Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Co jest modelem karmienia niemowlęcia?

Protestowały karmiąc piersią

Ponad sto kobiet karmiących piersią – taki niecodzienny widok mogli zobaczyć klienci jednego z centrów handlowych w Montrealu. Kobiety walczyły w ten sposób o prawne zagwarantowanie możliwości karmienia w miejscach publicznych. Dlaczego akurat w tym centrum handlowym?
Właśnie tam, kilkanaście dni wcześniej pracownik jednego ze sklepów z odzieżą dla dzieci poprosił karmiącą piersią dziecko panią Smith, by opuściła sklep.

cd.”

Czy ten sam pracownik sklepu wyprosiłby matkę, gdyby karmiła swoje dziecko z butelki lub podała dziecku smoczka, żeby go uspokoić? Czy proteza piersi, jej atrapa, jaką jest smoczek czy butelka ze smoczkiem jest mniej gorsząca?

Ciekawe, czy ten sam pracownik wyprasza ze sklepu panie zbyt nieskromnie ubrane, ze zbyt powycinanymi dekoltami czy tylko karmiący biust mu się nie podoba. Czy nie jest to swego rodzaju schizofrenia naszych czasów albo bodajże daleko posunięta obłuda, że godzimy się na tyle nagości w filmach i reklamach, a od matek wymagamy chowania się z karmieniem własnego dziecka w sposób naturalny, nie będący wyrazem bezwstydu, ale zwyczajnie normalności?

Od kiedy jedzenie dziecka i karmienie go stało się tak gorszącą czynnością, że wymaga się od matek dyskretnego karmienia? Chyba od tego czasu, gdy przestało ono być w rzeczywistości modelem normalnego karmienia niemowlęcia i małego dziecka. Przez wieki i tysiące lat od kiedy istnieje rodzaj ludzki karmienie piersią było normą. Ostatnie czasy to pod tym względem novum. Zleca się przejście na sztuczne karmienie często przy lada problemie:

-gdy dziecko ulewa i nie ulewa (po mleku AR czyli antyrefluksowym też zazwyczaj dalej ulewa, choć może trochę mniej, ale jest też od zarania nieźle tuczone ze względu na dodawane zagęszczacze);

-gdy za mało bądź za dużo przybiera na wadze (zbyt mały przybór na wadze często jest wynikiem limitowania karmienia, ograniczania go, czasem jakiejś infekcji, a więc w rzeczywistości jest to koleny powód by dalej karmić, a nie przechodzić na butelkę);

-gdy matka musi brać leki (choć rzadko się sięga do badań AAP, choć to główna instytucja zbierająca dane o wpływie na dziecko leków, ich przenikaniu do mleka itd.- w rzeczywistości wiele leków można stosować podczas karmienia, czasem potrzebne jest tylko czasowe zaprzestanie);

-gdy musi iść do pracy (choć w wieku 5-6 miesięcy człowiek jest na tyle duży, że z łatwością można go karmić przy pomocy łyżeczki, kubeczka), itd, itp..

Można by tak wymieniać i wymieniać. Już małe dziewczynki są wdrażane poprzez zabawki nie do karmienia piersią, ale właśnie do karmienia butelką. Większość lalek- dzidziusiów ma dołączone do kompletu smoczki i butelki. Wręcz zdziwienie w rodzicach budzą zabawki promujące karmienie piersią, zresztą jest ich tak niewielka ilość, że giną w tłumie tych ze smoczkami. Nawet mamy karmiące piersią nie mają nic przeciwko takiemu wdrażaniu swoich córek, a niejednokrotnie dziwią się zabawkom idącym pod prąd temu trendowi.

Dajemy sobie wtłaczać do głów reklamy promujące już od najwcześniejszych miesięcy wprowadzanie dodatkowego jedzenia: herbatek, warzyw, deserków, zupek ze słoiczków, choć nikt jeszcze ie podważył badań ukazujących, że dla zdrowia dziecka najlepszym pożywieniem przez pierwsze pół roku jest właśnie matczyne mleko.

Pomimo refleksji na temat pożytków płynących z karmienia piersią, matki nierzadko tak karmią piersią jakby na pewnym etapie stawało się ono czymś niewłaściwym, niekorzystnym. Np. sytuacja wprowadzania żywności dodatkowej, gdy dziecko już jest do tego dojrzałe. Matki często z łatwością wchodzą w walkę z własnym dzieckiem: zamiast karmić piersią, gdy dziecko wysyła sygnały, że tego oczekuje, potrzebuje, próbują w tym momencie wcisnąć mu nawet wbrew niemu inne jedzonko, czasami podstępem przez zagadywanie, wprowadzanie atrakcji. Tworzy to niekiedy pętlę wzajemnych nacisków, niechęci. Jak inac



Niefrasobliwie

O raku piersi

Zastanawiam się w kontekście tych badań nad zalecaniem przez lekarzy oraz zażywaniem przez matki karmiące piersią pigułek antykoncepcyjnych. Z jakim drżeniem kobiety karmiąc piersią przyjmują jakiekolwiek leki choćby i tydzień, dwa, a z jaką niefrasobliwością całe miesiące zażywają silne środki hormonalne jakimi są tabletki antykoncepcyjne. Gdzie tu logika?

Co prawda Amerykańska Akademia Pediatrii dopuszcza ich stosowanie nie obserwując w badaniach specjalnego wpływu na dziecko, jednak zdrowy rozsądek sam mówi za siebie, że zażywanie substancji, która przez wiele miesięcy uszkadza działanie organizmu kobiety (jej układu rozrodczego) z dużą dozą prawdopodobieństwa nie zostanie bez wpływu na dziecko, choćby otrzymywało minimalne ilości syntetycznego hormonu.

