|
|
|
5 lipiec
Różne są dzieci, różne też ich mamy, sytuacja rodzinna.
Stąd nie ma idealnej recepty na „dobre zakończenie karmienia piersią”, tak jak nie ma idealnych osób i sytuacji.
Można jednak wiele zrobić, by zakończenie to było udane, łagodne, nietraumatyczne dla diady mama-dziecko.
Kiedyś na spotkaniu grupy wsparcia wypisywałyśmy wspólnie takie czynniki, które według nas pomagają dorastać do spokojnego zakończenia tej wspólnej mlecznej drogi zarówno mamie jak i dziecku.
Co się tam znalazło m.in.:
- danie sobie potrzebnego czasu; nie upieram się w tym, że każda mama musi kończyć karmienie dopiero gdy dziecko zadecyduje o tym, ponieważ różne są sytuacje, nie zawsze jest to możliwe; ale cierpliwość w karmieniu jest tu dużą pomocą, zaczekanie na swoje dziecko, które ma w pewnych okresach prawo do bycia niedojrzałym;
- rezygnowanie na początek z karmień „mniej ważnych” dla dziecka, na których mu mniej zależy;
- uczenie równocześnie z karmieniem wielu sposobów okazywania uczuć, podkreślanie łączącej nas więzi;
- wspieranie innych osób z rodziny (ojca dziecka, rodzeństwa, dziadków) i otoczenia w tworzeniu bliskiej, pozytywnej więzi z dzieckiem;
- nie robienie z karmienia piersią „kozła ofiarnego”, „chłopca do bicia”- umiejętność zdystansowania się od własnych problemów z dzieckiem, również tych dotyczących karmienia go piersią;
- wspieranie własnego dziecka w rozwoju szeroko pojętym (społecznym, intelektualnym, emocjonalnym);
- przekonanie, że w ogóle jest możliwe we właściwym dla dziecka wieku spokojne zakończenie dla dziecka mlecznej przygody.
Na zbliżony temat udało mi się popełnić kiedyś artykuł. Jeśli mama się zdecyduje na odstawianie nawet przed dorośnięciem dziecka do zakończenia ssania, może dużo zrobić, by ułatwić to dziecku:
O odstawianiu słów kilka
5 lipiec
Nie pisałam kilka dni, ponieważ żywe spotkania zdominowały mój krajobraz.
Dziękuję za nie, nawet nie wiecie jak bardzo jesteście mi potrzebne.
Tak właśnie myślę: zwykle podkreśla się, że kobieta potrzebna jest mężczyźnie i mężczyzna kobiecie jako wzajemne dopełnienie. Ale również kobieta jest potrzebna kobiecie choć w inny sposób:
„Zmieniłyście mnie. Kiedy przyszłam tu po raz pierwszy , moje serce było twarde. Teraz to sobie uświadamiam. Jednak sposób, w jaki wyciągnęłyście do mnie rękę, wasza wrażliwość na Boga, którą dostrzegłam w waszym życiu, łzy, uściski – to wszystko skruszyło moje serce. Naprawdę nie myślałam, że coś takiego może się zdarzyć (…)” Dee Brestin „Kobieca przyjaźń – prawda czy mit”
Tak właśnie czuję, że każde ze spotkań mnie zmienia i dodaje odwagi. Czasem wychodząc za mąż nam kobietom się wydaje, że skoro mąż jest jedyny, jest zarazem ukochanym przyjacielem, to jest w stanie zapewnić nam 100% wsparcia psychicznego. Bardzo szybko się rozczarowujemy, mając takie oczekiwania: bo jest on tylko słabym człowiekiem jak i my, z ograniczonym czasem i pojmowaniem. I choć powinien nas wspierać, to nawet w szczęśliwym związku nie jest w stanie dać nam pełnego wsparcia, ponieważ sam też go pragnie, ponieważ potrzebujemy również innych: przyjaciół, dalszej rodziny, znajomych.
Zresztą będąc mężczyzną, ma prawo nie rozumieć do końca specyfiki kobiecego doświadczenia.Kobieta pozostaje dla niego jednak w dużej mierze tajemnicą i to jest wartościowe, bo może być dla niego interesująca, pociągająca.
Jednak doświadczenie siostrzane, matczyne pozostanie dla niego swego rodzaju tabula rasa. Uczenie się wspierania kobieta-kobiety jest niezmiernie ważne. Jestem głęboko wdzięczna tym kobietom, z którymi mogłam przegadać dni i noce, spędzić ten czas na wsłuchiwaniu się i otwieraniu swojego serca. Wiele się dzięki temu nauczyłam.
