Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Ach, te kochane córki…

Tatuś wybył na wyprawę ojca z ukochanym synem, więc mam dużo czasu dla moich ulubionych córek. Moje miłe córeczki czas zabrać na dziewczyńską wyprawę,  zaszczepić im odrobinę szaleństwa. Zwłaszcza w rodzinie gdzie jest więcej niż jedno dziecko warto szukać takiego specjalnego czasu dla każdego z nich indywidualnie. Bo każda z nich jest wyjątkowa, piękna, wartościowa. Dla Boga bezcenna, skoro swoje życie oddałby za nią nawet wtedy, gdyby była sama na świecie. Opowiadam moją historię dzieciom, jak to po przyjściu na świat każdego młodszego serce mamy i taty rośnie, żeby tego starszego mogło kochać więcej czyli tyle, ile każdy potrzebuje.

Najstarsza moja latorośl nabyła sobie książkę „Dziewczyny wojenne”. Zaczyna się okres dorastania- bardzo sobie chwalę póki co ten okres, bo wchodzenie w taką bardziej partnerską relację z dzieckiem jest pasjonujące, tym więcej można się od siebie nawzajem nauczyć. Lidka przeczyta książkę pierwsza, ja po niej.



Migiem

Znacie taki kawał?

Jasio w niegrzeczny sposób upomina się o dokładkę. Wreszcie tato go naprowadza: „Powiedz magiczne słowo”. Na to Jasio odpowiada: „Migiem!”

To czego trzeba uczyć nasze dzieci to też czekanie, odraczanie swoich potrzeb, zachcianek, pragnień. Sami musimy się tego uczyć jako chrześcijanie, choćby wracając do praktyki postu. A że to boli? Że niewygodne?

Życie bez tego traci swój smak. Sól traci swój smak, jeśli chrześcijanin nie umie cierpieć. Gdy moje starsze dzieci płaczą, cierpią wyraźnie, zwracam im uwagę, że jest przy nich Dzieciątko Jezus, ono też płakało, gdy rozbiło kolano. Czasem nie jestem w stanie współczuć moim łobuziakom, ale wtedy tym bardziej wielki Bóg pochylić się musi do małego dziecięcego cierpienia. Bo On je kocha bardziej niż mama i tata razem wzięci.



Szpitalne wspomnienia…

Niemal każda spotkana kobieta, która miała do czynienia z personelem oddziałów położniczo-ginekologicznych nosi w sercu jakieś bolesne wspomnienia, a nawet jeśli nie bolesne, to często takie, które „uwierają”, niepokoją.

Cóż, akcja „Rodzić po Ludzku” trochę zrobiła zamieszania, ale bardzo powierzchownie. O ileż więcej i głębiej zadziałał profesor Włodzimierz Fijałkowski swoją modlitwą, ukochaniem dzieci od poczęcia i ich matek, swoimi książkami.

Wydaje mi się jakby to było całkiem niedawno, gdy z mężem (wtedy dopiero narzeczonym) słuchaliśmy jego wykładów na uniwersytecie. Taką pasję miłości może dawać tylko sam Bóg, jaką widziało się u profesora!

Niestety ja też mam takie „uwierające” wspomnienia, które czasami wracają jak horror. Stąd tym bardziej potrzebuję modlić się za tych, którzy zafundowali mi takie pamiątki z położnictwa: zamiast pomocy obrażanie czy zdrowy twardy sen lekarski. Jeśli nawet same nie macie bagażu trudnych przeżyć, proszę, jeśli jesteście chrześcijankami, módlcie się za tych lekarzy, te położne,  które zamiast pomagać idą spać. Za tych lekarzy, którzy zamiast towarzyszyć rodzącym, pomagać im, udowadniają im, że same nie są w stanie urodzić, że są głupie. Modlitwą jesteśmy w stanie zmienić więcej niż wiele akcji „gazetowych”. Módlcie się, kochane dziewczyny, za tych, którzy sprawili Wam wiele bólu.

Pan Bóg potrafi przemienić te trudne doświadczenia w drogocenną perłę, jeśli będziemy się modlić z wiarą.

Chrześcijanka nie może nie modlić się za tych, od których doznaje cierpienia. Zwłaszcza że często jest to cierpienie zadane bezmyślnie, rutynowo, nieświadomie. Musimy trenować modlitwę za tych ludzi, skoro Pan Jezus wzywa nas i do większych rzeczy: do modlitwy za nieprzyjaciół.



Odwagi nam trzeba na te dziwne czasy…

Właściwie w byciu mamą jest wiele powodów do narzekania.