Lekarz zapisując w celach ubezpłodnienia kobiety tabletki, sprzeciwia się swojemu powołaniu lekarskiemu: „primum non nocere” czyli „po pierwsze nie szkodzić”. Tabletki antykoncepcyjne właśnie mają takie zadanie: uszkadzać układ rozrodczy kobiety tak by działał nieefektywnie, co nie pozostaje oczywiście bez wpływu na działanie całego organizmu. Trudno jest uszkadzać przez wiele miesięcy jeden układ w organizmie tak by to nie wywarło wpływu bardziej ogólnego- sama logika się kłania.



Publiczne karmienie piersią- prawem dziecka?

Obrazek do dyskusji o publicznym karmieniu piersią.

Opis po filmiku głosi w moim wolnym tłumaczeniu:

„Nie musisz jeść w toalecie. Dlaczego dziecko miałoby musieć?

Publiczne karmienie piersią- prawem dziecka.”

Oczywiście nie każda kobieta musi chcieć korzystać z tego prawa. Jednak każda powinna móc dokonać wolnego wyboru, nie podyktowanego strachem. Zastanawiam się w takich sytuacjach, gdy matki chowają się ze swoim karmieniem piersią:  dlaczego opinia postronnych osób staje się dla nich ważniejsza od potrzeb własnego dziecka zdanego wyłącznie na ich łaską, niełaskę? Dlaczego dokonano takiego przewartościowania, że uchodzi w towarzystwie mieć dekolt niemal do pasa, a nie uchodzi odpowiedzieć adekwatnie na głód, pragnienie własnego dziecka?

W internecie głównie można spotkać wyrazy zgorszenia, obrzydzenia z powodu karmienia piersią. Można by zapytać takiego delikwenta: czy tak samo gorszą go liczne filmy, reklamy pokazujące kobiecy biust? Czy tak samo zgorszony jest w kościele, gdzie można się natknąć na obraz Matki Bożej Karmiącej?



Po spotkaniu…

W ubiegłym tygodniu byłam na spotkaniu dla mam karmiących piersią oraz zainteresowanych nim. Trochę prowadziłam to spotkanie, trochę mamy prowadziły, trochę samo się prowadziło.

Po pierwsze to cenne doświadczenia, gdy matki dzielą się tym, co dla nich ważne: swoim doświadczeniem macierzyństwa, swoimi przeżyciami, przeżywanymi radościami i trudami.

Była i mama z dzieckiem ponad rocznym, była i z dwumiesięcznym. Były i mamy karmiące obecnie 24 godziny na dobę czyli te noszące swoje dzieci pod sercem. Z ich obecności szczególnie się cieszyłam z kilku powodów.

Po pierwsze, że zechciały się spotkać z nami.

Po drugie, że już teraz chcą poszerzać swoje doświadczenie, uczyć się i na błędach, i na sukcesach innych, nie zaś wyłącznie swoich.

Wydaje mi się, że często mamy na tym wczesnym etapie macierzyństwa zdobywają z różnych źródeł wiele informacji o porodzie, jednak stosunkowo mało o karmieniu piersią. Poród zwykle trwa kilka-góra kilkanaście, kilkadziesiąt godzin, a karmienie piersią powinno trwać o wiele dłużej. Nie chcę przez to umniejszać znaczenia porodu- jest to przecież wydarzenie przełomowe,  wyjątkowe, wpisujące się głęboko w psychikę kobiety, dziecka. Jednak chciałabym na pewno uwypuklić również znaczenie przygotowania do karmienia piersią.

Przygotowanie to jest o tyle ważne, że zazwyczaj w naszym środowisku kulturowym więcej jest mitów na temat karmienia piersią niż rzeczowej wiedzy, nawet wśród lekarzy, położnych, a więc zdawałoby się, że ludzi odpowiedzialnych za pomoc w zachowaniu zdrowia, a więc także karmienia piersią. Zawsze zadziwia mnie, że również matki karmiące tak mało interesują się swoim karmieniem bądź nie docierają do pogłębionej wiedzy na temat „piersiologii” i „ssakologii”, same podzielając i powtarzając wiele mitów.

Choćby bardzo często odtwarzany mit pt. „nie miałam w pierwszych dniach po porodzie pokarmu”. Owszem zdarza się taka przypadłość, że brakuje tego pokarmu albo jest go za mało w stosunku do potrzeb dziecka, jednak bardzo bardzo rzadko. Zdarza się np. w sytuacji olbrzymiego krwotoku poporodowego i następującego w związku z nim niedokrwienia przysadki mózgowej i co za tym dalej idzie zespołu Sheehana. Ile jednak kobiet doświadcza tego typu ciężkiej przypadłości? Bardzo mało.

U większości kobiet, gdyby po porodzie nie było pokarmu w piersiach, byłby to prawdziwy cud. Bo jak to? Od 16 tygodnia ciąży piersi wytwarzają siarę i nagle w zagadkowy sposób przestają po porodzie, choć całe przeorganizowanie hormonalne (choćby urodzenie łożyska) skłania organizm do aktywniejszej laktacji, do jej rozwoju.

Bardzo się dziwię personelowi medycznemu, że w dalszym ciągu, pomimo wielu oferowanych szkoleń, całej dostępnej wiedzy powtarza nieefektywne rytuały sprawdzania, czy kobieta ma pokarm i oceniania jej w tej materii. Raz, że uderza to zazwyczaj w samopoczucie matki, dwa, że jest to zupełnie niemiarodajne. Kobieta to nie maszyna, żeby miała działać za naciśnięciem obcej łapy. Pierś to nie urządzenie, żeby je sprawdzać.