Dużej otuchy mi to dodaje. Również pewnego wzoru dla wychowywania córek. Jestem głęboko przekonana, że trzeba własne córki uczyć właśnie takiej głębokiej lojalności względem innych dziewczyn, kobiet, żeby były dobrymi siostrami, przyjaciółkami. Żeby też uniknęły w przyszłości niezmiernie przykrego uwikłania w cudzy związek przez odbijanie cudzych chłopaków, cudzych mężów, rozbijanie cudzych rodzin, żeby były kobietami, na które można liczyć w życiu, a nie których trzeba się bać.
Choć i tak nie zawsze udaje nam się tak kształtować własne życie, jakbyśmy chciały, a cóż dopiero mówić o życiu własnych dzieci. Poruszył mnie cytat, na który się dzisiaj natknęłam. Można go też do sfery naszych relacji zastosować:
„zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska, być zwyciężonym, a nie ulec, to zwycięstwo” J.Piłsudski
2 lipiec
Kobieta, która rodzi jest piękna.
I nie chodzi tu o makijaż czy wdzięk osobisty, ale o moc miłości, która daje życie i daje życiu żyć. Jest piękna w swym zmaganiu o cud.
Dlatego bywają różne porody. Te piękne, gdy kobieta otwiera się na tą siłę rodzenia i dzielnie pozwala jej rosnąć w sobie, choć kosztuje ją to własne umniejszenie i skruszenie.
I te mniej piękne, gdy pozwala rosnąć lękowi, poród odsuwając od siebie.Uciekając od niego bądź oddając go walkowerem.
I te, gdzie personel medyczny odbiera kobiecie i ból, i radość rodzenia wraz z jego pięknem uważając się za „wiedzących lepiej jak, gdzie i kiedy rodzić się powinno”.
Piękno narodzin to cud spotkania z dzieckiem. Ale też wchodzenie na górę, by to spotkanie mogło się odbyć. Zmaganie ze sobą i wszechogarniającym trudem to też zwycięstwo miłości.
Poczytuję sobie za zaszczyt uczestnictwo w takim misterium przychodzenia na świat- dlatego staram się nie zasłaniać sobą tego, co potrzebne w porodzie: ciszy i delikatności. Dlatego staram się być oddana matce rodzącej rodząc z nią razem na tyle, na ile tego potrzebuje i chce przyjąć.
1 lipiec
Jestem myślami przy ostatnim moim porodzie, w którym uczestniczyłam jako doula. Towarzyszyła nam stale melodia chorałów gregoriańskich „O Aniołach Świętych”. Powtarzające się rytmiczne śpiewy. Stałe nawracające motywy, trochę jak sam poród: wracały i odchodziły, dawały ciszę i rytm.
Powtarzalność i głębokie skupienie tej muzyki-modlitwy przekłada się na porodowe wyciszenie, rozładowanie trudu, który długimi momentami wydaje się zbyt ciężki do udźwignięcia.
Muzyka ta faluje głosami i kołysze rodzącą matkę i jej dziecko aż do chwili niezwykłego przebudzenia i wyjścia na świat.
Są różne rodzaje muzyki kojącej, która może przynieść relaks w czasie porodu: ze śpiewem ptaków i odgłosami natury, szumem fal, jest też muzyka klasyczna, która również utula rodzącą matkę i maleństwo szykujące się do skoku.
Na porodówce można włączyć magnetofon, ale można też przyjść ze słuchawkami i MP3. Czasem właśnie te słuchawki potrafią odgrodzić rodzącą od hałasu szpitalnego, niepotrzebnych rozmów, zdawkowych słów, odgłosów wydawanych przez inne kobiety.
Wybierając i włączając muzykę lub rezygnując z niej, to wy kształtujecie atmosferę porodu, wpływacie na położną, lekarzy czy ze skupieniem i spokojem podchodzą do Was czy z niepokojem i rutyną.
Warto się zastanowić, czy szykując się do szpitala, nie spakować też znanych jak najspokojniejszych płyt wraz z odtwarzaczem. Dobrze jest, gdy płyta ta była wielokrotnie przesłuchana i znana również dziecku. Wówczas maleństwo też syci się poczuciem bezpieczeństwa znanej sytuacji: powracającej kojącej melodii.