A to dzieci chorują. Jak to dzieci, niedojrzałe, więc chorują, kiedy popadnie.

A to budzą się nie wtedy, kiedy trzeba: w nocy, nad ranem, śpiąc zbyt krótko, budząc się zbyt często.

A to akurat okresy buntu przechodzą. „Nie” i kropka wołając.

A to akurat przechodzimy ZNP (zespół napięcia przedmiesiączkowego) albo napięcia ciążowego, albo napięcia karmieniowego (ileż można karmić! jak on tak może często ssać, jeść, grymasić itd.!)

„Zawsze się radujcie!” „Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na Was”. Taka Boża recepta na nasze marudzenie. Po prostu położyć głowę na ramieniu Pana Jezusa i się nie martwić. „Odwagi! Jam zwyciężył świat!” Czyli nasze dzieci są w dobrych rękach- jeśli tylko oddamy Mu je. My jesteśmy w dobrych rękach oddając bogu swoje życie.

Zupełnie z innej beczki.

Spotkałam się niedawno z rodzicami, którzy wybrali dla swoich dzieci edukację domową. Coś nieprawdopodobnego w świecie, gdzie tak przywykliśmy, by sprawę nauki zrzucać na szkołę, nauczycieli, wszelkiej maści profesjonalistów i to już od najwcześniejszych lat. Za przyczyną Moniki znalazła się u nas w domu również książka:

edukacja domowa w Polsce

Polecam gorąco zwłaszcza tym, przed którymi decyzja wyboru szkoły stoi otworem. Również tym, którzy nie chcą ograniczać swojego myślenia do szkół jako „jedynej słusznej opcji”.



Noszenie potrzebującego

„Dusza dojrzewała powoli, ciało natomiast hartowało się niezwykle szybko.” K.Makuszyński

Wakacje w toku, więc i lektura bardzo lekka, pożyczona od koleżanki mojej córki. Ten jednak cytat wywarł na mnie wrażenie. Autor ten ma przenikliwość większą niż niejeden pisarz nowoczesnych poradników. Z tego prostego powodu, że widzi w dziecku coś tak prostego jak dusza.

Dziecko od początku jest człowiekiem, a więc od początku jest narażone na cierpienie. Co więcej, jest nim zarażone, bo przychodzi na świat z grzechem pierworodnym.

Wczoraj miałam właśnie możliwość niańczyć takie cierpiące dziecko, mojego 4-miesięcznego Ignasia. Odkrył młodzieniec, że odkładanie go na kocyk jest narażaniem go na samotność i bezradność. Natychmiast po położeniu buźka zmieniała się w podkówkę, więc, cóż było robić, przywiązywałam go sobie do chusty na plecy bądź na brzuch.

Chusta zapewnia dziecku przytulenie bardzo bliskie, maluch ma szansę wtulić się i zasnąć, wyciszyć, dać znać, kiedy czegoś potrzebuje.

Mam wrażenie, że znakiem czasu jest to, w jaki sposób obecnie są noszone niemowlęta. Nierzadko widzi się je w nosidełkach bądź na rękach oparte plecami o brzuch rodzica, twarzą do świata, tak, że pierwsze znajduje się dziecko, za nim rodzic. Nie dość, że jest to sposób niebezpieczny (w razie upadku zagrożona jest twarz dziecka, nieprawidłowe ułożenie bioderek), to jest to dodatkowo wbrew potrzebom niemowlęcej osoby. Małe dziecko w ramionach rodzica szuka ukojenia, odpoczynku, schronienia. Jeśli jest noszone w ten nieprawidłowy sposób, to nie dość, że nie znajduje go, to jest wystawione na nadmierną ilość bodźców, doznań, nie ma możliwości uciec przed nimi. Czy można się dziwić, że rodzice noszący w ten sposób małe niemowlę skarżą się, że ich dziecko zbyt mało śpi, jest niespokojne, ma trudności z zaśnięciem?

Dziecko gdy będzie gotowe do tego, by być skierowane twarzą do świata, potupta na swoich małych nóżkach, samodzielnie odwróci się od nas. I wtedy nie zaszkodzi mu wyprzedzanie mamy czy taty.

Niestety też miałam skłonność do noszenia w tak nieprawidłowy sposób najstarszej córeczki, nie wiedząc, że jest to niezdrowe i nieprawidłowe. Dlatego myślę, na swoim przykładzie, że wiąże się z tym również pewne zmęczenie dzieckiem. Odwracamy od siebie dziecko i już nie musimy na nie patrzeć, dokładnie za to widzą go inni, można się pochwalić wówczas lepiej swoją pociechą. Dziecko jest tu w roli przewodnika, nie znajduje natomiast oparcia w rodzicu. Na jego barki zbyt duży ciężar jest przerzucany.

