Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Kiedy i gdzie karmić piersią?

Kiedy warto karmić piersią?

  • Kiedy potrzebuje tego dziecko;
  • Kiedy potrzebuje tego matka;
  • Kiedy mamy „za dużo mleka” a więc zwłaszcza w początkowych zmaganiach z nawałem, nadprodukcją;
  • Kiedy mamy „za mało mleka”, a więc kiedy dziecko dopiero pracuje nad wytworzeniem większej ilości i potrzebuje na to czasu i częstych karmień;
  • W dzień, kiedy dzieci te większe jedzą różnorodne posiłki, żeby mleko osłaniało ich niedojrzały przewód pokarmowy;
  • W nocy, kiedy mleko ma najwięcej kalorii, a więc dziecko jest w stanie bez rozbudzenia najeść się i spać dalej z pełnym już brzuszkiem;
  • Kiedy dziecko ssie bardzo często, ale też kiedy samo ogranicza sobie karmienia piersią bądź my je ograniczamy z jakiś względów, itd, itp.

Gdzie karmić piersią? Czy tylko w zaciszu domowym? Nie każda mama jest domatorką, żeby ją to satysfakcjonowało. Mała podpowiedź, gdzie można jeszcze karmić piersią:

„Specjalne” miejsca do karmienia

Ostatnio jedna z moich forumowiczek napisała, że w tym roku karmiła swoje dziecko piersią pod ziemią, w kopalni złota. Większość z nas jednak karmi na powierzchni ziemi, co nie znaczy, że inaczej znaczy gorzej.

Nasze dzieci nie potrafią zrozumieć, że jakieś miejsce jest niewłaściwe do zaspokojenia swojego pragnienia, głodu, dopóki go tego nie nauczymy. Owszem na tą naukę jest czas, ale na pewno nie wtedy, gdy dziecko jest zbyt zmęczone, zrozpaczone lub głodne, by chcieć i umieć cokolwiek zrozumieć.



Odcinanie pępowiny

Dwa porody – dwa różne zakończenia.

1 poród: dziecko się rodzi naturalnie, pozwala się tętnić pępowinie. Nie śpieszy się z jej przecinaniem, dziecko nie podejmuje samodzielnego oddychania przez 40 minut, ale jest w dobrym stanie, dzięki zachowanemu połączeniu z działającym łożyskiem. Dopiero po 40 minutach zaczyna samodzielnie oddychać, wtedy pępowina przestaje tętnić.

2 poród: dziecko się rodzi naturalnie, przecina się natychmiast pępowinę. Dziecko sinieje w oczach. Reanimacja, sztuczna wentylacja niewiele daje. Dziecko umiera.

Drastyczne dwa przykłady z życia wzięte, ale pokazujące, że niewiele w naturze jest przypadków. Dopóki pępowina tętni po urodzeniu, spełnia swoją funkcję, dziecko otrzymuje wraz z nią wystaraczającą dawkę tlenu, kolejne dawki krwi (mniej jest narażone na niedotlenienie, niedokrwistość, gdy samo ustanie tętnienie).

Szybkie przecięcie pępowiny częściej zamiast tragicznych skutków ma jedynie chorobliwe następstwa, np. lekkie niedotlenienie, niedokrwistość leczona później miesiącami.

Można też mówić o przecinaniu pępowiny psychicznej, przechodzeniu na kolejne etapy dojrzałości. Zakończenie karmienia piersią też można porównać do porodu, do zakończenia jakiegoś etapu, przecięcia pępowiny.

Gdy dziecku bardzo mocno zależy na kontynuowaniu ssania piersi, można się zastanowić: jakie ono ma dalsze funkcje, że nie ustaje? To nie jest ani złośliwość, ani nałóg ze strony dziecka. Jest w tym jakieś znaczenie, które myśląca mama odkrywa.

Czasem odkrywa dopiero poniewczasie. Dziecko odstawione od piersi zaczyna np. chronicznie chorować.

Najlepiej odkrywać to znaczenie w czasie karmienia biorąc pod uwagę:

  • stan zdrowia dziecka;
  • etap rozwoju;
  • radzenie sobie z emocjami;
  • sytuację życiową.

Oczywiście, że z karmienia piersią wcześniej lub później trzeba zrezygnować, jednak porozumienie z własnym dzieckiem jest tu niezmiernie istotne. Jeśli jest to możliwe, warto wziąć pod uwagę kruchość i delikatność zdrowia i psychiki własnego dziecka.



Szczęśliwa matka- szczęśliwe dziecko

Taki właśnie slogan robi karierę: „szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”. Dzisiaj pierwszy raz zdarzyło mi się słyszeć, że z tego powodu matka odmówiła dziecku piersi (jeszcze na położnictwie). „Bo byłaby uwiązana do dziecka, a przez to nieszczęśliwa”.

Hm.

Jeśli się tak dobrze zastanowić, skąd wynika, że kariera tego sloganu jest tak zawrotna. Otóż jest w tym szczypta prawdy. Żeby prawdziwie kochać, kogokolwiek, męża, dziecko czy przyjaciółkę, to rzeczywiście trzeba umieć też dbać o siebie, umieć przyjmować wyrazy miłości, pozwalać się uszczęśliwiać i umieć też szukać własnej drogi szczęścia. Ale to jest tylko jedna strona medalu.