1 lipiec
Ciekawy artykuł obalający stereotyp o obniżeniu zdolności, umiejętności kobiet pracujących długotrwale w domu jako matki i gospodynie domowe. Między innymi można tam przeczytać:
„W ramach jednego z programów aktywizacji zawodowej kobiet, a w zasadzie ułatwienia im wejścia bądź powrotu po dłuższej przerwie na rynek pracy, wypisano umiejętności, które wyrabia w kobiecie prowadzenie domu i wychowanie dzieci. Na liście tej znalazły się m.in.: planowanie długo i krótkoterminowe, zarządzanie sytuacją kryzysową, prowadzenie negocjacji, wydajne zarządzanie czasem, gospodarowanie budżetem, samodzielność etc. Nagle okazało się, że prowadzenie domu i wychowywanie dzieci owocuje posiadaniem wielu umiejętności, cenionych na współczesnym rynku pracy. „
1 lipiec
Karmienie piersią jest przejawem zdrowia i zdrowym wyborem zarówno dla mamy jak i dla dziecka. Gdy jest się zdrowym, nie ma mowy o jakiś szczególnych ograniczeniach diety. Dla zachowania zdrowia w takiej sytuacji zazwyczaj wystarczy zdrowa, racjonalna dieta.
Często mi się zdarza być nagabywaną o dietę mamy karmiącej. Dzieje się tak z powodu mitu o szczególnych ograniczaniach, jakie rzekomo mama karmiąc piersią musiałaby utrzymywać.
Kobiety więc rodząc dziecko z różnych źródeł, od różnych przyjaciół, personelu medycznego mogą usłyszeć następujące kwestie, iż karmiąc piersią nie można jeść:
- surowych owoców,
- owoców pestkowych,
- surowych warzyw,
- kapusty,
- kalafiora,
- cebuli,
- czosnku,
- grzybów,
- mleka,
- czekolady,
- ryby,
- itd., itp.
Lista jest długa- im dłużej zdarza mi się pomagać laktacyjnie, tym więcej „ciekawostek” słyszę.
Tymczasem laktacja to nie jest stan choroby, by trzeba było z góry przyjmować jakąś eliminacyjną dietę. Jest to stan zdrowia, a więc trzeba dbać o dietę, żeby była zdrowa, stosunkowo lekkostrawna, racjonalna, a nie jakaś restrykcyjna. Dopiero w sytuacji nietolerancji pokarmowej dziecka, alergii, zaczynamy „dłubać” przy diecie oczywiście wykluczywszy najpierw alergię kontaktową (na proszek, kosmetyki dziecięce).
Tymczasem pediatrzy często najpierw zalecają mamie jakąś dietę eliminacyjną (z góry podejrzewając matkę i jej dietę) nie spróbowawszy poszukać alergenu kontaktowego. Czasem biorąc też wyprysk niemowlęcy, potówki za objawy uczulenia. Dzieci często bywają uczulone nie tylko na pokarmy, ale też na dziecięce kosmetyki, na proszek, na elementy sztucznego środowiska. Niekiedy dziecko ma własne ubranka prane w dziecięcym proszku, ale już pościel, w której śpi z rodzicami jest prana w zwykłym proszku- nic więc dziwnego, że może reagować alergicznie. Tak samo ubrania rodziców prane w zwykłym proszku mogą powodować uczulenie, bo dziecko wiele razy na dzień przytula się do swoich rodziców policzkami.
Często zniechęca się matki do zjadania cebuli i czosnku, podczas gdy badania pokazują, że dzieci właściwie bardzo lubią mleko mamy po tym jak jadła np. czosnek. Nie istnieją żadne racjonalne przesłanki, by nie jeść tych wartościowych warzyw, przypraw podczas karmienia piersią.
Matki w Ameryce Północnej jedzą tak samo jak przed narodzinami tak i po nich wiele papryczek chili i innych pokarmów, które my uznalibyśmy za ryzykowne.
Karmienie piersią często bywa z powodu diety takim „chłopcem do bicia”. Otóż niektóre mamy, gdy dziecko płacze od razu interpretują to w kategoriach: „To na pewno po zjedzeniu…” Mało kto zechce doinformować się, że zwłaszcza noworodek ma prawo sobie popłakiwać, postękiwać kwadrans przed zrobieniem kupki i mieści się to w normie fizjologicznej. Jednak te 15 minut często w uszach zaniepokojonej mamy urasta do jakiś horrendalnych rozmiarów. Zresztą i starsze dzieci czasem czują pewien dyskomfort zanim się nie załatwią. Również niespokojny czas przed spaniem, zmęczenie bywa interpretowane jako objaw głodu.
