smoczka, a dziwią dorosłych nawet tych przekonanych do karmienia naturalnego zabawki promujące karmienie piersią. W mediach symbolem niemowlęctwa jest smoczek i butelka ze smoczkiem.
Czasami zastanawiam się, czy wystarczy pozytywny wzorzec wyniesiony z rodziny przy tak nachalnej propagandzie reklam, które dostają się nawet do placówek opieki zdrowotnej, a więc miejsc, które powinny zachęcać do wyborów prozdrowotnych. Tym bardziej więc my mamy karmiące piersią potrzebujemy obok siebie innych mam karmiących w ten sposób, by nie czuć się jak gatunek wymarły.
20 marzec
W realu i na forum co rusz jakaś zrozpaczona, wymęczona mama dziecka w wieku około półtora roku załamuje ręce nad swą pociechą. Wcześniej pełna życia, teraz często przeżywająca kryzys.
Najczęstsze charakterystyki takiego delikwenta, sprawcy zmęczenia swej mamy to:
- ssie notorycznie w dzień i w nocy (jak noworodek niemalże), co wykańcza matkę, która spodziewała się, że dziecko które z zapałem zaczynało jeść dojrzalsze pożywienie bądź choćby około roczku potrafiło rezygnować z licznych mlecznych posiedzeń, będzie kontynuować ten kierunek „wyrastania”;
- uczepiony nie dość że piersi, to jeszcze nogi, ręki, łóżka własnej mamy; chce jak najwięcej z nią przebywać, może mieć ogromne problemy, obawy związane z rozstawaniem się;
- uwstecznianie się: kilka miesięcy wcześniej dziecko dosyć ekspansywne, niezależne, teraz najchętniej tkwiłoby znów w przytulnych ramionach mamy niemal całą dobę;
- jeśli wcześniej przesypiał sam w łóżeczku, teraz może być bardzo niespokojny w tej sytuacji, wybudzać się, domagać się ssania, przytulania, bycia z mamą, najchętniej w jej łóżku;
- buntownicze „nie” dopełnia nierzadko obrazu sytuacji i dodatkowo doprecyzowuje obraz młodego człowieka; sprawia, że i dla rodziców obcowanie z dzieckiem w tym wieku może być wyjątkowo męczące.
Nie da się dzieci zaszufladkować do tak przedstawionego przejaskrawionego nieco obrazu i wcale nie o to chodzi. Każdy maluch jest tak niepowtarzalny, że i ten wiek będzie przechodził indywidualnie, po swojemu. Jednak warto odkryć pewne powtarzalne prawidłowości tego wieku(np. częste ssanie, silne przywiązanie), by nie obwiniać za nie ani siebie, ani dziecka za to, że się rozwija, by móc się zdystansować od problemów tego wieku, od własnego przemęczenia (najczęściej okresowego).
Jeśli sięgniemy do psychologii rozwojowej (np. koncepcji Eriksona), to zobaczymy, że wiek ten jest kulminacją przywiązania, potrzeby bliskości. Dziecko, które do tego okresu będzie ukształtowane poprzez bezpieczny oparty na zaufaniu i bliskości związek, łatwiej w przyszłości rozwinie skrzydła ku niezależności, ku dojrzałym związkom z innymi ludźmi. Ta zależność emocjonalna półtorarocznego dziecka, zapewnienie o niej jest mu bardzo potrzebna dla dalszego rozwoju.
I nie chodzi o zależność typu: zrób za mnie wszystko. Często dziecko roczne, a nawet półtoraroczne z dużym zapałem eksperymentuje próbując wszystkiego samo. Z zapałem samo je albo przynajmniej bawi się jedzeniem. Z zainteresowaniem usiłuje rozbierać i ubierać się- i warto na to pozwolić, bardziej wspierać w tych usiłowaniach niż przeszkadzać i ograniczać.