Co więcej właśnie takie „sprawdzanie” powoduje, że kobieta spinając się, denerwując tą sytuacją, blokuje wypływ mleka. Za sam wypływ/wyciek z piersi jest bowiem odpowiedzialny hormon miłości czyli oksytocyna, a jego wrogiem jest hormon stresu- adrenalina. Stąd kobieta zaniepokojona, egzaminowana, może zupełnie nieświadomie hamować wypływ mleka z piersi. Zdarzało mi się na salach położniczych spotykać kobiety z piersiami przepełnionymi niemożliwie mlekiem (w sytuacji nawału, zastoju), a twierdzącymi, że nie mają pokarmu, bo gdy naciskają swoją pierś, nic im nie wypływa.

Dalsze efektywne wytwarzanie pokarmu po porodzie zależy w dużej mierze od efektywnego przystawiania do piersi przez matkę i efektywnego ssania. Sprawdzenie, czy matka karmi skutecznie: ma dobrą pozycję, przystawia prawidłowo dziecko, wystarczająco często i długo zabiera o wiele więcej czasu. Sprawdzenie tej efektywności ze strony dziecka zabiera również sporo czasu, bo trzeba przyjrzeć się sposobowi ssania dziecka: jak głęboko trzyma pierś, jak pracuje jego język, jak wyglądają jego wargi, policzki podczas ssania, jak dziecko jest ułożone do karmienia, jak często się budzi na karmienie, jakie ma cykle ssania, czy ssie odżywczo czy nieodżywczo itd. O wiele szybciej jest nacisnąć pierś pacjentce i rzucić od niechcenia: „Eee, nic tam nie ma, Sahara”. Często potem matka, zwłaszcza niedoświadczona nosi przez długi czas bagaż tych słów, doświadczając zwiększonej niepewności, niewiary w swoją zdolność wykarmienia.

Stąd czasami o wiele lepszym źródłem wsparcia od przypadkowo spotkanego personelu medycznego może być inna mama karmiąca, która przeszła już przez ten etap swojej niepewności i może dzielić się właśnie pewnością, umacniać jej poczucie własnej wartości.

Mamy leżące na położnictwie bardzo skarżą się na rady, które udziela im personel. Przychodzi lekarz: mówi jedno. Przychodzi położna: mówi drugie. Przychodzi salowa i jeszcze dorzuca swoje trzy grosze nieprzystające oczywiście do poprzednich wskazówek. Po powrocie do domu bywa nie lepiej, ponieważ odwiedzający, rodzina, przyjaciele często są źródłem zupełnie sprzecznych rad. Same rady nie są zazwyczaj wyrazem nieżyczliwości, przeciwnie, często jednak wprowadzają jednak wielki mętlik, zwłaszcza w niedoświadczonych głowach.

Znajoma położna, kobieta o wielkim sercu o jeszcze jednej bolączce swoich podopiecznych z oddziału położniczego opowiadała mi czasami. Otóż bardzo współczuła tej ogromnej samotności, która niejednokrotnie jest udziałem kobiet, nawet na oddziałach położniczych, gdzie dozwolone są odwiedziny. Matki wyrwane ze swojego rodzinnego środowiska, z otoczenia przyjaznego, bliskiego, domowego, w pierwszych dniach po narodzinach niejednokrotnie czują się opuszczone, zostawione same sobie, rzucone na głęboką wodę bez zabezpieczeń w swoim macierzyństwie. Tej pustki nie zaspokaja czasem nawet kilkugodzinny pobyt bliskiej osoby, tak wielka jest potrzeba bycia otoczoną czułą stałą opieką w tym okresie. Rozbieżne, często sprzeczne rady powiększają tylko to uczucie osamotnienia i rozbicia.

Stąd prowadzenie spotkań dla matek, karmiących piersią bądź nie jest dla mnie zawsze dużym wyzwaniem. Jak budować wzajemnie wsparcie, radość z przebywania ze sobą, kiedy tak wiele nas różni, tak wiele boli już od początków macierzyństwa, a przede wszystkim, jak sprawić, by każda kobieta z takiego spotkania wyszła silniejsza, pewniejsza, z większą cierpliwością dla siebie samej i dla swojego dziecka?

Ta początkowa samotność oddziału położniczego czasami pokutuje w naszym przeżywaniu. Dobrze, gdy takie spotkania matek dają szansę ujścia takim i innym trudnym emocjom. Czy taki klimat zaufania udało mi się stworzyć? Na pewno jeszcze nie, ale warto go budować. Wszystko przed nami.

Zapraszam na następne spotkanie dla mam z Lublina bądź okolic:

Spotkania dla matek, nie tylko o karmieniu piersią



Zagrożenie życia i zdrowia dziecka?

Aga napisała oburzona w jednym z komentarzy, żebym nie przesadzała, że sztuczne mleko to zagrożenie dla życia i zdrowia. Jakoś większość dzieci w naszym kraju, choć karmionych sztucznie niemal od początku, żyje i ma się dobrze.

Postanowiłam jednak przesadzać, bo mam ku temu wiele powodów. Zazwyczaj pisze się jedynie o korzyściach płynących z karmienia piersią czyli na sposób pozytywny. Jednak patrząc na sprawę obiektywnie, można też równie dobrze tę sprawę opisać od drugiej strony czyli o zagrożeniach płynących z karmienia mlekiem modyfikowanym.

Skoro ryzyko infekcji dróg moczowych niemowląt karmionych wyłącznie piersią jest w pierwszy półroczu ich życia 5 razy niższe, to można przedstawić też drugą wersję. Ryzyko infekcji u dzieci karmionych sztucznie w tym czasie jest pięciokrotnie wyższe.