Wieczorne niepokoje niemowlęcia i starszego dziecka też łatwo zwala się na dietę matki, podczas gdy też mieszczą się one w ogólnej fizjologii. Sami również wieczorem jesteśmy najbardziej zmęczeni i niespokojni- cóż się dziwić dziecku? Tym bardziej, że wieczorem jest obniżony poziom prolaktyny, a więc dziecko ma prawo wówczas więcej popłakiwać domagając się częstszych karmień o tej późnej porze.
Nie udało się potwierdzić naukowo związku jakiegoś rodzaju pokarmu w diecie matki z kolkami czyli napadowymi bólami brzuszka występującymi u niemowląt. Przyczyn takiej sytuacji naukowcy upatrują w niedojrzałym układzie nerwowym bądź pokarmowym.
Oczywiście w sytuacji nietolerancji, alergii pokarmowych dziecka konieczne jest głębsze śledztwo- nie przeczę, ale i w takim razie najlepszym rozwiązaniem jest kontynuowanie karmienia piersią. Wówczas dieta eliminacyjna spełnia swoje funkcje. Często też dzieje się tak, że winowajcy-alergenu nie udaje się odkryć, ale zazwyczaj i tak dalej należałoby zachęcać do karmienia piersią- dziecko ma wówczas większe szanse na wyrośnięcie z danej alergii.
Jakie więc rady dotyczące diety miałyby sens podczas karmienia piersią:
- starać się, by w diecie mamy karmiącej było wiele wartościowych produktów: zdrowa zwyczajna, regionalna dieta dla zdrowych osób; ewentualne braki witamin, mikroelementów, i in. zazwyczaj odbijają się na zdrowiu matki, nie dziecka: matka karmiąc i odżywiając się kiepsko szkodzi więc przede wszystkim sobie; nawet jeśli matka je zbyt mało wartościowych produktów często ma ich nieco zmagazynowanych np. w wątrobie, kościach- a więc dziecko i tak dostanie ich wystarczającą ilość;
- karmienie dziecka według jego potrzeb oraz według potrzeb matki zapewnia dziecku wystarczającą ilość mleka, a matce umożliwia zapobieganie zastojom, zapaleniom piersi;
- witaminy rozpuszczalne w wodzie (m.in. B, C) powinny być przez matkę karmiącą zjadane na bieżąco, gdyż jej organizm nie jest w stanie ich magazynować;
- matka karmiąca piersią powinna dbać, by w jej diecie było wiele kwasów tłuszczowych wielonienasyconych (organizm ich nie umie wytworzyć- musi dostarczyć z zewnątrz) potrzebnych dziecku do prawidłowego rozwoju mózgu; olej lniany,tłuste ryby morskie są więc bardzo polecane;
- w okresie połogu szczególnie polecana jest lekkostrawna dieta i ze względu na regenerację sił matki, i ze względu na dużą przepuszczalność jelit dziecka (alergeny, toksyny łatwiej się przedostaną przez błony śluzowe jelit); jest to więc okres ochronny- kiedy potrzeba szczególnie uważać na matkę i dziecko;
- matka karmiąca nie musi pić mleka, ani jeść nabiału, żeby mieć mleko; co więcej odkrywa się coraz bardziej wpływ białka mleka krowiego na powstawanie alergii; nie poleca się dużych ilości mleka i jego przetworów: mogą być one obciążeniem organizmu zarówno dla matki jak i dziecka; część naukowców uważa, że są one przyczyną wielu kolek, niestrawności u dzieci i ich matek;
- nawet niezdrowo odżywiająca się matka dostarczy zdrowszego i odpowiedniego pożywienia dla swojego dziecka karmionego piersią niż matka karmiąca sztuczną mieszanką, której spożywanie niesie wiele zagrożeń dla zdrowia i życia dziecka; może ponieść jednak skutek uboczny takiego postępowania: nadszarpnięcie własnego zdrowia;
- żadna dieta, herbatki nie zapewni wystarczającej ilości mleka z piersi, jeśli nie będzie się wystarczająco często i skutecznie przystawiać dziecka do piersi; herbatki „na laktację” mają działanie placebo czyli bardziej na samopoczucie i psychikę matki niż ilość mleka;
- podczas karmienia piersią nie należy się głodzić: głód, znaczne wychudzenie matki może spowodować zmniejszenie ilości wytwarzanego pokarmu (lecz nie ilości); jeśli matka chce się odchudzać- to zaleca się powolne racjonalne diety dostarczające wystarczającą ilość witamin i mikroelementów, białek, tłuszczy, węglowodanów złożonych;
- warto unikać „spożywczej chemii”, np. sztucznych konserwantów, barwników, importowanej żywności itp.- jednak mimo ich stosowania, mleko matki pozostanie wartościowszym pokarmem podnoszącym zdrowie dziecka w porównaniu ze sztucznymi mieszankami;
- nawet alergizujące pokarmy nie muszą być szkodliwe dla dziecka zdrowego; jednak matka z alergią może ich unikać bądź ograniczać, żeby zmniejszyć ryzyko alergii u swojego dziecka; zwłaszcza bardzo niebezpieczne bywają orzeszki ziemne- ze względu na najczęstsze przypadki wstrząsowych reakcji warto ich unikać szczególnie u małych niemowląt.