Jeśli sięgniemy do psychologii rozwojowej, to ten etap rozwoju mogą już osiągnąć zadbane, kochane dzieci, które zwyczajnie wiedzą, co lubią, wiedzą, że mogą się domagać okazywania miłości, zaspokajania ich potrzeb, a nawet pragnień.

Jednak człowiek dorosły ten etap wyłącznej koncentracji na własnym zaspokajaniu szczęśliwie powinien mieć za sobą, ponieważ dojrzałość polega na pójściu dalej. Wcześniejszy etap nie jest zanegowany przez następne, ale człowiek dorosły winien umieć też działać dla dobra drugiej osoby, a nie tylko poprzestawać na kurczowym trzymaniu się własnego zaspokojenia. I to niezależnie od własnych emocji.

Prosty przykład. To, że rodzic nie czuje się danego dnia uszczęśliwiony przewijaniem swojego dziecka, to w najmniejszym stopniu nie zwalnia go z tego obowiązku.

Także w tym kontekście slogan „szczęśliwa mama- szczęśliwe dziecko” jest zwyczajnie nieprawdziwy. O ileż bardziej wiarygodnie i prawdziwie brzmi „kochająca mama to szczęśliwe dziecko”.

Z miłości można też karmić piersią, nawet jeśli się tego nie lubi dystansując się od swoich własnych uczuć. Właśnie ze względu na dobro dziecka.

W kontekście takich wyborów, gdzie mama „musi” być szczęśliwa niezależnie od dobra dziecka zastanawiam się, czy nie adekwatniej byłoby zacząć modelować inne określenia: „szczęśliwa mama- opuszczone dziecko”.

Dlaczego opuszczone? Ponieważ karmienie piersią jest naturalną kontynuacją tej bliskości, kiedy dziecko było przy sercu mamy dosłownie przez cały czas.

I nie chodzi o to, żeby nie dbać o własne potrzeby, ale nauczyć się realizować je w łączności z dzieckiem. W takiej łączności, jakiej potrzebuje. Gdyż z perspektywy zwłaszcza maleńkiego dziecka więź z mamą to życie.



Wstyd z powodu karmienia piersią

W ciekawym społeczeństwie żyjemy, trochę schizofrenicznym.

Z jednej strony znieczulonym oglądaniem filmów, reklam zionących erotyzmem, nagością. Z drugiej strony podważającym sens i potrzebę naturalnego karmienia piersią widząc w nim obnażanie się kobiety, a nie zaspokajanie potrzeby dziecka.

Przez to nierzadko budzi się w karmiącej matce niepokój, czy robi dobrze karmiąc w tym czy owym miejscu, w parku czy na placu zabaw, w sklepie czy na ławce przy chodniku. Powiększa się on tym bardziej, gdy zamiast innych karmiących piersią matek widzi osoby karmiące przez smoczek, przez niekapki, dające smoczka-uspokajacza nawet bardzo małym niemowlętom.

Tak jakby karmienie piersią mogłoby być czymś wstydliwym, niewłaściwym. Nawet jeśli mama karmiąc piersią czuje zażenowanie z powodu obecności innych osób, nie świadczy to o tym, że jej zachowanie jest niewłaściwe. Świadczy bardziej o obawach, jakie ma z powodu spostrzegania kobiecej piersi w społeczeństwie jako obiektu seksualnego, a nie jako źródła pokarmu dla dziecka.

Czy jednak za tym odczuciem przykrości pomieszanej ze wstydem, zmieszaniem mamy podążać w swoich wyborach? Skoro uważamy karmienie piersią za normalne, naturalne, dobre, to dlaczego się wstydzimy?

Ten wstyd zapewne rozpowszechnił się z powodu zmieniania się wzorca społecznego. Gdyby wszystkie kobiety (bądź prawie wszystkie, np. 90%) mające małe dzieci karmiły je piersią i było to dla nich powodem do zadowolenia, dumy, to czy młode matki rozpoczynające swoją drogę macierzyństwa chowałyby się z własnym karmieniem? Gdyby znały „z widzenia” karmienie piersią w wykonaniu sióstr, sąsiadek, cioć itd., to czy sprowadzałyby je do podziemi, czy wstydziły by się tej oczywistości?

Gdyby i mężczyźni: ojcowie, bracia, wujkowie, księża, zakonnicy byli przyzwyczajeni, że normą dla małych dzieci jest karmienie piersią, to czy istniałby powód do jakiegokolwiek zawstydzenia? Niestety obecnie tak nie jest. Najbardziej rozpowszechniony jest wzorzec wszędobylskiego smoczka, jeśli nawet nie tego od butelki, to uspokajacza. Nawet małe dzieci kojarzą symbol „smoczek” jako znak niemowlęctwa, nawet te, które nigdy go nie używały. Poprzez zabawki, reklamy, kontakt z rówieśnikami szybko uczą się tego.