Mamy skłonność w ogóle zbyt długo nosić dziecko na brzuchu, twarzą w twarz. Skutki? Problemy z mięśniami dna macicy, które mogą dopiero ujawnić się po latach, niekoniecznie od razu, nie wykorzystanie okazji, by uczyć malucha patrzeć z tej samej perspektywy.



Długotrwała inwestycja

Inwestując w swoje małżeństwo, inwestujesz w wychowanie dzieci. Długofalowo.

Rozwód?

Pobierając się nie tylko nie należy zrezygnować z chodzenia na randki, ale wręcz uczynić z tego przywilej, prawo małżeńskie. Choć inaczej może będzie wyglądać randka, gdy ma się równocześnie małe dziecko, ale zrezygnować z niej to jak pozbawić się dopływu świeżego powietrza.

O ile przed zawarciem związku małżeńskiego chodzenie na randki było miłe, o tyle po jego zalegalizowaniu zaczyna być potrzebne.



Oczyszczenie? Ale jakie?

Pan Bóg nas powołał, żebyśmy były matkami naszych dzieci. Więc trzeba prosić z wiarą, by uczył nas opiekować się mądrze dziećmi, wychowywać je na świętych ludzi. Skoro sam przeznaczył nam takie zadanie, to i zechce nas wyposażyć odpowiednio do wykonania takiego zadania. Jeśli będziemy prosić- z wiarą koniecznie.

Mi się nie udaje wychowywać dobrze dzieci, ciągle robię coś nie tak, dlatego bardzo potrzebuję prosić stale i świętych, i Aniołów, by wspierali mnie w tym wychowaniu. Dlatego koniecznie zabiegać muszę o Ducha Świętego, by dodawał mi mądrości, bo sama to raczej głupia jestem.

I w leczeniu swoich dzieci trzeba prosić o Ducha Świętego. Też to robię, bo łatwo się gubię w tym wszystkim. Po pierwsze widzę, że trzeba kierować się w tym rozumem- to taki zwykły dar od Pana Boga, ale każdemu potrzebny. Skoro więc np. homeopatia nie ma żadnych niezależnych badań wskazujących na jej działanie, to nie ruszamy jej. Podejrzana jest i tyle. Nawet niekoniecznie zaraz podejrzana o jakieś czary-mary, ale o to, że sprzedają nam bardzo drogo „wielkie nic”. No to ja wolę sobie wody z jeziora nabrać- tańsza.

Ale za to wielką tradycję i swoistą renomę ma leczenie zielarskie mnichów.

Ich produkty stosowane rozumnie są na pewno i duchowo, i zdrowotnie bezpieczniejsze.

Np.: benedyktyni.

Mam nieodparte wrażenie, że im mniej o duchową czystość się zabiega, im mniej kocha się sakrament pokuty i pojednania, tym bardziej trąbi o „oczyszczaniu organizmu”. Tworzy jakąś wizję super oczyszczonego organizmu. A i owszem pewne oczyszczanie jest bardzo potrzebne, np. ze złogów cholesterolu w chorobie wieńcowej, z kamieni w kamicy nerkowej itd. Jednak nie będziemy w stanie przy pomocy jakiejś kuracji choćby nie wiem jak dobrej, dopasowanej do nas, naturalnej czy jeszcze innej doprowadzić do stanu zdrowia >na zawsze<, >idealnego<. Tu na ziemi mamy tylko tymczasowość kuracji.

Warto oczyszczać swoje nerki, tętnice, serce, wątrobę, ale jeszcze bardziej swoją duszę w szczerej rozmowie z Bogiem. Warto uczyć oczyszczających nawyków swoje dziecko, ale jeszcze bardziej warto mu pokazać Stwórcę wszelkiego oczyszczenia.

Zauważam, że jestem człowiekiem całkiem zanurzonym w ten świat: i łatwiej mi myśleć i starać się o to oczyszczenie wyłącznie tymczasowe, organiczne przynoszące krótkotrwałą ulgę niż to, które sięga wieczności i sięga ducha.

Ale jednak zaczynać trzeba od tego spotkania, które oczyszcza, bo Bóg przechodzi ze swoją mocą. „Szukajcie wpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dane”.