Podsumowując można powiedzieć, że mleko matki jest najzdrowszym pożywieniem dla małego dziecka. Laktacja czyli proces wytwarzania mleka w piersiach wymaga więcej kalorii niż ciąża- trzeba więc ich dostarczać, choć nie musi to być duża ilość ze względu na to, że w okresie ciąży zazwyczaj organizm matki gromadzi zapasy tłuszczu, minerałów, mikroelementów, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Stan błogosławiony jest właśnie takim okresem magazynowania właśnie jako żelazny zapas dla laktacji. Okres karmienia piersią jest czasem, kiedy jej organizm prowadzi bardzo oszczędną politykę zaspokajającą potrzeby dwojga, dając jednak pierwszeństwo potrzebom dziecka, stąd często wystarczające są stosunkowo niewielkie ilości wartościowego pożywienia.
30 czerwiec
Scenka z życia wzięta.
Niezobowiązująca propozycja do męża:
-A może byś poszedł ze mną do K.?
-Nie, zmęczony jestem.
-Tosiu, a może Ty w takim razie chciałabyś pojechać ze mną do K.?- zapytałam naiwnie.
–Nie, najpierw Tata.
Tu zapaliła mi się czerwona lampka. Powtórzyłam to samo, czy na pewno dobrze zrozumiałam, bo zazwyczaj lubi w różne miejsca ze mną jeździć . I? Odpowiedź oczywiście ta sama: najpierw tata.
Oczywiście, skoro tata nie chce, to dlaczego dziecko miałoby chcieć?
Tę zależność widzę też z innymi ważnymi osobami: maluch przypatruje się, jaką opinię ma na dany temat brat i siostra. Jeśli brat oceni nowe danie „ble, niedobre”, to murowane, że młodsza siostrzyczka nie będzie ryzykować.
Ciekawa jest ta zmiana znaczenia, jakie ma dla dziecka mama i tata. W pierwszych trzech latach życia (mniej więcej) to zazwyczaj matka jest dla dziecka „najważniejszą osobą” pod słońcem. A potem stopniowo jej rola blednie. Ciężkości natomiast nabiera rola ojca jako „osoby znaczącej”.
Na początku więc pewnej pokory wymaga rola ojca- bo on wtedy może czuć się mniej ważny dla dziecka, mniej znaczący, skoro dziecko dąży głównie do kontaktu z matką. najbardziej wtedy może zdobywać serce dziecka dając mu poznać, że otacza opieką tą relację mamy z dzieckiem i w ten sposób jest po jego stronie.
Stopniowo jednak to się zmienia- ojcowie stają się niezmiernie ważni dla dzieci, ich opinie, zachowanie itd. Wtedy nienarzucania się, pewnej dozy pokory i dystansu potrzebują matki. Najlepsze co mogą w tej sytuacji to wspieranie ojców swoich dzieci w rozwijaniu z nimi relacji.
Nie znaczy to, że w którymkolwiek momencie matka bądź ojciec mogli sobie pozwolić na rezygnację z relacji z dzieckiem, zwalając ją na drugiego! Nic podobnego: skromniejsza w danym momencie rola to nie znaczy niepotrzebna. Na własne dziecko po prostu nie można się obrażać.
W pewnym momencie, może nawet szybciej niż nam się wydaje, rodzice zaczynają wychowywać dziecko może nawet bardziej swoją więzią małżeńską niż pojedynczymi odniesieniami. Wtedy „nie, nie pomogę Ci” kierowane do współmałżonka przekłada się na „nie, nie chcę” dziecka.