Zazwyczaj więc mamy wybierają środek, choć bynajmniej nie jest on złoty: karmią tam, gdzie ich dziecko jest głodne, starając się robić to jednak dyskretnie, bez zwracania na siebie uwagi, nie bardzo otwarcie tak by i dziecko było ukontentowane, i one same nie były narażone na czyjeś złe spojrzenia.

Jednak warto pracować nad sobą, by karmienie piersią dla nas samych, naszych rodzin było tak zwyczajną częścią macierzyństwa, byśmy nie dały się zwariować reklamie i sztucznym wzorcom. Nieraz trzeba uświadamiać sobie własne uczucia: skąd takie a nie inne emocje rodzą się w nas w związku z karmieniem piersią? I szukać rozwiązań, czasem zmiany w sobie, by być pewniejszą, a czasem zmiany zewnętrznej:

  • ubrania dające poczucie dyskrecji, np. poncha, karmienie w chuście, szukanie ubrań, w których czujemy się komfortowo karmiąc;
  • gdy czujemy się niepewne we własnym karmieniu piersią, nie wszystkim musimy zawsze otwarcie się do niego przyznawać; jeśli same potrzebujemy wsparcia w tym względzie, to aktywnie poszukujmy go u osób, które są przyjaźnie ustosunkowane do tej sfery macierzyństwa;
  • poszukanie innych mam karmiących w swoim otoczeniu daje poczucie bycia zaakceptowaną, normalności, współtowarzyszenia sobie;
  • nie pozwalanie na negatywne oceny karmienia piersią i nie wchodzenie w dyskusję z osobami wyraźnie uprzedzonymi do karmienia piersią: „uważam inaczej, proszę zachować swoje zdanie dla siebie”; „dlaczego Ci przeszkadza moje karmienie?”- zauważenie, że problem nie jest w mamie karmiącej, a w głowie osoby go zgłaszającej.

Trwają upalne miesiące, wiele kobiet chodzi po ulicach niemal roznegliżowanych. Karmienie piersią w tym kontekście i nasza dyskrecja, spokój karmienia przypomina o normalności, o tym, że trzeba się bardziej liczyć z kruchością dzieci niż ze skrzywieniem życia społecznego.

Czasami kobiety całkiem dobrze radzą sobie z karmieniem piersią niemowlęcia, a dopiero karmienie piersią w okresie poniemowlęcym zaczyna im doskwierać z powodu nieakceptacji społecznej. Stąd nierzadkie odstawienie w przestrzeni publicznej, a kontynuowanie karmienia w zaciszu domowym. Nie każde jednak dziecko jest jednak tak uległe, tak zgodne, by zaakceptować to rozwiązanie. Stąd pytanie: czy rzeczywiście warto bardziej cenić odbiór społeczny niż zgodę z własnym dzieckiem?



Szpitalne wychowanie młodej mamy

Młoda mama, nazwijmy ją Hermenegilda, żeby było anonimowo, trafia do szpitala z 4-tygodniowym maleństwem z powodu jednorazowego incydentu nieutulonego płaczu.

Lekarze nie znajdują żadnej przyczyny takiego stanu rzeczy, diagnozują więc: „głodne dziecko, dawać mu Bebiko”.

Żeby przybliżyć miejsce akcji, rzecz dzieje się w wojewódzkim szpitalu dziecięcym. Przyjrzyjmy się jednak wadze dziecka, żeby mieć obraz tej diagnozy. Malutki Rafałek w ciągu 4 tygodni (bez 3 dni) na samym pokarmie matki przybrał 880g, co stanowi całkiem ładną sumkę, wystarczającą dla maleństwa, ponieważ minimalny przybór to około 120g w ciągu tygodnia. Młodzieniec, który przybierał od masy spadkowej 220g/tydzień osiąga więc całkiem dobre przyrosty wagowe, które w żadnym razie nie powinny niepokoić.

Lekarze jednak są zdolni zaniepokoić najspokojniejszego człowieka na świecie. Zalecili młodej Hermenegildzie, żeby ważyła dziecko przed karmieniem i po karmieniu i zapisywała te „osiągi”, choć wartość tej metody jest wątpliwa nie od dziś.

Rzeczywiście zmiany w ten sposób osiągane były minimalne. Dlaczego?

  1. Karmienie piersią to nie egzamin. Robienie z niego egzaminu powoduje, że zestresowana matka wytwarza adrenalinę, która skutecznie ogranicza wytwarzanie oksytocyny odpowiedzialnej za sam wypływ mleka.
  2. Dziecko najwięcej często najada się nocą, a nie w dzień podczas kontroli: w nocy jest najwyższy poziom prolaktyny (hormonu mlecznego), oksytocyny (hormonu miłości, który wytwarzany jest gdy matka jest spokojna);
  3. Dziecko karmione piersią zazwyczaj jada często i krótko, a więc jego żołądek nie jest rozepchany, jednorazowo zjada niewielką ilość pokarmu. Ilość pokarmu zjadanego przez dziecko ma też duże wahania dobowe, np. rano porcje wypijanego mleka są zwykle większe niż wieczorem.