Skoro dzieci karmione wyłącznie piersią przez 2 pierwsze miesiące życia są dwukrotnie mniej narażone na wystąpienie cukrzycy młodzieńczej typu I (czyli tej najwredniejszej), tzn. że dzieci karmione sztucznie będą dwa razy częściej zapadać na tą chorobę.

Oczywiście statystyka to szara ujednolicona masa, rzeczywistość jest w porównaniu z nią o wiele ciekawsza. Statystycznie chłop i krowa, którą prowadzi przez most mają po trzy nogi. W rzeczywistości wygląda to nieco inaczej, na pewno ciekawiej, nieprawdaż?

Wymieńmy sobie jednak te ryzyka, na jakie są narażone dzieci nie korzystające z dobrodziejstw matczynego mleka lub szybko kończące korzystać oprócz tych wymienionych powyżej:

  • otyłość i nadwaga– większe prawdopodobieństwo o 35-40% w porównaniu z dziećmi karmionymi piersią wyłącznie przez 6 miesięcy;
  • choroby nowotworowe – dwukrotnie częściej będą występować przed ukończeniem 15 roku życia u dzieci karmionych sztucznie; w czterech z tych badań wykazano, że dzieci karmione sztucznie częściej chorują na białaczki oraz chłoniaki, w tym ziarnicę złośliwą (choroba Hodgkina)- nawet 7-krotnie częściej zapadają na chłoniaki;
  • zespół nagłej śmierci łóżeczkowej – trzykrotnie częściej „przytrafia się” dzieciom karmionym sztucznie; no cóż, mamy karmiące butelką chwalą sobie ten twardy i długi sen swoich dzieci, ale ma to swoje koszty; może jednak lepiej dla niemowlęcia spać płycej, ale nie zapominać o oddychaniu; a mamy karmiący piersią uskarżające się na częste pobudki swych dzieci mogą nawet ten aspekt docenić jako potrzebny;
  • wrzodziejące zapalenie jelita grubego – na tą chorobę, która najczęściej się ujawnia w wieku 14-30 lat zapadnie więcej dzieci karmionych w dzieciństwie sztucznie (1,5-3,6 częściej były karmione sztucznie te, które zachorowały);
  • choroby alergiczne – dobrze udokumentowana skuteczność wywoływania przez sztuczne mieszanki np. celiakii (choroba alergiczna na gluten): czterokrotnie częściej chorują nań dzieci karmione jako niemowlęta sztucznie;
  • biegunka – badania ze Stanów Zjednoczonych pokazały, że dzieci karmione sztucznie dwukrotnie częściej zapadały na biegunkę; zaobserwowano efekt dawki: im mniej mleka matki było w diecie dziecka, tym większe ryzyko biegunki;
  • zapalenie ucha środkowego – dwukrotnie częściej u maluchów na butli;
  • wady zgryzu; co ciekawe potwierdzają to nawet badania archeologiczne: dzieci karmione dawniej wyłącznie piersią jako dorośli niemal nie miewali wad zgryzu;
  • choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie – dorosłe osoby karmione sztucznie jako niemowlęta mają większą szansę na wyższe poziomy cholesterolu, wyższe ciśnienie (badania na Finach i Holendrach);
  • ryzyko zgonu – metaanaliza z 6 krajów mniej zaawansowanych ekonomicznie pokazała, że dzieci karmione sztucznie w dwóch pierwszych miesiącach życia sześciokrotnie częściej umierały z powodu chorób infekcyjnych; nawet w drugim roku życia dzieci te dwukrotnie częściej umierały z powodu infekcji układu oddechowego; w ciągu pierwszych 6 miesięcy życia dzieci karmione sztucznie z powodu biegunek umierają tam 6-krotnie częściej; firmy rozprowadzające swoje mieszanki, gratisy dla niemowląt zwłaszcza w tych krajach dopuszczają się więc czynności nagannej moralnie, bo mają na swoim sumieniu śmierć bardzo wielu dzieci; czy możemy się pocieszać, że u nas to ryzyko śmierci i zachorowalności nie jest tak duże? Oczywiście możemy. I to najczęściej robią mamy karmiące sztucznie. A mają wybór, skoro pogrzebały swoje karmienie piersią? trudno żeby cały czas opłakiwały naturalne karmienie.

Można by tak jeszcze wymieniać i wymieniać, bo badań na ten temat jest na pęczki. Dlatego wiele z tych danych nie pochodzi nawet z pojedynczych badań, ale z całych ich grup.

Stąd można zapytać: czy rzeczywiście przesadą jest mówienie o zagrożeniach płynących z nie-karmienia mlekiem matki? Oczywiście, że nie jest- jest wyłącznie stwierdzeniem faktów i rzetelną oceną ryzyk, na co mamy setki badań pochodzących z różnych krajów i narodów.  Co oczywiście nie znaczy, bym chciała, by matki karmiące sztucznie tarzały się w popiele z tego powodu i załamywały ręce. Na pewno bym chciała, żeby lekarze czyli zdawałoby się kompetentne osoby zaczęły uczyć się pomagania w karmieniu piersią, bo najczęściej ich „pomoc” polega na zapisaniu recepty na sztuczne mleko, zaleceniu dokarmiania sztucznym, dopajania czyli na redukcji bądź eliminacji karmienia piersią itp.