Dlatego w małżeństwie nie można zaprzestać chodzić na randki, trzymać się za ręce, patrzeć w jedną stronę. A jeśli przyblakła ta relacja, to czasem można spróbować ją ożywić wiernością, wyjściem z zaproszeniem na randkę lub na romantyczny spacer, okazaniem pierwszemu miłości, wzajemną pomocą itp.
29 czerwiec
Może Dzień Matki, a może to Dzień Dziecka miał być zupełnie inny. Na ten termin mniej więcej miałam wyliczony przez siebie termin porodu…
Ale nasze dziecko odeszło wcześniej… O wiele wcześniej. Ale dzięki niemu poznałam wiele wspaniałych osób, wzięło ode mnie, choć tak małe, grube pokłady moich lęków i zaniosło je pod krzyż…Może to nie pasuje, bo refleksje zimowe i ciężkie, ale… może komuś innemu też jest zimowo i tęskno w te upalne dni.
Dla niego, naszego maleńkiego Józefa napisane już dawno:
Józinkowe znaki pewności
1?
Śmierć stara wariatka
zabiera gdzie popadnie
wymachuje rękami
i wygraża
śmiejąc się szyderczo
A my jej się boimy
dlatego
wiosnę do nas wysyłasz z transparentem „Jam zwyciężył świat”
lęk już niepotrzebny
wystarczy że ufności się chwycę
2?
Nie będę Cię nosić
do serca tulić
piersią karmić
Wiaro mała
skarlała z bólu
U Boga przytulniej
niż w jednym westchnieniu
mojego macierzyństwa
3?
Czy nazwiesz Go
Boże
jak i my nazwaliśmy
Józinek Józio Józef
Czy martwe nierozwinięte oczy otworzysz
na blask Twojej miłości
Ufność taka ogromna
ale ja zbyt mała
nie mogę jej dosięgnąć
nawet na palcach
4?
Jak cieszyć się z cudzych Jasełek?
Z dzieci
którym dane było
urodzić się
dorosnąć pięknie i niepięknie?
Jak cieszyć się ze śmiechu dziecka
przenikającego jak miecz
na wskroś
Zaryzykować
-przyjść z prezentem
kokardą owiniętym
z zawartością łzą
5?
Mały Aniele pod krzyżem
jeszcze oczu nie umiałeś otworzyć
a już modlitwą się napełniałeś
swoje rwące do rozwoju ręce
dałeś Bogu
jak niepotrzebny balast
bo nic jeszcze nie umiałeś
oprócz trwania
w maleńkiej kruchości
6?
Dziecko zbyt małe
by Cię nie kochać
To nie ja Ciebie będę nosiła
to Ty weźmiesz mnie w objęcia
w głębi bólu
gdy ksiądz-tylko człowiek
nie chce słuchać człowieka
zaprowadzisz do Boga
w słuch zamienionego
cichego jak góra
To Ty mnie przytulisz
w milczeniu
chociaż chciałam być ta pierwsza
7?
Krzyż Dzieciątka Jezus
Przez góry
niosła Cię Maryja pod sercem
potknęła się przestraszyła
-cierpiałeś?
Upał doskwierał w Izraelskiej ziemi
nie podano wody Matce
-cierpiałeś?
o zdrowie świętej Elżbiety staruszki
troszczyła się Niewiasta
mało odpoczywała
-cierpiałeś?
ciężkie dzbany wody nosiła
nie żałowała swojego potu
-cierpiałeś?
Dla kogo ten krzyż od poczęcia nosiłeś
Dzieciątko Kochające Najbardziej?
Czy dla równie małych?
8?
A propos paska świętego Dominika
Szła śmierć
przez oddział ginekologiczno-położniczy
obserwowała
nastroje
wnętrza matek
z podejrzliwością mordercy
Nagle oniemiała
zatrzymała się
Dominik
dziecko przeznaczone na zabicie
poświęcone Panu- w zbroi już było
-odeszła stara jędza
mszcząc się na innych
8?
Miałam dzisiaj nic nie pisać
słowa niepotrzebne
gryzą
wylewają się
może ktoś je odnajdzie
ułoży od nowa
lepiej
piękniej
żeby wyszły
puzzle z pejzażem nadziei
nie takie byle jakie
porozrywane
i pytające wciąż o to samo
niewdzięczne
(*)(*)(*)
9?