Ta mama na tyle miała rozsądku, że wypisała się na własne żądanie ze szpitala. Kontynuowała swoje karmienie piersią, dzięki wiedzy jaką miała, wsparciu osób, z którymi rozmawiała. Ale czy wiele kobiet w jej sytuacji nie uznałaby wyższości wiedzy lekarzy i posłusznie nie karmiłoby proszkowaną imitacją kobiecego mleka grzebiąc tym samym swoją laktację?



Zasługi smoczka-uspokajacza

Jest karmienie piersią naturalne:

  • według potrzeby dziecka i mamy;
  • bez protez piersi typu smoczki, butelki.

Jest też karmienie piersią nienaturalne: według zegarka, gdy potrzeby dziecka i mamy nie są uwzględniane, z zatykaniem dziecka tłumikiem zwanym pospolicie smoczkiem-uspokajaczem czy smoczkiem-gryzaczkiem, gdy niecierpliwość bierze górę.

Chciałam się przyjrzeć tym razem roli smoczka-uspokajacza w zaspokajaniu potrzeby ssania dziecka.

Zacznijmy od plusów: jest to niewątpliwie potrzebne urządzenie, gdy mamy do czynienia z karmieniem li i jedynie butelką. Ponieważ wypływ z butelki jest niefizjologiczny dziecko karmione w ten sposób często ma rozepchany żołądek z powodu zbyt dużej wypijanej ilości pokarmu. Stąd wprowadzenie smoczka-uspokajacza jest wentylem bezpieczeństwa, by nie przekarmiać dziecka, a równocześnie zaspokajać jego potrzebę ssania.

W naturalny sposób dzieci często zasypiają podczas ssania piersi. Zapobiega to w jakimś stopniu zespołowi nagłego zgonu niemowląt (SIDS, zw. śmiercią łóżeczkową). Gdy niemowlę nie ssie piersi, powinno się więc do zasypiania umożliwić dziecku ssanie smoczka, który nie będzie powodował krztuszenia, a więc tego z rodzaju uspokajacza.

Minusy podawania smoczka-gryzaczka występują zwłaszcza przy karmieniu piersią, a jest ich niemało:

  • ryzyko zbyt słabego przybierania na wadze;
  • zwiększone ryzyko przedwczesnego zakończenia karmienia piersią;
  • ryzyko zmiany prawidłowego naturalnego wzorca ssania;
  • możliwość uczenia się przez dziecko, że można na przemian ssać i gryźć, co później negatywnie może odbijać się na sposobie ssania piersi;
  • wprowadzanie sztucznej bariery w kontakcie z dzieckiem;
  • możliwość oduczania się matki prawidłowego odczytywania sygnałów wysyłanych przez dziecko na rzecz ich tłumienia.

„Zasługi” smoczka-uspokajacza w likwidowaniu laktacji są nie do przecenienia. To, że nawet postawa konsultantów laktacyjnych mięknie w tym względzie jest wyrazem wyłącznie tego w jakim środowisku żyjemy, dostosowania się do tła społecznego. Skoro tak wiele kobiet nie wyobraża sobie wychowania niemowlęcia bez smoczka, to dostosowują się do tego wyboru i zmiękczają swoje zalecenia.

Walka z podawaniem smoczka jest jak walka z wiatrakami. Konsultant swoje, matka swoje.

Przykład? (Nastąpi zmiana imion.)

Jeszcze w szpitalu:

Tłumaczę zasady, na jakich działa karmienie piersią. Dobrze radzą też położne, z którymi mamy akurat tu do czynienia. Wspólnymi siłami pomagamy Agnieszce w likwidowaniu zastoju w piersiach.

-No i, żeby zlikwidować zastój, żeby pokarmu Twojego było stosownie do potrzeb dziecka, to najlepiej nie podawać smoczka: ani tego z butelki, ani uspokajacza-gryzaczka- staram się tłumaczyć.

-Tak? Tego uspokajacza też? A ja myślałam, że tylko tego z butelki.

Kolejne spotkanie, gdy mały Rafałek ma 3 tygodnie. Ważymy i okazuje się, że waży słabiutko: na granicy normy (niecałe 17g na dobę przybiera). Oczywiście jeszcze raz tłumaczę, że dzidziuś ssie pierś za krótko o ten czas, w ciągu którego zaprzyjaźnia się ze smokiem. Proponuję, żeby mama odstawiła całkowicie smoczek, a karmiła, karmiła i karmiła piersią, a za 3 dni zważymy obywatela i w ten sposób upewnimy zaniepokojoną mamę, że człowiek potrafi się najadać z piersi, jeśli da mu się tą szansę. W każdym bądź razie nie ma potrzeby podawania mieszanki, którą już usłużnie zaleciła lekarka.

Po tych 3 dniach: Rafałek przybrał 60g/dobę. Jego mama rzeczywiście starała się nie podawać smoczka, jak najczęściej karmić piersią. Ale zostawiła sobie oczywiście smoczka.

Po 2 kolejnych tygodniach. Znowu smoczek wszedł w ruch. Dzidziuś znów zaczął przybierać o wiele gorzej niż mógłby bez tegoż tłumika.