Są oczywiście sytuacje, kiedy trzeba karmić sztucznym mlekiem, ale są to bardzo rzadkie przypadki ciężkich chorób matki bądź dziecka- wówczas mieszanka jest bardzo cennym wynalazkiem. Zazwyczaj jednak da się pomóc w karmieniu naturalnym, zazwyczaj ono jest najlepszy wyborem. Ale żeby się powiodło musi tego chcieć matka, osoby pomagające oraz mieć rzetelną wiedzę na ten temat.



Normalne wyrastanie

Około roku, półtorej, czasem dwóch, a niektórych zapalonych małych ludzkich ssaczków nawet w okolicy dwóch i pół roku fenomen wyrastania z potrzeby ssania wydaje się nierealny.

Zwłaszcza 18-miesięczni młodzi ludzie potrafią tak przywrzeć do swoich mam jak nigdy dotąd. Wiąże się z tym i duża zachorowalność i niestabilność emocjonalna.

Ale jeśli dziecku się zaufa, że ono się rozwija, a nie uwstecznia i że, pozorne cofanie jest często takim potężnym odbiciem do przodu.

Te okresy wielkiego przylgnięcia do mamy, do czerpania od niej bywają dla mam bardzo wyczerpujące, stąd zwłaszcza w tym okresie istnieje wielka potrzeba, by być wspieranym, by słyszeć „to normalne”. Natomiast brak akceptacji, sugerowanie, że coś z nami, z dzieckiem jest nie w porządku potrafi niestety odbierać siły: „Ty jeszcze karmisz?”

Dobrze jest w takim czasie spotkać się z taką relacją:

mogę być dumna z mojego dziecka.

Kto raz doświadczy tego, jak dziecko pięknie dorasta, tego spokoju i pewności siebie, jakie ono daje, nie będzie innym proponował przedwczesnych zakończeń okupionych płaczem, wzajemnym szarpaniem, walką, kłamstwem, atrapami czy opuszczaniem dziecka nierozumiejącego sytuacji.

Naturalne karmienie piersią ma swój naturalny ciąg i naturalne zakończenie. Najczęściej kwestią cierpliwości i wzajemnego zaufania jest pozwolenie dziecku na to dorośnięcie. Ale kto by w dzisiejszych czasach miał cierpliwość do karmienia piersią, skoro trzeba mieć cierpliwość do własnej kariery, do dbania o własny image, do oglądania TV, korzystania z internetu itd. ? 😉



Pierwsze dni karmienia

Na pewno spotkałyście się ze stwierdzeniem, że „nie karmię, bo nie miałam mleka”. Czy to jest możliwe? Jakie błędne wyobrażenia/stwierdzenia doprowadzają do takich nieprawdziwych stwierdzeń. Zajmę się dzisiaj dosłownie tymi pierwszymi dniami po porodzie, okresem kiedy występuje pierwsze mleko zwane siarą, a więc do 6 dni po porodzie. Co doprowadza matki do błędnego (zazwyczaj) stwierdzenia, że brakuje im wówczas mleka:

  • Niewłaściwe oczekiwania. Mamy oczekują, że od razu po porodzie będą lecieć im strugi mleka. Jeśli nic im nie wycieka z piersi, to myślą, że nie mają mleka. Zwłaszcza jeśli dziecko jest krzykliwe, płaczliwe, to łatwo o taki wniosek. Jak może jednak wniosek być prawdziwy, skoro same przesłanki są nieprawdziwe czyli postawienie znaku równości: wypływ mleka z piersi=obecność mleka w piersiach. Każda kobieta (nawet ta z ogromnymi problemami w laktacji, z niedorozwojem piersi itp.) ma mleko w piersiach i to już od około 16 tygodnia ciąży Hbd. Mleko (zwane siarą) jest wówczas w piersiach, ale nie wypływa poza sytuacją ssania dziecka. To raczej sytuacja wypływania siary w czasie błogosławionym czy tuż po porodzie jest rzeczą rzadką. Częściej zaczyna wypływać mleko, kiedy zacznie się nawał pokarmu (nie musi być u każdej kobiety). Porównywanie się w tym czasie z innymi kobietami karmiącymi swoje maleństwa jest więc zupełnie bez sensu: w innym dniu laktacji może ona się prezentować zupełnie różnie, też u różnych kobiet może przebiegać odmiennie (z nawałem/bez nawału, z wypływem z drugiej piersi/bez wypływu z drugiej piersi, ze znacznym powiększeniem piersi/z niewielkim powiększeniem piersi itd.).
  • „Skoro nie miałam po porodzie mleka albo było go mało, to musiałam dokarmiać butelką, bo dziecko się nie najadało”. Po pierwsze trzeba wiedzieć, że noworodek rodzi się z żołądkiem mniej więcej o pojemności 5 ml. Ta mała ilość siary w pierwszych dniach po narodzinach jest więc na miarę potrzeb dziecka, nie ma sensu, by było tego więcej, te kilka kropelek na każde karmienie jest ilością w sam raz.
  • Niezrozumienie zachowań dziecka.  Skłonność do interpretowania każdego płaczu jako głodu, podczas gdy noworodek w ciągu tych pierwszych dni ma wiele powodów do płaczu, bo bardzo wielu rzeczy na raz się musi nauczyć: oddychania, regulowania ciepłoty ciała, wydalania, życia w świecie lądowym, stawienia czoła nowym bodźcom. Ponadto różne zabiegi, którym jest najczęściej poddawany w szpitalu nie uspokajają go bynajmniej: odśluzowywanie, badanie jamy ustnej, zakraplanie oczu, zastrzyki (obowiązkowy z witaminą K), szczepionki, pobieranie krwi itp. Trudną nauką jest też synchronizacja 3 niełatwych czynności: ssania, połykania i oddychania. Ponieważ pojawia się ona w pełniejszym wymiarze około 34 tygodnia życia płodowego czyli stosunkowo późno świadczy to też o  stopniu skomplikowania tego połączenia. Jeśli to weźmiemy pod uwagę, to łatwiej będzie zrozumieć, że to właśnie siara jest najwłaściwszym pokarmem przez pierwsze dni po narodzinach: sączy się ona po kropli, jest lepka i nie stwarza dużego ryzyka zachłyśnięcia się w porównaniu z rzadszym szybko płynącym mlekiem przejściowym, które pojawia się po siarze.
  • Siara jest tym pierwszym mlekiem, które ma wyjątkowe walory, często niedocenione: uszczelnia przewód pokarmowy dziecka czyniąc go  niedostępnym dla patogenów czyli różnego rodzaju zarazków; zawiera mnóstwo różnego rodzaju czynników odpornościowych, w tym bardzo dużo immunoglobulin. Tak wiele ciał odpornościowych mleko matki w innych okresach już nie będzie zawierać w takim skoncentrowaniu. Jest to więc najlepszy pokarm dla dziecka z niedojrzałym przewodem pokarmowym, z rozpoczynającym pracę układem oddechowym, z niedojrzałą odpornością, z niezbyt wyćwiczoną synchronizacją połykania-ssania-oddychania.