Dziecko 18 miesięczne szuka innej zależności: zależności miłości, przytulenia, ssania, bycia ze sobą, bliskości.
Jeśli sięgniemy do kultowej już książki „Rozwój dziecka od 0 do 10 lat” Amesa i Bakera, to zauważymy, że dla tego wieku za charakterystyczne uważają oni największą częstotliwość ssania… tyle że kciuka. Trzeba zdać sobie sprawę, że dla autorów tych karmienie piersią niemal w ogóle nie istnieje albo jest sprawą marginalną, stąd zapewne traktują tu o tym niepełnowartościowym zamienniku, jakim jest ssanie kciuka. Pomijanie przez nich karmienia piersią jest zapewne świadectwem okresu, w którym tworzyli i środowiska, które obserwowali i w który żyli. Maksymalnie zwiększoną potrzebę ssania w tym wieku uważają oni za rozwojową normę, którą trzeba zaakceptować, z którą nie ma sensu walczyć, ponieważ obróci się to przeciwko dziecku i rodzicom.
Wiele doświadczonych mam uważa, że odnosi się to niemal identycznie do karmienia piersią. Mnóstwo dzieci w tym wieku wraca (o ile może) bądź chce powrócić do częstszego przebywania przy piersi, do bliskości stąd wynikającej, do wsparcia fizycznego i psychicznego, jakim jest na tym etapie dla dziecka ssanie, bliskość fizyczna matki.
Trudne bywa dla wielu mam takie pozorne uwstecznienie dziecka, gdyż może to iść w parze z rezygnacją bądź ograniczeniem przyjmowania innych pokarmów poza mlekiem. Wzbudza to niejednokrotnie u matek duży niepokój: czy się będzie dobrze rozwijało tylko na moim mleku? dlaczego nie chce jeść? dlaczego ciągle jęczy o tą pierś? Ten niepokój dodatkowo męczy karmiącą matkę, nieprzychylne uwagi otoczenia „taki duży-czas już go odstawić”, może nawet to psychiczne obciążenie oddziaływuje bardziej niż samo karmienie piersią.
Jak łatwo wtedy wpaść w pułapkę ambiwalencji, stać się rozdartą: z jednej strony by się chciało karmić to dziecko tak spragnione ssania, bliskości, z drugiej strony niepokój, naciski bliskich i dalszych osób popychają w stronę jakiś radykalnych kroków, odstawienia, ograniczenia karmień. Jak łatwo wtedy wpaść w błędne koło walki z dzieckiem, ciągłych utarczek, nieporozumień! Ulatnia się jak kamfora zrozumienie i odczytywanie swoich potrzeb, cierpliwe wychodzenie sobie naprzeciw, jakiego uczy karmienie piersią.
A scenariusz mógł być przecież zupełnie inny! Ten okres nierównomiernego, burzliwego rozwoju dziecka przyjęty i zaakceptowany przez rodziców, nie wyklucza przecież tego, że matka i dla siebie, i dla dziecka powinna zachować wiele miłosierdzia, wyrozumiałości. W tym czasie szczególnej aktualności nabierają słowa: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.
Nie da się szczerze kochać nawet własnego dziecka nie umiejąc kochać siebie: nie dając sobie prawa do bycia zmęczoną, do odpoczynku, do korzystania z pomocy, do wychodzenia z domu, do dbania również o swoje zdrowie, dobre samopoczucie itd. Potrzeby dziecka bywają niekiedy tak dominujące, tak bezwzględnie domagające się zaspokojenia, że można niekiedy łatwo zapomnieć o własnych. Jednak ważne jest, by dojrzale być ich świadomą, zachować dla siebie również wiele zrozumienia, traktować nie tylko dziecko z szacunkiem, godnością, ale i siebie samą.
Temat aż się domaga rozwinięcia i ciągu dalszego, postaram się do niego wrócić.