Itd, itd. aż do skutecznego przedwczesnego zakończenia karmienia piersią. Bo smoczek i wygodna niecierpliwość okazały się ważniejsze niż wykarmienie własnego dziecka piersią.

Ech…



Szkoła przetrwania karmienia piersią

Karmienie piersią to szkoła przetrwania zarówno dla dziecka jak i dla matki. Trzeba mieć zrozumienie, ale też cierpliwość dla dziecka, dla siebie samej, dla czynności karmienia. Osoby, które z góry odrzucają wagę cierpliwości nie wytrwają często. Zwłaszcza gdy w odsiecz przychodzą łatwe namiastki typu smoczek-tłumik.

Karmiąc piersią prędzej czy później dopadają nas kryzysy:

  • Laktacyjne: kiedy dziecko ssie na umór i zdaje się matce karmiącej, że już tak będzie na wieki; ten rodzaj kryzysu jeszcze jest dość łatwy do przejścia; kilka dni, niekiedy tydzień lub dwa, czasem pierwsze 3-4 miesiące intensywnego ssania dzień i noc robi swoje: mleka zaczyna przybywać, maluch zaczyna ssać skuteczniej wraz z wiekiem i nie potrzebuje już tyle czasu spędzać przy piersi;
  • Zmęczenia: niedospanie, przesilenie wiosenne, jesienne, zachorowania mogą sprawić, że czujemy się zmęczone karmieniem; przeżywamy zniechęcenia, jesteśmy osłabione; ale tak jak z powodu zmęczenia nie przestajemy pracować zawodowo, tak z powodu zmęczenia nie ma powodu przestawać karmić piersią; trzeba za to obmyślić sposoby regeneracji sił, odpoczynku, zwolnić obroty, zatroszczyć się o zdrowszy tryb życia, zrobić ewentualnie badania lekarskie;
  • Emocjonalne: często z karmienia piersią robi się kozła ofiarnego tworząc mity typu „gdyby nie karmienie piersią, to by dziecko tyle nie płakało, to by się nie budziło w nocy”; „gdyby nie karmienie piersią, to by matka nie czuła się taka uwiązana do dziecka” itd. itp. Łatwo wtedy o pewną ambiwalencję: i ceni się tą mleczną drogę własnego dziecka i odsądza ją od czci i wiary. Pomocne w wyjściu z takiego zapętlenia mogą okazać się rozmowy, ujawnienie pokładów własnych emocji i poddanie ich refleksji. Wsparcie emocjonalne przez inne osoby oraz dostarczone samej sobie z wewnętrznych pokładów. Czasem jakaś trudna sytuacja osobista (np. przeprowadzka) rzuca też cień na karmienie piersią. Przemyślenie jej jednak plus kierowanie się empatią w stosunku do dziecka pozwala nam iść dalej w towarzyszeniu naszemu dziecku w erze mlekolubnej. Brak wsparcia społecznego karmienia piersią może też uwikłać mamę w nieradzenie sobie z własnymi uczuciami dotyczącymi karmienia piersią.

Kryzysy są jednak po to, by je pokonywać i wychodzić z nich z podniesioną głową. Nie trzeba się na nich zatrzymywać: towarzyszenie dziecku w pędzie jego rozwoju jest zbyt fascynujące, by tracić czas na biadolenie nad własnymi obciążeniami.



Co pomaga w łagodnym zakończeniu karmienia piersią

Różne są dzieci, różne też ich mamy, sytuacja rodzinna.

Stąd nie ma idealnej recepty na „dobre zakończenie karmienia piersią”, tak jak nie ma idealnych osób i sytuacji.

Można jednak wiele zrobić, by zakończenie to było udane, łagodne, nietraumatyczne dla diady mama-dziecko.

Kiedyś na spotkaniu grupy wsparcia wypisywałyśmy wspólnie takie czynniki, które według nas pomagają dorastać do spokojnego zakończenia tej wspólnej mlecznej drogi zarówno mamie jak i dziecku.

Co się tam znalazło m.in.:

  • danie sobie potrzebnego czasu; nie upieram się w tym, że każda mama musi kończyć karmienie dopiero gdy dziecko zadecyduje o tym, ponieważ różne są sytuacje, nie zawsze jest to możliwe; ale cierpliwość w karmieniu jest tu dużą pomocą, zaczekanie na swoje dziecko, które ma w pewnych okresach prawo do bycia niedojrzałym;
  • rezygnowanie na początek z karmień „mniej ważnych” dla dziecka, na których mu mniej zależy;
  • uczenie równocześnie z karmieniem  wielu sposobów okazywania uczuć, podkreślanie łączącej nas więzi;
  • wspieranie innych osób z rodziny (ojca dziecka, rodzeństwa, dziadków) i otoczenia w tworzeniu bliskiej, pozytywnej więzi z dzieckiem;
  • nie robienie z karmienia piersią „kozła ofiarnego”, „chłopca do bicia”- umiejętność zdystansowania się od własnych problemów z dzieckiem, również tych dotyczących karmienia go piersią;
  • wspieranie własnego dziecka w rozwoju szeroko pojętym (społecznym, intelektualnym, emocjonalnym);
  • przekonanie, że w ogóle jest możliwe we właściwym dla dziecka wieku spokojne zakończenie dla dziecka mlecznej przygody.