W ciągu tych pierwszych dni normą jest utrata na wadze do 10% masy urodzeniowej– przyrosty wagi dziecka liczymy wówczas od tej wagi spadkowej. Pozytywnym zjawiskiem jest to, gdy dziecko po urodzeniu chce spędzać dużo bądź bardzo dużo czasu przy piersi:

  • pobudza wówczas laktację, by ta się dobrze rozwinęła;
  • potrzebuje bliskości mamy: do tej pory miało zapewnioną bliskość 24 godziny/dobę; przez częste ssanie dalej kontynuuje tę bezpieczną dla siebie bliskość;
  • ssanie noworodka może być jeszcze bardzo niedojrzałe- może potrzebować więc wiele czasu, by się najeść i trzeba dać dziecku taką możliwość, starając się w tej sytuacji o wiele cierpliwości wobec niego i siebie samej.

Dziecko rozwija „mamie”, a przede wszystkim sobie laktację ssąc prawidłowo i często. Wówczas po 2-7 dniach siara zmienia się w mleko przejściowe. Jednak niektóre dzieci nie ssą prawidłowo i często.  Część z nich np. po urodzeniu jest tak opitych wodami płodowymi, że przez dobę lub dwie nie wykazują chęci ssania. Inne są oddzielone od mamy z powodu złego stanu zdrowia. Ważne jest wtedy, żeby mama nie wzięła tego za dobrą monetę, zrządzenie niebios, któremu się trzeba biernie poddać, zapowiedź nieudanej laktacji. W takiej sytuacji tym bardziej potrzebna jest aktywność mamy: powinna nie dalej niż 6 godzin po porodzie zacząć odciągać systematycznie  mleko, żeby pobudzać piersi do jego wytwarzania, żeby przyjść dziecku z pomocą dając mu mleko, które jest w tej sytuacji jednym elementów leczenia. Dziecku wymiotującemu wodami płodowymi można chociażby dać co godzinkę- dwie kilka kropelek własnego mleka, tak by „zaszczepić” jego błony śluzowe (układu oddechowego i pokarmowego) właściwą florą bakteryjną, ciałami odpornościowymi. Za przedłużony brak ssania odpowiedzialny jest również często nasilony poziom żółtaczki fizjologicznej. Dziecko wówczas potrafi przesypiać własne uczucie głodu.  Jedną z najbardziej bezpiecznych, przyjaznych dla mamy i dziecka metod wypłukiwania z organizmu żółtego barwnika (bilirubiny) przez mocz i kał jest częstsze karmienie: trzeba wówczas często wybudzać dziecko i karmić nawet co pół godziny, co godzinę.

Za mała ilość pokarmu może nastąpić dopiero w późniejszym okresie  najczęściej na skutek początkowych trudności, braku wsparcia i właściwej pomocy, niekorzystnych dla laktacji decyzji:

  • przez niewłaściwe przystawianie do piersi- zbyt płytkie, gdy dziecko ssie samą brodawkę bez otoczki- uszkadza silnie brodawkę i zbyt słabo pobudza piersi do wytwarzania mleka;
  • podawanie smoczków, butelki, przepajanie, podawanie mleka modyfikowanego- wówczas dziecko wysysa mniej mleka z piersi i nie pobudza jej do właściwej pracy, uczy się nieprawidłowego mechanizmu ssania;
  • brak pomocy, poradzenia sobie z początkowymi problemami;
  • nieznajomość fizjologii laktacji, a więc niezrozumienie własnego karmienia piersią i zachowania dziecka przy piersi itd.

W naszych szpitalach, warunkach społecznych, gdzie starsze pokolenie operuje najczęściej mitami na temat karmienia piersią te początki bywają trudne. Jeśli jednak je przezwyciężymy, same możemy się stać źródłem wsparcia dla innych matek potrzebujących go.



Karmienie piersią -prawem dziecka

Karmienie piersią jest prawem dziecka, tak samo jak jego prawem na wcześniejszym etapie życia jest zamieszkiwanie sobie w macicy swojej mamy. Co prawda zdarza się, że dziecko nie może skorzystać z tego prawa:

  • w przypadku zamieszkiwania pod sercem swojej mamy, np. konieczność wcześniejszego rozwiązania z powodu choroby zagrażającej życiu dziecka lub mamy (np. rzucawka, konieczność szybkiego leczenia matki lekami przeciwnowotworowymi) itd.;
  • w przypadku karmienia piersią, np. galaktozemia u dziecka (ciężka choroba metaboliczna uniemożliwiająca karmienie mlekiem matki), ciężka niewydolność krążenia matki najpoważniejszego stopnia itd..