11 luty
Z przedszkola z zamierzchłych jeszcze czasów: „Agata nogą zamiata”- wołały dzieciaki. Wspomnienie świętej Agaty przypadało na 5 lutego.
Święta Agata nie obrazi się za to przypomnienie dziecinnej wyliczanki. W sumie dopiero niedawno, bo parę lat temu dowiedziałam się, że jest to patronka matek karmiących piersią. Męczennica, której przed śmiercią zadano potworną torturę: obcięcie piersi.
Dlaczego taka święta została uznana za patronkę matek karmiących? To trochę paradoksalny wybór.
Właściwie karmienie piersią jest czynnością, do której nie należałoby się przywiązywać: nawet jeśli jakaś mama karmi kilka lat, to dziecko prędzej czy później maluch wyrasta z tego procederu. Taki dar Boży na ten niedługi okres czasu, kiedy dziecko ma jeszcze niedojrzały przewód pokarmowy (przynajmniej pierwsze dwa lata), odporność dopiero rozwija się, jest niedojrzałe emocjonalnie.
W klimatach naszej kultury często żeby karmić piersią trzeba się zwłaszcza na początku wiele nauczyć, wiele przeszkód, trudności pokonać- niejednokrotnie nie jest to proste i oczywiste: i w swoich początkach, i gdy ma się ku końcowi.
Dobrze zachować wówczas właściwą perspektywę: jest to wspaniały dar od Stwórcy, którym możemy się (zazwyczaj) podzielić z własnymi dziećmi, ale dar chwilowy, bardzo przemijający, podarowany tylko na pewien czas. Taka perspektywa pomaga i znosić początkowe perypetie laktacyjne oraz zachować cierpliwość na koniec karmienia, kiedy czasem się mamom wydaje, że temu ssaniu dziecka nie będzie końca. Nic bardziej błędnego. Cierpliwość mamy, jej pewność siebie jako matki oraz tego końca i dzielenie się tą pewnością z dzieckiem tylko może pomóc mu dorosnąć do uniezależnienia się od tego pokarmu, ale też tej bliskości.
Święta Agata oddała swoje życie, swoje ciało Zbawicielowi. My matki karmiąc swoje dzieci też oddajemy im swoje życie, swoje ciało. „Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, nieście uczynili”- mówi Jezus i to nadaje również perspektywę naszemu macierzyństwu, może pomagać pamiętać o godności dzieci, o podobieństwie ukrytym w ich sercu, duszy do samego Stwórcy Wszechrzeczy.
30 styczeń
„Protestowały karmiąc piersią
Ponad sto kobiet karmiących piersią – taki niecodzienny widok mogli zobaczyć klienci jednego z centrów handlowych w Montrealu. Kobiety walczyły w ten sposób o prawne zagwarantowanie możliwości karmienia w miejscach publicznych. Dlaczego akurat w tym centrum handlowym?
Właśnie tam, kilkanaście dni wcześniej pracownik jednego ze sklepów z odzieżą dla dzieci poprosił karmiącą piersią dziecko panią Smith, by opuściła sklep.
cd.”
Czy ten sam pracownik sklepu wyprosiłby matkę, gdyby karmiła swoje dziecko z butelki lub podała dziecku smoczka, żeby go uspokoić? Czy proteza piersi, jej atrapa, jaką jest smoczek czy butelka ze smoczkiem jest mniej gorsząca?
Ciekawe, czy ten sam pracownik wyprasza ze sklepu panie zbyt nieskromnie ubrane, ze zbyt powycinanymi dekoltami czy tylko karmiący biust mu się nie podoba. Czy nie jest to swego rodzaju schizofrenia naszych czasów albo bodajże daleko posunięta obłuda, że godzimy się na tyle nagości w filmach i reklamach, a od matek wymagamy chowania się z karmieniem własnego dziecka w sposób naturalny, nie będący wyrazem bezwstydu, ale zwyczajnie normalności?