Na zbliżony temat udało mi się popełnić kiedyś artykuł. Jeśli mama się zdecyduje na odstawianie nawet przed dorośnięciem dziecka do zakończenia ssania, może dużo zrobić, by ułatwić to dziecku:

O odstawianiu słów kilka



Dieta matki karmiącej piersią

Karmienie piersią jest przejawem zdrowia i zdrowym wyborem zarówno dla mamy jak i dla dziecka. Gdy jest się zdrowym, nie ma mowy o jakiś szczególnych ograniczeniach diety. Dla zachowania zdrowia w takiej sytuacji zazwyczaj wystarczy zdrowa, racjonalna dieta.

Często mi się zdarza być nagabywaną o dietę mamy karmiącej. Dzieje się tak z powodu mitu o szczególnych ograniczaniach, jakie rzekomo mama karmiąc piersią musiałaby utrzymywać.

Kobiety więc rodząc dziecko z różnych źródeł, od różnych przyjaciół, personelu medycznego mogą usłyszeć następujące kwestie, iż karmiąc piersią nie można jeść:

  • surowych owoców,
  • owoców pestkowych,
  • surowych warzyw,
  • kapusty,
  • kalafiora,
  • cebuli,
  • czosnku,
  • grzybów,
  • mleka,
  • czekolady,
  • ryby,
  • itd., itp.

Lista jest długa- im dłużej zdarza mi się pomagać laktacyjnie, tym więcej „ciekawostek” słyszę.

Tymczasem laktacja to nie jest stan choroby, by trzeba było z góry przyjmować jakąś eliminacyjną dietę. Jest to stan zdrowia, a więc trzeba dbać o dietę, żeby była zdrowa, stosunkowo lekkostrawna, racjonalna, a nie jakaś restrykcyjna. Dopiero w sytuacji nietolerancji pokarmowej dziecka, alergii, zaczynamy „dłubać” przy diecie oczywiście wykluczywszy najpierw alergię kontaktową (na proszek, kosmetyki dziecięce).

Tymczasem pediatrzy często najpierw zalecają mamie jakąś dietę eliminacyjną (z góry podejrzewając matkę i jej dietę) nie spróbowawszy poszukać alergenu kontaktowego. Czasem biorąc też wyprysk niemowlęcy, potówki za objawy uczulenia. Dzieci często bywają uczulone nie tylko na pokarmy, ale też na dziecięce kosmetyki, na proszek, na elementy sztucznego środowiska. Niekiedy dziecko ma własne ubranka prane w dziecięcym proszku, ale już pościel, w której śpi z rodzicami jest prana w zwykłym proszku- nic więc dziwnego, że może reagować alergicznie. Tak samo ubrania rodziców prane w zwykłym proszku mogą powodować uczulenie, bo dziecko wiele razy na dzień przytula się do swoich rodziców policzkami.

Często zniechęca się matki do zjadania cebuli i czosnku, podczas gdy badania pokazują, że dzieci właściwie bardzo lubią mleko mamy po tym jak jadła np. czosnek. Nie istnieją żadne racjonalne przesłanki, by nie jeść tych wartościowych warzyw, przypraw podczas karmienia piersią.

Matki w Ameryce Północnej jedzą tak samo jak przed narodzinami tak i po nich wiele papryczek chili i innych pokarmów, które my uznalibyśmy za ryzykowne.

Karmienie piersią często bywa z powodu diety takim „chłopcem do bicia”. Otóż niektóre mamy, gdy dziecko płacze od razu interpretują to w kategoriach: „To na pewno po zjedzeniu…” Mało kto zechce doinformować się, że zwłaszcza noworodek ma prawo sobie popłakiwać, postękiwać kwadrans przed zrobieniem kupki i mieści się to w normie fizjologicznej. Jednak te 15 minut często w uszach zaniepokojonej mamy urasta do jakiś horrendalnych rozmiarów. Zresztą i starsze dzieci czasem czują pewien dyskomfort zanim się nie załatwią. Również niespokojny czas przed spaniem, zmęczenie bywa interpretowane jako objaw głodu.

Wieczorne niepokoje niemowlęcia i starszego dziecka też łatwo zwala się na dietę matki, podczas gdy też mieszczą się one w ogólnej fizjologii. Sami również wieczorem jesteśmy najbardziej zmęczeni i niespokojni- cóż się dziwić dziecku? Tym bardziej, że wieczorem jest obniżony poziom prolaktyny, a więc dziecko ma prawo wówczas więcej popłakiwać domagając się częstszych karmień o tej późnej porze.

Nie udało się potwierdzić naukowo związku jakiegoś rodzaju pokarmu w diecie matki z kolkami czyli napadowymi bólami brzuszka występującymi u niemowląt. Przyczyn takiej sytuacji naukowcy upatrują w niedojrzałym układzie nerwowym bądź pokarmowym.