Anioły pod śniegiem się pochowały
udają że ich nie ma
tylko czasem robią a ku ku
czubek nosa wystawią
jakby wąchały
czy idziemy
ale zmartwychwstanie je odsłoni
wystarczy zaczekać
aż zacznie tajać
popłynie w niepamięć biała pustynia niewiary
10?
Grobie samotny
nieodwiedzany
wnuczątko
nie rozpoznane
pochyl się czasem nad nimi
nadzieją załopocz im w sercu
że chociaż nieopłakane
przywitasz ich z radością
11?
Aniele, który odszedłeś po cichu
spojrzałeś dzisiaj na mnie oczami cudzego dziecka
uśmiechnąłeś się
nic nie powiedziałeś
odwal z serca kamień
niech już uwierzy w zmartwychwstania dzień
w spotkanie, które się nie będzie kończyć
grób masz jak pierwszą kołyskę
miękki puch śniegu w niej
tak zimno
pocieszenie nie przychodzi
samo
bo by zamarzło
głupie moje słowa
nie radzą sobie ze sobą
po co jestem
gdy Ciebie nie ma
-sensu upatrują w czekaniu na spotkanie
29 czerwiec
Samotność jest doświadczeniem każdego człowieka. Dziecka, mężczyzny, kobiety, osoby starszej. Również matek- nie tylko tych opuszczonych przez mężów i ojców. Bo prędzej czy później ojcowie po narodzinach wracają do pracy zawodowej, a kobiety zostają na macierzyńskim, na wychowawczym w domu. Rzadko bywa odwrotnie.
Samotność domowa tym bardziej często ciąży, że właściwie dziewczyny, młode kobiety nie są przygotowywane do bycia żoną, mamą, gospodynią domową. Są przygotowywane do wykonywania zawodu, do pracy umysłowej bądź fizycznej, rzadko natomiast matki uczą swoje córki, jak dobrze czuć się we własnym domu, jak sobie radzić z byciem żoną, mamą i nie zwariować. Koleżanki pracujące zawodowo potrafią okazać swoją wyższość nad „biedną kurą domową”. Nierzadko też dziadkowie nie mieszkają blisko lub emocjonalnie nie są tak bliscy, by stale wspierać matkę.
Opieka nad małym dzieckiem potrafi być fascynującym zajęciem, ale mimo to matki potrafią być tym bardzo znużone z powodu poczucia zamknięcia, obniżenia lotów, związania rąk przez opiekę nad dzieckiem. Zwłaszcza małe dzieci często potrafią chorować, więc mama przeżywa dobrowolny areszt domowy razem z dzieckiem.
Wiele mam, pomimo że planowało urlop wychowawczy nie wytrzymuje właśnie tego poczucia osamotnienia, tej monotonii opieki nad dzieckiem i „ucieka” przed tym do pracy.
Stąd zanim podejmie się decyzję o jakimkolwiek kroku, warto sobie zdać sprawę, że nie musimy być skazane na to. Warto wychodzić z tego poczucia osamotnienia.
Jak można to zrobić:
- rozglądanie się dookoła, czasem w sąsiedztwie są mamy, które również zmagają się ze swoim macierzyństwem; zagadnięcie innej mamy z dzieckiem jest zwyczajną rzeczą- nikt się temu dziwić nie powinien;
- nie rezygnowanie z dotychczasowych przyjaźni, relacji rodzinnych- rozwijanie ich; prośba o pomoc w opiece nad dzieckiem;
- rozwijanie własnych zainteresowań;
- zapoznawanie przez rozmaite fora kobiet podobnie myślących i czujących: możliwość konfrontowania myśli, organizowania spotkań;
- zauważenie we własnym dziecku człowieka narażonego na samotność i cierpiącego niejednokrotnie osamotnienie oraz w innych członkach rodziny.
Zwłaszcza ten ostatni punkt jest niezwykle cenny: bo wtedy daje szansę, że te dwie samotności mamy i dziecka spotkają się i nie będą tak przygniatające.
Dziś taki temat, ponieważ Kasia przysłała mi link do Klubu Mam, który jest też odpowiedzią na potrzeby społeczne kobiet opiekujących się własnymi dziećmi i pozostającymi w domu:
o klubach dla mam
Uważam to za świetny pomysł! Może jeszcze ktoś dołączy do już istniejących lub założy podobny klub?
29 czerwiec
Spotykam się często ze stwierdzeniem, że dziecko nie chce normalnego jedzenia, bo ssie tylko pierś.
Tkwi w tym założenie, że mleko matki to nie jest normalne jedzenie, tylko nienormalne. Jest w tym błąd myślowy: otóż mleko matki jest właśnie najnormalniejszym i całkowicie naturalnym pokarmem małego dziecka.