Czy ktoś jadł porzeczki z wierzby? Polecam. Jadłam ja i moje dzieciaki. Zamieszczę niedługo zdjęcia. Pan Bóg jest naprawdę wielki 🙂 I to w takiej małej zwykłej wioseczce się dzieje. Należy oczekiwać wielkich rzeczy od Pana Boga- dlaczego mielibyśmy Go ograniczać do swych małych próśb? I w małych, i w wielkich rzeczach chce przychodzić z mocą. Tylko czy czekamy na Niego? Oczekujemy od niego wiele?

Niedawno przeczytałam „Uwierzcie w koniec świata” ojca Badeniego- polecam gorąco. Pewna znajoma powiedziała mi, że nie chce jej ode mnie pożyczyć, bo jest sto straszna książka. Straszna?- zastanowiłam się. Może i tak. Na tyle, na ile straszna jest miłość i sprawiedliwość Boża. To dopiero będzie oczyszczenie 🙂 Dlatego modlitwa „marana tha” (przyjdź, Panie Jezu), stale aktualna.



Uśmiech

Czyż nie jest najpiękniejszym wynalazkiem Boga uśmiech dziecka?

I USG, i mikrokamery rejestrują, że już dziecko pod sercem mamy uśmiecha się.

Ledwo się rodzi- już się uśmiecha. Samo dobro i słodycz zawarta w tym uśmiechu. Często przez sen, najpierw gdzieś w przestrzeń skierowany uśmiech, później w stronę ludzi. W moich okolicach mówi się, że dziecko najpierw uśmiecha się do aniołków zanim zacznie uśmiechać się do rodziców.

Czy to może być prawda? Szkiełko i oko mędrca powie, że to mimowolny skurcz mięśni bądź nieświadoma reakcja fizjologiczna. Ale dlaczego w tym uśmiechu ma nie być widać przezroczystej duszy dziecka? Skąd możemy wiedzieć, że ten uśmiech nie jest skierowany w stronę duchową, do Stworzyciela spod ręki którego dopiero co wyszedł młody człowiek?

 

Gdy widzę, ile bezbronności, łagodności i czułości kryje się w oczach dziecka, nie dziwię się, że Zbawiciel stał się dzieckiem.



Dla Niego nie ma nic niemożliwego

Jeśli jesteś zraniona przez to, co Cię spotkało w szpitalu z rąk lekarzy, położnych, a jesteś chrześcijanką- trzeba się za nich modlić.

My nie jesteśmy dobrymi sędziami dla innych ludzi. Łatwiej przebaczyć, jeśli się wstawiamy u Pana Boga za tymi, którzy nam wyrządzają krzywdę.

A na porodówkach, na położnictwie wiele bólu cierpią rodzące matki, ich dzieci. Nie tylko tego bólu fizjologicznego, ale bólu nieuzasadnionego, dodanego procedurami, niepotrzebnymi ingerencjami, również bólu psychicznego. Ból arogancji, bezduszności, ignorancji, samotności.

Jeśli chcemy, żeby zmieniło się w naszych szpitalach, trzeba się modlić dla nas o mądrość, odwagę, a dla lekarzy, położnych o przebaczenie ich grzechów, o ich nawrócenie.

Jeśli jesteśmy przez nich poranione, a modlimy się z wiarą, to taka modlitwa ma wielką moc. Moc zmieniania serc.

„Szukajcie, a znajdziecie. Kołaczcie, a otworzą wam.”

Jeśli szukamy w Bogu, znajdziemy na pewno rozwiązanie, pomoc. Wystarczy ufać Mu. I kochać Go.

„Serce Jezusa hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają!”

 



Ratujmy maluchy

Pani minister oświaty wymyśliła sobie, że dobrym rozwiązaniem dla polepszenia stanu szkolnictwa będzie wysłanie już 5-latków do do zerówki, a 6-latków do pierwszej klasy. To nic, że polskie szkoły wcale się do tej zmiany nie przystosowały, ani zewnętrznie (przystosowanie klas), ani merytorycznie (szkolenie dla nauczycieli, program nauczania). To nic, że i młodzi uczniowie jakoś nie zaczęli wcześniej dojrzewać emocjonalnie. „Marsz do szkoły”- brzmi przekaz pani minister- „jakoś to będzie”.

Dlatego to właśnie rodzice zaprotestowali przeciwko „takiej” reformie, która jest wbrew interesom ich dzieci. Kto chce się dołączyć do akcji?

Ten niech zapozna się z nią i włączy:

Ratuj maluchy

My już zebraliśmy 27 podpisów 🙂