Oczywiście w sytuacji nietolerancji, alergii pokarmowych dziecka konieczne jest głębsze śledztwo- nie przeczę, ale i w takim razie najlepszym rozwiązaniem jest kontynuowanie karmienia piersią. Wówczas dieta eliminacyjna spełnia swoje funkcje. Często też dzieje się tak, że winowajcy-alergenu nie udaje się odkryć, ale zazwyczaj i tak dalej należałoby zachęcać do karmienia piersią- dziecko ma wówczas większe szanse na wyrośnięcie z danej alergii.

Jakie więc rady dotyczące diety miałyby sens podczas karmienia piersią:

  • starać się, by w diecie mamy karmiącej było wiele wartościowych produktów: zdrowa zwyczajna, regionalna dieta dla zdrowych osób; ewentualne braki witamin, mikroelementów, i in. zazwyczaj odbijają się na zdrowiu matki, nie dziecka: matka karmiąc i odżywiając się kiepsko szkodzi więc przede wszystkim sobie; nawet jeśli matka je zbyt mało wartościowych produktów często ma ich nieco zmagazynowanych np. w wątrobie, kościach- a więc dziecko i tak dostanie ich wystarczającą ilość;
  • karmienie dziecka według jego potrzeb oraz według potrzeb matki zapewnia dziecku wystarczającą ilość mleka, a matce umożliwia zapobieganie zastojom, zapaleniom piersi;
  • witaminy rozpuszczalne w wodzie (m.in. B, C) powinny być przez matkę karmiącą zjadane na bieżąco, gdyż jej organizm nie jest w stanie ich magazynować;
  • matka karmiąca piersią powinna dbać, by w jej diecie było wiele kwasów tłuszczowych wielonienasyconych (organizm ich nie umie wytworzyć- musi dostarczyć z zewnątrz)  potrzebnych dziecku do prawidłowego rozwoju mózgu; olej lniany,tłuste ryby morskie są więc bardzo polecane;
  • w okresie połogu szczególnie polecana jest lekkostrawna dieta i ze względu na regenerację sił matki, i ze względu na dużą przepuszczalność jelit dziecka (alergeny, toksyny łatwiej się przedostaną przez błony śluzowe jelit); jest to więc okres ochronny- kiedy potrzeba szczególnie uważać na matkę i dziecko;
  • matka karmiąca nie musi pić mleka, ani jeść nabiału, żeby mieć mleko; co więcej odkrywa się coraz bardziej wpływ białka mleka krowiego na powstawanie alergii; nie poleca się dużych ilości mleka i jego przetworów: mogą być one obciążeniem organizmu zarówno dla matki jak i dziecka; część naukowców uważa, że są one przyczyną wielu kolek, niestrawności u dzieci i ich matek;
  • nawet niezdrowo odżywiająca się matka dostarczy zdrowszego i odpowiedniego pożywienia dla swojego dziecka karmionego piersią niż matka karmiąca sztuczną mieszanką, której spożywanie niesie wiele zagrożeń dla zdrowia i życia dziecka; może ponieść jednak skutek uboczny takiego postępowania: nadszarpnięcie własnego zdrowia;
  • żadna dieta, herbatki nie zapewni wystarczającej ilości mleka z piersi, jeśli nie będzie się wystarczająco często i skutecznie przystawiać dziecka do piersi; herbatki „na laktację” mają działanie placebo czyli bardziej na samopoczucie i psychikę matki niż ilość mleka;
  • podczas karmienia piersią nie należy się głodzić: głód, znaczne wychudzenie matki może spowodować zmniejszenie ilości wytwarzanego pokarmu (lecz nie ilości); jeśli matka chce się odchudzać- to zaleca się powolne racjonalne diety dostarczające wystarczającą ilość witamin i mikroelementów, białek, tłuszczy, węglowodanów złożonych;
  • warto unikać „spożywczej chemii”, np. sztucznych konserwantów, barwników, importowanej żywności itp.- jednak mimo ich stosowania, mleko matki pozostanie wartościowszym pokarmem podnoszącym zdrowie dziecka w porównaniu ze sztucznymi mieszankami;
  • nawet alergizujące pokarmy nie muszą być szkodliwe dla dziecka zdrowego; jednak matka z alergią może ich unikać bądź ograniczać, żeby zmniejszyć ryzyko alergii u swojego dziecka; zwłaszcza bardzo niebezpieczne bywają orzeszki ziemne- ze względu na najczęstsze przypadki wstrząsowych reakcji warto ich unikać szczególnie u małych niemowląt.

Podsumowując można powiedzieć, że mleko matki jest najzdrowszym pożywieniem dla małego dziecka. Laktacja czyli proces wytwarzania mleka w piersiach wymaga więcej kalorii niż ciąża- trzeba więc ich dostarczać, choć nie musi to być duża ilość ze względu na to, że w okresie ciąży zazwyczaj organizm matki gromadzi zapasy tłuszczu, minerałów, mikroelementów, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Stan błogosławiony jest właśnie takim okresem magazynowania właśnie jako żelazny zapas dla laktacji. Okres karmienia piersią jest czasem, kiedy jej organizm prowadzi bardzo oszczędną politykę zaspokajającą potrzeby dwojga, dając jednak pierwszeństwo potrzebom dziecka, stąd często wystarczające są stosunkowo niewielkie ilości wartościowego pożywienia.