I właściwie zazwyczaj należałoby się cieszyć, że dziecko, które nie zgłasza zapotrzebowania na innego rodzaju pokarmy, na „trudniejszą” żywność ma pokarm zawierający wszystkie składniki odżywcze począwszy od wody, białek, cukrów, tłuszczy, po enzymy, składniki przecwinfekcyjne, hormony itd.
Zwłaszcza mama pierwszego, jedynego dziecka narażona jest, by zbyt sztywno podchodzić do kwestii czasu wprowadzania żywności uzupełniającej. Gdy przeczyta, że ten odpowiedni czas to skończone 6 miesięcy, nierzadko stara się wtłoczyć w ten schemat swoje dziecko. Obserwacja rozwoju większej grupy dzieci pozwala się zreflektować, że dzieci dojrzewają jednak w różnym tempie. Zazwyczaj ten okres gotowości na nowe smaki, nowe potrawy poza mlekiem mamy waha się między 5-6 a 12 miesiącem. I część dzieci od razu z zapałem rozwija bujnie swój apetyt, inne z kolei czekają jeszcze dłużej (rekordziści nawet do 18 miesiąca). Jeśli dziecko rozwija się prawidłowo, nie ma anemii, to nie ma powodu do niepokoju.
Najczęstsze błędy popełniane przy wprowadzaniu nowej żywności:
- zastępowanie w drugim półroczu dziecka mleka matki żywnością uzupełniającą (podczas gdy mleko powinno wówczas stanowić nadal podstawę diety); rezygnowanie z karmienia piersią według potrzeby w drugim roku życia;
- porównywanie się z innymi mamami, z innymi dziećmi;
- nie reagowanie na sygnały przekazywane przez dziecko (np. niechęć do jedzenia);
- zmuszanie dzieci do jedzenia, np. podstępem, zabawianiem;
- robienie z jedzenia dziecka problemu; przyklejanie mu etykietki „niejadek” (dziecko słucha i uczy się od rodziców, kim jest);
- zbyt wczesne wprowadzanie najbardziej alergizujących pokarmów do diety dziecka: cytrusy, selery, przetwory z mleka krowiego, pomidory, kakao, orzechy, ryby; zwłaszcza gdy dziecko miało jakieś objawy alergii, można te pokarmy zostawić na drugi rok bądź później;
- wczesne podawanie śmieci żywieniowych;
- równoczesne podawanie pokarmu składającego się z wielu składników.
Karmiąc dziecko piersią, warto zdać sobie sprawę z tego, że żywność uzupełniająca jest przynajmniej z kilku powodów „trudniejsza” dla dziecka:
- wymaga dobrego pogryzienia i dokładnego zmieszania ze śliną, czego dziecko dopiero zaczyna się uczyć;
- może być zanieczyszczona, a więc wymaga sprawniejszej pracy nerek i wątroby (oczyszczalni organizmu);
- wymaga sprawnego działania enzymów i procesów trawiennych;
- może zawierać składniki podrażniające, alergizujące.
Dla dziecka w drugim półroczu i drugim roku życia niekiedy pół łyżeczki, łyżeczka to jest właśnie tyle, ile dziecko może potrzebować. Ani mniej ani więcej. Po ćwiartce albo po łyżeczce można proponować dziecku na pierwszy raz danego pokarmu. Jest to właściwa ilość, żeby oswajać się z danym smakiem, konsystencją, zawartością.
Jeśli dziecko akceptuje te pół łyżeczki, można wówczas kolejnego dnia zaproponować już całą łyżeczkę obserwując jego reakcję.
Nasz stosunek do karmienia żywnością uzupełniającą jest nacechowany kulturowymi uwarunkowaniami.
Wiele rodzin wychowuje swoje dzieci dążąc do przekarmiania jako ideał przedstawiając:
-dziecko jedzące dużo;
-dziecko jedzące wszystko oraz szybko;
-dziecko pulchne.
Przekarmiać łatwo też jest dzieci przyzwyczajone do butelki ze smoczkiem, która zazwyczaj uczy wypijania więcej niż potrzeby dziecka tego wymagają ze względu na niefizjologiczny wypływ (ciągły jednostajny). Dzieci te często mają rozciągnięte żołądki czyli przygotowane do przekarmiania. Czy warto więc porównywać swoje dziecko karmione piersią z dzieckiem karmionym butelką?
|