Jednak tego typu wyjątkowe sytuacje nie znoszą tego prawa dziecka, a tym bardziej go podkreślają. Zdrowie bowiem wymaga starania się o naturalny rozwój dziecka i naturalne karmienie.

Tak jak inkubator jest przydatnym urządzeniem, ale najczęściej niewskazanym miejscem przebywania dziecka przed 40 Hbd- tygodniem ciąży (jeśli szczęśliwie zamieszkuje w brzuchu mamy), tak samo mieszanki bywają koniecznym pokarmem dla bardzo nielicznych wyjątków, ale dla większości dzieci bardzo niekorzystnym, szkodliwym rozwiązaniem.

Tak jak byłoby ze szkodą dla zdrowia dla dziecka wydobyć je z brzucha przedwcześnie, „bo mama jest zbyt zmęczona, źle się czuje”, tak analogicznie jest szkodliwe dla dziecka nie dać mu ssać piersi, „bo mnie męczy to karmienie, bo nie czuję się z nim szczęśliwa”.

Jak podkreślają medycy w akademickich podręcznikach, karmienie piersią jest naturalną kontynuacją procesu rozrodczego, a więc poczęcia, rozwoju dziecka w macicy i porodu. I zlekceważenie tego mści się nie tylko na samych dzieciach, ale również na ich matkach poprzez:

  • zwiększone ryzyko utraty krwi po porodzie, także poprzez wolniejsze obkurczanie macicy;
  • większa i szybsza utrata krwi poprzez wcześniejszy powrót miesiączkowania, szybszy powrót płodności;
  • większe ryzyko raka piersi i jajników;
  • większe prawdopodobieństwo osteoporozy i złamań szyjki kości udowej po okresie menopauzy;
  • możliwy opóźniony powrót do wagi sprzed ciąży;
  • większe prawdopodobieństwo choroby nadciśnieniowej, reumatoidalnego zapalenia stawów itd.

Okazuje się więc, że dostosowanie się do tego naturalnego prawa dziecka do ssania matczynej piersi, na dłuższą metę jest korzystne również dla zdrowia matki. Na co dzień znosząc trudy tego wyboru, nie pamięta się o tym.

Tak jak karmienie piersią zostawia swój pozytywny ślad w organizmie matki, tak i w głębokiej relacji łączącej ją z dzieckiem.



Dotyk, który pozwala się rozwijać

Często się spotykam z obawami mam, że nosząc swoje dzieci, karmiąc je często piersią, rozpuści się je, przyzwyczai do noszenia, do karmienia.

Niepokojami takimi dzielą się też z młodszym pokoleniem także dziadkowie sami nierzadko wychowujący według zegarka, stylem zimnego chowu.

Dlaczego obawy takie nie tylko są bezpodstawne, ale wręcz są uprzedzeniem wobec dotyku rodzicielskiego, karmienia piersią?

Od dawna już zaobserwowano reakcję niemowląt na brak kontaktu, dotyku rodzicielskiego przypominający depresję. Ukuto nawet już w czasie II wojny światowej termin „depresja anaklityczna” jako reakcję dziecka na rozdzielenie z matką.

W latach 50-tych wsławił się swoimi badaniami Harlow eksperymentując z małpiatkami. Jedno z jego najsłynniejszych badań polegało na odizolowaniu małpich niemowląt i skonstruowaniu 2 sztucznych matek. Jedna z matek zrobiona była z drutu i miała możliwość dostarczania mleka. Druga natomiast była skonstruowana na ramie pluszu, a więc dawały komfort dotykowy, ale nie oferowała mleka.

Małe małpki wybierały na swoje matki kukły bardziej przytulne, pozbawione za to mleka. Wolały je i wybierały, były z nimi wyraźnie związane. Naukowcy na tej podstawie orzekli, że to dotyk, przytulenie rodzi więź emocjonalną. Pożywienie jest natomiast mniej istotne dla tejże więzi.

Małe małpki pozbawione swoich matek wykształcały szereg nienormalnych zachowań, np. ssanie kciuka, bujanie się.

Opierając się na tej całej grupie badań, czy może dziwić, że i ludzkie niemowlęta, od których oczekuje się, że „grzecznie” będą leżeć w swoich łóżeczkach przez wiele godzin, że nie będą zbyt absorbujące, jeśli chodzi o karmienie piersią również będą stosowały takie emocjonalne „wyciszacze” jak np. ssanie palca.

Takie „prezenty” dla małych dzieci jak:

  • noszenie;
  • karmienie piersią;
  • masaż,

to zwyczajne stymulatory rozwoju, dające dziecku siłę i napęd do rozwoju.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że dla małego dziecka duża dawka dotyku, kontaktu fizycznego to:

  • lepsze przybieranie na wadze;
  • większa aktywność dziecka;
  • zmniejszenie w organizmie dziecka poziomu hormonów stresu;
  • lepsze wyniki w ocenach psychologicznych;
  • lepszy stan zdrowia, krótsze hospitalizacje.

Jak wszystko w życiu, dotyk nie może być mechaniczny, bo w gruncie rzeczy nie jesteśmy zwierzętami. Jeśli będziemy nosić, masować mechanicznie, dziecko prędzej czy później to odkryje. Dotyk potrzebuje więc miłości i serca, żeby był przynoszący owoce i miły dla drugiego człowieka.