Normalne jedzenie

Spotykam się często ze stwierdzeniem, że dziecko nie chce normalnego jedzenia, bo ssie tylko pierś.

Tkwi w tym założenie, że mleko matki to nie jest normalne jedzenie, tylko nienormalne. Jest w tym błąd myślowy: otóż mleko matki jest właśnie najnormalniejszym i całkowicie naturalnym pokarmem małego dziecka.

I właściwie zazwyczaj należałoby się cieszyć, że dziecko, które nie zgłasza  zapotrzebowania na innego rodzaju pokarmy, na „trudniejszą” żywność ma pokarm zawierający wszystkie składniki odżywcze począwszy od wody, białek, cukrów, tłuszczy, po enzymy, składniki przecwinfekcyjne, hormony itd.

Zwłaszcza mama pierwszego, jedynego dziecka narażona jest, by zbyt sztywno podchodzić do kwestii czasu wprowadzania żywności uzupełniającej. Gdy przeczyta, że ten odpowiedni czas to skończone 6 miesięcy, nierzadko stara się wtłoczyć w ten schemat swoje dziecko. Obserwacja rozwoju większej grupy dzieci pozwala się zreflektować, że dzieci dojrzewają jednak w różnym tempie. Zazwyczaj ten okres gotowości na nowe smaki, nowe potrawy poza mlekiem mamy waha się między 5-6 a 12 miesiącem. I część dzieci od razu z zapałem rozwija bujnie swój apetyt, inne z kolei czekają jeszcze dłużej (rekordziści nawet do 18 miesiąca). Jeśli dziecko rozwija się prawidłowo, nie ma anemii, to nie ma powodu do niepokoju.

Najczęstsze błędy popełniane przy wprowadzaniu nowej żywności:

  • zastępowanie w drugim półroczu dziecka mleka matki żywnością uzupełniającą (podczas gdy mleko powinno wówczas stanowić nadal podstawę diety); rezygnowanie z karmienia piersią według potrzeby w drugim roku życia;
  • porównywanie się z innymi mamami, z innymi dziećmi;
  • nie reagowanie na sygnały przekazywane przez dziecko (np. niechęć do jedzenia);
  • zmuszanie dzieci do jedzenia, np. podstępem, zabawianiem;
  • robienie z jedzenia dziecka problemu; przyklejanie mu etykietki „niejadek” (dziecko słucha i uczy się od rodziców, kim jest);
  • zbyt wczesne wprowadzanie najbardziej alergizujących pokarmów do diety dziecka: cytrusy, selery, przetwory z mleka krowiego, pomidory, kakao, orzechy, ryby; zwłaszcza gdy dziecko miało jakieś objawy alergii, można te pokarmy zostawić na drugi rok bądź później;
  • wczesne podawanie śmieci żywieniowych;
  • równoczesne podawanie pokarmu składającego się z wielu składników.

Karmiąc dziecko piersią, warto zdać sobie sprawę z tego, że żywność uzupełniająca jest przynajmniej z kilku powodów „trudniejsza” dla dziecka:

  • wymaga dobrego pogryzienia i dokładnego zmieszania ze śliną, czego dziecko dopiero zaczyna się uczyć;
  • może być zanieczyszczona, a więc wymaga sprawniejszej pracy nerek i wątroby (oczyszczalni organizmu);
  • wymaga sprawnego działania enzymów i procesów trawiennych;
  • może zawierać składniki podrażniające, alergizujące.

Dla dziecka w drugim półroczu i drugim roku życia niekiedy pół łyżeczki, łyżeczka to jest właśnie tyle, ile dziecko może potrzebować. Ani mniej ani więcej. Po ćwiartce albo po łyżeczce można proponować dziecku na pierwszy raz danego pokarmu. Jest to właściwa ilość, żeby oswajać się z danym smakiem, konsystencją, zawartością.

Jeśli dziecko akceptuje te pół łyżeczki, można wówczas kolejnego dnia zaproponować już całą łyżeczkę obserwując jego reakcję.

Nasz stosunek do karmienia żywnością uzupełniającą jest nacechowany kulturowymi uwarunkowaniami.

Wiele rodzin wychowuje swoje dzieci dążąc do przekarmiania jako ideał przedstawiając:

-dziecko jedzące dużo;

-dziecko jedzące wszystko oraz szybko;

-dziecko pulchne.

Przekarmiać łatwo też jest dzieci przyzwyczajone do butelki ze smoczkiem, która zazwyczaj uczy wypijania więcej niż potrzeby dziecka tego wymagają ze względu na niefizjologiczny wypływ (ciągły jednostajny). Dzieci te często mają rozciągnięte żołądki czyli przygotowane do przekarmiania. Czy warto więc porównywać swoje dziecko karmione piersią z dzieckiem karmionym butelką?