Od kiedy jedzenie dziecka i karmienie go stało się tak gorszącą czynnością, że wymaga się od matek dyskretnego karmienia? Chyba od tego czasu, gdy przestało ono być w rzeczywistości modelem normalnego karmienia niemowlęcia i małego dziecka. Przez wieki i tysiące lat od kiedy istnieje rodzaj ludzki karmienie piersią było normą. Ostatnie czasy to pod tym względem novum. Zleca się przejście na sztuczne karmienie często przy lada problemie:
-gdy dziecko ulewa i nie ulewa (po mleku AR czyli antyrefluksowym też zazwyczaj dalej ulewa, choć może trochę mniej, ale jest też od zarania nieźle tuczone ze względu na dodawane zagęszczacze);
-gdy za mało bądź za dużo przybiera na wadze (zbyt mały przybór na wadze często jest wynikiem limitowania karmienia, ograniczania go, czasem jakiejś infekcji, a więc w rzeczywistości jest to koleny powód by dalej karmić, a nie przechodzić na butelkę);
-gdy matka musi brać leki (choć rzadko się sięga do badań AAP, choć to główna instytucja zbierająca dane o wpływie na dziecko leków, ich przenikaniu do mleka itd.- w rzeczywistości wiele leków można stosować podczas karmienia, czasem potrzebne jest tylko czasowe zaprzestanie);
-gdy musi iść do pracy (choć w wieku 5-6 miesięcy człowiek jest na tyle duży, że z łatwością można go karmić przy pomocy łyżeczki, kubeczka), itd, itp..
Można by tak wymieniać i wymieniać. Już małe dziewczynki są wdrażane poprzez zabawki nie do karmienia piersią, ale właśnie do karmienia butelką. Większość lalek- dzidziusiów ma dołączone do kompletu smoczki i butelki. Wręcz zdziwienie w rodzicach budzą zabawki promujące karmienie piersią, zresztą jest ich tak niewielka ilość, że giną w tłumie tych ze smoczkami. Nawet mamy karmiące piersią nie mają nic przeciwko takiemu wdrażaniu swoich córek, a niejednokrotnie dziwią się zabawkom idącym pod prąd temu trendowi.
Dajemy sobie wtłaczać do głów reklamy promujące już od najwcześniejszych miesięcy wprowadzanie dodatkowego jedzenia: herbatek, warzyw, deserków, zupek ze słoiczków, choć nikt jeszcze ie podważył badań ukazujących, że dla zdrowia dziecka najlepszym pożywieniem przez pierwsze pół roku jest właśnie matczyne mleko.
Pomimo refleksji na temat pożytków płynących z karmienia piersią, matki nierzadko tak karmią piersią jakby na pewnym etapie stawało się ono czymś niewłaściwym, niekorzystnym. Np. sytuacja wprowadzania żywności dodatkowej, gdy dziecko już jest do tego dojrzałe. Matki często z łatwością wchodzą w walkę z własnym dzieckiem: zamiast karmić piersią, gdy dziecko wysyła sygnały, że tego oczekuje, potrzebuje, próbują w tym momencie wcisnąć mu nawet wbrew niemu inne jedzonko, czasami podstępem przez zagadywanie, wprowadzanie atrakcji. Tworzy to niekiedy pętlę wzajemnych nacisków, niechęci. Jak inaczej postępuje matka, która doceniając własne karmienie naturalne proponuje dziecku żywność uzupełniającą, gdy jest ono zadowolone, chętne do eksperymentów z nowościami kulinarnymi. Jak odmienny klimat wokół jedzenia to wytwarza!
Wracając do głównego tematu spotkania matek karmiących i wspólnego karmienia, które miało być wyrazem protestu, ciekawe, że nie organizują tego typu zlotów matki karmiące sztucznie. Ich nikt po prostu nie dyskryminuje, stąd nie mają takiej potrzeby.
|