Z powodu dotyku ciało-do-ciała również karmienie piersią ma tak terapeutyczne działanie: dziecko syci się wówczas nie tylko mlekiem matki, ale również jej bliskością i przytuleniem. Często matki karmiące butelką zastrzegają się, że mimo tego sztucznego karmienia dostarczają dziecku równie dużo przytulenia. Jednak o ile zdarzało mi się nie raz widzieć dziecko karmione butelką: leżące samo w wózeczku, siedzące samo, chodzące, to nigdy nie widziałam jeszcze dziecka karmionego piersią, które nie byłoby przytulone do swojej mamy. I ta różnica ma kapitalne znaczenie .

Obecnie psycholodzy zachęcają, by nawet z nastolatkiem nie tracić kontaktu fizycznego, że potrzebuje on i przytulenia, i poklepania. Jeśli jednak tego kontaktu bliskości i wcześniej nie było, to raczej nie pojawi się on dopiero w wieku nastu lat. Nastolatek potrzebuje już z całą pewnością wyraźnie się oddzielać od rodziców, jednak bliska więź z nim, nić porozumienia mająca i jakiś delikatny wymiar fizyczny pozwala, by robił to w bezpieczny dla siebie sposób.



Zmęczenie- ludzka rzecz

Człowiek chodzi do pracy, nie raz przeżywa i chwile zmęczenia, i zniechęceń. Takie jest życie. Ale nikt nie mówi: przestań więc pracować. Bo gołym okiem zazwyczaj widać, że praca jest potrzebna.

Matka karmi piersią, opiekuje się dzieckiem, nie raz przeżywa chwile zmęczenia. Takie jest życie. Ale nasłucha się: „To po co dalej karmisz? Odstaw, to się wreszcie wyśpisz!”

W czym jest lepsza praca zawodowa od pracy matki, jaką ta wkłada w wykarmienie, w opiekę nad własnym dzieckiem? W niczym nie jest lepsza, jest inna. I praca zawodowa jest potrzebna, i praca mamy-karmicielki jest potrzebna i niezmiernie ważna.

Ani zmęczenie nie deprecjonuje pracy zawodowej, ani nie odbiera wartości karmieniu piersią. Jednak dodatkowe komentarze typu: „To przejdź na butelkę! Co się będziesz męczyć!”, dodatkowo obciążają kobietę.

Zmęczenie nie powinno być jednak powodem do zakończenia wspólnej mlecznej drogi. Zwłaszcza że często można wiele zrobić, by dać sobie wypocząć, poprawić własne samopoczucie mamy karmiącej:

  • pozwolić sobie na drzemkę razem z dzieckiem, na dłuższy sen;
  • zwolnić tempo życia; nic się nie stanie jak przez kilka dni dywan będzie nieodkurzony, a zlew nieco bardziej przepełniony niż zwykle; „kurz jest po to, żeby leżał”- lubiła mawiać pewna aktorka;
  • dać się wyręczyć, pomóc sobie: w sprzątaniu, opiece nad dzieckiem itp;
  • odprężyć się przy swoim ulubionym hobby, np. czytaniu, spacerowaniu itd.;
  • pozwolić sobie na wyjście z przyjaciółką, do fryzjera itp.;
  • jeśli powyższe sposoby nie pomogą, to warto zbadać się: m.in. zrobić badanie krwi, tarczycy i in.- mogą one wiele wyjaśnić;
  • wzbogacenie pokarmów w większą ilość magnezu, wapnia, witamin z grupy B mogą wydatnie poprawić samopoczucie;
  • wypróbowanie różnych wariantów wspólnego/oddzielnego spania (razem w łóżku, przystawka do łóżka, łóżeczko dosunięte do łóżka rodziców itd.).

Warto też pamiętać, że są okresy kiedy fizjologiczna jest zwiększona męczliwość, kiedy naturalna jest większa potrzeba odpoczynku: np. przesilenie wiosenne, kilka dni tuż przed miesiączką (syndrom napięcia przedmiesiączkowego). Wówczas często wystarczy przeczekać ten trudniejszy czas, by zmęczenie ustąpiło samoistnie.

Oczywiście nie każdy z tych sposobów jest do zastosowania w każdej sytuacji, ale coś można wybrać dla siebie, poszukać jeszcze innych sposobów swoich własnych na  nadmierne zmęczenie.

Bardzo przewlekle utrzymujące się zmęczenie (np. wiele miesięcy, lat) może być symptomem poważniejszej choroby, depresji- bez obaw trzeba skorzystać z porady lekarza, psychologa.

W zwykłej sytuacji poczucia przemęczenia, utrudzenia warto też zdobyć się na cierpliwość i pewną dawkę wyrozumiałości zarówno dla siebie, jak i dla dziecka. Karmienie piersią składa się właśnie z takich faz, kiedy karmi nam się łatwiej, spokojniej, weselej i kiedy karmi się trudniej, kiedy zmęczenie bierze górę. Świadomość, że to, co się przeżywa jest tylko przejściowe bywa nieco pokrzepiająca. Jeśli dorzuci się do tego zrozumienie, że inne matki przeżywają to samo, że macierzyństwo bez zmęczenia występuje wyłącznie w reklamach, to łatwiej udźwignąć te  chwile.

Bez karmienia piersią dzieci nierzadko też się budzą w nocy, też są marudne, też przyprawiają swoje mamy o zmęczenie. Nie warto więc robić akurat z karmienia piersią kozła ofiarnego.

Bycie ponad własne zmęczenie, otwieranie się na radość, jaką niesie ze sobą życie dodaje z czasem skrzydeł, które unoszą dalej poza ten niezbędny balast trudu.